RSS
 

Notki z tagiem ‘zmartwienie’

Ogromne zmiany i kolejny początek

30 sie

Oj dawno nie pisałam, ale to przez to, że dużo się też działo. Nie miałam chwili żeby sobie na spokojnie usiąść i pomyśleć.

W ostatnim tygodniu lipca wzięłam urlop. Przyjechała mama na tydzień więc trochę pojeździłyśmy i pozałatwiałyśmy parę spraw, oczywiście obeszłyśmy prawie wszystkie galerie w poszukiwaniu sukienki na wesele dla mamy i tak jakoś zleciał tydzień.

W poniedziałek – ostatniego dnia lipca – przychodzę do pracy, ale jakoś tak czułam, że wisi coś w powietrzu. O 10:15 mój dyrektor do mnie pisze, czy mogę przyjść do niego tak koło 10:30 pogadać. To ja już ściśnięte gardło… nigdy tak nie pisał. Mówił żebym zjadła II śniadanie przed, ale przez te 15 minut siedziałam jak na minie. W ogóle nie mogłam się skupić. Poszłam – no i choć w nawet miłej atmosferze jak na okoliczności – wyszłam z wypowiedzeniem. Powiedział, że mogę wyjść teraz, albo posiedzieć do tej 16, jak wolę. Stwierdziłam, że wracam do domu z dwóch powodów.

  1. Muszę zacząć szukać nowej pracy
  2. Starałam się zachować powagę i nie rozpłakać.

W pewnym momencie napłynęły mi łzy do oczu, ale zaczęłam mrugać i udało się stłumić. Szybko wyszłam i poszłam na autobus. Z tym całym tobołem rzeczy… Wróciłam do domu, zabrałam się za przepisywanie CV, bo przez rok dużo się zmieniło. Zalogowałam się znowu na platformę z ogłoszeniami i wysyłałam CV tam gdzie pasowałam doświadczeniem i umiejętnościami.

Niestety po miesiącu poszukiwań dalej „nikt” mnie „nie chce”… ;( To jest straszne!! Mam 2 lata doświadczenia a i tak twierdzą, że za mało… Nikt nie chce mi dać szansy… Uwierzyć mi, że dam radę i że się sprawdzę.

Pan Ł. wyszłał moje CV u siebie w firmie do kadr. Stwierdzili, że mimo że nie mają rekrutacji teraz to spotkają się ze mną. Tuż przed tym długim weekendem miałam pierwszą rozmowę. Tydzień później zaprosili mnie na drugą i mówią, że muszą się zastanowić czy w ogóle otwierać nowe stanowisko, a jak tak to czy spełniam ich wymagania. Dali sobie czas do wtorku włącznie. No i zadzwoniła wczoraj… Początek standardowy: „Dzień doby… Mieliśmy się odezwać do wtorku, a że jest 14:30 to się zmieściłam…”. I tak sobie myślę: „Powiedz, że nie przyjmujecie mnie i z głowy”. A tu nie!! Stwierdzili, że mnie zatrudnią!! To jest w ogóle… Coś niemożliwego!! Ale jest mały haczyk – od października. Teraz mam wypłatę, za okres wypowiedzenia… Ale co będzie w październiku? Wypłatę dostanę dopiero w listopadzie ;( Stwierdziłam, że muszę zacisnąć pasa i odłożyć z tej wypłaty ile się da… no ale na czynsz nie starczy. Chłopak powiedział, że mi pomoże, no ale… to też będę musiała oddać. I późnym wieczorem koleżanka z byłej pracy, która teraz zakłada swoją firmę zaproponowała mi czy mogłaby jej zrobić stronę firmy ;) Po prostu z nieba mi spadła!!

Dzisiaj Pan Ł. wymyślił, że weźmie dodatkową pracę na pół etatu. Stwierdził, że on ma większe szanse na zarobienie kasy w miesiąc, niż ja, bo ja mam problem z tą ręką… W ogóle sytuacja teraz wygląda tak, że czekam na zabieg nacinania ścięgien… do stycznia… Szybciej się nie da, albo 1200zł.

Więc tak podsumowując
Nikt mnie znowu nie chciał… Ale osobowością wygrałam życie i udało się znaleźć pracę ;) Na szczęście nie było już tak źle jak w zeszłym roku. Choć wtedy wiedziałam, że nie mam żadnego doświadczenia komercyjnego, jestem samoukiem, więc łatwiej było przyjąć odmowę i stwierdzenie, że mam za małe umiejętności… Teraz przez ten rok bardzo się rozwinęłam, wiele, wiele się nauczyłam… Ale dla tych wszystkich rekruterów liczy się, że nie pisałam obiektowo i skreślają mnie na wstępie. A tydzień temu się wkurzyłam i stwierdziłam: „Kurde! Przecież w innych językach pisałam obiektowo, a to prawie to samo. Więc co? Nie dam rady?! Oczywiście, że dam! I nikt już nie będzie mnie skreślać z takiego powodu!!!”. No i w jeden dzień napisałam logowanie i rejestracje użytkownika. Nie było wcale tak źle ;) Miałam chwilę zwątpienia, że może faktycznie mają rację, ale potem się otrząsnęłam i wróciła pewność siebie. We wtorek dotarło do mnie: „Kurde kobieto! Minął miesiąc, a Ty dalej nie masz pracy! Tyle mogłaś zrobić i co? Nic z tego nie wyszło… Ogarnij wreszcie, że nie masz pracy!!”. Chciało mi się płakać, ale że jechałam z Panem Ł. to nie chciałam tego po sobie pokazać i szybko się ogarnęłam. Wiem, że lada dzień odchoruje tą sytuację… Ale teraz w końcu zaczęło się układać :) Jutro opisze moje rekrutacje ;) mam różne wspomnienia.

 

Piątek, 14-07-2017

14 lip

Znowu magiczna granica na wadze… tak jakby się zepsuły pierwsze dwie cyfry… No masakra! To takie domotywujące… Do tego rozłożyło mnie przeziębienie. Przewiało mnie w pracy, bo klima wieje mi po plecach… a w weekend impreza w domu! To jakaś porażka! Chce do domu!

Jeszcze większa porażka – moje ćwiczenia… Przedwczoraj nic! Wczoraj zmotywował mnie chłopak to zrobiłam serię brzuszków… A reszta? To jakaś porażka! Jestem zmęczona, wykończona wręcz. Chce mi się spać i nie mogę się skupić na pracy. Straciłam wenę do układania posiłków i dzisiaj rano przy śniadaniu zdałam sobie sprawę z tego, że w sumie nie mam nic „super” na obiad… Ciągle to samo!

Przed wczoraj zdałam sobie sprawę z tego ile razy i ile lat próbowałam coś ze sobą zrobić… To przerażająca liczba! 6 LAT!! W tym czasie gdybym chudła średnio 0,3kg MIESIĘCZNIE miałabym idealną sylwetkę! A tym czasem? Starałam się o siebie „dbać” przynajmniej 5 razy. I co? Zwykle kończyło się to wracaniem do „normalnego” jedzenia i powrotem wszystkiego!! Jest mi cholernie przykro, czuje się z tym mega źle i gdyby nie to, że jestem taka słaba to byłabym „idealna”… Nie… nie poddaje się. Mam tylko chwilę załamania i przemyśleń. To takie przykre podsumowanie. Mam nadzieję, że mi przejdzie.

 
 

Środa, 12-07-2017

13 lip

Jestem w szoku jak wiele zmieniło się w mojej głowie. Wcześniej było tak, że co zjadłam to zjadłam. Czy zdrowe czy nie, byle smaczne. Jadłam słodkie, czasem tylko sobie odmawiając. Wszędzie jechałam samochodem, a wymówką były duże zakupy. Czasem coś poćwiczyłam, ale bez rozpiski, jak mi się przypomniało. I pewnie jeszcze kilka grzeszków by się znalazło. A teraz? Patrzę co jem, liczę ci jem, pilnuje kiedy jem. Do tego więcej razy byłam na piechotę po zakupy w ciągu miesiąca niż przez rok. A co do ćwiczeń? To sami wiecie z tego bloga. Wczoraj wróciłam po pracy, zjadłam, odpoczęłam chwilę i przebrałam się do pracy :) Wzięłam jedną cześć ogrodzenia, papier ścierny, wyszłam na balkon i zaczęłam szlifować. Zajęło mi to 2,5h, ale uwierzcie, że było warto. Już pod koniec zadzwoniło mi powiadomienie, że czas na kolację, więc stwierdziłam, że już dokończę. Skończyła, posprzątałam, siadłam na kanapie i tak sobie myślę. Co ja mogę wyczarować z tej lodówki? Poszłam zobaczyć co mam, ale ciągle z tyłu głowy miałam „Halo! Nie ćwiczyłaś nic dzisiaj!”. W myślach usprawiedliwiałam się, że przecież to szlifowanie też można podciągnąć pod ćwiczenia, poza tym nogi muszą trochę odpocząć. Wyjęłam z lodówki jajka na jajecznicę, umyłam i już miałam je zważyć i zacząć robić kolację, ale… odłożyłam je bezpiecznie na blat i poszłam do łazienki. Popatrzyłam tak na siebie i tak trochę bezwiednie przebrałam się do ćwiczeń. Włączyłam muzykę, rozłożyłam przy kanapie matę i jazda :) Byłam tak okropnie zmęczona, ale taka szczęśliwa!! Prysznic i wróciłam do robienia kolacji. Czułam się tak fantastycznie, że jednak zmotywowałam się żeby poćwiczyć, że nikt sobie tego nie wyobraża! ;)

Dzisiaj jest już trochę gorzej. Wróciłam do domu, przygotowałam sobie kolację na wynos i zjadłam podwieczorek! Ze mną jest chyba coś nie tak! Miałam taką ochotę na majonez, że nie mogłam się powstrzymać! Zrobiłam sobie więc kanapkę, z cienką warstwą majonezu. Praktycznie nie było go czuć, ale zachcianka zaspokojona. Wychodziliśmy z chłopakiem wieczorem i tak się zastanawiałam…
„Kurde… co najdłużej będzie mnie trzymać, żebym nie była głodna? Zwłaszcza, że idziemy na imprezę, więc będzie jedzenie (grill i inne takie stanowiska, jak to na imprezach „masowych”), będzie pachnieć, będzie kusić” – zaczynam się bać własnych myśli ;P
Postawiłam na kanapkę z upragnionym majonezem, jogurt i sok grejpfrutowy. Całkiem dobrze mi to wyszło, bo przechodziliśmy obok jedzenia jakieś 2h od zjedzenia i nic :) Później na imprezie jak siedzieliśmy, to sobie po cichutku wyjęłam kanapeczki i zjadłam kolację :) Nic nie kusiło, no może zaczęłam się zastanawiać nad popkornem. Ale nie w kontekście, że mam ochotę (choć pewnie większość tak pomyśli ;P), tylko w kontekście tego ile ma wartości odżywczych, jaki ma indeks glikemiczny, oraz jak bardzo niezdrowo go tutaj robią. Jak sobie to uświadomiłam to znowu się przeraziłam, o czym ja myślę!! Wróciliśmy do domu po 22. Musiałam jeszcze ugotować obiad i? No właśnie… ćwiczenia…  ale już była ta godzina… i byłam zmęczona… Wyrzucałam sobie, że nie zrobiłam tego przed wyjściem, ale musiałabym się wykąpać, nie że nie lubię, czy coś, ale musiałabym też umyć włosy. A nie zdążyły by mi wyschnąć do wyjścia. Jeszcze pod prysznicem jak dostałam nowa energię pomyślałam, że może chociaż chwilę brzuszki, albo przysiady, albo chociaż rowerek… ale nie… przecież znowu musiałabym się wykąpać… odpuściłam. Dzisiaj (w czwartek, 13-07-2017) jest mi przykro, że się poddałam wczoraj :( Ale jeden dzień nie zrujnuje przecież całej pracy nad sobą :) Dzisiaj (w czwartek) będzie lepiej :)

 

Wtorek, 11-07-2017

11 lip

Wczoraj był bardzo ciężki dzień… Ciśnienie takie, że tylko pójść spać. Nawet myślałam o kawie, ale się powstrzymałam. Na szczęście udało mi się wrócić do domu przed ulewą i wichurą. Po 18 zmotywowałam się do ćwiczeń. Tak mnie nogi bolały… ale udało się dobrze rozgrzać, tak że udało się poćwiczyć choć nie powiem zakwasy się odezwały. Nie wiem czy nie powinnam zrobić sobie przerwy, ale? Zrobiłam w końcu wszystkie ćwiczenia po 10sek (trening Anny Lewandowskiej)! Byłam szalenie zmęczona, ale dałam radę :) Potem jak rozciągałam nogi to mnie bolały jak nie wiem mięśnie z boku kolan, ale rozciąganie, prysznic i jest ok :)

Niestety miałam małego głoda w brzuchu… Wciągałam, to trochę soku, to trochę winogrona… słodkiego? Nie xD Szczerze to dopiero teraz przypomniałam sobie o tej czekoladzie w szafie :D Nawet nie pomyślałam!

A jeszcze jedna kwestia. Zaczęłam komponować posiłki z produktów o niskim indeksie glikemicznym – czyli nie powinno być takie „AAA MUSZĘ ZJEŚĆ!!! AAA SŁODKIE!!! I faktycznie nie ma :) za to mam tyle jedzenia, że nie jestem w stanie tego zjeść!! Po prostu tego jest za dużo! Warzywa i owoce (tak do godziny 18) mają niska kaloryczność, mało węglowodanów, białka, a zwłaszcza tłuszczu. Można je jeść w ogromnych ilościach – mam takie wypasione kanapki, że w życiu bym nie powiedziała, że na diecie można takie zjeść xD Nie jestem w stanie dobić do tylu kalorii (chociażby) żeby zjeść ilość przewidzianą na dany dzień, a co dopiero jakbym miała jeść tyle ile organizm normalnie potrzebuje ;) Tak więc?

Dieta to nie głodówka!!!

To zmiana stylu życia i żywienia ;)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Praca nad sobą

 

