RSS
 

Notki z tagiem ‘zerwanie’

Przyszła chwila załamania

22 kwi

Jestem z siebie dumna. Dzięki diecie bezglutenowej zjadłam tylko kilka kawałeczków murzynka, którego sama upiekłam. Mimo że na stole świątecznym pojawiło się moje ukochane ciasto z masą karpatkową i sernik. Powstrzymałam się, a wręcz ta myśl, że będę się po tym cieście cholernie źle czuła zniechęcała mnie do tego ciasta. Przez całe święta jadłam sałatki warzywne, owocowe i jajka. Najbardziej bolało, że na śniadanie wielkanocne nie mogłam zjeść ukochanego babcinego białego barszczu. Przez święta nic nie przytyłam, a wręcz troszkę schudłam. Cieszy mnie to bardzo!!

Ale w niedzielę mnie rozłożyło i od tamtej pory zaczęło się dziać źle. Nie mogłam się skupić na robocie, bo rodzice stwierdzili, że święta, że się nie pracuje. Do tego totalnie wszystko mnie bolało i nie byłam w stanie nic robić oprócz spania. Silne uderzenie alergii i choroba to bardzo złe połączenie. Ale babunia dała mi ziółka, które były jak nalewka – słodziutkie i kopały, bo na spirytusie – i postawiło mnie to na nogi. Potem w domu jeszcze leki, do łóżka, wygrzałam się i w poniedziałek jak nowo narodzona. Alergia i gardło mączą jeszcze dzisiaj, ale przynajmniej mięśnie mnie nie bolą.

Z powodu długiego wolnego i choroby zaczęłam niepotrzebnie myśleć, wspominać, puściłam wodze fantazji. To się skończyło bardzo źle. Znowu tęsknie za Panem A. a jednocześnie jestem na niego cholernie wściekła za jego zachowanie. Nie wierze, że może być tak nieodpowiedzialny i leniwy… Liczy, na to że ja wszystko zrobię za niego… W sumie sama do tego doprowadziłam robiąc wszystko tak jak chce… pomagając mu jak tylko mogę… Mam tak cholernie mieszane uczucia w stosunku do niego że to jest niemożliwe. Przed chwilą gadałam z Panem K. (naszym kolegą) i byłam tak bardzo wściekła na Pana A., a po odłożeniu telefonu zaczęłam ryczeć z tęsknoty… To nie jest pierwszy raz kiedy muszę się wyleczyć… Ale ten jest najgorszy… Zwłaszcza, że widuje go codziennie, że mam z nim wszystkie grupy zadaniowe i widujemy się poza uczelnią. Chciałabym żeby ten ból odszedł… Może byłoby łatwiej gdyby wprost powiedział, że jest z inną, że ją kocha, że jest szczęśliwy. Ale przecież nie powie mi tego… Nie powie, bo wie, że mnie to zaboli… Ale ja chyba właśnie takiego bólu potrzebuję. Dzisiaj przypadkowo otworzyłam pamiętnik na dniu kiedy była ta najważniejsza rozmowa. Cytując jego słowa napisałam, że chciałby mieć taką dziewczynę jak ja z charakteru, ale nie podobam mu się z wyglądu. W sumie też nie spełniłam tego co założyłam, że do końca roku będę „idealna”. Ale do tego zabrakło mi motywacji. Zabrakło wsparcia… Teraz jestem gdzieś w połowie drogi… ale jest kwiecień!! Zdecydowanie za wolno to wszystko idzie!

Muszę znowu iść zrobić wyniki, bo w niedziele dwa razy w przeciągu godziny byłam bliska zemdlenia. Gdyby nie to, że byłam w kościele i ta myśl, że nie mogę tu zemdleć pewnie bym padła. Miałam palce sztywne, dosłownie wszystko mnie bolało tak na maksa, a jak zaczynał świat wirować, robiło się ciemno przed oczami, wszystko gdzieś odchodziło. Z chęcią poddałabym się temu, ale no nie mogłam… Fakt. Przyznaje się bez bicia – nie jem zdrowo, nie jem dużo, sam ryż nie dostarcza potrzebnych składników i na 99% znowu mam anemię. To nie pomoże mi w odchudzaniu, więc muszę z tego wyjść… Ale z drugiej strony w końcu waga zaczęła spadać. Do tej pory spadło:

  • waga: 11,4 kg z 25 kg
  • szyja: 0,8 cm z 0,5 cm
  • ramiona: 6,5 cm z 6,0 cm
  • biust: 6,9 cm z 16 cm
  • talia: 10 cm z 21 cm
  • biodra: 6,5 cm z 14,5 cm
  • udo: 5 cm z 16,5 cm
  • kolano: 4,5 cm z 6 cm
  • łydka: 1 cm z 8 cm
  • kostka: 1,2 cm z 3,5 cm

Ta łydka to moja największa zmora!! Ciągle stoi w miejscu co mnie strasznie ale to strasznie wkurza (ładnie mówiąc). Już zaczęłam ćwiczyć generalnie łydki a przy okazji resztę… No wyglądam paskudnie z tymi łydkami, ale grube łydki i masywne uda są u mnie rodzinne i bardo trudno mi się tego pozbyć. O ile uda w końcu ruszyły, powoli, ale ruszyły to łydka za cholerę… Już mnie to tak wkurza, że tyle czasu się staram, tyle czasu pracuje nad sobą, a efekty takie sobie, że dałabym bardzo, bardzo dużo za to żeby w końcu wyglądać tak jak chcę wyglądać.

Co prawda na święta usłyszałam kilka miłych słów, że pływam w ciuchach. Nawet wujek, który nie jest skłonny do komplementów powiedział przy całej rodzinie, że schudłam (a rok temu mówił, że jestem gruba tak przy całej rodzinie… co cholernie zabolało), więc chyba nie jest tak źle… ale WCIĄŻ ZA MAŁO!! ZA WOLNO!! Nie wiem już co robić ;(

 

Pogodzenie się z rzeczywistością

13 kwi

Bardzo ciężko jest widzieć jak odchodzi ktoś na kim nam zależy. Zwłaszcza jeśli odchodzi do innej.

Nie jest tak, że Pan A. mnie zostawił dla innej, bo nie jesteśmy ze sobą od września, a ta druga pojawiła się w grudni, ale to i tak boli. Mimo że wiedziałam, że to koniec to i tak w środku gdzieś to kuje.

Wczoraj był bal na uczelni – taka impreza organizowana przez jedną z komisji działającej przy uczelni. Chciałam na niego iść się trochę pobawić, ale nie miałam z kim. Powiedziałam o tym balu Panu A. a jakoś dwa dni później między słowami padło, że idzie „z towarzystwem”. No ok… rozumiem. Dzisiaj przeglądam zdjęcia wrzucone na fb i gdzieś w tle się złapali na dwóch zdjęciach. Wiem – nie powinno, ale zabolało. On taki elegancki, ona ładna i uśmiechnięta. Chwilę przed zobaczeniem tych zdjęć próbowałam się do niego dodzwonić, ale nie odbierał. Jeszcze spał, bo teraz jak zadzwoniłam i odebrał to miał zaspany głos, ale wiem, że nie jest w domu…

Wiem jestem głupia… Nie powinnam o tym myśleć a już na pewno nie w ten sposób… no ale to boli…

Chce jego szczęścia… ale też chciałabym odzyskać choć część swojego.

Nie wiem jak długo jeszcze zajmie mi leczenie… Przez to coraz trudniej to wszystko wytrzymać i się z tym pogodzić. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam. Może to był jednak zły pomysł żeby brać z nim wszystkie projekty…

 

CZEMU TO MUSI BYĆ TAK CHOLERNIE TRUDNE?!?!

 Teraz idą święta… potem zwariowany czas po świętach… Chyba muszę się od niego na jakiś czas odciąć i po prostu… Nie przecież to nie ma sensu. I tak jak się spotkamy to wszystko wróci. Muszę się z tym uporać tam w środku… I to jest najtrudniejszy task (jak to mówią chłopaki z koła) jaki jest przede mną. Muszę nabrać dystansu i skupić się na tym co jest do zrobienia na kole, na uczelni, na komisjach. Idzie pokaz, idzie mój projekt, idą juwenalia, a to wszystko przeplatane uczelnią. Nie mam czasu na sen, więc tym bardziej nie mogę się rozklejać!!

Może kiedyś będzie lepiej i wszystko się wyprostuje.

 
 

To takie proste…

01 kwi

…powiedzieć – przestań o Nim myśleć. Tyle razy próbowałam… a jeśli już myśleć to pozytywnie. To drugie już łatwiej przychodzi.

Zacząć życie od nowa. To jedyne co mi pozostało. Zacząć żyć nie być. Czy to możliwe? Tylko por warunkiem, że to co było pozostanie tylko wspomnieniem. Muszę się od tego odciąć grubą kreską i choć całym sercem pragnę żeby było jak dawniej to tylko ja tego chcę… Nie mogę Go przymusić do tego żeby ze mną był. Miłość oznacza dawanie drugiej osobie szczęścia. Jeśli tym szczęściem jest wolność i bycie z kimś innym to nie pozostaje mi nic innego jak tylko się z tym pogodzić i żyć dalej.

Czy czuje się z tym źle? Czuję się okropnie gdy widzę, że pisze z tą inną i choć niby jesteśmy przyjaciółmi to słówkiem mi o niej nie wspomni… a przecież ślepa nie jestem. To boli najbardziej… Poza tym większość rzeczy wróciła do normy… a wręcz jest lepiej niż było. Przytula mnie, głaszcze po głowie, spotykamy się, spędzamy razem czas nie tylko na uczelni, ale i poza nią. Nie chce z nim tracić kontaktu. Czuje się z nim bezpiecznie, w większości spraw mogę na niego liczyć – chyba, że chodzi o uczelnię… to olewa nieziemsko.

Jak zawsze są chwile lepsze i gorsze. Wszyscy mi radzą żebym szła dalej, ale nie jest to takie proste. Staram się, ale w chwilach załamania, zmęczenia, po prostu chcę żeby mnie przytulił, chce żeby był. Żeby był ktoś kto po prostu ze mną posiedzi, poczeka aż się uspokoję, kto przytuli i poczeka aż zasnę, kto wysłucha tego co leży mi na sercu… Teraz – mimo że nigdy tego nie robił – chcę żeby to był Pan A., ale on tego nie chce… Nie pozostaje więc nic innego jak się z tym pogodzić i pójść dalej swoją drogą, a jemu dać wolność.

 

Jak to się ma do mojej pracy nad sobą? Myślenie to połowa sukcesu. Ostatnio jak się mierzyłam to wyszło, że w talii jestem w połowie drogi. Staram się w ciągu dnia, jak mam chwilę czasu zrobić kilka przysiadów, kilka brzuszków prostych, skrętnych, kilka pompek i trochę poćwiczyć „rowerek”. Moje załamanie czasem motywuje – chcę być ładniejsza, chce się lepiej czuć, chcę w końcu zaakceptować siebie, żeby uwierzyć, że akceptuje mnie ktoś inny. Ale czasem pojawia się myśl – po co? I tak większość facetów chciała ze mną być tylko po to żeby zaciągnąć mnie do łóżka. A jak będę wyglądać bardziej atrakcyjnie to będzie tego tylko więcej… I jak tu poznać prawdziwą miłość?

Jedno wiem – Nie mogę się poddać i udowodnię sobie, całemu światu i pewnym osobą, że mogę być piękna, atrakcyjna i umiem walczyć o siebie. zgubione 10 kg o czymś świadczy. Co prawda w bardzo długim czasie co się musi zmienić bo zostały 3  miesiące… ale dam radę!! Muszę dać!!

 

Teraz jest ciężko… ale może kiedyś będzie lepiej…

 

Zgubiłem się we własnej głowie

06 mar

Czemu zawsze musi być tak, że jak jest dobrze to się musi spie…rdzielić? Po prostu dlaczego? Dzisiaj wyjątkowo się cieszę, że miałam co załatwiać w dziekanacie i w ogóle, bo przynajmniej na moment moje myśli zajęłam czymś innym. To ani trochę nie jest fajne ani śmieszne. Mam totalny metlik w głowie i to z każdym dniem, z każdą chwilą coraz większy.
Wczoraj po uczelni pojechałam do Pana A. po moją zamrażarkę (u mnie w mieszkabiu na feriach popsuła się lodówka i ratując rzeczy zawiozłam je do Pana A.) i mimo że miałam pojechać tam i z powrotem to zostałam na dłużej. Fajnie nam sie razem gadało, siedziałam rysowałam na jego tablecie, a później zaczęliśmy wycinać takiego misia do złożenia z papieru. Ugotowałam sobie swoje pierożki i (jakoś po 4 h) w końcu pojechałam do domu. Pan A. wcale mnie nie wyganiał. Jak nigdy stwierdził, że nie muszę jeszcze jechać i jak sprawdzał mi tramwaj od razu proponował ten późniejszy. Odprowadził mnie do drzwi i przytulił na pożegnanie. Choć widać było, że nie wie czy ma to zrobić, czy może i w ogóle. Dziwna sytuacja. Chyba faktycznie zaczyna się potwierdzać to co mówił Pan M. – Jak się zrywa z kimś to nie ważne czy się kogoś kochało i jak bardzo, ani jaki był powód zerwania. Dopiero kiedy ktoś inny zaczyna się interesować tą osobą docenia się co się straciło. Może to tylko moje wrażenie, ale zachowanie Pana A. wskazuje, że to prawda. Tylko w takim razie co dalej? I co z tą dziewczyną co mu się podoba? Przecież nie chodziło o mnie…

Do tego jeszcze zachowanie Pana M. Jest cholernie zazdrosny chociaż stara się to ukryć. Przez to strasznie mnie dusi i dosłownie i w przenośni.
Jestem dziwna! Jak byłam z Panem A. cholernie mi brakowało tego co daje mi Pan M. Całowania bez okazji, żeby mnie przytulił jak czekamy przed zajęciami, żeby nie wstydził się mnie objąć czy pocałować przy znajomych. A teraz? Gdy to wszystko mam to mnie dusi, bo jest tego aż za dużo!

Pan M. przyjechał wczoraj do mnie. Twierdząc, że się bardzo stęsknił nie dał mi nic zrobić. Chciał mnie tylko przytulać i całować. Ok. to miłe, ale do pewnego stopnia. Jestem chora, nie chcę go zarazić a on w kółko chce mnie całować. Poza tym całowanie powinno być delikatne – a jak ja się chcę odsunąć żeby się wykaszleć, albo po prostu mam już dosyć to nie jest to takie proste, bo albo mnie trzyma z tyłu, albo się przesuwa razem ze mną… Przytulanie też tylko do pewnego stopnia jest przyjemne, bo potem zaczyna mnie dusić… Poza tym strasznie grzeje (jak pewnie każdy facet) no ale jak mnie tak mocno przytula to ja wstaje cała mokra i choć twierdzi, że mu to nie przeszkadza to ja się z tym źle czuje. Ale co z tego, że się wykąpie jak za chwilę bedzie to samo… A na koniec mojego narzekania – ciągle mi powtarzał, że jestem piękna, to on się do mnie odezwał po jak twierdzi miesiącu przeglądania mi się na korytarzu. A od wtorku co jakiś czas mi powtarza, że dla mnie zrezygnował z „idealniej” dziewczyny z naszego wydziału. Chce żebym była zazdrosna? Czy „delikatnie” daje do zrozumienia, że nie do końca mu odpowiadam? Wczoraj jak robił mi masaż powiedział, że z mojej figury można zrobić coś pięknego… ale dopiero zrobić… Oglądaliśmy bajkę. Sam przywiózł twierdząc, że fajna i w ogóle. Sam proponował film na wieczór a potem nie pozwala mi go oglądać, bo chce się całować. W końcu mimo mojego subtelnego „nie” został na noc. Nie wiem ile spałem w sumie ale co chwila się budziłam, bo albo kaszel mnie męczył, albo było mi strasznie gorąco, albo Pan M. tak mnie przytulił, że aż dusił…

Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć, a co dopiero jak mu o tym delikatnie a zarazem dobitnie powiedzieć? Ponieważ nie miałam ferii przez załatwianie spraw w dziekanacie jestem cholernie tym wszystkim zmęczona. Jak powiedziałam o tym Panu M. to stwierdził, że w weekend zrobimy takie ferie tylko dla mnie… Wtedy nawet się ucieszyłam ale teraz poważnie się zastanawiam, co miał na myśli i co się będzie działo. Mimo że twierdził, że nie chce mi zrobić krzywdy, że nie chce mnie tylko zaciągnąć do łóżka to ciągle o tym mówi… Niby w żartach, ale jednak… Coraz bardziej zaczynam się zastanawiać czy mogę mu ufać…

Jedyną osobą z którą mogę o tym pogadać i uzyskać w miarę sensowną odpowiedź jest Pan K. Dzisiaj przyjechał do mnie i chwilę pogadaliśmy. Stwierdził, że nie rozumie zachowania Pana A., bo niby jakaś dziewczyna była, namiętnie z nią pisał, a teraz cisza, siedzi w domu sam i w ogóle… A znowuż o Panu M. stwierdził żebym uciekała, a już na pewno nie dała się zaciągnąć do łóżka. Potwierdził mi to co już sama wiedziałam – jeśli faktycznie zależy mu na mnie to poczeka! Miesiąc… dwa… pół roku… póki nie będę 100% pewna tego, że chcę, że go kocham, że zasługuje na to, że mnie nie wykorzysta. Nie wiem co mam robić, jak się zachowywać w stosunku do Pana M. a co myśleć o Panu A. To wszystko jest zbyt  skomplikowane! Czy choć raz nie może być prosto?!

No, ale cóż… może kiedyś będzie lepiej

 
 

Nowy semestr – zmiany

03 mar

Nowy semestr, nowe możliwości, nowe obowiązki, nowe znajomości.

Pierwszy tydzień nowego semestru właśnie minął. Nie było w sumie tak źle. Pomijając, że nie wszystko na uczelni idzie tak jakbym tego sobie życzyła to nie jest źle.

Większe zmiany na polu życia osobistego. W połowie ferii zaczęłam pisać z pewnym chłopakiem, który jest rok wyżej. Takie przekomarzanie, trochę gadania na serio, aż w końcu doszło do spotkania. W czwartek umówiliśmy się na pizze. Przed wyjściem powiadomiłam tylko koleżankę, gdzie i z kim wychodzę i że jak do 23 nie dam znać to żeby zaczęłam mnie szukać – nigdy nie wiadomo na kogo się trafi. Spotkaliśmy się przed 20, ale z pizzerii wyszliśmy przed 22. Fajnie się gadało i w ogóle. Poszliśmy na spacer i przeszliśmy prawie pół miasta. Straciłam poczucie czasu i dopiero jak dostałam sms’a od koleżanki „żyjesz? to nie jest zabawne” wysłanego tuż po 23 zauważyłam jak nam szybko czas leci. Zadzwoniłam do niej, uspokoiłam, że jest ok., i że spokojnie może iść spać. Pan M. odprowadził mnie do domu, ale nie chciałam mu pokazać gdzie mieszkam, więc poczekaliśmy na przystanku, aż przyjedzie coś co zawiezie go do domu. Wziął mnie na kolana, przytulał – bo strasznie mi było zimno i w końcu po długim zbieraniu się i moim opieraniu pocałował mnie. Najpierw w policzek, potem coraz bliżej ust no i w końcu się pocałowaliśmy. Mieliśmy być tylko na stopniu przyjacielskim, ale przecież przyjaciele się tak nie całują!! Do domu wróciłam po 12 w nocy – zmęczona, zmarznięta, chora, ale szczęśliwa. Cały wieczór się śmiałam i mięśnie twarzy po prostu nie wyrabiały. Naprawdę dawno się tak cudownie nie czułam. Pan A. nigdy mnie tak nie traktował, a jeśli to było to tak dawno i tak krótko, że nie pamiętam.

W piątek zaprosiłam Pana M. na wykład. Nie wiele z tego wykładu pamiętam, bo jak się dowiedziałam zasady zaliczenia, i że wykłady są w necie to się wyłączyłam. Gadaliśmy, rysowaliśmy i w ogóle. Jakoś do przerwy czas zleciał. Na przerwie ludzie zaczęli wychodzić z sali, a Pan M. zrobił mi zdjęcie. Chciałam mu zabrać telefon i je usunąć, ale się zaczął wiercić i jak najdalej ten telefon odsuwać ode mnie. Siedział na brzegu, więc miał gdzie i wtedy ja patrze a centralnie koło nas na schodach siedzi Pan A. Nie mam pojęcia kiedy przyszedł!! Przesunęliśmy się z Panem M. tak żeby Pan A. się zmieścił i resztę wykładu z nami siedział i gadał. Chłopaki zaczęli oczywiście o grach i w ogóle. Wyszliśmy z wykładu, pogadaliśmy chwilę ze znajomymi pod uczelnią i wszyscy poszliśmy na tramwaj. Na przystanku Pan A. po krótkim pożegnaniu poszedł w swoją stronę a my w swoją. Z koleżanką poszliśmy na zakupy a potem odprowadziliśmy ją pod blok. Dopiero jak zostaliśmy sami pierwszy raz mnie objął i dostałam buziaka. Poszliśmy na przystanek, bo miałam jechać na dworzec skąd zgarniała mnie siostra do domu, ale stwierdziłam, że w sumie co my będziemy robić 1,5 h na dworcu… Poszliśmy więc jeszcze do mnie – cieplej przynajmniej. Jak siostra zadzwoniła, że jest już blisko to się zebraliśmy i pojechaliśmy. Pożegnaliśmy się tak żeby nie widziała i poszliśmy tam gdzie stała samochodem. Oczywiście jak już ruszyłyśmy to zaczęły się pytanie kto to jest, i nie dała sobie przetłumaczyć, że to tylko kolega.

W domu jak to w domu – może nie będę się zagłębiać, bo tu może kiedyś będzie lepiej, ale na razie jest tak jak było… jak jestem więcej niż 24 h czas się zacząć ulatniać.

Wczoraj przyjechałam do Wrocka koło 16. Z Panem M. spotkałam się przed 17. Przez cały weekend pisaliśmy, ale co z tego – naprawdę zaczynało mi go brakować. Sprawia, że naprawdę czuję się wyjątkowo. Mimo że czasem jesteśmy dla siebie okropni to wiemy, że te słowa są na żarty – choć czasem mam wątpliwości, ale jest ok. Mieliśmy być tylko przyjaciółmi… ale chyba to nie wyjdzie, bo oboje chcemy czegoś więcej. Przed spotkaniem mówił, że ma dużo przyjaciółek, koleżanek, ale rzadko kiedy się zakochuje… a teraz? Z tego co mówi zapowiada się jednak inaczej.

W piątek przed wyjazdem powiedziałam Panu M., że Pan A. to mój ex. Jest szalenie zazdrosny i ciągle powtarzał wczoraj, że on mnie nie odda, a jak Pan A. zobaczy, że ktoś inny się mną zainteresował to będzie mnie próbował odzyskać i że ja go (Pana M.) zostawię i wrócę do Pana A… Czy tak by było? Naprawdę nie wiem… Po tym co zrobił nie powinnam się do niego odzywać, a nawet Pan M. stwierdził, że nie widać po nas żebyśmy byli razem – zero jakichś zgrzytów, normalne relacje jak kolega z koleżanką. Naprawdę się zdziwił jak mu powiedziałam.

Zobaczymy co będzie. Może kiedyś będzie lepiej… ale na razie już nie jest tak źle ;)

 

Sama i samotna

15 lut

Pierwszy raz chciałam zrobić imprezę. Pierwszy raz mam wolne mieszkanie. Mieszkam z dwoma osobami, które pracują. Mają taką pracę, że pracują też w weekendy, więc żeby im nie przeszkadzać nie chcę robić imprezy w domu. Teraz po raz pierwszy mam wolne mieszkanie. Jednak co z tego… Dzwonie do znajomych to albo jadą dzisiaj do domu, albo jutro mają jakiś wyjazd i muszą się wyspać, albo już są w domu, albo po prostu nie mają nastroju… Także dzisiejszy wieczór spędzę sama… Co prawda Pan A. powiedział, że może przyjść, ale to było zanim odwołał swoje przyjście jeden kolega… Wątpię, że sam przyjdzie… Jest sobota – czas imprez i zabawy… Czemu miałby ten wieczór spędzać ze mną? Skoro podoba mu się inna?

Tak powiedział mi to w oczy, że ktoś mu się podoba… Mam podejrzenie kto to jest. Nie wiem dlaczego zapytałam go czy powie mi kto to. Tylko się uśmiechnął i najpierw stwierdził, że po co mi to wiedzieć, a potem że mogę zgadywać a on mi potwierdzi czy tak czy nie. Jak to jest możliwe, że jeszcze miesiąc temu rozbierał mnie na przystanku… a teraz nawet nie chce mnie przytulić? Wstydzi się ze mną pokazać, pójść na imprezę… Nie wiem jak przeżyje nadchodzący semestr. Sami sobie układamy plan – wybieramy terminy zajęć i prowadzących… W tym semestrze mieliśmy razem jedne ćwiczenia i 3 wykłady. Na wykłady oczywiście nikt nie chodzi, ale na ćwiczeniach widywaliśmy się co tydzień. A teraz? Mamy identyczny plan!! Będę go widywać codziennie i to na każdych zajęciach!! Jeśli jest tak jak myślę i będzie z tą dziewczyną, która mu się podoba to zapewne będę ich razem widywać. Siłą rzeczy… nie da się inaczej… Sama myśl boli, a co dopiero będzie jak będę ich widzieć razem…

Po prostu wszystko się wali… Co z tego, że coraz więcej osób pisze mi, że dziękują za to co robię, że jestem najlepsza na świecie skoro i tak jestem sama… Sama na imprezie, sama w domu, sama na uczelni, sama… Samotna.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Walentynki

14 lut

Walentynki – dzień zakochanych… ale tak naprawdę chodzi o komercję. Miłość powinno okazywać się na co dzień, a nie od święta. Wspominałam moje ostatnie walentynki… Mimo że teoretycznie nie byłam sama to samotna… W te walentynki jestem sama, ale nie samotna. Idę na imprezę… Najpierw obowiązki związane z uczelnią pt. „Randka w ciemno”, a potem zabawa ze znajomymi. To będzie miły wieczór.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Plusy i minusy

11 lut

Takie małe podsumowanie. Może zacznę od minusów żeby dobrze skończyć.

minusy:

  1. Muszę się ogarnąć i wyleczyć z Pana A. To już definitywny koniec.
  2. Muszę się bardziej pilnować i naprawdę wziąć się do pracy nad sobą
  3. Muszę zacząć się ściśle trzymać diety

 

plusy:

  1. Codziennie robię przysiady i brzuszki. Może póki co to nie jest jeszcze duży wyczyn, ale od tygodnia, codziennie zaczynając od 50 robię o 5 więcej.
  2. W końcu zauważyłam, że faktycznie mogę ładnie wyglądać… Jakoś tak rano zauważyłam, że kolana mi się zmieniły – jakby ktoś odgryzł mi kawałek. A potem ubrałam sukienkę i tak ładnie płaski brzuszek wyglądał i nogi ładnie… A przez przysiady coraz ładniej wyglądają pośladki. Niby takie sobie ćwiczenia, a naprawdę daje bardzo dużo. Naprawdę pierwszy raz uwierzyłam, że dam radę i że będę ładnie wyglądać.
  3. Biorę leki. Źle się po nich czuje jak nie wiem, ale z każdym dniem coraz lepiej to znoszę. Już nie jest mi tak bardzo niedobrze, brzuch nie boli mnie już tak.
  4. Mam coraz mniejszą ochotę na słodkie. Biorę chrom i nie wiem czy to jego zasługa czy mojego nastawienia – potrafię przejść obok słodkiego i nie kupić, nie zjeść.
  5. Staram się jak najwięcej pić wody i herbaty zielonej. Zamiast jeść – pije. Pije jak najwięcej.

 

Dzisiaj pierwszy raz uwierzyłam, że mogę być piękna… Że może mi się udać. Chociaż cm mnie oszukuje i zamiast mniej, z każdym dniem pokazuje coraz więcej!! To przerażające!! To co widzę w lustrze, jak się czuję, jest odwrotnie proporcjonalne do tego co pokazuje cm. Aż się boję co pokaże na siłowni… W niedziele 3 albo 4 razy prosiłam różne osoby pracujące tam żeby mi zrobiły te badania, ale ciągle był ktoś zajęty, albo nie było osoby która by mi te badania zrobiła… Stwierdziłam, że to chyba znak, że nie koniecznie chcę poznać te wyniki… Naprawdę się stresuje co pokaże… Bardzo chciałabym żeby było lepiej niż ostatnio (początek stycznia), ale co będzie to będzie… Mam nadzieję, że będzie mniej z każdym dniem. I postaram się dojść do ideału jak najszybciej.

 

Podsumowanie

02 sty

 

Ok. To pierwszy wpis w tym roku, więc zacznę od podsumowania.

Tak żeby skończyć pozytywnie zacznę od tego co mi nie wyszło.

  1. Dojść do ideału
    Do końca roku miałam się jak najbardziej zbliżyć do ideału, bo wiem, że celu w tak krótkim czasie nie dałoby się osiągnąć. Nie udało się… Choć zrobiłam duży progres, bo straciłam 10 kg… Niestety…
  2. Przed świętami mi się przytyło
    Przed świętami sobie pofolgowałam. Nie byłam na siłowni co się odbiło na mojej wadze…
  3. Rozstanie
    Nie udało mi się… Nie chcę tego zakończyć…

 

Co mi wyszło

  1. Udało mi się schudnąć w sumie prawie 10 kg.
    Pracowałam nad tym od czerwca. Stopniowo, ale sukcesywnie udaje mi się dojść do celu.
  2. Zapisałam się na siłownię
    Starałam się przynajmniej 3 razy w tygodniu być na siłowni / basenie.
  3. Walczę z ochota na słodycze
    Często gęsto udaje mi się przetrwać napady słodkiego.
  4. Dużo pić
    Z piciem herbaty nie mam problemu, bo jestem od niej uzależniona, ale pije jak najwięcej się da zielonej herbaty.
  5. Jedzenie mniej a częściej
    Staram się pilnować tego żeby jeść 5 razy dziennie. Staram się jeść dużo owoców, warzyw i jogurtów.

 

Ale do czerwca będę idealna!! Mam 6 miesięcy… Będzie dobrze!!

 

Brak miejsca

08 lis

Zdrowie fizyczne się trochę poprawiło, nawet trochę bardzo, bo już nie bolą mnie oczy, nie boli mnie głowa, nie muszę łykać tabletek i zasłaniać okna żeby było ciemno.

O ile fizycznie jest ok. to psychicznie upadłam… Od nie pamiętam ilu dni w głowie ciągle siedzi mi ostatnia poważna rozmowa z Panem A. Nie cała… jeden krótki fragment… Nigdy wcześniej tego nie słyszałam. To naprawdę zabolało… I mimo że boli nadal to nie bardzo mam siłę cokolwiek zmienić, żeby było lepiej. Za każdym razem jak jestem w pewnych miejscach, jak patrzę na Pana A. to mi się przypomina… Zwłaszcza jak zupełnie bez powodu wybuchnie i zacznie na mnie krzyczeć… to boli swoją drogą, że czasem na mnie odreagowuje. Co prawda w końcu nauczył się przepraszać i rozumiał, że mnie to boli… No ale…

Wiem… skoro spotykanie się z nim, myślenie o nim sprawia, że czuję się źle, czuję się gorsza to powinnam się od niego odciąć. Skończyć znajomość raz na zawsze… ale nie potrafię. Teraz pewnie ktoś pomyśli, że jestem głupia, że jestem masochistką… może po części tak jest… ale po prostu nie potrafię… Coś mnie do niego przyciąga, a jego do mnie. Dałam mu prawo wyboru:

  1. Albo zacznie mnie traktować normalnie. Jak człowieka, istotę, która czuje, która czasem cierpi, której jest przykro. Przestanie na mnie się wyżywać i odreagowywać zły humor…
  2. Albo przechodzimy na kontakty czysto uczelniane – spotkania na uczelnie (nie da się uniknąć, bo mamy kilka zajęć razem), załatwianie spraw na uczelni, może czasem pomoc w nauce – ale tylko i wyłącznie uczelnia i nic więcej.

Wybrał pierwsze… Fakt – zmienił się… Trochę inaczej mnie traktuje, ja też do wszystkiego podchodzę trochę inaczej… np. dzisiaj:
Mieliśmy razem ćwiczenia, potem 2 h przerwy i seminarium. Poszliśmy razem na obiad, a potem na te seminarium, ale widziałam, że coś jest nie tak… Jak głupia zapytałam się co będzie robić później, a jak powiedział, że jedzie do domu to spytałam (nie wprost) czy mogę jechać z nim… Rzecz jasna innej odpowiedzi nie mogło być jak – nie. Jak sama wracałam do domu to oczywiście co siedziało mi w głowie? Pan A. i wszystko co z nim związane… Po raz kolejny obiecałam sobie, że się nie będę narzucać, że będę się trzymać z daleka, że w końcu jest wolny i może robić co chce…

Dotrzymałam swojej obietnicy – niedługo po tym jak wróciłam do domu sam napisał…

Bardzo dużo zaczęliśmy gadać przez telefon (nie widujemy się już tak często,  nie spędzamy ze sobą całych dni) i sam dzwoni… Jak mu się nudzi w domu, jak gdzieś łazi po mieście, jak ma problem / wątpliwości jak dojechać, jak po prostu chce pogadać, jak chce się spotkać (na obiad, albo wyjść na miasto)… Wcześniej tak nie było.

Sytuacja z wczoraj:
Czekałam na autobus po zajęciach i zastanawiałam się czy jechać do domu czy do niego i skleimy jakiś obiad. Gadaliśmy jak stałam na przystanku i przez jadące samochody nie do końca słyszałam co mówi (a on też specjalnie wyraźnie ze mną nie rozmawia) i w pewnym momencie źle go zrozumiałam i się wydarł na mnie… nie wiedziałam co mam mu powiedzieć oprócz „nie krzycz na mnie”. Pomilczeliśmy jeszcze chwilę i się rozłączyliśmy. Nie odzywałam się do niego… Jakieś 3 – 4 h później sam napisał, że przeprasza i że nie powinien tak na mnie naskakiwać.

 

Nie wiem co robić… Po prostu nie wiem… Nie potrafię przestać myśleć o pewnej sprawie, a to strasznie męczy… i boli…

Chciałabym żeby było jak dawniej… Kiedy byłam szczęśliwa nie mając pewnych informacji… Może kolega miał rację:

„Im mniej wiesz tym dłużej żyjesz…”

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie