RSS
 

Notki z tagiem ‘szafa’

Postępy

12 mar

Skończyły mi się czyste spodnie a tu wyjazd i w co się ubrać?! Zaczęłam więc szukać moich starych spodni. Znalazłam kilka par, które były na mnie za małe, a które zostawiłam w nadziei, że kiedyś nadejdzie taka chwila jak dziś. Zmierzyłam 4 pary.

Jedna za duża xD

Dwie dobre ;)

Jedna wciąż za mała :(

Jestem z siebie dumna. Wszystkie rzeczy robią się na mnie za duże co bardzo cieszy, choć oczywiście są minusy. Wyglądam w nich bardzo źle… jak w worku! No ale nie kupie teraz nowych skoro nie jestem nawet w połowie tego gdzie chcę być! ;( Stanik powinnam mieć 3 rozmiary mniejszy!! Choć miseczka ta sama to w obwodzie pod biustem jest dużo, dużo mniej niż było xD

Ale coś z tej szafy trzeba wymyślić. Staram się jak mogę żeby wyglądać jakoś do ludzi i jeśli zakładam za duże spodnie – odwracam uwagę bluzką, włosami itd. I chyba działa xD

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Praca nad sobą

 

Przeprowadzka

23 wrz

Przeprowadzka, przeprowadzka, przeprowadzka… Od soboty tylko to mam w głowie. Wczoraj z rodzicami przywiozłam meble (bo w pokoju przez 2 tygodnie miałam tylko dmuchany materac, a ciuchy leżały poskładane na podłodze). Musiałam te wszystkie szafy (3), biurko, komodę, łóżko wnieść na pierwsze piętro – na szczęście szafy wjechały windą, ale trzeba było je do tej windy donieść najpierw do klatki, a potem do windy na podwyższony parter. Po wstawieniu mebli taki duży się ten pokój zrobił… W ogóle nie widać, że ma 2,5 x 2,6m :) coraz bardziej mi się tu podoba.

Po wniesieniu mebli szybki obiad i po rzeczy do starego mieszkania. Tam trzeba było wszystko wynieść z piwnicy. Przysięgam nie wiem skąd się tyle tych rzeczy wzięło i może tylko 1/10 nie jest potrzebna… Masakra jakaś! No i znowu było trzeba nosić. Już nawet nie miałam siły mówić… Zjadłam z rodzicami kolację, pożegnaliśmy się i trzeba było się wziąć za porządki. Nie mogłam tego zostawić na jutro (dzisiaj), bo nawet nie miałam gdzie spać. Na moim łóżku leżały wszystkie ciuchy (które wcześniej były na podłodze). Więc musiałam umyć szafy w środku, poukładać wszystko i dopiero wtedy mogłam się położyć na łóżku…

Pierwszy raz spałam w nowym miejscu (jeszcze tak łóżka nie miałam ustawionego w tym pokoju no i nie mówiąc już, że to nowe łóżko). Oczywiście znowu śniły mi się jakieś głupoty totalne…

Jak się obudziłam to dosłownie wszystko mnie bolało… Najbardziej ręce od dźwigania. Dobrze, że tak rzadko się przeprowadzam. Teraz mam jeszcze tydzień do rozpoczęcia roku, więc zrobię trochę selekcję. Dzisiaj śniadanie i do roboty. Rozpakowałam już większość rzeczy – zostały już tylko pierdółki tak naprawdę. W ramach odpoczynku zajęłam się radosną twórczością.

W pokoju jako żyrandol miałam taką kulkę papierową z Ikei. Nie dość, że brzydko wygląda, stara, zżółkła, to jeszcze strasznie zakurzona… Weszłam na stronę Ikei i chciałam zobaczyć po ile są takie żyrandole. I znalazłam taki piękny zielony… ale za 49,99 zł… Wyobraziłam sobie jak on by wyglądał, jak jest zrobiony i wpadłam na pomysł – SAMA SOBIE TAKI ZROBIĘ!

Ponieważ nie miałam tego co się przy suficie zakłada żeby nie było widać kostki i brzydkich kabli wzięłam rolkę po papierze toaletowym, przecięłam i przyłożyłam. okazało się, że jest za mała. znalazłam, więc kolejną żeby dosztukować. Potrzebowałam obwód 20 cm. Rolka ma ok. 14,5 więc docięłam jakieś 6 cm z drugiej. Skleiłam brzegi z jednej strony, włożyłam do środka kabel i zakleiłam z drugiej strony. Chciałam włożyć kable i kostkę a tu zonk. Za małe… Sprawdzam centymetrem i do tej pory nie wierzę jak to się stało. Obwód po dosztukowaniu (gdzie na sklejenie poszło ok. 1 cm) wynosi 14 cm… Nie pytajcie – nie wiem jak to się stało… Znowu rozcięłam i dołożyłam kolejne 7 cm. Teraz na styk było… Obkleiłam żeby się dobrze trzymało, zmierzyłam średnicę i z kartki wycięłam koło o średnicy 6 cm, zrobiłam „nóżki” żeby móc przykleić. w środku dziurka na kabel i rozcięłam żeby móc ten kabel tam włożyć. Przykleiłam do rolek i powstała puszka na kable. Teraz jeszcze tylko muszę obkleić zielonym papierem żeby nie było widać taśmy i jest :)

Sam żyrandol to już mniej zabawy. Na kartce narysowałam kółko, podzieliłam na 6 części – jak to w podstawówce robiło się kwiatki i od środka przez 2 linie narysowałam kraski. Rozłożyłam cyrkiel najbardziej jak się dało i narysowałam łuk łączący te dwie kreski. Wycięłam coś w rodzaju 1/6 pierścienia. Odrysowałam na gazecie 6 razy (tak na próbę) i wycięłam. zagięłam brzegi na ok. 1 cm i spięłam zszywaczem. Dodatkowo jeszcze każdy wycinek zgięłam na pół (wzdłuż) tak żeby się ładniej układało. Każdy bok miał 3 zszywki oprócz jednego żeby można było to założyć na żarówkę. założyłam, zapięłam brakującą zszywkę i gotowe. Jedynie co to trochę za krótki więc będę musiała pomyśleć jak go wydłużyć i jak zrobić ten większy łuk no ale… najwyżej zrobię na prosto i też będzie dobrze :)

Tak więc w cenie:

  • kawałka taśmy;
  • 2 rolek po papierze toaletowym
  • jednej karteczki samoprzylepnej;
  • 6 kartek brystolu A3
będę mieć żyrandol, który w sklepie kosztuje 49,99 zł.
Jestem z siebie bardzo dumna xD
Tak myślę… Co by tu jeszcze zrobić żeby upiększyć pokój?
 
1 komentarz

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Kupiłam nowe, straciłam stare

15 wrz

W Lidlu są bardzo fajne balerinki. Idealne jako kapcie – ciepłe, ładne, wygodne. W piątek kupiłam sobie niebiesko białe. Stwierdziłam jednak, że są tak fajne, że kupie sobie jeszcze jedne. Będę miała na zmianę jak tamte będę musiała wyprać, albo jak będę do „kogoś” jechać, iść na dłużej.

Stwierdziłam, że w końcu muszę zrobić porządek z nogami. Zwłaszcza, że niedługo – może nawet jutro – się zobaczymy. Od maja stwierdziłam, że przerzucam się na depilację. Depilatorem nie jest to zbyt komfortowe, więc nogi torturuję plastrami. Już kończyłam pierwszą nogę gdy przez nieuwagę (do tej pory nie wiem jak to się stało) – wolny plaster przykleił mi się do jednej balerinki. Od razu poszłam ją wyprać. Najpierw oliwą, ale nic nie dało. Więc zaczęłam normalnie próbować wyprać. Próba się nie powiodła i chyba niestety będą do wyrzucenia :( dalej się kleją, więc bardzo szybko się wybrudzą. Spróbuję jeszcze przeprasować, może tak wosk zejdzie. Ostatnim sposobem będzie pranie w pralce. Majątku nie dałam – 15 zł – więc pewnie jutro pojadę i kupie sobie nowe, ale szkoda…

Jeśli chodzi o pracę nad sobą to cóż…
I śniadanie: kanapki z pomidorem i herbata
II śniadanie: 3 wafle ryżowe
Obiad: spaghetti z ciemnym makaronem
Podwieczorek: ptasie mleczko – przyznaje łaziło za mną od kilku miesięcy
Kolacja: kanapki z serkiem topionym

Od kilku dni zbieram się żeby iść na rower… Teraz co jakiś czas pada, albo grozi deszczem, ale jutro… Jutro obiecuję, że pójdę :) chociaż na chwilę. Tylko smutno tak samej jeździć bez celu

 

Depresja jesienna

11 wrz

Dopada mnie chyba depresja jesienna. Nic mi się nie chce, w kółko bym tylko spała.

Dzisiaj ubrałam spodnie, które wcześniej były na mnie (ładnie mówiąc) dopasowane. Założyłam je bez najmniejszego problemu xD Ja wiem, że ciuchy a zwłaszcza jeansy, się rozciągają po kilku minutach noszenia. A tu? bez żadnego rozciągania, świeżo z prania. Wręcz mam wrażenie, że się trochę w praniu skurczyły, bo jakieś takie przykrótkie nogawki. A może jeszcze urosłam ze 2 cm? Nie obraziłabym się ;)

Póki co centymetr znowu się zaciął. Jak zaklęty trzyma się wymiarów z przed tygodnia.

Strasznie demotywujace jest to, że tak wolno spada… Ale pociesza mnie, to co mama mówiła cioci, która też zaczęła o siebie dbać (a niestety ona koniecznie musi):

„Przez lata się zbierało, to też nie może od tak zniknąć”

Jak byłam w domu to oglądałam sekrety chirurgi. W którymś odcinku była dziewczyna, która schudła 80 kg w rok. Ponieważ bardzo szybko chudła skóra na brzuchu nie zdążyła się pościągać. Musiała mieć operacyjnie usuwany nadmiar skóry. I co  tego, że schudła skoro i tak strasznie się wstydziła tej fałdy skóry.

Ja nie mam takiego problemu, ale i tak… Stora musi mieć czas żeby się ściągnąć, żeby wszystko ładnie wyglądało.

Muszę wrócić do regularnych ćwiczeń. Chciałam wrócić do jogi, ale niestety nie mam maty, a na panelach jeżdżę jak na lodzie. Mimo że ćwiczyłam na boso to i tak się ślizgałam. Ale już kończę kurs… Pojadę do decathlonu i kupie sobie matę :) Wbrew pozorom mój pokoik nie jest taki mały ;)

 

Powrót do rzeczywistości – 25 sierpnia (niedziela)

27 sie

Dzisiaj rano pobudka bardzo wcześnie rano i bardzo dziwna.

O 5 nad ranem nagle wchodzi do pokoju gościu na oko ok. 27 lat w samych majtkach. W pierwszej chwili myślałam, że to właściciel, ale co on by robił u nas tak wcześnie rano i to w samej bieliźnie? Jak usłyszałam – „No siema” – to już wiedziałam, że to nie właściciel. My się patrzymy na niego, on na nas i zorientował się, że pomylił pokoje – „A sorry…” – i wyszedł. My tak na siebie i Pan P. wstał zamknąć drzwi na klucz. Nie wiem jak to się stało, że były otwarte na noc… W każdym razie poszliśmy spać dalej.

Obudziłam się po 8, wzięłam rzeczy i poszłam się myć. Jak wyszłam to Pan P. już nie spał. Zjedliśmy śniadanko (wczorajsze kebaby i zupkę chińską) i na miasto. Przez cały czas widziałam jak mnie obserwuje, jak dotyka moje nogi i w ogóle. Od wczoraj rana ciągle słyszałam jakieś komplementy, uwagi dotyczące tego, że się zmieniam, że inaczej wyglądam i w ogóle… Aż mi głupio było. Cały czas się zastanawiałam czy on tak serio czy tylko mówi to wszystko co chcę usłyszeć… Nie wiem…

Poszliśmy na miasto połazić między straganami. Kupiłam sobie i Panu A. taki komin, który można zakładać na milion rożnych sposobów – czapka, opaska, gumka, szalik, jako chustka na głowę, kominiarka itd. Potem jeszcze miśki dla dzieci kuzynki, która mnie przygarnęła na czas przed wyjazdem, po wyjeździe i na czas późniejszego szukania mieszkania.

Jeszcze spacerek nad morzem (doszliśmy plażą do Trzęsacza i z powrotem) i na obiad. Oczywiście rybka, bo dawno rybki nie jedliśmy, potem mała rundka po sklepach. Kupiłam sobie jeszcze spódniczkę – zieloną, jakbym mało miała zielonych rzeczy ;P – i na lody. Poszwendaliśmy się jeszcze po mieście dla zabicia czasu i powrót do ośrodka, po rzeczy.

Rano jak wychodziliśmy to musieliśmy się wykwaterować, ale właściciele powiedzieli, że możemy zostawić rzeczy żeby się z nimi nie nosić. Wróciliśmy, przebrałam się (bo miałam krótkie spodenki, a jak w środku nocy wysiądziemy z autobusu to będzie zimno) i na pks. Tam siedzieliśmy trochę czasu, bo przyszliśmy za szybko, ale lepiej być wcześniej niż biec i bać się, że się nie zdąży. W końcu przyjechał autobus i co bardzo nas zdziwiło zapłaciliśmy dużo, dużo mniej niż jak jechaliśmy nad morze. Tak samo było jak jechaliśmy do Gryfic.

Do Gryfic – 10 zł
Z Gryfic – 5,20 zł

Do Rewala – 78,5 zł (chyba, bo nie mogę znaleźć biletu)
Z Rewala – 45 zł

Jak wsiedliśmy do autobusu to gadaliśmy trochę, ale chwilę później poszłam spać. Tym razem bardzo dobrze mi się spało. Zdecydowanie wolę jechać na noc.

Jak przyjechaliśmy do Wrocławia to Pan P. stwierdził, że musi mnie odstawić pod sam dom. No to poszliśmy na nocny, ale oczywiście musieliśmy prawie godzinę na niego czekać. Rozrywkę zapewnił nam jeden pijany chłopak, który mimo że chodził tak jakby mu nogi przeszkadzały to przechodząc przez ulicę (po której nic nie jeździło oprócz nocnych autobusów i tramwajów) patrzył w obie strony czy nic nie jedzie. Potem przytulił się do znaku, chodził przy barierce jak małe dziecko, aż w końcu kleknął przy niej jak przy klęczniku w kościele i tak chwilę klęczał. Potem poszedł gdzieś tam za róg, albo raczej chciał pójść, bo się wywrócił i tak leżał chwilę. Całe szczęście, że ludzie pijani rzadko kiedy robią sobie krzywdę. Tak jakby alkohol zmiękczał kości – choć mam kolegę, który po pijaku poważnie wybił sobie łokieć i rano jak się obudził był bardzo zdziwiony skąd ma gips na łapie. No ale „kolega” wstał i znowu doszedł do krawężnika, popatrzył w dwie strony i przeszedł na drugą stronę. Ktoś bardzo wredny postawił mu na drodze barierki do przypinania rowerów. Więc przeszedł przez jedną barierkę, potem przez kolejną, przy której stał rower (jego też omijał górą) i poszedł dalej. Bardzo lubię takich ludzi. Są wtedy tacy szczerzy i zabawni. No chyba ze robią się natrętni… To wtedy już nie jest fajne…

Podjechał autobus, Pan P. odstawił mnie pod sam dom i pojechał do siebie. Niestety musiałam zbudzić kuzynkę, żeby mi drzwi otworzyła, ale zarz poszliśmy dalej spać.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Zakupowy szał

26 lip

Moja szafa jest pełna starych, trochę zniszczonych rzeczy… Ponaciąganych, wypranych. Powoli, stopniowo wymieniam rzeczy. Tu jakaś bluzka, tu jakieś spodenki. Teraz na lato szał sukienek.

Ostatnio kupiłam sobie dwie fajne sukieneczki. Niestety są trochę za krótkie. Przed wakacjami nie odważyłabym się w nich wyjść przed dom a co dopiero na miasto. Jednak… Wczoraj wieczorem szłam koło lustra i to co zobaczyłam bardzo mi się spodobało. W końcu płaski brzuszek, ładniejsze nogi. Wiem, że czeka mnie jeszcze bardzo dużo pracy mnie czeka, dużo minie czasu zanim dojdę do mojego celu ale… Mam nadzieję że jestem na dobrej drodze xD

 

Byleby tylko wytrwać w postanowieniu ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Praca nad sobą