RSS
 

Notki z tagiem ‘strach’

Ogromne zmiany i kolejny początek

30 sie

Oj dawno nie pisałam, ale to przez to, że dużo się też działo. Nie miałam chwili żeby sobie na spokojnie usiąść i pomyśleć.

W ostatnim tygodniu lipca wzięłam urlop. Przyjechała mama na tydzień więc trochę pojeździłyśmy i pozałatwiałyśmy parę spraw, oczywiście obeszłyśmy prawie wszystkie galerie w poszukiwaniu sukienki na wesele dla mamy i tak jakoś zleciał tydzień.

W poniedziałek – ostatniego dnia lipca – przychodzę do pracy, ale jakoś tak czułam, że wisi coś w powietrzu. O 10:15 mój dyrektor do mnie pisze, czy mogę przyjść do niego tak koło 10:30 pogadać. To ja już ściśnięte gardło… nigdy tak nie pisał. Mówił żebym zjadła II śniadanie przed, ale przez te 15 minut siedziałam jak na minie. W ogóle nie mogłam się skupić. Poszłam – no i choć w nawet miłej atmosferze jak na okoliczności – wyszłam z wypowiedzeniem. Powiedział, że mogę wyjść teraz, albo posiedzieć do tej 16, jak wolę. Stwierdziłam, że wracam do domu z dwóch powodów.

  1. Muszę zacząć szukać nowej pracy
  2. Starałam się zachować powagę i nie rozpłakać.

W pewnym momencie napłynęły mi łzy do oczu, ale zaczęłam mrugać i udało się stłumić. Szybko wyszłam i poszłam na autobus. Z tym całym tobołem rzeczy… Wróciłam do domu, zabrałam się za przepisywanie CV, bo przez rok dużo się zmieniło. Zalogowałam się znowu na platformę z ogłoszeniami i wysyłałam CV tam gdzie pasowałam doświadczeniem i umiejętnościami.

Niestety po miesiącu poszukiwań dalej „nikt” mnie „nie chce”… ;( To jest straszne!! Mam 2 lata doświadczenia a i tak twierdzą, że za mało… Nikt nie chce mi dać szansy… Uwierzyć mi, że dam radę i że się sprawdzę.

Pan Ł. wyszłał moje CV u siebie w firmie do kadr. Stwierdzili, że mimo że nie mają rekrutacji teraz to spotkają się ze mną. Tuż przed tym długim weekendem miałam pierwszą rozmowę. Tydzień później zaprosili mnie na drugą i mówią, że muszą się zastanowić czy w ogóle otwierać nowe stanowisko, a jak tak to czy spełniam ich wymagania. Dali sobie czas do wtorku włącznie. No i zadzwoniła wczoraj… Początek standardowy: „Dzień doby… Mieliśmy się odezwać do wtorku, a że jest 14:30 to się zmieściłam…”. I tak sobie myślę: „Powiedz, że nie przyjmujecie mnie i z głowy”. A tu nie!! Stwierdzili, że mnie zatrudnią!! To jest w ogóle… Coś niemożliwego!! Ale jest mały haczyk – od października. Teraz mam wypłatę, za okres wypowiedzenia… Ale co będzie w październiku? Wypłatę dostanę dopiero w listopadzie ;( Stwierdziłam, że muszę zacisnąć pasa i odłożyć z tej wypłaty ile się da… no ale na czynsz nie starczy. Chłopak powiedział, że mi pomoże, no ale… to też będę musiała oddać. I późnym wieczorem koleżanka z byłej pracy, która teraz zakłada swoją firmę zaproponowała mi czy mogłaby jej zrobić stronę firmy ;) Po prostu z nieba mi spadła!!

Dzisiaj Pan Ł. wymyślił, że weźmie dodatkową pracę na pół etatu. Stwierdził, że on ma większe szanse na zarobienie kasy w miesiąc, niż ja, bo ja mam problem z tą ręką… W ogóle sytuacja teraz wygląda tak, że czekam na zabieg nacinania ścięgien… do stycznia… Szybciej się nie da, albo 1200zł.

Więc tak podsumowując
Nikt mnie znowu nie chciał… Ale osobowością wygrałam życie i udało się znaleźć pracę ;) Na szczęście nie było już tak źle jak w zeszłym roku. Choć wtedy wiedziałam, że nie mam żadnego doświadczenia komercyjnego, jestem samoukiem, więc łatwiej było przyjąć odmowę i stwierdzenie, że mam za małe umiejętności… Teraz przez ten rok bardzo się rozwinęłam, wiele, wiele się nauczyłam… Ale dla tych wszystkich rekruterów liczy się, że nie pisałam obiektowo i skreślają mnie na wstępie. A tydzień temu się wkurzyłam i stwierdziłam: „Kurde! Przecież w innych językach pisałam obiektowo, a to prawie to samo. Więc co? Nie dam rady?! Oczywiście, że dam! I nikt już nie będzie mnie skreślać z takiego powodu!!!”. No i w jeden dzień napisałam logowanie i rejestracje użytkownika. Nie było wcale tak źle ;) Miałam chwilę zwątpienia, że może faktycznie mają rację, ale potem się otrząsnęłam i wróciła pewność siebie. We wtorek dotarło do mnie: „Kurde kobieto! Minął miesiąc, a Ty dalej nie masz pracy! Tyle mogłaś zrobić i co? Nic z tego nie wyszło… Ogarnij wreszcie, że nie masz pracy!!”. Chciało mi się płakać, ale że jechałam z Panem Ł. to nie chciałam tego po sobie pokazać i szybko się ogarnęłam. Wiem, że lada dzień odchoruje tą sytuację… Ale teraz w końcu zaczęło się układać :) Jutro opisze moje rekrutacje ;) mam różne wspomnienia.

 

Poszukiwania motywacji

01 lut

No i ostatnia prosta. Niby najbardziej powinno mnie to mobilizować do pracy, ale jednak. Pracuje, spełniam się w pracy, a ostatniego roku nie można nazwać studiowaniem. A teraz gdy jakimś cudem udało mi się zaliczyć wszystko i pozostała mi tylko obrona? Nie mam siły, ochoty i samozaparcia się wziąć.

Jeśli chodzi o zaliczenie. Byłam tak nisko oceniana… Miał mi jeszcze uciąć punkty za spóźnienia… Tak się bałam, ryczałam wręcz, że znowu jest to samo i zawiodę rodziców. Ku mojemu zdziwieniu uzyskałam ocenę 3,5!!! A co dziwniejsze? Zabrakło mi 2 PUNKTÓW do 4,0!!! To jest nienormalne… Po co mnie tak straszył? No ale i tak póki nie dostałam oceny do indeksu to nie uwierzyłam.

Jeśli chodzi o obronę… odwlekałam złożenie odpowiedniego papierka jak się da ale w końcu się zebrałam i zaczęło się.
1. Pan w dziekanacie powiedział, że około 2 tygodnie będzie trwać weryfikacja mojego oświadczenia o zrealizowaniu programu kształcenia.
2. 2 dni później dostaje maila z sekcji finansów, że nie opłaciłam kursu poprawkowego z 2013 roku! Okazało się, że nawet nie dostałam maila z powiadomieniem ile i gdzie mam wysłać. Opłaciłam.
3. Kilka dni później dostaje powiadomienie, że jest problem z moimi przepisanymi ocenami bo nie mają potwierdzenia. Na szczęście nie musiałam nigdzie latać i prosić o wyciągnięcie moich akt z Bóg wie skąd tylko wystarczył sam indeks z podbitymi semestrami. Gorzej było z samym drukiem przepisanych ocen. Ksera jakie były w moich aktach były rozmazane (przez zły wydruk z ksera) i pokreślone na niebiesko, ale na kserze czarno na czarnym. Totalnie nie czytelne. Kazali mi przepisać. No to podróż do domu (8km) po indeks, do koleżanki (10km) przepisać tabelkę i wydrukować, na uczelnię (2km) i? Okazuje się, że nie tak… I jeszcze mi się zebrało, że jak to? Ja się tyle udzielam i nie wiem, że się wypełnia według wzoru? A skąd miałam wiedzieć, że jest inny wzór? Zrobiłam tak jak te dokumenty, które dostałam z akt. Zlitowali się i pozwolili mi u nich na kompie przepisać to jeszcze raz. A gdy tylko usiadłam do kompa pani z okienka która się zajmowała moimi papierami mówi, że mogę to zrobić w domu i wysłać mailem. Ale stwierdziłam, że jak już jestem tu to wypełnię na miejscu.
4. Dzisiaj po 20 dostałam maila, że oświadczenie rozpatrzone i wszystko jest ok. – mogę się bronić. Mój opiekun studiów napisał, że albo do 13 jutro dostarczę mu wszystkie dokumenty i mam dwa terminy obrony, albo tylko jeden… No dwa terminy to zawsze lepiej niż jeden, więc chciałabym to załatwić jutro… tylko czy mi się uda?
5. Na domiar złego w pracy mam bardzo ważny projekt, termin do 9 lutego, a jeszcze ogrom pracy przede mną. Nie mogę wziąć wolnego. I jeszcze na weekend jadę do domu, a wiadomo, że tam się uczyć to graniczy z cudem.

Jeśli się uda jutro wszystko załatwić to termin obrony mam już na poniedziałek 6 lutego!! Jeśli to zdam… To obiecuje, że nie ma wymówek i biorę się za siebie. Nie ma, że nie mogę!

Proszę trzymajcie kciuki :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

mam już dosyć tego roku

07 gru

Z każdym dniem jest coraz gorzej… Moja szansa na zdanie ostatniego kursu i możliwości przystąpienia do obrony prysnęła jak bańka mydlana… Niestety to nie są tylko moje odczucia, ale punktacja nie kłamie. Na 5 oddanych sprawozdań z czterech mam najmniej punktów z całej grupy a z jednego mam drugi od końca wynik. Nie uważam żebym źle robiła sprawozdania czy programy. Kod jest czysty, sprawozdania zwięzłe i na temat. Pisze w zupełnie innym języku niż wszyscy więc nie może powiedzieć, że od kogoś ściągałam. Może na zajęciach nie byłam zbyt aktywna, ale robiłam notatki, spisywałam wszystko co się dało i w domu na spokojnie do tego siadałam. Dlatego tak bardzo mnie boli, że mam ledwo 3 ze sprawozdań… Na domiar złego dowiedziałam się, że ta punktacja która jest nie jest ostateczna tylko jeszcze trzeba sobie doliczyć a raczej odliczyć spóźnienia z oddaniem sprawozdania… i nie w tygodniach ale w DNIACH!! Dwa dni spóźnienia i już maksymalna liczba punktów topnieje o połowę. To jakiś koszmar. Chce żeby już był 15 grudnia. Będę wiedziała na czym stoję, będę mogła zobaczyć nowe mieszkanie i na reszcie będę mogła się odstresować… Czeka mnie teraz tydzień niepewności.

Zdam?

A jak nie to co dalej?

Stracę tyle lata studiów?

Będę musiała zacząć od nowa?

To będzie chyba najdłuższy tydzień jaki pamiętam… ;(

Może kiedyś będzie lepiej… ale teraz jest tylko coraz gorzej ;(

 

Przyszła chwila załamania

22 kwi

Jestem z siebie dumna. Dzięki diecie bezglutenowej zjadłam tylko kilka kawałeczków murzynka, którego sama upiekłam. Mimo że na stole świątecznym pojawiło się moje ukochane ciasto z masą karpatkową i sernik. Powstrzymałam się, a wręcz ta myśl, że będę się po tym cieście cholernie źle czuła zniechęcała mnie do tego ciasta. Przez całe święta jadłam sałatki warzywne, owocowe i jajka. Najbardziej bolało, że na śniadanie wielkanocne nie mogłam zjeść ukochanego babcinego białego barszczu. Przez święta nic nie przytyłam, a wręcz troszkę schudłam. Cieszy mnie to bardzo!!

Ale w niedzielę mnie rozłożyło i od tamtej pory zaczęło się dziać źle. Nie mogłam się skupić na robocie, bo rodzice stwierdzili, że święta, że się nie pracuje. Do tego totalnie wszystko mnie bolało i nie byłam w stanie nic robić oprócz spania. Silne uderzenie alergii i choroba to bardzo złe połączenie. Ale babunia dała mi ziółka, które były jak nalewka – słodziutkie i kopały, bo na spirytusie – i postawiło mnie to na nogi. Potem w domu jeszcze leki, do łóżka, wygrzałam się i w poniedziałek jak nowo narodzona. Alergia i gardło mączą jeszcze dzisiaj, ale przynajmniej mięśnie mnie nie bolą.

Z powodu długiego wolnego i choroby zaczęłam niepotrzebnie myśleć, wspominać, puściłam wodze fantazji. To się skończyło bardzo źle. Znowu tęsknie za Panem A. a jednocześnie jestem na niego cholernie wściekła za jego zachowanie. Nie wierze, że może być tak nieodpowiedzialny i leniwy… Liczy, na to że ja wszystko zrobię za niego… W sumie sama do tego doprowadziłam robiąc wszystko tak jak chce… pomagając mu jak tylko mogę… Mam tak cholernie mieszane uczucia w stosunku do niego że to jest niemożliwe. Przed chwilą gadałam z Panem K. (naszym kolegą) i byłam tak bardzo wściekła na Pana A., a po odłożeniu telefonu zaczęłam ryczeć z tęsknoty… To nie jest pierwszy raz kiedy muszę się wyleczyć… Ale ten jest najgorszy… Zwłaszcza, że widuje go codziennie, że mam z nim wszystkie grupy zadaniowe i widujemy się poza uczelnią. Chciałabym żeby ten ból odszedł… Może byłoby łatwiej gdyby wprost powiedział, że jest z inną, że ją kocha, że jest szczęśliwy. Ale przecież nie powie mi tego… Nie powie, bo wie, że mnie to zaboli… Ale ja chyba właśnie takiego bólu potrzebuję. Dzisiaj przypadkowo otworzyłam pamiętnik na dniu kiedy była ta najważniejsza rozmowa. Cytując jego słowa napisałam, że chciałby mieć taką dziewczynę jak ja z charakteru, ale nie podobam mu się z wyglądu. W sumie też nie spełniłam tego co założyłam, że do końca roku będę „idealna”. Ale do tego zabrakło mi motywacji. Zabrakło wsparcia… Teraz jestem gdzieś w połowie drogi… ale jest kwiecień!! Zdecydowanie za wolno to wszystko idzie!

Muszę znowu iść zrobić wyniki, bo w niedziele dwa razy w przeciągu godziny byłam bliska zemdlenia. Gdyby nie to, że byłam w kościele i ta myśl, że nie mogę tu zemdleć pewnie bym padła. Miałam palce sztywne, dosłownie wszystko mnie bolało tak na maksa, a jak zaczynał świat wirować, robiło się ciemno przed oczami, wszystko gdzieś odchodziło. Z chęcią poddałabym się temu, ale no nie mogłam… Fakt. Przyznaje się bez bicia – nie jem zdrowo, nie jem dużo, sam ryż nie dostarcza potrzebnych składników i na 99% znowu mam anemię. To nie pomoże mi w odchudzaniu, więc muszę z tego wyjść… Ale z drugiej strony w końcu waga zaczęła spadać. Do tej pory spadło:

  • waga: 11,4 kg z 25 kg
  • szyja: 0,8 cm z 0,5 cm
  • ramiona: 6,5 cm z 6,0 cm
  • biust: 6,9 cm z 16 cm
  • talia: 10 cm z 21 cm
  • biodra: 6,5 cm z 14,5 cm
  • udo: 5 cm z 16,5 cm
  • kolano: 4,5 cm z 6 cm
  • łydka: 1 cm z 8 cm
  • kostka: 1,2 cm z 3,5 cm

Ta łydka to moja największa zmora!! Ciągle stoi w miejscu co mnie strasznie ale to strasznie wkurza (ładnie mówiąc). Już zaczęłam ćwiczyć generalnie łydki a przy okazji resztę… No wyglądam paskudnie z tymi łydkami, ale grube łydki i masywne uda są u mnie rodzinne i bardo trudno mi się tego pozbyć. O ile uda w końcu ruszyły, powoli, ale ruszyły to łydka za cholerę… Już mnie to tak wkurza, że tyle czasu się staram, tyle czasu pracuje nad sobą, a efekty takie sobie, że dałabym bardzo, bardzo dużo za to żeby w końcu wyglądać tak jak chcę wyglądać.

Co prawda na święta usłyszałam kilka miłych słów, że pływam w ciuchach. Nawet wujek, który nie jest skłonny do komplementów powiedział przy całej rodzinie, że schudłam (a rok temu mówił, że jestem gruba tak przy całej rodzinie… co cholernie zabolało), więc chyba nie jest tak źle… ale WCIĄŻ ZA MAŁO!! ZA WOLNO!! Nie wiem już co robić ;(

 

To był bardzo zły dzień!!

08 kwi

Od samego początku zaczynając…

Dzień 8 kwietnia

Godzina ok. 1:20
Siedziałam u Pana A. i robiliśmy sprawozdanie na laboratoria. Układ był taki ze ja ogarniam na projekt on na laborki i przez 4 tygodnie nie był w stanie ogarnąć programu, który jak przyszłam ogarnęliśmy w godziną – po moim pół godzinnym gadaniu co zrobić, a później pół godzinnym przetwarzaniu Pana A. że tak faktycznie mam rację. Do tego momentu było całkiem ok., ale potem się okazało, że jest problemem dla Pana A. żebym u niego spała… mimo że tydzień wcześniej u mnie spał, ze mną i nie było kłopotu. Wcześniej nie raz spaliśmy razem u niego w / na łóżku, a teraz on do mnie z tekstem – Jak się zmieścisz… i rozwalił się na całe łóżko. Poszedł spać zostawiając mnie mnie na pastwę losu i róbta sobie co chceta.

Godzina 2:30
Wyszłam na autobus do domu… Byłam tak wściekła na Pana A. że już się nie powstrzymałam i napisałam mu co myślę. Tu wszystko fajnie pięknie, spotykamy się, razem czas spędzamy, odprowadza na przystanek, pierwszy raz w życiu przyszedł gdzieś PO mnie co bym sama po nocy nie łaziła a tu nagle taka akcja.

Godzina 3
W autobusie może 4 osoby a tu pierwszy raz w życiu – kontrola biletów w nocnym autobusie przez 5 kanarów… i do tego pierwszy raz w życiu legitymacje mi sprawdzali… Nie no spokojnie mam semestralny, więc mi to tam rybka… no ale…

Godzina przed 4
Zamiast pójść spać, bo rano musiałam wstać to ryczę nie wiedzieć po co… Nie no wiem dlaczego… Po prostu za dużo mam w sobie emocji… zwłaszcza tych złych i po prostu we mnie eksplodują.

Godzina 8:30
Pobudka i czas się ogarnąć – załatwiać sprawy. Telefon do Warszawy w sprawie Koła naukowego – nie udało się zdobyć tego co chciałam.

Godzina 10
Telefon od ortodontki, czy zgadzam się na przełożenie wizyty o godzinę… No myślałam, że mnie coś trafi. Wczoraj dzwoniła do mnie babka i mówię jej że nie bo ja nie mam czasu.  To ta jeszcze raz dzwoni – a może jednak, bo Pani doktor bardzo prosi, bo musi dojechać z poza miasta. Ok. Gdyby to była pierwsza taka sytuacja, ale nie! Od listopada notorycznie ja przychodzę punktualnie na umówioną godzinę a przyjmowana jestem godzinę – półtorej później. To to przecież kur… zajoba idzie dostać.

Godzina 10:30
Kolejny telefon od ortodontki, A może jednak się zgodzę żeby mnie przeniosła na godzinę później. Teraz jestem pierwsza, ale Pani doktor nie dojedzie i będę druga w kolejności zaraz po pacientce na 12:30. No to kutwa… mówię jej że skoro mnie ma przepisać to czemu ja nie mogę  być na tą 12:30, a tamtą babkę po mnie tez przenieść o pół godziny… „No nie wiem. Zadzwonię do tamtej Pani i potem oddzwonię do Pani”. No myślałam, że krzywdę komuś zrobię…

Godzina 10:45
Oddzwania pielęgniarka z przychodni, że no niech będzie ta 12 tak jak było i Pani doktor postara się dotrzeć. No łaskę mi robi. Żeby to jeszcze było na fundusz… ale prywatnie, za nie małą kasę, ma grafik no to kutwa!! Jaja sobie robi!

Godzina 12:30
Łaskawie zjawia się Pani doktor w bardzo dobrym nastroju i z uśmiechem pyta gdzie mi się tak spieszy, że nie mogłam czekać… Mam plany i tyle!! Z miesięcznym wyprzedzeniem umawiam się na wizytę no wiec kutwa… Wszystko potem pod tą wizytę ustawiam a ona mi dzień wcześniej dzwoni, że godzinę później, a potem Bóg jeden wie ile czekać, bo się spóźni, bo coś tam… Tak jak któregoś razu był gościu zapisany na 15 minut a siedział ponad godzinę bo zakładała aparat… No ja dziękuję za taki interes.
W końcu usiadłam na tym fotelu… to szczerze mówiąc jeszcze nigdy tak bardzo mnie nie bolało. Tu gdzieś mnie drutem ukuła, tu nie mogła czegoś wyciągnąć i mi w zęby uderzyła, bu coś przycisnęła… W pewnym momencie miałam wrażenie ze z ust / dziąsła mi krew leci. Ściągnęła mi łuk, umyła, już ma zakładać i jep – zamek się odkleił z czwórki… No i znowu czas leci, bo musi przykleić… W końcu mi zrobiła. Niestety już jak byłam na uczelni to zauważyłam, że jak na jedynkach mam taki drut u góry co by mi się ładnie trzymały, to na jednym zamku jest w połowie… Jestem ciekawa czy przez te 5 tygodni nic mi się z nim nie stanie. Oczywiście sama musiałam sobie po chować wszystkie zakończenia drutów, bo nie może tego ona zrobić…

Godzina 14
Dzwoni Pan A., że już miał praktycznie sprawka gotowe, ale coś się zepsuło i żadne sprawko teraz nie działa. Oczywiście zrobił je tylko dla siebie no bo jakże by inaczej… Dotarł w końcu na uczelnię i generalnie miałam jakieś 2 h na zrobienie 2 sprawozdań, gdzie jedno robi się z 5 – 6 h… Tak mogę liczyć na Pana A.

Godzina 15
Ortodontka źle mi pozbierała… w ogóle nie pozbierała tych resztek drucików co odcinała. Jeden znalazł się w staniku – trochę kuł no ale to mały pikuś w porównaniu z tym, że jeden połknęłam… No i stoi mi w gardle do tej pory. I boli trochę i czuję, że coś tam jest… No wkurza mnie to nie miłosiernie… W sumie od tamtej pory nic nie jadłam, więc może jak zjem to poleci dalej, no ale po prostu dziasiaj przeszła samą siebie.

Godzina 16
Godzina do oddania sprawozdania, a program do jego tworzenia przestał ze mną współpracować… No nie i już. Koniec. Wymyślili sobie, że sprawko ma być napisane w jakimś programie, który przypomina programowanie. Efekt jak z Word’a, ale ma być w tym programie i koniec (2 kartki instrukcji jak to sprawko ma WYGLĄDAĆ). Skończyło się na tym, że nie zrobiłam tych sprawek, bo jak…

Godzina 17
Idziemy na zajęcia. Wchodzimy do sali a tu się okazuje, że Pana A. ktoś podsiadł, więc on podsiadł mnie. A tamtego kolegę podsiadła koleżanka, bo ją z kolei podsiadł gościu, który przyszedł odrabiać… Więc trochę było zamieszania z rotacją miejsc no ale w końcu siedzimy. Włączamy komputery, wybieram system i? Ciemność… Proszę prowadzącego, a on tak patrzy… no i skończyło się na restarcie kompa… Dobra, włączył się system – logujemy się. Wszyscy się zalogowali, a ja nie mogę… No i ni hu hu nie chce się zalogować. Byłam święcie przekonana, że zmieniłam hasło do systemu na jedno z tych co zawsze na takie serwery – nie działa, wpisuje stare hasło – nie działa, różne kombinacje nowego – nie działa. Przychodzi prowadzący i mówi, żebym spróbowała u siebie na kompie się zalogować, bo może po prostu internetu nie mam i dlatego z serwerem nie łączy… Próbuję – nie działa, raz drugi, trzeci… „Z powodu zbyt dużej ilości prób konto zostało zablokowane”… No myślałam, że mnie coś trafi… Prowadzący przychodzi i mówi, że spróbuje mi zrestartować to hasło, choć nie wie czy ma takie uprawnienia. Coś tam zrobił u siebie, przychodzi – nie działa… To poszedł znowu. Wraca – działa. Podał mi to hasło żebym sobie zmieniła na jakieś swoje, ale dobra niech już będzie takie jakie jest. Przynajmniej mam je zapisane i nie bedzie zgadywania.

Godzina 18
Tak mnie bolały zęby, że no nie mogłam… Już mi łzy stanęły w oczach, nie mogłam się na niczym skupić więc wzięłam tabletkę przeciwbólową (choć nie powinnam bo zawiera gluten) i trochę przestały. To okropne jak boli jeden ząb… a teraz przemnożyć to przez wszystkie!!

Godzina 19:30
Koniec laboratorium – wysyłanie wyników na serwer. Serwer domówił posłuszeństwa… No i znowu prowadzący musiał się bawić i kombinować, żeby te wyniki poszły na serwer… W końcu się udało – trzeba wpisać komentarz. Przy każdym wysyłaniu na serwer wpisuje się komentarz. Nie wiem czy je później ktoś czyta w każdym razie jak zawsze pisałam coś w stylu „Koniec laboratorium” tak dzisiaj napisałam, co mi na sercu leżało: „Z powodu bólu zębów (wizyta u ortodonty – podkręcanie aparatu) i wybitnie złego dnia nie była w stanie skupić się na zadaniach”.

Godzina 21
Siadam do robienia testu z labotek z sieci – Podgląd niedostępny… I znowu będzie miał pretensje, że nie zrobione testy i w ogóle… To myślę chociaż sprawozdanie wyśle… Szukam, jestem przekonana, że zrzucałam na pen – drive’a  - nie ma. No rozstąp się ziemio nie ma… ani na pen – drive’ie, ani nigdzie na poczcie… a zapisane było na pulpicie, a pulpit po wyłączeniu kompa automatycznie się czyści… więc tyle ze sprawka…

Godzina 22
Dzwonię do Pana A. i pytam czy może test zrobić, a on że spoko – bez problemu. U niego śmiga… a u mnie? Nie… bo po co…

Jest jeden jedyny duży plus tego dnia – udało mi się złapać kontakt z Warszawą, więc teraz już pójdzie z górki.

To nie wiem na jak długo, ale jakiś plus jest –  znowu poprawienie stosunków z Panem A. Miły jak nigdy, potem nawet wysiadł przystanek wcześniej tylko po to żeby ze mną poczekać na tramwaj… Znowu zrobił się miły… Ciekawe na jak długo…

 

Choć została nie cała godzina do końca dnia – marzę, żeby jak najszybciej się skończył!!

 

To był bardzo zły dzień!! Ale może kiedyś będzie lepiej…

 

Dużo obowiązków – sens w życiu

03 kwi

Przez ostatnie dwa dni bardzo dużo zmieniło się w moim życiu. Doszły mi nowe obowiązki i w końcu studia nie są samym studiowaniem, ale też zdobywaniem doświadczenia w organizacji imprez i ogarniania systemu.

  1. Starostwo – od pierwszego semestru jestem starosta na kierunku. Choć czasem mnie wkurzają niemiłosiernie to jakoś daję radę. Mam pod sobą do ogarnięcia ok. 330 osób…
  2. Komisja stypendialna – co prawda od 3 semestrów w niej jestem, ale w sumie dopiero teraz zaczynają mnie tak poważnie traktować.
  3. Komisja juwenaliowa – już drugi raz tym bardziej trochę aktywniej organizacja juwenaliów mojej uczelni.
  4. Komisja ds. Kultury – najprawdopodobniej będę mieć na głowie jeden z dość dużych projektów. Jednocześnie się cieszę i boję. To jednak duża odpowiedzialność zorganizować imprezę dla prawie 34,5 tys. studentów, ale jednocześnie fajna sprawa i mega doświadczenie.
  5. Projekt P.I.W.O. – pewnie każdy wie co to ;) Zostałam zaproszona do logistycznego ogarniania pokazów itd. To też duże wyzwanie – załatwić pozwolenia, noclegi, sponsorów…
  6. Studia – tak… tu też jest co robić.
  7. Praca – możliwe, że uda mi się załatwić fajną weekendową pracę.

 

Jakoś tak im więcej mam na głowie tym lepiej mi się ogarnąć. Jakoś tak lepiej umiem rozplanować swój czas. Bo jak mam coś zrobić i mam na to dużo czasu to oczywiście robię na ostatnią chwilę… a potem wyrzuty sumienia, że tyle czasu zmarnowane. Teraz mam trochę na głowie… I za tydzień wyjazd ;) super!!

Trzymajcie za mnie kciuki ;)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

To takie proste…

01 kwi

…powiedzieć – przestań o Nim myśleć. Tyle razy próbowałam… a jeśli już myśleć to pozytywnie. To drugie już łatwiej przychodzi.

Zacząć życie od nowa. To jedyne co mi pozostało. Zacząć żyć nie być. Czy to możliwe? Tylko por warunkiem, że to co było pozostanie tylko wspomnieniem. Muszę się od tego odciąć grubą kreską i choć całym sercem pragnę żeby było jak dawniej to tylko ja tego chcę… Nie mogę Go przymusić do tego żeby ze mną był. Miłość oznacza dawanie drugiej osobie szczęścia. Jeśli tym szczęściem jest wolność i bycie z kimś innym to nie pozostaje mi nic innego jak tylko się z tym pogodzić i żyć dalej.

Czy czuje się z tym źle? Czuję się okropnie gdy widzę, że pisze z tą inną i choć niby jesteśmy przyjaciółmi to słówkiem mi o niej nie wspomni… a przecież ślepa nie jestem. To boli najbardziej… Poza tym większość rzeczy wróciła do normy… a wręcz jest lepiej niż było. Przytula mnie, głaszcze po głowie, spotykamy się, spędzamy razem czas nie tylko na uczelni, ale i poza nią. Nie chce z nim tracić kontaktu. Czuje się z nim bezpiecznie, w większości spraw mogę na niego liczyć – chyba, że chodzi o uczelnię… to olewa nieziemsko.

Jak zawsze są chwile lepsze i gorsze. Wszyscy mi radzą żebym szła dalej, ale nie jest to takie proste. Staram się, ale w chwilach załamania, zmęczenia, po prostu chcę żeby mnie przytulił, chce żeby był. Żeby był ktoś kto po prostu ze mną posiedzi, poczeka aż się uspokoję, kto przytuli i poczeka aż zasnę, kto wysłucha tego co leży mi na sercu… Teraz – mimo że nigdy tego nie robił – chcę żeby to był Pan A., ale on tego nie chce… Nie pozostaje więc nic innego jak się z tym pogodzić i pójść dalej swoją drogą, a jemu dać wolność.

 

Jak to się ma do mojej pracy nad sobą? Myślenie to połowa sukcesu. Ostatnio jak się mierzyłam to wyszło, że w talii jestem w połowie drogi. Staram się w ciągu dnia, jak mam chwilę czasu zrobić kilka przysiadów, kilka brzuszków prostych, skrętnych, kilka pompek i trochę poćwiczyć „rowerek”. Moje załamanie czasem motywuje – chcę być ładniejsza, chce się lepiej czuć, chcę w końcu zaakceptować siebie, żeby uwierzyć, że akceptuje mnie ktoś inny. Ale czasem pojawia się myśl – po co? I tak większość facetów chciała ze mną być tylko po to żeby zaciągnąć mnie do łóżka. A jak będę wyglądać bardziej atrakcyjnie to będzie tego tylko więcej… I jak tu poznać prawdziwą miłość?

Jedno wiem – Nie mogę się poddać i udowodnię sobie, całemu światu i pewnym osobą, że mogę być piękna, atrakcyjna i umiem walczyć o siebie. zgubione 10 kg o czymś świadczy. Co prawda w bardzo długim czasie co się musi zmienić bo zostały 3  miesiące… ale dam radę!! Muszę dać!!

 

Teraz jest ciężko… ale może kiedyś będzie lepiej…

 

Nowy semestr – zmiany

03 mar

Nowy semestr, nowe możliwości, nowe obowiązki, nowe znajomości.

Pierwszy tydzień nowego semestru właśnie minął. Nie było w sumie tak źle. Pomijając, że nie wszystko na uczelni idzie tak jakbym tego sobie życzyła to nie jest źle.

Większe zmiany na polu życia osobistego. W połowie ferii zaczęłam pisać z pewnym chłopakiem, który jest rok wyżej. Takie przekomarzanie, trochę gadania na serio, aż w końcu doszło do spotkania. W czwartek umówiliśmy się na pizze. Przed wyjściem powiadomiłam tylko koleżankę, gdzie i z kim wychodzę i że jak do 23 nie dam znać to żeby zaczęłam mnie szukać – nigdy nie wiadomo na kogo się trafi. Spotkaliśmy się przed 20, ale z pizzerii wyszliśmy przed 22. Fajnie się gadało i w ogóle. Poszliśmy na spacer i przeszliśmy prawie pół miasta. Straciłam poczucie czasu i dopiero jak dostałam sms’a od koleżanki „żyjesz? to nie jest zabawne” wysłanego tuż po 23 zauważyłam jak nam szybko czas leci. Zadzwoniłam do niej, uspokoiłam, że jest ok., i że spokojnie może iść spać. Pan M. odprowadził mnie do domu, ale nie chciałam mu pokazać gdzie mieszkam, więc poczekaliśmy na przystanku, aż przyjedzie coś co zawiezie go do domu. Wziął mnie na kolana, przytulał – bo strasznie mi było zimno i w końcu po długim zbieraniu się i moim opieraniu pocałował mnie. Najpierw w policzek, potem coraz bliżej ust no i w końcu się pocałowaliśmy. Mieliśmy być tylko na stopniu przyjacielskim, ale przecież przyjaciele się tak nie całują!! Do domu wróciłam po 12 w nocy – zmęczona, zmarznięta, chora, ale szczęśliwa. Cały wieczór się śmiałam i mięśnie twarzy po prostu nie wyrabiały. Naprawdę dawno się tak cudownie nie czułam. Pan A. nigdy mnie tak nie traktował, a jeśli to było to tak dawno i tak krótko, że nie pamiętam.

W piątek zaprosiłam Pana M. na wykład. Nie wiele z tego wykładu pamiętam, bo jak się dowiedziałam zasady zaliczenia, i że wykłady są w necie to się wyłączyłam. Gadaliśmy, rysowaliśmy i w ogóle. Jakoś do przerwy czas zleciał. Na przerwie ludzie zaczęli wychodzić z sali, a Pan M. zrobił mi zdjęcie. Chciałam mu zabrać telefon i je usunąć, ale się zaczął wiercić i jak najdalej ten telefon odsuwać ode mnie. Siedział na brzegu, więc miał gdzie i wtedy ja patrze a centralnie koło nas na schodach siedzi Pan A. Nie mam pojęcia kiedy przyszedł!! Przesunęliśmy się z Panem M. tak żeby Pan A. się zmieścił i resztę wykładu z nami siedział i gadał. Chłopaki zaczęli oczywiście o grach i w ogóle. Wyszliśmy z wykładu, pogadaliśmy chwilę ze znajomymi pod uczelnią i wszyscy poszliśmy na tramwaj. Na przystanku Pan A. po krótkim pożegnaniu poszedł w swoją stronę a my w swoją. Z koleżanką poszliśmy na zakupy a potem odprowadziliśmy ją pod blok. Dopiero jak zostaliśmy sami pierwszy raz mnie objął i dostałam buziaka. Poszliśmy na przystanek, bo miałam jechać na dworzec skąd zgarniała mnie siostra do domu, ale stwierdziłam, że w sumie co my będziemy robić 1,5 h na dworcu… Poszliśmy więc jeszcze do mnie – cieplej przynajmniej. Jak siostra zadzwoniła, że jest już blisko to się zebraliśmy i pojechaliśmy. Pożegnaliśmy się tak żeby nie widziała i poszliśmy tam gdzie stała samochodem. Oczywiście jak już ruszyłyśmy to zaczęły się pytanie kto to jest, i nie dała sobie przetłumaczyć, że to tylko kolega.

W domu jak to w domu – może nie będę się zagłębiać, bo tu może kiedyś będzie lepiej, ale na razie jest tak jak było… jak jestem więcej niż 24 h czas się zacząć ulatniać.

Wczoraj przyjechałam do Wrocka koło 16. Z Panem M. spotkałam się przed 17. Przez cały weekend pisaliśmy, ale co z tego – naprawdę zaczynało mi go brakować. Sprawia, że naprawdę czuję się wyjątkowo. Mimo że czasem jesteśmy dla siebie okropni to wiemy, że te słowa są na żarty – choć czasem mam wątpliwości, ale jest ok. Mieliśmy być tylko przyjaciółmi… ale chyba to nie wyjdzie, bo oboje chcemy czegoś więcej. Przed spotkaniem mówił, że ma dużo przyjaciółek, koleżanek, ale rzadko kiedy się zakochuje… a teraz? Z tego co mówi zapowiada się jednak inaczej.

W piątek przed wyjazdem powiedziałam Panu M., że Pan A. to mój ex. Jest szalenie zazdrosny i ciągle powtarzał wczoraj, że on mnie nie odda, a jak Pan A. zobaczy, że ktoś inny się mną zainteresował to będzie mnie próbował odzyskać i że ja go (Pana M.) zostawię i wrócę do Pana A… Czy tak by było? Naprawdę nie wiem… Po tym co zrobił nie powinnam się do niego odzywać, a nawet Pan M. stwierdził, że nie widać po nas żebyśmy byli razem – zero jakichś zgrzytów, normalne relacje jak kolega z koleżanką. Naprawdę się zdziwił jak mu powiedziałam.

Zobaczymy co będzie. Może kiedyś będzie lepiej… ale na razie już nie jest tak źle ;)

 

Sama i samotna

15 lut

Pierwszy raz chciałam zrobić imprezę. Pierwszy raz mam wolne mieszkanie. Mieszkam z dwoma osobami, które pracują. Mają taką pracę, że pracują też w weekendy, więc żeby im nie przeszkadzać nie chcę robić imprezy w domu. Teraz po raz pierwszy mam wolne mieszkanie. Jednak co z tego… Dzwonie do znajomych to albo jadą dzisiaj do domu, albo jutro mają jakiś wyjazd i muszą się wyspać, albo już są w domu, albo po prostu nie mają nastroju… Także dzisiejszy wieczór spędzę sama… Co prawda Pan A. powiedział, że może przyjść, ale to było zanim odwołał swoje przyjście jeden kolega… Wątpię, że sam przyjdzie… Jest sobota – czas imprez i zabawy… Czemu miałby ten wieczór spędzać ze mną? Skoro podoba mu się inna?

Tak powiedział mi to w oczy, że ktoś mu się podoba… Mam podejrzenie kto to jest. Nie wiem dlaczego zapytałam go czy powie mi kto to. Tylko się uśmiechnął i najpierw stwierdził, że po co mi to wiedzieć, a potem że mogę zgadywać a on mi potwierdzi czy tak czy nie. Jak to jest możliwe, że jeszcze miesiąc temu rozbierał mnie na przystanku… a teraz nawet nie chce mnie przytulić? Wstydzi się ze mną pokazać, pójść na imprezę… Nie wiem jak przeżyje nadchodzący semestr. Sami sobie układamy plan – wybieramy terminy zajęć i prowadzących… W tym semestrze mieliśmy razem jedne ćwiczenia i 3 wykłady. Na wykłady oczywiście nikt nie chodzi, ale na ćwiczeniach widywaliśmy się co tydzień. A teraz? Mamy identyczny plan!! Będę go widywać codziennie i to na każdych zajęciach!! Jeśli jest tak jak myślę i będzie z tą dziewczyną, która mu się podoba to zapewne będę ich razem widywać. Siłą rzeczy… nie da się inaczej… Sama myśl boli, a co dopiero będzie jak będę ich widzieć razem…

Po prostu wszystko się wali… Co z tego, że coraz więcej osób pisze mi, że dziękują za to co robię, że jestem najlepsza na świecie skoro i tak jestem sama… Sama na imprezie, sama w domu, sama na uczelni, sama… Samotna.

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Plusy i minusy

11 lut

Takie małe podsumowanie. Może zacznę od minusów żeby dobrze skończyć.

minusy:

  1. Muszę się ogarnąć i wyleczyć z Pana A. To już definitywny koniec.
  2. Muszę się bardziej pilnować i naprawdę wziąć się do pracy nad sobą
  3. Muszę zacząć się ściśle trzymać diety

 

plusy:

  1. Codziennie robię przysiady i brzuszki. Może póki co to nie jest jeszcze duży wyczyn, ale od tygodnia, codziennie zaczynając od 50 robię o 5 więcej.
  2. W końcu zauważyłam, że faktycznie mogę ładnie wyglądać… Jakoś tak rano zauważyłam, że kolana mi się zmieniły – jakby ktoś odgryzł mi kawałek. A potem ubrałam sukienkę i tak ładnie płaski brzuszek wyglądał i nogi ładnie… A przez przysiady coraz ładniej wyglądają pośladki. Niby takie sobie ćwiczenia, a naprawdę daje bardzo dużo. Naprawdę pierwszy raz uwierzyłam, że dam radę i że będę ładnie wyglądać.
  3. Biorę leki. Źle się po nich czuje jak nie wiem, ale z każdym dniem coraz lepiej to znoszę. Już nie jest mi tak bardzo niedobrze, brzuch nie boli mnie już tak.
  4. Mam coraz mniejszą ochotę na słodkie. Biorę chrom i nie wiem czy to jego zasługa czy mojego nastawienia – potrafię przejść obok słodkiego i nie kupić, nie zjeść.
  5. Staram się jak najwięcej pić wody i herbaty zielonej. Zamiast jeść – pije. Pije jak najwięcej.

 

Dzisiaj pierwszy raz uwierzyłam, że mogę być piękna… Że może mi się udać. Chociaż cm mnie oszukuje i zamiast mniej, z każdym dniem pokazuje coraz więcej!! To przerażające!! To co widzę w lustrze, jak się czuję, jest odwrotnie proporcjonalne do tego co pokazuje cm. Aż się boję co pokaże na siłowni… W niedziele 3 albo 4 razy prosiłam różne osoby pracujące tam żeby mi zrobiły te badania, ale ciągle był ktoś zajęty, albo nie było osoby która by mi te badania zrobiła… Stwierdziłam, że to chyba znak, że nie koniecznie chcę poznać te wyniki… Naprawdę się stresuje co pokaże… Bardzo chciałabym żeby było lepiej niż ostatnio (początek stycznia), ale co będzie to będzie… Mam nadzieję, że będzie mniej z każdym dniem. I postaram się dojść do ideału jak najszybciej.