RSS
 

W końcu do mnie dotarło

09 lis

Wczoraj był paskudny dzień…

Rano zastanawiałam się czy wstać czy nie. To było bardzo trudne, no ale musiałam wstać, bo na wykładzie chodzę i sprawdzam obecność. Tylko to mnie na ten wykład ciągnie…

Na wykładzie ludzie mnie wkurzyli… Wytłumaczcie mi. Jedna lista (nazwiska od A do L) idzie od dołu sali do góry. Druga lista (nazwiska od Ł do Ź) idzie od góry sali w dół. Wytłumaczcie mi dlaczego lista, która idzie do góry idzie normalnie (w prawo -> do góry -> w lewo -> do góry) a lista, która idzie z góry idzie sobie w dół i nagle idzie do góry… potem znowu idzie w dół (bo ją naprostuje) i za chwile idzie do góry… Na górze list jest wyraźnie napisane która w którą stronę idzie… Próbowałam n czerwono, podkreślone, wytłuszczone, mówiłam przez mikrofon – nic nie dociera… i takim sposobem lista do góry już doszła a druga jest dopiero w połowie… Przysięgam nie ogarniam… czy tak ciężko jest przekazać listę?
Dostaję z lewej przekazuję w prawo
Dostaję z prawej przekazuje w lewo
Siedzę na końcu rzędu sprawdzam na górze czy w dół czy w górę
Wytłumaczcie mi czy to takie trudne?
Później wykładowca mnie wkurzył. Dzień wcześniej na wykładzie  zrobił wyrywkową kontrolę i przeczytał listę. Kto się wpisał i wyszedł / został dopisany będzie miał problem z zaliczeniem kursu. Przed wykładem poszłam do niego i się pytam czy mamy po wykładzie też tak sprawdzić listę a on że tak. No to lecimy z listą, przepisałyśmy ją na listę od prowadzącego (zabawa w kółko i krzyżyk) i czekamy na koniec wykładu. Ostatnio zrobił tak, że powiedział, że koniec wykładu ludzie zaczęli wychodzić a on zaczął czytać listę… więc jak ludzie zaczęli wychodzić to ich zatrzymała i się pytam prowadzącego co ze sprawdzaniem a on „No przecież już pani sprawdziła. Idźcie do domu”… Nie ogarniam…

Wychodząc z wykładu spotkałam się z Panem A. i Panem K. (kolega bardziej Pana A. niż mój, mieszkają razem w mieszkaniu). Miałam 2 h do angielskiego, więc nie bardzo mis ie opłacało jechać do domu. Zaczęliśmy gadać o siłowni, bo Pan K. też ma karnet. Umówiliśmy się na popołudnie (po moim angielskim). A dla zabicia czasu (co wyszło od Pana K.) pojechaliśmy na zakupy. Chłopaki musieli kupić coś do jedzenia, ale przede wszystkim rzeczy do sprzątania, bo w mieszkaniu mają chaos. Jako tako nam to poszło. Pojechałam na angielski…

Tam tez masakra… Nie mogłam się skupić, ciągle się wygłupialiśmy z kolegą jak zwykle i wtedy pierwszy raz do mnie dotarło, że robię źle…

Pojechałam do domu, wzięłam rzeczy i pojechałam na siłownię. Przed wejściem spotkałam się z chłopakami i zeszliśmy razem. I to by było na tyle naszego wspólnego bycia na siłowni… Miałam wrażenie, że udają, że mnie nie ma, że mnie nie znają… Czasem pogadaliśmy chwileczkę i tyle. Nagle gdzieś zniknęli… Obeszłam cały klub i nigdzie ich nie było… Poszłam jeszcze poćwiczyć i znowu się przeszłam po klubie… Nigdzie ich nie było, więc doszłam do wniosku, że poszli już się przebierać (zwłaszcza, że na siłowni byliśmy już ponad godzinę)… bez słowa… Więc tez poszłam. Prysznic i tak dalej. Przebrałam się, wysuszyłam włosy i wyszłam…

Wtedy już się po prostu załamałam… Siedziałam w tramwaju i tylko wycierałam łzy… Dotarło do mnie, że tracę wszystkich, na których mi zależy…
Pan T.
Pani K.
Pani A.
Pani O.
Pani E.
Pan A.
Pan K.
Pan P. też ma dla mnie coraz mniej czasu… praktycznie w ogóle

Jestem wredna, męcząca… Lidzie mnie po prostu nie lubią, ale tylko dlatego, że wiedzą, że potrafię być skuteczna zgłaszają się do mnie gdy mają jakiś problem… Pomogę i zapominają o moim istnieniu… 

Ciągle w głowie mi siedzi to co rodzice Pana A. o mnie powiedzieli, bo pomyśleli pewnie jeszcze gorzej…
Ładnie i delikatnie mówiąc nie przypadłam im do gustu…
Ładnie mówiąc, że jestem wkurzająca, brzydka i głupia…
Normalnie mówiąc… nie wiem, bo Pan A. z uwagi na moje uczucia nie chce mi powiedzieć. Powiedział tylko, że nie chciał mnie przedstawić rodzicom, bo wiedział jaka będzie reakcja i  taka była…

Więc czemu ja się dziwie, że mnie zostawił, że nie potrafił się we mnie zakochać… Że nikt mnie nie chce…

Jakoś godzinę po wyjściu z siłowni gdy od chłopków nie było znaku życia wyłączyłam telefon. Do tej pory go nie włączyłam i choć wiem, że pewnie nie pisali, nie dzwonili to nie chcę go włączać… NIE MA MNIE

Ogarnę trochę pokój i idę na siłownie…

Wczoraj pojechałam mając nadzieję, że jak się zmęczę to poczuję się lepiej… wyszło odwrotnie. Czułam się jeszcze gorzej… Wróciłam, położyłam się na łóżku i ryczałam… Po jakimś czasie poszłam spać. Obudziłam się po 1 w nocy z ogromnym bólem głowy. Próbowałam zasnąć i jakoś się udało… Kolejny raz obudziłam się przed 5. Jeszcze mocniej bolała mnie głowa… napiłam się wody i udało się jeszcze zasnąć… Kolejny raz obudziłam się po 6, choć wydawało mi się, że w ogóle nie spałam. Udało mi się jeszcze zasnąć do 9.

Wstałam do lodówki po śniadanie – mały jogurt naturalny. Podzieliłam się z kulką (odlałam jej troszkę na miseczkę i włożyłam do klatki), a resztę tak o wypiłam i wzięłam żelazo.

Na angielskim robiliśmy takie zadanie, w którym m.in. musieliśmy odpowiedzieć na pytanie czego żałujemy, że przestaliśmy robić. Moja odpowiedź: grać na gitarze…
Dzisiaj rano wstała i wzięłam gitarę do ręki… Pograłam chwilę i zrobiło mi się trochę lepiej… ale tylko trochę…

 

Jestem do niczego… Naprawdę tak myślę i wszystko dookoła mi o tym przypomina… I choćbym zmieniła swój wygląd to i tak niczego nie zmieni… I tak się wszyscy ode mnie odwrócą…

 

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Co siedzi we mnie, Praca nad sobą

 

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz