RSS
 

Notki z tagiem ‘zakupy’

Szalone dni

13 kwi

Ostatnie kilka dni było mocno zwariowanych. Nie przespane noce, litry energetyka i miliony spraw do załatwienia. Po tym jakże ponurym wtorku środa też nie zaczęła się szczęśliwie. Tak bardzo chciałam żeby dzień się skończył, że poszłam spać bez nastawiania budzika. Jak się to skończyło? Można się domyślić – zaspałam na zajęcia. Momentalnie się obudziłam jak sprawdziłam godzinę. Miałam 5 minut do tramwaju, więc szybko się ogarnęłam i poleciałam na przystanek. Okazało się, że tramwaj przyjechał 2 minuty za szybko i mi uciekł… Nie pozostało nic innego jak czekać na następny.

Jak zawsze średnio co 3 – 5 minut przejeżdża tramwaj i można się przesiąść na coś innego tak teraz nic! Przez bite 10 minut nic nie przyjechało!! W końcu patrze jedzie, ale jakiś taki dziwny. Na aplikacji widziałam, że to mój numer, ale nie miał żółtej tabliczki (zmiana trasy). Gdy podjechał bliżej wszystko się wyjaśniło – zjazd do zajezdni, czyli ni hu hu mi po drodze. No ale wsiadłam, bo stwierdziłam, że może uda się na coś innego przesiąść. Jak się drzwi zamknęły zobaczyłam, że za mną jedzie kolejny tramwaj, który już zawiezie mnie na uczelnie. Więc na najbliższym przystanku wysiadłam i poczekałam na następny tramwaj… Całość zajęła mi jakieś 15 minut… No po prostu… za ten czas już byłabym na uczelni i zdążyłabym jeszcze na te zajęcia gdyby tramwaj nie zawiał. Przez całą drogę zastanawiałam się, czy nie wydarzy się coś jeszcze. Przecież nieszczęścia chodzą parami, no ale udało się dojechać bez problemu, potem sprint i do sali weszłam z 25 minutowym spóźnieniem. Kolega mi pomógł z zadaniami, więc się wyrobiłam ze zrobieniem wszystkiego. Potem kolejne zajęcia i do domciu. Byłam strasznie śpiąca, ale nie mogłam pójść spać – nie mam na to czasu. Zrobiłam obiad, potem siadłam do robienia animacji. Przed 17 zebrałam się i pojechałam do kina z Panem A. Fajnie było. Niektóre sceny były takie, że wybuchaliśmy śmiechem, ale niektóre oglądałam przez palce, zaciskając rękę na udzie Pana A. (tak wiem fajnie to brzmi ;) ). Potem do domciu i znowu miałam robić animacje, ale tak mi się chciało spać, że położyłam się na 2 h. Wstałam się, wykąpałam, ogarnęłam i po północy przyjechali po mnie. Zaczęła się podróż do Warszawy.

Przez całą drogę nie spałam. Siedziałam z przodu i nawigowałam. Pogoda była paskudna. Padało, momentami nawet lało, a zaraz potem świeciło słońce. W pewnym momencie świeciło słońce i padał grad. Ogólnie nie ciekawie.

W stolicy byliśmy po 5 i mieliśmy 4 h do pierwszego spotkania. Zajechaliśmy do Maka i tu złamałam swoją dietę za co płaciłam przez cały dzień. Niestety jako tako nie było co zjeść, więc wzięłam jakąś kanapkę i frytki… Potem jeszcze się pokręciliśmy i spotkanie. Nawet, dobrze nam poszło. Co prawda straciliśmy połowę animacji, ale za to sponsor podsunął nam nowe pomysły. Potem szybko na kolejne spotkanie – moje. Co prawda było to moje spotkanie, ale ja tam byłam praktycznie od notowania. Ale gościu, z którym byłam umówiona też nie wiele mówił. Wymiana zadań była między kolegą – który w sumie tego nie organizuje, ale był na wcześniejszym pokazie i to samo tyczyło się drugiej strony. Dziewczyna, która z nimi gadała też ostatnio pomagała nam przy organizacji, ale nie była teraz do tego wyznaczona. Nawet sprawnie poszło więc nie było tak źle. Ledwo wyszliśmy i lecimy dalej, bo już byliśmy na styk na kolejne spotkanie. Oczywiście zanim znaleźliśmy miejsce do zaparkowania to spóźniliśmy się 15 minut. Potem w recepcji czekaliśmy jeszcze 5 minut na spotkanie. W sumie i tak nie wiele ustaliliśmy, no ale spotkanie było. Moim zdaniem najgorsze… Każdy, kto jechał miał tak jakby swoje spotkanie. Pierwsze było kolegi kierowcy, potem moje i my byliśmy przygotowani choćby pod tym względem, że mieliśmy spisane o czym pogadać. A tu? Wszystko na spontanie, zero robienia notatek… a po wyjściu i tak wyszło, że o czymś zapomnieliśmy… No ale to:

Nie ważne

Wszystko co jest problematyczne to w trakcie rozmowy jest „Nie ważne”, albo „To później”. Trochę zaczyna mnie to wkurzać… no ale skoro to funkcjonuje tak od co najmniej 2 lat to chyba jest to „Nie ważne”.

W każdym razie wracając do wyjazdu. Chcieliśmy jak najszybciej wyjechać z Warszawy. Minęliśmy jakieś 3 – 4 km korka na wjeździe do Warszawy i cieszyliśmy się z całego serca, że to nie w nasza stronę. W połowie drogi już mi tak strasznie oczy leciały… Stwierdziłam, że tak na chwilkę zamknę oczka i się trochę zrestartuję. To mi często pomaga, ale byłam tak zmęczona, że zasnęłam. Obudziłam się chwilę przed zjazdem na obiad. Zjedliśmy bardzo dobry obiadek w jakieś restauracji obok stacji benzynowej i w drogę. Nie wiele spałam, ale bardzo mi pomogło.

O 19 byliśmy już z powrotem. Podjechaliśmy pod mój domek, szybko się przebrałam, zostawiłam co mi nie było potrzebne i pojechaliśmy na uczelnie. Zdaliśmy raport z wyjazdu (nasz zwięźlejszy, kolegi z ostatniego spotkania nie koniecznie) i na komisję ds. kultury. Okazało się, że będę mieć własny projekt. Pracowaliśmy, więc nad programem wydarzenia i całą otoczką przygotowania. Choć to w sumie nic takiego to i tak jest nie wiele czasu. Ma się ono odbyć jeszcze przed majówką, a po drodze święta, wyjazd do Warszawy i praca… Zapowiada się ciekawy miesiąc xD

Po komisji pojechałam na imprezę integracyjną z juwenaliów, ale niestety przez rzeczy ważne i ważniejsze jak przyszłam do klubu to była już stypa. Posiedziałam godzinkę i pojechałam do domu.

Łóżeczko było takie wspaniałe…

„Rano” obudził mnie telefon od Pana A. Jeszcze godzinę leżałam w łóżku i gadaliśmy. Potem trzeba było wstać i ogarnąć jakieś śniadanie. Po śniadanku – animacje. W sumie z Panem A. przegadaliśmy jakieś 4 h – mamy darmowe do siebie, więc możemy gadać xD

Koło 19 stwierdziłam, że nie mogę… idę spać. Miałam się przespać 2 h i wrócić do animacji, no ale wyszło jak zawsze. Najśmieszniejsze i najstraszniejsze za razem było to, że jak zadzwonił mi budzik to wyłączyłam go nie z myślą „Ja chcę spać dalej” tylko „Jeszcze nie skończyłam projektować animacji”!! Jak przestawiałam budzik na godzinę później nie byłam w stanie zapanować nad oczami. Latały we wszystkie strony. Czułam się jakbym była naćpana, albo bardzo, bardzo mocno pijana. Wiedziałam co chcę zrobić i jak, ale nie widziałam co robię! Próbowałam się skupić na wyświetlaczu, ale oczy latały mi we wszystkich kierunkach. W końcu udało mi się przestawić budzik o godzinę… i o kolejną. W końcu wstałam po 22. Wrobiłam sobie herbatę i siadłam do animacji.