Środa, 05-07-2017

06 lip

Dzisiaj bez rozpiski, ale muszę się czymś podzielić. Czytałam, że na słodycze ma się ochotę przez zbyt małą ilość węglowodanów przyjętych w ciągu dnia. I chyba faktycznie tak jest. Co prawda rygorystycznie jadłospisu trzymam się 2 dni, ale wcześniej też starałam się, żeby w każdym posiłku był owoc/ warzywo. Żeby dostarczać węglowodany w postaci ryżu, makaronu czy wafli ryżowych. I szczerze? Mam ochotę na słodkie. Zwłaszcza jak otwieram szafkę z jedzeniem, a że jest wieczór… że gotuję na następny dzień obiad do pracy, to się chce. Ale chyba mi się coś w główce przestawiło xD Mimo otwartej czekolady, którą teoretycznie mogę jeść, bo jest bezglutenowa; mimo batoników chłopaka, których może nie powinnam jeść… zamykam szafkę i idę do lodówki! A w lodówce? Owoce… warzywa… i patrze na zegarek, na jadłospis… „nie… jednak nie jestem głodna” xD Nie rozumiem!! Wcześniej bym sobie powiedziała „no ok… jedna kostka!”, albo „wiem… wiem… że nie powinnam, ale przecież nic się nie stanie. Tyle czasu uważałam, tyle już się postarałam, więc mogę mieć małą nagrodę”, a teraz? Kończy się na jednej truskawce, albo szklance wody!! To jest tak dziwne uczucie! Nie potrafię tego opisać! Albo wczoraj. Zrobiłam ciasto na naleśniki… ale niestety mi nie wyszło, do tego stwierdziłam, że definitywnie muszę kupić nową patelnię, bo jak zobaczyłam jak wygląda teflon to się przeraziłam, że nie zauważyłam tego wcześniej. No nic… próbowałam zrobić z tego ciasta placki w garnku :) ale tez nic z tego nie wyszło. Myślę sobie „no nic… trudno”. Wstawiłam ciasto do lodówki z myślą, że może coś dzisiaj z niego zrobię, ale zostałam bez obiadu na dzisiaj. Męczyło mnie to nawet jak szłam spać. Rano dzwoni budzik i pierwsza myśl „jeszcze pięć minut…”, a potem „HALO! Nie masz obiadu do pracy! Wstawaj! Masz pół godziny żeby coś wymyślić i zrobić!”. Przestawiłam budzik na 5 minut drzemki i myślę „Mam pomidory, paprykę, ryż, ale czy mam tuńczyka? Ale nie mam szczypiorku… hmm… No dobra… coś się wymyśli”. Dzwoni budzik, to wstaje. Po drodze do łazienki nastawiłam wodę na ryż i poszłam się ogarniać. Zagotowała się woda to wrzuciłam odmierzony ryż i kombinuje dalej „Pomidor? Obecny. Tuńczyk? Nieobecny. Więc co jeszcze… może jogurt? Mało… No to ciut majonezu? Mało… Może trochę ziaren, bo nic dzisiaj nie ma. Siemię? Mało… Pestki dyni? Noo daje rade :)”. No i tak postał obiad z niczego xD Jak na programistę – Excal zawsze pomocny (póki nie skończę aplikacji) :D W między czasie zrobiłam śniadanie, którego oczywiście nie zdążyłam zjeść w całości w domu, więc już 3 dzień z rzędu skończę na przystanku czekając na autobus :) Pakuje te wszystkie pudełeczka do torebki – niestety chyba muszę zainwestować w większą torebkę, bo choć pudełka małe, to i tak się nie mieszczą :( i biegiem na autobus. Taka przebieżka z rana :) Naprawdę nie wiem, dlaczego ludzie się na mnie dziwnie patrzą na przystanku jak siedzę i wcinam kanapeczki i zagryzam rzodkiewka lub papryką ;P

A co do aplikacji. Powstaje, bo koleżanka wjechała mi na ambicję ;)
- [...]
- O rany! Ile tego do ogarnięcia. – ona
- Mam excala, który mi wszystko liczy :) – ja
- No ja bym na to nie wpadła – ona
- [...]
- Pewnie program do tego napiszesz jakiś – ona
No i rzuciła mi wyzwanie :D

 
 

Lepsze niż kawa

16 cze

No a cóż może podnieś ciśnienie lepiej niż kawa, jak nie polityka…

Jak jestem cierpliwym człowiekiem i naprawdę potrafię wiele znieść, ale cierpliwość też ma granice. Zaczynając od tego, że nienawidzę jak ktoś próbuje ustawiać życie i mówić mi co mi wolno a czego nie. Po zaglądanie do mojego portfela, mieszkania, życia, a w szczególności łóżka!

W rządzie – nie oszukujmy się – większość jest bogata, nie brakuje im kasy na nic. Mogą sobie godnie żyć, a do tego ustawiać życie innym. Co to ma znaczyć, że ktoś sobie coś wymyśli i uzna to za „dobrą zmianę” i nie zapyta innych o zdanie. Dlaczego przy każdej, DOSŁOWNIE KAŻDEJ ustawie wkraczającej w życie prywatne obywateli nie zapyta się ich o zdanie? Przecież Ci który uważają, że „tak będzie dobrze” nigdy nie zjada się w takiej sytuacji!

  1. Aborcja
    Jestem osobą wierzącą i nigdy nie chciałabym się poddać aborcji, ale są różne sytuacje w życiu. Jeśli kobieta zostanie zgwałcona to jak ma pokochać to dziecko? Może się znajdą takie, które uznają, że dadzą radę je wychować, ale zapewne większości będzie się kojarzyć z bólem zarówno psychicznym jak i fizycznym… Kochani politycy płuci męskiej… jak mogą się wypowiadać na ten temat? Skąd mogą wiedzieć co kobieta może wtedy przeżywać? Domyślam się, że usuniecie to nie jest prosta decyzja, ale niektóre ja podejmą i czy Panowie w rządzie się zgodzą czy nie – zrobi to! Jeśli nie tu w kraju, jeśli nie w sterylnych warunkach to wyjdzie, albo zrobi to w okropnym miejscu. Tak chcą ratować życie istot nienarodzonych, a co z życiem matki, która może przez tę ciążę umrzeć? Zwłaszcza bez gwarancji, że dziecko przeżyje? A co jeśli dziecko przeżyje, a kobieta była całkowicie samotna? Jakie życie będzie miało to dziecko? Ktoś o tym pomyślał??
  2. Tabletka dzień po
    ‚Żeby wziąć tabletkę „dzień po” to trzeba iść do lekarza „dzień przed”‚
    Kto to wymyślił? Ja się pytam kto? „Klauzula sumienia”? Naprawdę? Ta osoba, która wpadła na tak genialny pomysł sama nie ma sumienia! Osoby poniżej 18 roku życia jeśli je zażywają to według farmaceutów nikły procent. Poza tym wystarczyło (skoro tak bardzo chcieli wprowadzać coś nowego i pokazać, że coś robią oprócz wkurzania ludzi) podnieś wiek z 15 do 18 czy 21 lat… Skoro tak bardzo leżało im na sercu to że rzekomo młodzież „jadła te tabletki jak cukierki” (to moje porównanie, nie cytat). Przez to, że komuś w główce zaświtało „Hej! Powiedzmy, że z troski o naszą młodzież ograniczmy dostęp do leków antykoncepcyjnych. Niech się rodzi więcej dzieci! Przecież tak głosi Kościół żeby chronić każde życie.” cierpi całe społeczeństwo. A najbardziej nie uderza to w młodzież tylko w kobiety po 25-30 roku życia. Ciekawa jestem czy zapytali się o opinię lekarzy, czy kobieta po np. 40 powinna urodzić dziecko? Czy urodzi się zdrowe jeśli wpadnie? Czy jej nic nie będzie? Przecież to nie chodzi tylko o ciąże wśród nastolatków czy poza małżeńskie, które uznaje Kościół za ogromny grzech. Ta ustawa tyczy się też ludzi dorosłych, którzy żyją „po Bożemu”, mają dzieci i się kochają. I zwyczajnie przydarzy im się wpadka… No a przecież skoro nie tabletka to aborcja, która jest gorszą ingerencją w organizm kobiety.
    Nasz kochany rząd tak szuka kasy żeby łatać dziury w budżecie, ale takimi ustawami doprowadzi do sprzedaży tych tabletek na czarnym rynku, w których też może być nie wiadomo co, a w aptece ma się przynajmniej pewność, że się nie otruje…
  3. Ciąża
    Ok… Kobieta jest w ciąży, czy tego chce czy nie. Medycyna poszła na tyle do przodu, że jeszcze w łonie matki można dziecko wyleczyć z wielu chorób. A nie od dziś wiadomo, że szybka diagnoza i podjęcie leczenia to klucz do zdrowia. A co robi kochany rząd? Popiera petycję o edukację w szkole (o ile z tym się zgodzę) i zakaz badań prenatalnych (o tyle z tym już nie), żeby przypadkiem nikomu nie przyszło do głowy, że dziecko będzie chore i myśleć o aborcji. W takim  razie co wtedy kiedy dziecko urodzi się chore? Dla rodziców to jest szok! Przecież każdy marzy żeby dziecko było zdrowe i prawidłowo się rozwijało. Większość podejmie się trudu wychowania, ale cześć stwierdzi, że sobie nie poradzi i porzuci dziecko. Dobrze jeśli zostawi je w szpitalu czy oknie życia. Ale ile się teraz słyszy o porzuceniach na śmietniku, czy że ktoś zabił dziecko bo płakało… A do tego jakby się dowiedzieli, że można było dziecko operować czy leczyć jeszcze w łonie matki zamiast teraz patrzeć na cierpienie takiej małej niewinnej istotki? Wyobraża sobie ktoś co przeżyją rodzice?
  4. Macierzyński
    Coś obiło mi się o uszy, że chcą go skrócić. A ile żłobków jest w stanie przyjąć takie maleństwa? Ile jest miejsc dla dzieci tak małych?
  5. Żłobki i przedszkola
    Ile rodzi się dzieci, a ile jest miejsc w żłobkach i przedszkolach? Jeśli chce się zapisać pierwsze dziecko to już w ogóle kicha, bo jak młodsze rodzeństwo to przynajmniej ma się jeden z punktów pierwszeństwa spełniony. Mam kilkoro dzieci w rodzinie i mniej więcej wiem jak to wygląda. Pierwszeństwo mają dzieci samotnych pracujących matek i dzieci, których rodzeństwo już chodzi do danej placówki. W ostateczności po znajomości. A tak? Pozostaje czekać w kolejce. Kiedyś to było dla mnie śmieszne, że w niektórych krajach rodzice zapisują dziecko do szkoły w momencie narodzin, ale teraz to przychodzi do nas!
    Historia z życia wzięta – Jak urodził się mój chrześniak jego rodzice wpisali go w kolejkę do 3 żłobków. Co miesiąc musieli klikać na stronie internetowej (dobrze że nie osobiście w żłobku) i potwierdzać, że dalej jest chętny na miejsce do żłobka (bo miejsce by przepadło). Chłopczyk za 2 miesiące kończy 2 latka i dopiero dostał się do jednego z 3 żłobków, a tak to musiał chodzić do prywatnego… Przecież rodzice musieli wrócić do pracy. Pozostaje wtedy albo niania (choć moim zdaniem jeśli chodzi o siedzenie z dzieckiem zamiast przedszkola to kara dla dziecka. Dziecko musi być wśród dzieci, żeby się dobrze rozwijać. ), albo babcia (babcia to ok ogromna pomoc, ale mam przykłady w rodzinie, że nie wychowuje, a tylko opiekuje się dzieckiem. Teraz są tak rozpieszczone, że rodzice nie mogą sobie poradzić :( ), albo żłobek prywatny (na który też trzeba kasy).
  6. 500+
    Super!!! Chyba pierwszy raz spełnili obietnicę wyborczą!! Jest się z czego cieszyć!! Dlaczego nikt się nie cieszy? Może dlatego, że nie ma z czego. Ustawa wprowadzona na szybko, nieprzemyślana, nie policzona… Nasz budżet nie ma na to środków. Wiec co robi rząd? Dajmy wszystkim!! Hura kochają nas!! No to teraz możemy „po cichu” zabrać tym, którzy za dużo zarabiają, a mają jedno dziecko. Ok… dalej nas większość uwielbia. Przecież poprawia się status życia! No to co? Dalej nie ma kasy… Więc zabierzmy tym najbogatszym „oni i tak nie zauważają” (dosłowny cytat usłyszany w radiu z ust jednego z polityków). A może podniesiemy podatki. Mówiliśmy, że obniżymy, ale dobra… Powiemy przed kampanią, że obniżymy to się znowu nabiorą. Kurcze. Dalej nie działa… Dalej mało kasy. Ok to zacznijmy skuteczniej ściągać podatek za telewizje.
  7. Abonament RTV
    O co chodzi? O kasę. Teoretycznie każdy powinien go płacić… W praktyce wygląda to jednak trochę inaczej. Mało kto ogląda i słucha mediów publicznych, więc czemu ma płacić na ich utrzymanie? Jeśli ja mam płacić abonament tylko dlatego, żeby mogli sobie brać pensję w tysiącach za pierdzenie w stołek, a ja muszę się uczyć, pracować codziennie (pon-pt, 8-16), wykazywać a i tak podwyżkę… może za jakiś czas zobaczę. Choć narzekać na prace nie mogę, bo mam spoko szefa. Dajcie mi tyle kasy co sami zarabiają, albo niech mi tyle z wypłaty nie zabierają podatku, ZUS innych pierdół to będę płacić…

Pytam się? Dlaczego skoro PIS tak bardzo chce dbać o rodzinę, zdrowie dzieci to dlaczego nie wspiera zbiórki na WOŚP?! Przecież to są pieniądze zbierane na dzieci!! Na ich leczenie! Na ratowanie i dbanie o życie ludzkie! W mojej rodzinnej miejscowości jest sprzęt zakupiony przez WOŚP.

Jeśli chodzi o podatki. Ja bym była skłonna zapłacić, gdyby:

  • był sensowny powód – a nie płać, bo płać. Bo nam brakuje kasy to szukamy gdzie się da, ale sobie podniesiemy pensję, więcej przyznamy na biura poselskie, polecimy odrzutowcem, albo lepiej – pociągiem pojedziemy, żeby promować kolej i w ogóle, ale w razie wu niech ten odrzutowiec też leci, bo się może z pociągiem coś stać (np. spóźnić się).
  • była sensowna stawka – a nie po opłaceniu wszystkiego z wypłaty zostaje mi tyle, że za mało by żyć, a za dużo by umrzeć
  • nie zabierali mi wypłaty tyle – z mojej wypłaty zabierają mi ok. 30%. Podatek… już za samo to że zarabiam muszę zapłacić podatek. To tego jak cokolwiek kupuję muszę zapłacić podatek… i nie oszukujmy się każdy go płaci. To jeszcze znowu mam zapłacić kolejny podatek za to, że z czegoś korzystam.
    Przykład:
    Dostaję wypłatę – płacę podatek
    Idę kupuję telewizor – płace podatek
    Korzystam z telewizora – płace podatek (ukryty w rachunku za prąd)
    Wykupuję telewizję (kablową/satelitarną) – zapewne też płace podatek
    Do tego jeszcze mam zapłacić za abonament RTV za domniemanie korzystania z telewizji (bo nie powiedzą, że za oglądanie TVP)?

Tylko dlatego, że ktoś sobie wymyślił podatek to mamy go wszyscy płacić? To jak teraz wprowadza ustawę, że każdy ma zapłacić za nie wiem… Za to że je mięso! To co? Wegetarianie będą pokrzywdzeni, ale skoro człowiek to człowiek, więc jest domniemanie, że spożywa mięso. To chore!! Dlaczego mam płacić podatek za coś czego nie używam? Takiej propagandy w publicznej telewizji chyba nigdy nie było (patrząc na teraźniejsze czasy). Teraz się zasłaniają, że media tylko podkręcają nieprawdziwe informacje, że nastawiają ludzi przeciwko TVP. Ale to już nie jest TVP tylko większość się zgodzi, że TVPiS. Obrzydzenie bierze jak się słucha wiadomości. Kiedyś przez przypadek się włączyły… Tak słucham i słucham i coś i nie gra… Patrze na telewizor i od razu wszystko jasne… Porażka totalna…

Poza tym co tam można obejrzeć? Coraz więcej się czyta, że TVP czegoś nie wyemituje, że coś zmienia… Nie ma chyba osoby która nie słyszała by o sytuacji w Opolu czy o zmianach w „Jaka to melodia”. NAWET jeżeli to sa tylko plotki… jak twierdzą niepotwierdzone i w ogóle. To w każdej plotce jest ziarenko prawdy. Fakty są takie, że Festiwal w Opolu się nie odbył…

Kolega w pracy podsunął fajny pomysł. Może niech te wszystkie prywatne platformy wyłączą kanały telewizji publicznej. I tak tego nikt nie ogląda… Wtedy nie będzie domniemania oglądania, bo przecież nie będzie dostępne xD

Ze 3 miesiące temu dzwoniła do mnie babka z badań rynku z anonimową ankietą o telewizji… Tak sobie teraz myślę – „czy to nie miało coś wspólnego z tym abonamentem”…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Dzień 1, środa 07.06.2017

08 cze

Dzień można zaliczyć do udanych :)

Mimo grilla w pracy udało mi się utrzymać tendencję spadkową wagi. Na grillu zjadłam co prawda łososia i sałatki bez precyzyjnego odmierzania, ale za to kolacje sobie darowałam więc mniej więcej pewnie na to samo wyszło ;)

Cieszy mnie również fakty, że w pracy mam luźniejszy okres, bo jest mi to dosłownie na rękę. Wczoraj byłam u ortopedy i niestety mam uszkodzone ścięgno w nadgarstku. Teraz muszę nosić ortezę przez dwa tygodnie przez 24h (nie gips bo muszę maścią smarować nadgarstek), więc mam trochę ograniczone możliwości :(

Co do wyników:

  • -0,6kg
  • 2l wody
  • ponad 6tys kroków
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Praca nad sobą

 

Tendencja spatkowa

15 mar
poniedziałek wtorek środa czwartek piątek sobota niedziela
brzuszki
przysiady
pompki
2×10
2×10
1×10
2×15
2×15
1×15
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
brzuszki
przysiady
pompki
2×15
2×15
1×15
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
brzuszki
przysiady
pompki
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
brzuszki
przysiady
pompki
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
6×15
6×15
5×15
brzuszki
przysiady
pompki
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
6×15
6×15
5×15
7×10
7×10
6×10

Ale to nie wszystko. Od zeszłego wtorku jestem na diecie utworzonej przez Multisport. Chociażby dlatego warto płacić za niego. Liczyłam, że w ciągu tygodnia muszę schudnąć średnio 0.7kg żeby do ślubu siostry wyglądać idealnie, a tu? Ważąc się codziennie rano naczczo, po toalecie porannej schudłam 2,8kg!! Wiem, wiem. Nie ma się co ekscytować, bo na początek schodzi woda z organizmu, a nie tłuszcz, ale… Brzuszek schodzi. Nogi chudną. Na centymetrze mniej. A wszystko to dzięki niewielkiemu wysiłkowi. Nie chodzę głodna. Nie siedzę godzinami w kuchni. Bez problemu mogę zabrać jedzenie ze sobą do pracy.

Od wczoraj jestem na chorobowym i według zaleceń lekarza mam unikać wysiłku fizycznego. Zawiesiłam więc mój plan treningowy, ale wrócę do niego. Muszę się wyleczyć przede wszystkim. Dietę nadal stosuję więc mam nadzieję, że uda się utrzymać tendencję spadkową.

Jak stanęłam dziś na wadze i zobaczyłam ile wskazuje, to nie mogłam uwierzyć! To takie super uczucie!!!

Niestety są też gorsze strony. Mój chłopak jest chudy jak patyk mimo, że je co chce, ile chce i kiedy chce. Strasznie mu zazdroszczę, ale niestety. On ma to od tak, a ja muszę o to zawalczyć. I tu jest problem. Mam wrażanie, że totalnie mnie nie rozumie. Nie wie co to znaczy być na diecie, co to znaczy musieć sobie odmawiać na każdym kroku. Już i tak muszę sobie odmówić większości przysmaków, bo są z ‚glutenem’. Zrobiłam sobie wczoraj latte i co usłyszałam? Że stracił do mnie szacunek, bo nie trzymam diety… Zrobiło mi się tak strasznie przykro. Przez jedną kawę słyszę od niego takie rzeczy… Kocham go, ale powinien mnie wspierać i rozumieć, a nie zachowywać się w taki sposób. Nawet nie wie jak to jest odmawiać sobie słodyczy, liczyć kalorie i walczyć o siebie.  Mimo, że obiecał mi, że nie będzie mnie kusić i nie będzie przy mnie jeść słodkiego, to i tak ukradkiem podjada, gdy wychodzę z pokoju. To naprawdę przykre :( Jak mu wytłumaczyć żeby zrozumiał przez co muszę przejść?

 

Wiosenne porządki w głowie

28 lut

Tak jak obiecałam, choć trochę mi to zajęło, WZIĘŁAM SIĘ za siebie.

NIE zrobię to jutro…
NIE zrobię to dzisiaj…
NIE za chwilę…
ale WCZORAJ zaczęłam ćwiczyć.

Rozpisałam sobie plan treningowy. Może mało wymagający, ale też nie mogę nie wiadomo jak obciążać stawów. Niestety w końcu do mnie dotarło, że doprowadziłam się do takiego stanu, że nie mogę szaleć. A waga mimo starań nie spada, a nawet nie mogę jej utrzymać na dłużej w równowadze. Strasznie żałuję, że zgodziłam się na te badania pod kontem celiakii. Zaprzepaściłam rok starań, ćwiczeń, wyrzeczeń. Najbardziej mi szkoda, że nie potrafię wrócić do takiego trybu życia jaki miałam wtedy.
- dbanie o siebie
- jedzenie zdrowo
- gotowanie
- owoce i warzywa
- picie wody
- ćwiczenie w domu
- chodzenie na siłownię
Tak trudno do tego wrócić. No ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Muszę się wziąć za siebie i mam na to rok. w ciągu roku muszę się doprowadzić do stanu takiego żeby dobrze wyglądać na weselu.

No to zaczęłam!

poniedziałek wtorek środa czwartek piątek sobota niedziela
brzuszki
przysiady
pompki
2×10
2×10
1×10
2×15
2×15
1×15
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
brzuszki
przysiady
pompki
2×15
2×15
1×15
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
brzuszki
przysiady
pompki
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
brzuszki
przysiady
pompki
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
6×15
6×15
5×15
brzuszki
przysiady
pompki
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
6×15
6×15
5×15
7×10
7×10
6×10

 

Wiem… mało wymagający plan, ale mam nadzieję, że przyniesie efekty. Zaczyna się robić ciepło. Nadchodząca wiosna aż krzyczy „Chodź na spacer!!”. Jest cudownie ciepło :) Muszę pomyśleć nad zmianą płaszcza i kupić nowe buty. Przez zimę chodziłam w półbutach z kolekcji jesiennej – jaka zima takie buty. No i się trochę zjechały… No ale po półtorej roku miały prawo się wytrzeć, a fleki jechać. Miałam wymienić, ale nie zdążyłam się zebrać żeby zanieść do szewca. Spacer, basen, rower :) Musi się udać!!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Praca nad sobą

 

Chwila na powrót do przeszłości

20 lut

Remont, który jest w sąsiednich mieszkaniach nie pozwala na oglądanie telewizora, więc włączyłam sobie muzykę z telefonu. Od kiedy nie jeżdżę tramwajami i autobusami jakoś nie mam kiedy posłuchać mojej ogromnej listy piosenek. A dzisiaj coś mnie tak natchnęło żeby sobie pośpiewać jak kiedyś. Po którejś z kolei piosence trafiłam na podkład muzyczny, który przypomniał mi moje pierwsze mieszkanie na studiach, a właściwie pokój. Moje pierwsze chwile na uczelni… I tak popatrzyłam na pokój mieszkania, które teraz wynajmuje i zrozumiałam jak wiele się zmieniło. Jak długą i trudną drogę przeszłam żeby się znaleźć tu gdzie teraz jestem.

Z małego pokoju. Przez obskurny. Potem jeszcze mniejszy. Potem trochę większy, ale wąski. Do kawalerki… Z pokoju gdzie miałam 5m^ do kawalerki 30m^. Nawet jak to piszę to się uśmiecham. W końcu choć na chwilę udało się wyjść na prostą :)

Przez rozdrapywanie ran i rozpamiętywanie „dobrych” chwil. Przez związek, który myślałam, że jest wymarzonym, a zakończył się litrami łez. Po związek, w którym w planie jest ślub i wspólne mieszkanie. I już nie tylko wynajmowane, ale kupione.

Aż ciężko w to uwierzyć, ale od 2 dni jestem inżynierem. To było tak szalone tempo, że sama w to nie wierzę. W jeden weekend musiałam się nauczyć wszystkiego. Znaczy wszystkich odpowiedzi na pytania ;P Tyle kawy co ja wypiłam w tamten weekend to chyba w sumie tyle nie wypiłam. Żeby nie zasnąć nad notatkami to robiłam sobie latte z espresso i dużą ilością cukru żeby zabić smak kawy. No i jest… inż. przed nazwiskiem… Dziwne… Od 6 lutego mam wykształcenie wyższe i? Nic to nie zmieniło. Praca jaka była, taka jest. Zarobki też się nie zmieniły. Mieszkanie już wcześniej zmieniłam, więc jakoś nie miało kiedy się zmienić ;P Związek jaki był. taki jest. Nic się nie zmieniło. No może poza tym, ze bezkarnie mogę sobie siedzieć przed telewizorem xD A wiecie co zrobiłam jak zdałam? pojechałam do biedronki i kupiłam sobie PUZZLE!! Wieki nie układałam puzzli… a jak miałam ochotę to było z tyłu głowy, że przecież muszę się uczyć. A teraz? Nie było już żadnych projektów, żadnych egzaminów… To takie dziwne – wracam z pracy i nic nie mam narzucone. To takie fantastyczne uczucie.

Wraz z końcem uczelni zakończyła się moja działalność studencka. Dziwnie było po 3 latach podpisywać ostatnie decyzje w karierze. Z żadną organizacją studencką się tak nie zżyłam jak z komisją stypendialną. Fajna była ekipa. Choć dzięki działalności studenckiej byłam mega zorganizowana. To prawda – im więcej masz do zrobienia tym lepiej jest się zorganizowanym.

Jedyne czego żałuje to, że przez te ostatnie lata straciłam wielu przyjaciół… Pana K., drugiego Pana K., Pana P. i przyjaciółki z dzieciństwa Panią A. i drugą Panią A., Panią M., Panią P. i Panią K.. Z niektórymi ten kontakt niby jest, ale to już nie to co kiedyś. Każdy poszedł w swoją stronę. To przykre, że tak wyszło. Najbardziej boli utrata przyjaciela, który był dla mnie jak brat. Nie boje się tego powiedzieć – gdyby nie on to nie byłoby mnie tu. Nie że w tym miejscu tylko w ogóle. Przykro też tracić przyjaciółki z dzieciństwa. Dużo razem przeżyłyśmy

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie