RSS
 

Wielkie wyrzuty sumienia

23 paź

Mam wyrzuty sumienia, że nie piszę… Obiecałam poprawę, ale jakoś ostatnio nie mogę się z niczym ogarnąć. Na uczelni chaos, ale nie taki jaki panuje w mojej głowie. Tak dużo myśli, wspomnień, planów, deklaracji, obietnic, zwątpień, rozczarowań, smutku bólu codziennie przelewa się przez moją głowę, że momentami nie wiem co mam robić. Nie raz jechałam tramwajem i ocierałam łzy. Nawet nie do końca wiem skąd one się biorą… Może ze zmęczenia? Może z rozczarowania? Może z bólu? Za dużo tego wszystkiego siedzi we mnie.

Ostatnio bardzo dużo się zmieniło w moim życiu. W końcu postawiłam na zdrowie – wycięłam migdałki, zaczęłam o siebie dbać. Bardzo dużą uwagę przywiązuję do tego co, kiedy i jak jem, choć czasem zdarzy mi się zgrzeszyć.

Do alkoholu mnie nie ciągnie. Nigdy nie miałam problemów z odmówieniem picia. Choć czasem są chwile, że chciałabym się upić i zapomnieć, ale w moim przypadku to przynosi przeciwny skutek:
nie potrafię się bawić -> więc siedzę zwykle sama
jak siedzę sama -> zaczynam myśleć o tym co było
jak zaczynam myśleć o tym co było -> zaczynam płakać
jak zaczynam płakać -> zaczyna boleć mnie głowa
jak zaczyna mnie boleć głowa -> myśle o tym żeby połozyć się spać
jak myślę o tym żeby położyć się spać -> ale nie zasnę, bo po alkoholu nie mogę zasnąć
jak nie mogę zasnąć -> zaczynam myśleć o tym co było
jak zaczynam myśleć o tym co było -> …
Także alkohol to nie jest najlepszy sposób żeby zapomnieć o wszystkim…

Obiecałam sobie, że postaram się jak najdłużej wytrzymać bez słodyczy… Plan upadł po 13 dniach – poszłam na urodziny synka kuzynki no a tam było ciasto (którego udało mi się nie tknąć :) ) i tort… a co to za urodziny bez tortu… No i się zaczęło… 

Jakiś czas temu chodziły za mną chipsy… W końcu kupiłam sobie jedne… źle się to skończyło. Bolał mnie brzuch, okropnie się czułam, nie mogłam spać…
Jakieś 1,5 tygodnia później naszło mnie na chrupki – równie źle się to skończyło…
Teraz już wiem – nie wolno mi jeść chipsów, choćbym nie wiem jak chciała…

Jeśli chodzi o czekoladę to bardzo dawno nie jadłam… w sumie nawet nie pamiętam kiedy, ale efekty widać do dzisiaj. Miałam taką ładną cerę… teraz nie mogę jej doprowadzić do porządku…

Jeśli chodzi o jedzenie to starałam się jeść 5 razy dziennie… Na uczelnie brałam jabłka, rzodkiewki, pomidorki, gruszki… Teraz jakoś się kasa skończyła… Kupuję tylko tyle żeby przeżyć, a niestety owoce i warzywa są strasznie drogie – zwłaszcza, że zbliża się zima…
Muszę się przyznać – dzisiaj jadłam tylko śniadanie po 9 i dopiero kolację koło 20 – 21… Przez cały dzień jakoś nie brakowało mi jedzenia… Może przez moment po południu, ale wypiłam 1,5 l (wody + izotonik)  w ciągu 1,5 h… wypełniłam sobie żołądek płynem i nie chciało mi się jeść… Dopiero jak wieczorem przyznałam się Panu A., że jedynie jadłam dzisiaj śniadanie to zrobił mi kolacje: kanapki (z ciemnego chleba z ziarnem) z szynką (bez masła) i pomidorki.

Na polu ćwiczeń też nie mam się zbytnio czym pochwalić… W zeszłym tygodniu jakoś nie specjalnie miałam siłę / ochotę iść na siłownię… Nawet na wf nie poszłam… Odrabiam to w tym tygodniu:
poniedziałek (wczoraj) – 40 minut na siłowni
wtorek (dzisiaj) – 1,5 h na siłowni
środa (jutro) – 1 h basen (wf)

Jednak od kilku dni mam trochę większe zmartwienie niż dieta i ćwiczenia… Ciągle boli mnie głowa… Momentami słabiej, ale są momenty, że boli bardzo mocno. Przeważnie jednak boli tak jak brzuch przy okresie (tu dziewczyny mnie zrozumieją) – to taki wkurzający ból… Nie da się o nim zapomnieć, ale też nie weźmie się tabletki, bo da się wytrzymać. Jakbym za każdym razem miała brać tabletki to bym chyba musiała łykać jak cukierki… Byłam u lekarza, ale nie wiele mógł mi powiedzieć na ten temat… wystawił skierowanie do neurologa i laryngologa, wystawił receptę na ketonal i do widzenia. Czasem dokładają się do tego zawroty głowy (zwłaszcza jak mocno głowa boli), a jak zawroty to i mdłości… Jak już się zacznie wszystko na raz to nic tylko spać… Prawie cały weekend przeleżałam w łóżku z czego większość czasu przespałam… Nie jest to miłe… Zwłaszcza, że do specjalisty się czeka dłuuugo:
laryngolog – 27 listopad
neurolog – 11 grudnia

Do tego jeszcze się dokłada ciągłe myślenie o Panu A… Niby jest dobrze, ale jest źle… Niby jest poprawa, ale jednak jej nie ma…

 

Dobra idę spać… Kolorowych snów… Głowa mnie boli :( 

 
 

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Nakietek71

    23 października 2013 o 08:55

    Kłopot z narzeczoną. Mimo, że ma świetną figurę oraz jest ładna to ciągle wymyśla, że musi się odchudzać oraz co rusz jest na jakiejś diecie, a to na dukanie, a teraz na jakiejś nowej diecie Fultona… Tłumaczę jej, że jest piękna i w ogóle, lecz ona ma jakąś manie. Nie mam już pomysłów jak mam do niej mówić, nikogo nie słucha. Pomóżcie.

     
    • Limetka

      24 października 2013 o 09:41

      Tak jak już wcześniej Ci pisałam
      „Może pójdź z nią do psychologa? Skoro jest szczupła, a i tak chce się odchudzać to już choroba.
      Jeśli się nie da przekonać na psychologa to poproś żeby poszła na siłownię. Postaraj się ją przekonać, że sama dieta to nie wszystko, żeby poszła, spotkała się z jakimś trenerem. Może jemu się uda przetłumaczyć, a jeśli nie to przynajmniej będzie w dobrej formie.
      Pozostaje jeszcze spotkanie z dietetykiem… Może uda się lekarzowi ułożyć plan żywieniowy żeby myślała ze jest na diecie a tak naprawdę będzie się po prostu dobrze odżywiać.
      W ostateczności to chyba tylko zagrozić, że ją zostawisz jeśli nie przestanie się katować dietami, bo skoro Ci nie wierzy, że jest piękna, że nie musi się odchudzać i że jeśli dalej o tym myśli to to jest choroba i ja już nie wiem co mógłbyś zrobić… Może to nią jakoś potrząśnie.
      Powiedz, że zależy Ci na niej i że chcesz żeby była zdrowa. Ta dieta Fultona z tego co widzę jest okropnie niezdrowa… „