Straciłam poczucie czasu i jak stwierdziłam, że ok. jeszcze tylko raz obejrzę czy wszystko gra i idę spać było już po 3 w nocy. Położyłam się przed 4 nad ranem.

Nie było mi niestety dane się wyspać. Nie dość, że śniły mi się animacje to jeszcze budzik zadzwonił po 4 h. No cóż. Trzeba wstać i się ogarnąć, bo szkolenie do pracy. Pojechałam na to szkolenie i nawet całkiem, całkiem mi szło. Potem podróż do laboratorium, gdzie już siedzieli chłopaki z koła. Ponieważ nie znam się na elektronice, szukałam inspiracji do animacji. Kolega rzucił mi challenge – animacja kaczuchy. Siedziałam nad tym dobrych kilka godzina ale zrobiłam 1:22 (minutę 22 sekundy) animacji. Jestem z siebie bardzo dumna. W między czasie jeszcze zakupy na grilla i grill na obiad. Jak skończyłam to dostałam kolejny challenge na animację macarena, ale to jeszcze nie skończone. Koło 20 zaczęliśmy myśleć o kolacji. Chłopaki chcieli pizze, ale ponieważ ja nie mogę normalnej to stanęło na tym, że pojedziemy na zakupy i zrobimy własną. Jak to studenci elektroniki – sprzęt znajdziemy xD. Nawet piekarnik mamy w laboratorium!! Co prawda to wypalania płytek, ale do pizzy też się nada. Pojechaliśmy, więc na zakupy. Jako że byłam jedyną osobą nie pijącą to byłam kierowcą. Byłam pewna, że kolega nie da mi samochodu. Nie znamy się i jeszcze do tego jestem dziewczyną, ale dał bez problemu. Pojechaliśmy więc. Niestety nie znaleźliśmy mąki kukurydzianej – były wszystkie tylko nie kukurydziana (!!) – więc wzięliśmy normalną, resztę składników do pizzy i na pizze, a dla mnie sałatkę. Wróciliśmy, kolega jeszcze ogarnął miskę i było super. Cisto zrobiłam bardzo szybko i w sumie nie jest takie trudne do zrobienia. Ponieważ piekarnik maleńki, „blaszki” też dużej powierzchni nie miały to pizze były maleńkie. Z jednej porcji upiekły się 2 pizze. Co prawda ciasto się nie dopiekło i boczek wszystkim sprawił problem to zjedli i chcieli jeszcze jedną. Nie wiem czy z głodu, czy że dobra wyszła no ale zrobiłam i zjedli. Nawet nie wiem jak smakowała, bo tylko narzekali na boczek, że nie można go pogryźć, ale to nie ja wybierałam. Jeśli jeszcze kiedyś będą chcieli pizze to znaczy, że było ok.. Jeśli nie to wiadomo…

No ale trzeba było w końcu wrócić do domu i pójść spać. Ile można wlewać w siebie energy drinki. W domu byłam przed 4 bo oczywiście jeszcze jakaś kontrola na pks… No nie mają kiedy robić… Staliśmy jakieś 10 minut, bo kierowca musiał wypełnić jakieś papiery…

A dzisiaj od rana pierwsza myśl?

ANIMACJE!!

 

Kolejne dni też zapowiadają się ciekawie…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Kolejne zmiany w wyglądzie

16 mar

Dzisiaj położyłam się na łóżku z zamiarem zdrzemnięcia się chwilę i pierwszy raz w sumie zauważyłam jak bardzo zaczynają mi wystawać kości biodrowe xD według cm nie jestem w połowie, a nawet mam wrażenie, że cm mnie oszukuje, bo ciągle trzyma się jednej miary a tu… jak stoję przed lustrem to tez widać znaczną różnicę w budowie brzucha. Nie jest wydęty, ale robi się tak ładnie wklęsły z obu stron :) Najwyższy czas wrócić do ćwiczeń. W końcu do wakacji zostało już tylko 106 dni… To nie wiele patrząc na to jak mi idzie, ale doradca żywieniowy stwierdził, że jest to spokojnie wykonalne. Skoro jest to wykonalne i nie wymaga to jakichś chińskich kombinacji to dam radę!! Muszę dać.

Muszę się przyznać – moja ochota na zabronione rzeczy wygrała.

Nigdy jakoś specjalnie nie brakowało mi jedzenia mięsa. Jadłam je bardzo rzadko, ryby tak samo. A teraz kiedy mi nie wolno tak bardzo mi się chciało… W piątek obudziłam się z myślą – „Rany jak mi się chce kotletów mielonych!!” – ale rano udało mi się powstrzymać przed wyjęciem ich z zamrażarki i odgrzaniem ich. Pojechałam z koleżanką na cotygodniowe zakupy i ona oczywiście brała mięso… górę mięsa, choć i tak mało jak na nią.

- A… chce mi się kotletów mielonych…
- Przecież nie masz.
- Mam w zamrażarce. Mojej mamusi…
- Nie wolno Ci.
- Ale mi się chce.
- Nie.
- Przyjdę do domu i sobie zrobię.
- Nie możesz
- Ale ja chce…

Przez moment jak rozmawiałyśmy czułam się jak małe dziecko, któremu mama nie pozwala wziąć cukierka. To musiało dziwnie wyglądać jak tak gadałyśmy no bo kto słyszał kiedyś, żeby zabraniać zjeść kotleta…

Wróciłam do domu i nie wytrzymałam… Wyjęłam z zamrażarki kotlety, pokroiłam ziemniaczki w plasterki, ułożyłam na blaszce i zapiekłam… Jakie to było dobre… Rany… już dawno mi tak kotlety nie smakowały!

 

Postępy

12 mar

Skończyły mi się czyste spodnie a tu wyjazd i w co się ubrać?! Zaczęłam więc szukać moich starych spodni. Znalazłam kilka par, które były na mnie za małe, a które zostawiłam w nadziei, że kiedyś nadejdzie taka chwila jak dziś. Zmierzyłam 4 pary.

Jedna za duża xD

Dwie dobre ;)

Jedna wciąż za mała :(

Jestem z siebie dumna. Wszystkie rzeczy robią się na mnie za duże co bardzo cieszy, choć oczywiście są minusy. Wyglądam w nich bardzo źle… jak w worku! No ale nie kupie teraz nowych skoro nie jestem nawet w połowie tego gdzie chcę być! ;( Stanik powinnam mieć 3 rozmiary mniejszy!! Choć miseczka ta sama to w obwodzie pod biustem jest dużo, dużo mniej niż było xD

Ale coś z tej szafy trzeba wymyślić. Staram się jak mogę żeby wyglądać jakoś do ludzi i jeśli zakładam za duże spodnie – odwracam uwagę bluzką, włosami itd. I chyba działa xD

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Praca nad sobą

 

Kupiłam nowe, straciłam stare

15 wrz

W Lidlu są bardzo fajne balerinki. Idealne jako kapcie – ciepłe, ładne, wygodne. W piątek kupiłam sobie niebiesko białe. Stwierdziłam jednak, że są tak fajne, że kupie sobie jeszcze jedne. Będę miała na zmianę jak tamte będę musiała wyprać, albo jak będę do „kogoś” jechać, iść na dłużej.

Stwierdziłam, że w końcu muszę zrobić porządek z nogami. Zwłaszcza, że niedługo – może nawet jutro – się zobaczymy. Od maja stwierdziłam, że przerzucam się na depilację. Depilatorem nie jest to zbyt komfortowe, więc nogi torturuję plastrami. Już kończyłam pierwszą nogę gdy przez nieuwagę (do tej pory nie wiem jak to się stało) – wolny plaster przykleił mi się do jednej balerinki. Od razu poszłam ją wyprać. Najpierw oliwą, ale nic nie dało. Więc zaczęłam normalnie próbować wyprać. Próba się nie powiodła i chyba niestety będą do wyrzucenia :( dalej się kleją, więc bardzo szybko się wybrudzą. Spróbuję jeszcze przeprasować, może tak wosk zejdzie. Ostatnim sposobem będzie pranie w pralce. Majątku nie dałam – 15 zł – więc pewnie jutro pojadę i kupie sobie nowe, ale szkoda…

Jeśli chodzi o pracę nad sobą to cóż…
I śniadanie: kanapki z pomidorem i herbata
II śniadanie: 3 wafle ryżowe
Obiad: spaghetti z ciemnym makaronem
Podwieczorek: ptasie mleczko – przyznaje łaziło za mną od kilku miesięcy
Kolacja: kanapki z serkiem topionym

Od kilku dni zbieram się żeby iść na rower… Teraz co jakiś czas pada, albo grozi deszczem, ale jutro… Jutro obiecuję, że pójdę :) chociaż na chwilę. Tylko smutno tak samej jeździć bez celu

 

W końcu wakacje

12 wrz

Dzisiaj jest piękny dzień :)

  1. Na kolokwium dostałam zadanie, które umiałam zrobić a to wystarczył, żeby mieć zaliczenie :)
  2. Pojechałam na zakupy do decathlonu i kupiłam wszystko tylko nie to po co pojechałam… no ale za to mam nową kurteczkę xD
  3. Zdałam kurs powtórkowy xD

 

Po prostu… Wszystko się w końcu zaczyna układać.

Teraz obiecuję, że będę pisać regularnie. I mam zamiar na poważnie zająć się pisaniem kolejnej książki. Mogę jedynie zdradzić, że będzie się dużo działo… nie koniecznie miłych rzeczy.

„Miłe złego początki”

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Powrót do rzeczywistości – 25 sierpnia (niedziela)

27 sie

Dzisiaj rano pobudka bardzo wcześnie rano i bardzo dziwna.

O 5 nad ranem nagle wchodzi do pokoju gościu na oko ok. 27 lat w samych majtkach. W pierwszej chwili myślałam, że to właściciel, ale co on by robił u nas tak wcześnie rano i to w samej bieliźnie? Jak usłyszałam – „No siema” – to już wiedziałam, że to nie właściciel. My się patrzymy na niego, on na nas i zorientował się, że pomylił pokoje – „A sorry…” – i wyszedł. My tak na siebie i Pan P. wstał zamknąć drzwi na klucz. Nie wiem jak to się stało, że były otwarte na noc… W każdym razie poszliśmy spać dalej.

Obudziłam się po 8, wzięłam rzeczy i poszłam się myć. Jak wyszłam to Pan P. już nie spał. Zjedliśmy śniadanko (wczorajsze kebaby i zupkę chińską) i na miasto. Przez cały czas widziałam jak mnie obserwuje, jak dotyka moje nogi i w ogóle. Od wczoraj rana ciągle słyszałam jakieś komplementy, uwagi dotyczące tego, że się zmieniam, że inaczej wyglądam i w ogóle… Aż mi głupio było. Cały czas się zastanawiałam czy on tak serio czy tylko mówi to wszystko co chcę usłyszeć… Nie wiem…

Poszliśmy na miasto połazić między straganami. Kupiłam sobie i Panu A. taki komin, który można zakładać na milion rożnych sposobów – czapka, opaska, gumka, szalik, jako chustka na głowę, kominiarka itd. Potem jeszcze miśki dla dzieci kuzynki, która mnie przygarnęła na czas przed wyjazdem, po wyjeździe i na czas późniejszego szukania mieszkania.

Jeszcze spacerek nad morzem (doszliśmy plażą do Trzęsacza i z powrotem) i na obiad. Oczywiście rybka, bo dawno rybki nie jedliśmy, potem mała rundka po sklepach. Kupiłam sobie jeszcze spódniczkę – zieloną, jakbym mało miała zielonych rzeczy ;P – i na lody. Poszwendaliśmy się jeszcze po mieście dla zabicia czasu i powrót do ośrodka, po rzeczy.

Rano jak wychodziliśmy to musieliśmy się wykwaterować, ale właściciele powiedzieli, że możemy zostawić rzeczy żeby się z nimi nie nosić. Wróciliśmy, przebrałam się (bo miałam krótkie spodenki, a jak w środku nocy wysiądziemy z autobusu to będzie zimno) i na pks. Tam siedzieliśmy trochę czasu, bo przyszliśmy za szybko, ale lepiej być wcześniej niż biec i bać się, że się nie zdąży. W końcu przyjechał autobus i co bardzo nas zdziwiło zapłaciliśmy dużo, dużo mniej niż jak jechaliśmy nad morze. Tak samo było jak jechaliśmy do Gryfic.

Do Gryfic – 10 zł
Z Gryfic – 5,20 zł

Do Rewala – 78,5 zł (chyba, bo nie mogę znaleźć biletu)
Z Rewala – 45 zł

Jak wsiedliśmy do autobusu to gadaliśmy trochę, ale chwilę później poszłam spać. Tym razem bardzo dobrze mi się spało. Zdecydowanie wolę jechać na noc.

Jak przyjechaliśmy do Wrocławia to Pan P. stwierdził, że musi mnie odstawić pod sam dom. No to poszliśmy na nocny, ale oczywiście musieliśmy prawie godzinę na niego czekać. Rozrywkę zapewnił nam jeden pijany chłopak, który mimo że chodził tak jakby mu nogi przeszkadzały to przechodząc przez ulicę (po której nic nie jeździło oprócz nocnych autobusów i tramwajów) patrzył w obie strony czy nic nie jedzie. Potem przytulił się do znaku, chodził przy barierce jak małe dziecko, aż w końcu kleknął przy niej jak przy klęczniku w kościele i tak chwilę klęczał. Potem poszedł gdzieś tam za róg, albo raczej chciał pójść, bo się wywrócił i tak leżał chwilę. Całe szczęście, że ludzie pijani rzadko kiedy robią sobie krzywdę. Tak jakby alkohol zmiękczał kości – choć mam kolegę, który po pijaku poważnie wybił sobie łokieć i rano jak się obudził był bardzo zdziwiony skąd ma gips na łapie. No ale „kolega” wstał i znowu doszedł do krawężnika, popatrzył w dwie strony i przeszedł na drugą stronę. Ktoś bardzo wredny postawił mu na drodze barierki do przypinania rowerów. Więc przeszedł przez jedną barierkę, potem przez kolejną, przy której stał rower (jego też omijał górą) i poszedł dalej. Bardzo lubię takich ludzi. Są wtedy tacy szczerzy i zabawni. No chyba ze robią się natrętni… To wtedy już nie jest fajne…

Podjechał autobus, Pan P. odstawił mnie pod sam dom i pojechał do siebie. Niestety musiałam zbudzić kuzynkę, żeby mi drzwi otworzyła, ale zarz poszliśmy dalej spać.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Zakupowy szał

26 lip

Moja szafa jest pełna starych, trochę zniszczonych rzeczy… Ponaciąganych, wypranych. Powoli, stopniowo wymieniam rzeczy. Tu jakaś bluzka, tu jakieś spodenki. Teraz na lato szał sukienek.

Ostatnio kupiłam sobie dwie fajne sukieneczki. Niestety są trochę za krótkie. Przed wakacjami nie odważyłabym się w nich wyjść przed dom a co dopiero na miasto. Jednak… Wczoraj wieczorem szłam koło lustra i to co zobaczyłam bardzo mi się spodobało. W końcu płaski brzuszek, ładniejsze nogi. Wiem, że czeka mnie jeszcze bardzo dużo pracy mnie czeka, dużo minie czasu zanim dojdę do mojego celu ale… Mam nadzieję że jestem na dobrej drodze xD

 

Byleby tylko wytrwać w postanowieniu ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Praca nad sobą