RSS
 

Notki z tagiem ‘urlop’

Zgubiłem się we własnej głowie

06 mar

Czemu zawsze musi być tak, że jak jest dobrze to się musi spie…rdzielić? Po prostu dlaczego? Dzisiaj wyjątkowo się cieszę, że miałam co załatwiać w dziekanacie i w ogóle, bo przynajmniej na moment moje myśli zajęłam czymś innym. To ani trochę nie jest fajne ani śmieszne. Mam totalny metlik w głowie i to z każdym dniem, z każdą chwilą coraz większy.
Wczoraj po uczelni pojechałam do Pana A. po moją zamrażarkę (u mnie w mieszkabiu na feriach popsuła się lodówka i ratując rzeczy zawiozłam je do Pana A.) i mimo że miałam pojechać tam i z powrotem to zostałam na dłużej. Fajnie nam sie razem gadało, siedziałam rysowałam na jego tablecie, a później zaczęliśmy wycinać takiego misia do złożenia z papieru. Ugotowałam sobie swoje pierożki i (jakoś po 4 h) w końcu pojechałam do domu. Pan A. wcale mnie nie wyganiał. Jak nigdy stwierdził, że nie muszę jeszcze jechać i jak sprawdzał mi tramwaj od razu proponował ten późniejszy. Odprowadził mnie do drzwi i przytulił na pożegnanie. Choć widać było, że nie wie czy ma to zrobić, czy może i w ogóle. Dziwna sytuacja. Chyba faktycznie zaczyna się potwierdzać to co mówił Pan M. – Jak się zrywa z kimś to nie ważne czy się kogoś kochało i jak bardzo, ani jaki był powód zerwania. Dopiero kiedy ktoś inny zaczyna się interesować tą osobą docenia się co się straciło. Może to tylko moje wrażenie, ale zachowanie Pana A. wskazuje, że to prawda. Tylko w takim razie co dalej? I co z tą dziewczyną co mu się podoba? Przecież nie chodziło o mnie…

Do tego jeszcze zachowanie Pana M. Jest cholernie zazdrosny chociaż stara się to ukryć. Przez to strasznie mnie dusi i dosłownie i w przenośni.
Jestem dziwna! Jak byłam z Panem A. cholernie mi brakowało tego co daje mi Pan M. Całowania bez okazji, żeby mnie przytulił jak czekamy przed zajęciami, żeby nie wstydził się mnie objąć czy pocałować przy znajomych. A teraz? Gdy to wszystko mam to mnie dusi, bo jest tego aż za dużo!

Pan M. przyjechał wczoraj do mnie. Twierdząc, że się bardzo stęsknił nie dał mi nic zrobić. Chciał mnie tylko przytulać i całować. Ok. to miłe, ale do pewnego stopnia. Jestem chora, nie chcę go zarazić a on w kółko chce mnie całować. Poza tym całowanie powinno być delikatne – a jak ja się chcę odsunąć żeby się wykaszleć, albo po prostu mam już dosyć to nie jest to takie proste, bo albo mnie trzyma z tyłu, albo się przesuwa razem ze mną… Przytulanie też tylko do pewnego stopnia jest przyjemne, bo potem zaczyna mnie dusić… Poza tym strasznie grzeje (jak pewnie każdy facet) no ale jak mnie tak mocno przytula to ja wstaje cała mokra i choć twierdzi, że mu to nie przeszkadza to ja się z tym źle czuje. Ale co z tego, że się wykąpie jak za chwilę bedzie to samo… A na koniec mojego narzekania – ciągle mi powtarzał, że jestem piękna, to on się do mnie odezwał po jak twierdzi miesiącu przeglądania mi się na korytarzu. A od wtorku co jakiś czas mi powtarza, że dla mnie zrezygnował z „idealniej” dziewczyny z naszego wydziału. Chce żebym była zazdrosna? Czy „delikatnie” daje do zrozumienia, że nie do końca mu odpowiadam? Wczoraj jak robił mi masaż powiedział, że z mojej figury można zrobić coś pięknego… ale dopiero zrobić… Oglądaliśmy bajkę. Sam przywiózł twierdząc, że fajna i w ogóle. Sam proponował film na wieczór a potem nie pozwala mi go oglądać, bo chce się całować. W końcu mimo mojego subtelnego „nie” został na noc. Nie wiem ile spałem w sumie ale co chwila się budziłam, bo albo kaszel mnie męczył, albo było mi strasznie gorąco, albo Pan M. tak mnie przytulił, że aż dusił…

Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć, a co dopiero jak mu o tym delikatnie a zarazem dobitnie powiedzieć? Ponieważ nie miałam ferii przez załatwianie spraw w dziekanacie jestem cholernie tym wszystkim zmęczona. Jak powiedziałam o tym Panu M. to stwierdził, że w weekend zrobimy takie ferie tylko dla mnie… Wtedy nawet się ucieszyłam ale teraz poważnie się zastanawiam, co miał na myśli i co się będzie działo. Mimo że twierdził, że nie chce mi zrobić krzywdy, że nie chce mnie tylko zaciągnąć do łóżka to ciągle o tym mówi… Niby w żartach, ale jednak… Coraz bardziej zaczynam się zastanawiać czy mogę mu ufać…

Jedyną osobą z którą mogę o tym pogadać i uzyskać w miarę sensowną odpowiedź jest Pan K. Dzisiaj przyjechał do mnie i chwilę pogadaliśmy. Stwierdził, że nie rozumie zachowania Pana A., bo niby jakaś dziewczyna była, namiętnie z nią pisał, a teraz cisza, siedzi w domu sam i w ogóle… A znowuż o Panu M. stwierdził żebym uciekała, a już na pewno nie dała się zaciągnąć do łóżka. Potwierdził mi to co już sama wiedziałam – jeśli faktycznie zależy mu na mnie to poczeka! Miesiąc… dwa… pół roku… póki nie będę 100% pewna tego, że chcę, że go kocham, że zasługuje na to, że mnie nie wykorzysta. Nie wiem co mam robić, jak się zachowywać w stosunku do Pana M. a co myśleć o Panu A. To wszystko jest zbyt  skomplikowane! Czy choć raz nie może być prosto?!

No, ale cóż… może kiedyś będzie lepiej

 
 

Wielkie wyrzuty sumienia

23 paź

Mam wyrzuty sumienia, że nie piszę… Obiecałam poprawę, ale jakoś ostatnio nie mogę się z niczym ogarnąć. Na uczelni chaos, ale nie taki jaki panuje w mojej głowie. Tak dużo myśli, wspomnień, planów, deklaracji, obietnic, zwątpień, rozczarowań, smutku bólu codziennie przelewa się przez moją głowę, że momentami nie wiem co mam robić. Nie raz jechałam tramwajem i ocierałam łzy. Nawet nie do końca wiem skąd one się biorą… Może ze zmęczenia? Może z rozczarowania? Może z bólu? Za dużo tego wszystkiego siedzi we mnie.

Ostatnio bardzo dużo się zmieniło w moim życiu. W końcu postawiłam na zdrowie – wycięłam migdałki, zaczęłam o siebie dbać. Bardzo dużą uwagę przywiązuję do tego co, kiedy i jak jem, choć czasem zdarzy mi się zgrzeszyć.

Do alkoholu mnie nie ciągnie. Nigdy nie miałam problemów z odmówieniem picia. Choć czasem są chwile, że chciałabym się upić i zapomnieć, ale w moim przypadku to przynosi przeciwny skutek:
nie potrafię się bawić -> więc siedzę zwykle sama
jak siedzę sama -> zaczynam myśleć o tym co było
jak zaczynam myśleć o tym co było -> zaczynam płakać
jak zaczynam płakać -> zaczyna boleć mnie głowa
jak zaczyna mnie boleć głowa -> myśle o tym żeby połozyć się spać
jak myślę o tym żeby położyć się spać -> ale nie zasnę, bo po alkoholu nie mogę zasnąć
jak nie mogę zasnąć -> zaczynam myśleć o tym co było
jak zaczynam myśleć o tym co było -> …
Także alkohol to nie jest najlepszy sposób żeby zapomnieć o wszystkim…

Obiecałam sobie, że postaram się jak najdłużej wytrzymać bez słodyczy… Plan upadł po 13 dniach – poszłam na urodziny synka kuzynki no a tam było ciasto (którego udało mi się nie tknąć :) ) i tort… a co to za urodziny bez tortu… No i się zaczęło… 

Jakiś czas temu chodziły za mną chipsy… W końcu kupiłam sobie jedne… źle się to skończyło. Bolał mnie brzuch, okropnie się czułam, nie mogłam spać…
Jakieś 1,5 tygodnia później naszło mnie na chrupki – równie źle się to skończyło…
Teraz już wiem – nie wolno mi jeść chipsów, choćbym nie wiem jak chciała…

Jeśli chodzi o czekoladę to bardzo dawno nie jadłam… w sumie nawet nie pamiętam kiedy, ale efekty widać do dzisiaj. Miałam taką ładną cerę… teraz nie mogę jej doprowadzić do porządku…

Jeśli chodzi o jedzenie to starałam się jeść 5 razy dziennie… Na uczelnie brałam jabłka, rzodkiewki, pomidorki, gruszki… Teraz jakoś się kasa skończyła… Kupuję tylko tyle żeby przeżyć, a niestety owoce i warzywa są strasznie drogie – zwłaszcza, że zbliża się zima…
Muszę się przyznać – dzisiaj jadłam tylko śniadanie po 9 i dopiero kolację koło 20 – 21… Przez cały dzień jakoś nie brakowało mi jedzenia… Może przez moment po południu, ale wypiłam 1,5 l (wody + izotonik)  w ciągu 1,5 h… wypełniłam sobie żołądek płynem i nie chciało mi się jeść… Dopiero jak wieczorem przyznałam się Panu A., że jedynie jadłam dzisiaj śniadanie to zrobił mi kolacje: kanapki (z ciemnego chleba z ziarnem) z szynką (bez masła) i pomidorki.

Na polu ćwiczeń też nie mam się zbytnio czym pochwalić… W zeszłym tygodniu jakoś nie specjalnie miałam siłę / ochotę iść na siłownię… Nawet na wf nie poszłam… Odrabiam to w tym tygodniu:
poniedziałek (wczoraj) – 40 minut na siłowni
wtorek (dzisiaj) – 1,5 h na siłowni
środa (jutro) – 1 h basen (wf)

Jednak od kilku dni mam trochę większe zmartwienie niż dieta i ćwiczenia… Ciągle boli mnie głowa… Momentami słabiej, ale są momenty, że boli bardzo mocno. Przeważnie jednak boli tak jak brzuch przy okresie (tu dziewczyny mnie zrozumieją) – to taki wkurzający ból… Nie da się o nim zapomnieć, ale też nie weźmie się tabletki, bo da się wytrzymać. Jakbym za każdym razem miała brać tabletki to bym chyba musiała łykać jak cukierki… Byłam u lekarza, ale nie wiele mógł mi powiedzieć na ten temat… wystawił skierowanie do neurologa i laryngologa, wystawił receptę na ketonal i do widzenia. Czasem dokładają się do tego zawroty głowy (zwłaszcza jak mocno głowa boli), a jak zawroty to i mdłości… Jak już się zacznie wszystko na raz to nic tylko spać… Prawie cały weekend przeleżałam w łóżku z czego większość czasu przespałam… Nie jest to miłe… Zwłaszcza, że do specjalisty się czeka dłuuugo:
laryngolog – 27 listopad
neurolog – 11 grudnia

Do tego jeszcze się dokłada ciągłe myślenie o Panu A… Niby jest dobrze, ale jest źle… Niby jest poprawa, ale jednak jej nie ma…

 

Dobra idę spać… Kolorowych snów… Głowa mnie boli :( 

 

Powrót do rzeczywistości – 25 sierpnia (niedziela)

27 sie

Dzisiaj rano pobudka bardzo wcześnie rano i bardzo dziwna.

O 5 nad ranem nagle wchodzi do pokoju gościu na oko ok. 27 lat w samych majtkach. W pierwszej chwili myślałam, że to właściciel, ale co on by robił u nas tak wcześnie rano i to w samej bieliźnie? Jak usłyszałam – „No siema” – to już wiedziałam, że to nie właściciel. My się patrzymy na niego, on na nas i zorientował się, że pomylił pokoje – „A sorry…” – i wyszedł. My tak na siebie i Pan P. wstał zamknąć drzwi na klucz. Nie wiem jak to się stało, że były otwarte na noc… W każdym razie poszliśmy spać dalej.

Obudziłam się po 8, wzięłam rzeczy i poszłam się myć. Jak wyszłam to Pan P. już nie spał. Zjedliśmy śniadanko (wczorajsze kebaby i zupkę chińską) i na miasto. Przez cały czas widziałam jak mnie obserwuje, jak dotyka moje nogi i w ogóle. Od wczoraj rana ciągle słyszałam jakieś komplementy, uwagi dotyczące tego, że się zmieniam, że inaczej wyglądam i w ogóle… Aż mi głupio było. Cały czas się zastanawiałam czy on tak serio czy tylko mówi to wszystko co chcę usłyszeć… Nie wiem…

Poszliśmy na miasto połazić między straganami. Kupiłam sobie i Panu A. taki komin, który można zakładać na milion rożnych sposobów – czapka, opaska, gumka, szalik, jako chustka na głowę, kominiarka itd. Potem jeszcze miśki dla dzieci kuzynki, która mnie przygarnęła na czas przed wyjazdem, po wyjeździe i na czas późniejszego szukania mieszkania.

Jeszcze spacerek nad morzem (doszliśmy plażą do Trzęsacza i z powrotem) i na obiad. Oczywiście rybka, bo dawno rybki nie jedliśmy, potem mała rundka po sklepach. Kupiłam sobie jeszcze spódniczkę – zieloną, jakbym mało miała zielonych rzeczy ;P – i na lody. Poszwendaliśmy się jeszcze po mieście dla zabicia czasu i powrót do ośrodka, po rzeczy.

Rano jak wychodziliśmy to musieliśmy się wykwaterować, ale właściciele powiedzieli, że możemy zostawić rzeczy żeby się z nimi nie nosić. Wróciliśmy, przebrałam się (bo miałam krótkie spodenki, a jak w środku nocy wysiądziemy z autobusu to będzie zimno) i na pks. Tam siedzieliśmy trochę czasu, bo przyszliśmy za szybko, ale lepiej być wcześniej niż biec i bać się, że się nie zdąży. W końcu przyjechał autobus i co bardzo nas zdziwiło zapłaciliśmy dużo, dużo mniej niż jak jechaliśmy nad morze. Tak samo było jak jechaliśmy do Gryfic.

Do Gryfic – 10 zł
Z Gryfic – 5,20 zł

Do Rewala – 78,5 zł (chyba, bo nie mogę znaleźć biletu)
Z Rewala – 45 zł

Jak wsiedliśmy do autobusu to gadaliśmy trochę, ale chwilę później poszłam spać. Tym razem bardzo dobrze mi się spało. Zdecydowanie wolę jechać na noc.

Jak przyjechaliśmy do Wrocławia to Pan P. stwierdził, że musi mnie odstawić pod sam dom. No to poszliśmy na nocny, ale oczywiście musieliśmy prawie godzinę na niego czekać. Rozrywkę zapewnił nam jeden pijany chłopak, który mimo że chodził tak jakby mu nogi przeszkadzały to przechodząc przez ulicę (po której nic nie jeździło oprócz nocnych autobusów i tramwajów) patrzył w obie strony czy nic nie jedzie. Potem przytulił się do znaku, chodził przy barierce jak małe dziecko, aż w końcu kleknął przy niej jak przy klęczniku w kościele i tak chwilę klęczał. Potem poszedł gdzieś tam za róg, albo raczej chciał pójść, bo się wywrócił i tak leżał chwilę. Całe szczęście, że ludzie pijani rzadko kiedy robią sobie krzywdę. Tak jakby alkohol zmiękczał kości – choć mam kolegę, który po pijaku poważnie wybił sobie łokieć i rano jak się obudził był bardzo zdziwiony skąd ma gips na łapie. No ale „kolega” wstał i znowu doszedł do krawężnika, popatrzył w dwie strony i przeszedł na drugą stronę. Ktoś bardzo wredny postawił mu na drodze barierki do przypinania rowerów. Więc przeszedł przez jedną barierkę, potem przez kolejną, przy której stał rower (jego też omijał górą) i poszedł dalej. Bardzo lubię takich ludzi. Są wtedy tacy szczerzy i zabawni. No chyba ze robią się natrętni… To wtedy już nie jest fajne…

Podjechał autobus, Pan P. odstawił mnie pod sam dom i pojechał do siebie. Niestety musiałam zbudzić kuzynkę, żeby mi drzwi otworzyła, ale zarz poszliśmy dalej spać.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Powrót do rzeczywistości – 24 sierpnia (sobota)

27 sie

Wstaliśmy rano, zjedliśmy rybkę i poszłam się myć. Wykąpałam się, umyłam włoski i niestety zapomniałam kremu więc musiałam wyjść do pokoju. Ubrałam strój i wyszłam. Od razu widziałam, że zwrócił na mnie uwagę. Weszłam z powrotem do łazienki i jak wyszłam to już w sukience (takiej do połowy uda) i w kręconych włosach (same mi się kręcą, ja tylko im trochę pomogłam pianką). Widziałam, że się na mnie cały czas patrzy jak ścieliłam łóżko, jak sprzątałam itd. Od tamtej pory zaczął się zachowywać zupełnie inaczej niż do tej pory.

Powtarzał, że ładnie wyglądam, że pasuje do mnie ta sukienka i cały czas się na mnie patrzył. Aż głupio mi było.

Zebraliśmy się i pojechaliśmy do Gryfic do weterynarza. Widziałam w autobusie, że cały czas patrzył się na moje nogi. Jak łaziliśmy po mieście to oczywiście z GPS’em, bo nam się trochę spieszyło i nie było czasu na błądzenie. Głupio mi było jak jacyś starsi panowie i dziadki się na mnie patrzyli. Panu P. stwierdził, że wystarczyło, że założyłam spódniczkę a już wszyscy zatrzymują się i puszczają na pasach. Jeden tekst mnie powalił:
- Mogłam wziąć te szpilki, ale może to i lepiej…
- Dobrze, że nie wzięłaś. Chcesz żebym patrzył na GPS, a nie tylko na Twoje nogi?
Ogólnie cały dzień powtarzał, że bardzo się zmieniłam itp.

Jak dotarliśmy do weterynarza to musieliśmy odstać swoje w kolejce. Jak weszłam okazało się, że trafiliśmy na dobrego weterynarza. Popatrzył Myśkowi do oka, bo drugie mu zaczęło ropieć. Dostał kropelki do tego oka i chyba mu od razu pomogło, bo zaczął je otwierać. Weterynarz powiedział żebym zwracała uwagę na to jakie ma trociny, bo do paczek ładują wszystko łącznie z pyłem, który jak kopie to wpada mu do oczu, nosa i uszu. Sianko powinno być takie, że jak się je weźmie to nie powinno się sypać, powinno pachnieć suszoną trawą,  nie stęchlizną i pleśnią.

Nie wiem skąd się to bierze, ale jak jest mi zimno to robię się gorąca, za to jak jest ciepło to jestem zimna i bardzo szybko się chłodzi mi skóra. Panu P. bardzo spodobał się ten stan. W autobusie się przytulał do moich rąk a zwłaszcza mu się podobało, że mógł dotykać mnie po nogach.

Po powrocie zostawiliśmy Myśka, przebrałam się i zjedliśmy trochę rybki.

Wyszliśmy nad morze i owszem podmyło mnie morze. Pan P. za wszelką cenę chciał mnie rozebrać wykorzystując do tego celu morze. Chwila przerwy na obiad i z powrotem nad morze. Zdjęłam spodnie, sukienkę i w samym stroju weszłam do morza. Zaczęło mnie zalewać. Na początku woda była zimna, ale potem już była cieplutka :) Dziwnie się na nas ludzie patrzyli jak wchodziliśmy do morza żeby się kąpać.

Jak już się zimno zrobiło poszliśmy na lody. Potem się przebrać, bo strój jednak trochę bardziej mi zmókł niż myślałam i jak założyłam sukienkę na mokry stanik to woda przeszła na sukienkę. Na zachód słońca już nie zdążyliśmy, ale poszliśmy się przejść po mieście.

Zgłodnieliśmy bardzo więc poszliśmy na kebaba. Tak wiem, że nie powinnam, ale dieta też miała urlop. Musieliśmy spróbować kebaba, do którego ustawiała się taka mega kolejka, o której byśmy koło niego nie szli. I tak szczerze mówiąc było warto :) Nie zjedliśmy całych. Zapakowaliśmy do plecaka na rano.

Po powrocie do pokoju jak Pan P. poszedł się myć zaczęłam ćwiczyć:

  • 5 serii x 20 brzuszków
  • 2 serie x 20 brzuszków w prawo + 20 brzuszków w lewo
  • 2 serie x 20 brzuszków na dolne partie brzucha
  • 1 seria x 20 pompek

 

A potem zasnęłam nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

***

Dziwnie było przez cały dzień słuchać komplementów, widzieć te jego spojrzenia. I to stwierdzenie „Jesteś jedyną dziewczyna, o której zmieniłem zdanie”. Stwierdził, że skoro nie może liczyć na nic więcej to chociaż mnie do stroju rozbierze… To było dziwne. Jak się poznaliśmy to, mimo że miał wtedy dziewczynę, powiedział, że nie jestem w jego typie… Mam nadzieję, że się we mnie nie zakocha…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Powrót do rzeczywistości – 23 sierpnia (piątek)

27 sie

Rano pobudka o 3:30. Wstałam, zjadłam śniadanie, wypiłam herbatkę zieloną i w drogę.

Spotkałam się z przyjacielem koło pks’u i poszliśmy na przystanek. Czekamy, czekamy a autobusu jak nie było tak nie ma. Przez całą drogę porannym autobusem zastanawiałam się czy to nie jest przypadkiem autobus z rezerwacjami, ale stwierdziłam, że bez przesady – aż tyle osób nie będzie jechać, żeby już biletów nie było. Okazało się, że bez zrobienia rezerwacji autobus nie przyjechał… Poszliśmy wiec na pks, bo stamtąd mieliśmy kolejny autobus. Nim już udało się pojechać. Jednak na tym wrażenie się nie skończyły. Tuż przed Zieloną Górą zatrzymała nas inspekcja transportu drogowego i wyrywkowo sprawdzili nasz autobus… Na szczęście nie trwało to wieki. Z niewielki opóźnieniem (prawie żadnym, bo jakieś 4 – 5 minut) dojechaliśmy na miejsce. Po drodze na kwaterę jeszcze szukaliśmy weterynarza, ale okazało się, że google maps kłamało i weterynarz nie był w Rewalu tylko w wiosce oddalonej o 7 km, gdzie i tak nikt nie odbierał.

Ponieważ był już za późno żeby gdziekolwiek iść zostawiliśmy bagaże, zjedliśmy obiadek (zupka chińska), dałam trochę pić Myśkowi i poszliśmy przywitać się z morzem.

Połaziliśmy trochę brzegiem morza mocząc nogi, potem suszyliśmy je w piasku. Fajnie cieplutko było. Kupiliśmy rybcię wędzoną i poszliśmy zjeść kolację. Po drodze jeszcze wstąpiliśmy po bobo frut dla Myśka i strzykawkę.

Wzięłam trochę deserku do strzykawki i dałam Myśkowi. Zjadł niewiele, ale od razu było widać, że odżył. Zaczął chodzić po klatce, nawet w kółku pobiegał :) bardzo pocieszający był ten fakt. Zjedliśmy rybcię, przebraliśmy się i na zachód słońca.

Zdjęcia z zachodu w poprzednim poście ;)

Potem jeszcze pyszne lody i do domu spać. Byłam tak wykończona, że nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie