RSS
 

Notki z tagiem ‘przepisy’

Środa, 05-07-2017

06 lip

Dzisiaj bez rozpiski, ale muszę się czymś podzielić. Czytałam, że na słodycze ma się ochotę przez zbyt małą ilość węglowodanów przyjętych w ciągu dnia. I chyba faktycznie tak jest. Co prawda rygorystycznie jadłospisu trzymam się 2 dni, ale wcześniej też starałam się, żeby w każdym posiłku był owoc/ warzywo. Żeby dostarczać węglowodany w postaci ryżu, makaronu czy wafli ryżowych. I szczerze? Mam ochotę na słodkie. Zwłaszcza jak otwieram szafkę z jedzeniem, a że jest wieczór… że gotuję na następny dzień obiad do pracy, to się chce. Ale chyba mi się coś w główce przestawiło xD Mimo otwartej czekolady, którą teoretycznie mogę jeść, bo jest bezglutenowa; mimo batoników chłopaka, których może nie powinnam jeść… zamykam szafkę i idę do lodówki! A w lodówce? Owoce… warzywa… i patrze na zegarek, na jadłospis… „nie… jednak nie jestem głodna” xD Nie rozumiem!! Wcześniej bym sobie powiedziała „no ok… jedna kostka!”, albo „wiem… wiem… że nie powinnam, ale przecież nic się nie stanie. Tyle czasu uważałam, tyle już się postarałam, więc mogę mieć małą nagrodę”, a teraz? Kończy się na jednej truskawce, albo szklance wody!! To jest tak dziwne uczucie! Nie potrafię tego opisać! Albo wczoraj. Zrobiłam ciasto na naleśniki… ale niestety mi nie wyszło, do tego stwierdziłam, że definitywnie muszę kupić nową patelnię, bo jak zobaczyłam jak wygląda teflon to się przeraziłam, że nie zauważyłam tego wcześniej. No nic… próbowałam zrobić z tego ciasta placki w garnku :) ale tez nic z tego nie wyszło. Myślę sobie „no nic… trudno”. Wstawiłam ciasto do lodówki z myślą, że może coś dzisiaj z niego zrobię, ale zostałam bez obiadu na dzisiaj. Męczyło mnie to nawet jak szłam spać. Rano dzwoni budzik i pierwsza myśl „jeszcze pięć minut…”, a potem „HALO! Nie masz obiadu do pracy! Wstawaj! Masz pół godziny żeby coś wymyślić i zrobić!”. Przestawiłam budzik na 5 minut drzemki i myślę „Mam pomidory, paprykę, ryż, ale czy mam tuńczyka? Ale nie mam szczypiorku… hmm… No dobra… coś się wymyśli”. Dzwoni budzik, to wstaje. Po drodze do łazienki nastawiłam wodę na ryż i poszłam się ogarniać. Zagotowała się woda to wrzuciłam odmierzony ryż i kombinuje dalej „Pomidor? Obecny. Tuńczyk? Nieobecny. Więc co jeszcze… może jogurt? Mało… No to ciut majonezu? Mało… Może trochę ziaren, bo nic dzisiaj nie ma. Siemię? Mało… Pestki dyni? Noo daje rade :)”. No i tak postał obiad z niczego xD Jak na programistę – Excal zawsze pomocny (póki nie skończę aplikacji) :D W między czasie zrobiłam śniadanie, którego oczywiście nie zdążyłam zjeść w całości w domu, więc już 3 dzień z rzędu skończę na przystanku czekając na autobus :) Pakuje te wszystkie pudełeczka do torebki – niestety chyba muszę zainwestować w większą torebkę, bo choć pudełka małe, to i tak się nie mieszczą :( i biegiem na autobus. Taka przebieżka z rana :) Naprawdę nie wiem, dlaczego ludzie się na mnie dziwnie patrzą na przystanku jak siedzę i wcinam kanapeczki i zagryzam rzodkiewka lub papryką ;P

A co do aplikacji. Powstaje, bo koleżanka wjechała mi na ambicję ;)
- [...]
- O rany! Ile tego do ogarnięcia. – ona
- Mam excala, który mi wszystko liczy :) – ja
- No ja bym na to nie wpadła – ona
- [...]
- Pewnie program do tego napiszesz jakiś – ona
No i rzuciła mi wyzwanie :D

 
 

Wtorek, 04-07-2017

05 lip

No to pierwszy dzień takiego trzymania się ułożonego przez siebie planu za mną :)

W tabelach podane wartości dla 100g / 100ml surowych produktów
(produkt | kcal | węglowodany [g] | tłuszcz [g] | białko [g] | błonnik [g] )

śniadanie
śniadanie

II śniadanie
II śniadanie

obiad
obiad

podwieczorek
podwieczorek

kolacja
kolacja

Dla pocieszenia – woda bez ograniczeń!!

Oczywiście oprócz jedzenia trzeba trochę pomóc uformować mięśnie, bo same się nie ruszą.
* 6 x 10 brzuszków
* 4 x 10sek „deska” (na łokciach)
* 4 x 10 wymachów rękoma
* spacer po zakupy ;)
Niestety dalej mam chory nadgarstek, który uniemożliwia mi pójście na siłownię, czy basen. W domu też nie mogę zrobić większości ćwiczeń, które bym chciała :(

Dziś rano -0,3kg ;) mam nadzieje, że to nie tylko chwilowe :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Praca nad sobą

 

Tendencja spatkowa

15 mar
poniedziałek wtorek środa czwartek piątek sobota niedziela
brzuszki
przysiady
pompki
2×10
2×10
1×10
2×15
2×15
1×15
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
brzuszki
przysiady
pompki
2×15
2×15
1×15
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
brzuszki
przysiady
pompki
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
brzuszki
przysiady
pompki
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
6×15
6×15
5×15
brzuszki
przysiady
pompki
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
6×15
6×15
5×15
7×10
7×10
6×10

Ale to nie wszystko. Od zeszłego wtorku jestem na diecie utworzonej przez Multisport. Chociażby dlatego warto płacić za niego. Liczyłam, że w ciągu tygodnia muszę schudnąć średnio 0.7kg żeby do ślubu siostry wyglądać idealnie, a tu? Ważąc się codziennie rano naczczo, po toalecie porannej schudłam 2,8kg!! Wiem, wiem. Nie ma się co ekscytować, bo na początek schodzi woda z organizmu, a nie tłuszcz, ale… Brzuszek schodzi. Nogi chudną. Na centymetrze mniej. A wszystko to dzięki niewielkiemu wysiłkowi. Nie chodzę głodna. Nie siedzę godzinami w kuchni. Bez problemu mogę zabrać jedzenie ze sobą do pracy.

Od wczoraj jestem na chorobowym i według zaleceń lekarza mam unikać wysiłku fizycznego. Zawiesiłam więc mój plan treningowy, ale wrócę do niego. Muszę się wyleczyć przede wszystkim. Dietę nadal stosuję więc mam nadzieję, że uda się utrzymać tendencję spadkową.

Jak stanęłam dziś na wadze i zobaczyłam ile wskazuje, to nie mogłam uwierzyć! To takie super uczucie!!!

Niestety są też gorsze strony. Mój chłopak jest chudy jak patyk mimo, że je co chce, ile chce i kiedy chce. Strasznie mu zazdroszczę, ale niestety. On ma to od tak, a ja muszę o to zawalczyć. I tu jest problem. Mam wrażanie, że totalnie mnie nie rozumie. Nie wie co to znaczy być na diecie, co to znaczy musieć sobie odmawiać na każdym kroku. Już i tak muszę sobie odmówić większości przysmaków, bo są z ‚glutenem’. Zrobiłam sobie wczoraj latte i co usłyszałam? Że stracił do mnie szacunek, bo nie trzymam diety… Zrobiło mi się tak strasznie przykro. Przez jedną kawę słyszę od niego takie rzeczy… Kocham go, ale powinien mnie wspierać i rozumieć, a nie zachowywać się w taki sposób. Nawet nie wie jak to jest odmawiać sobie słodyczy, liczyć kalorie i walczyć o siebie.  Mimo, że obiecał mi, że nie będzie mnie kusić i nie będzie przy mnie jeść słodkiego, to i tak ukradkiem podjada, gdy wychodzę z pokoju. To naprawdę przykre :( Jak mu wytłumaczyć żeby zrozumiał przez co muszę przejść?

 

Szalone dni

13 kwi

Ostatnie kilka dni było mocno zwariowanych. Nie przespane noce, litry energetyka i miliony spraw do załatwienia. Po tym jakże ponurym wtorku środa też nie zaczęła się szczęśliwie. Tak bardzo chciałam żeby dzień się skończył, że poszłam spać bez nastawiania budzika. Jak się to skończyło? Można się domyślić – zaspałam na zajęcia. Momentalnie się obudziłam jak sprawdziłam godzinę. Miałam 5 minut do tramwaju, więc szybko się ogarnęłam i poleciałam na przystanek. Okazało się, że tramwaj przyjechał 2 minuty za szybko i mi uciekł… Nie pozostało nic innego jak czekać na następny.

Jak zawsze średnio co 3 – 5 minut przejeżdża tramwaj i można się przesiąść na coś innego tak teraz nic! Przez bite 10 minut nic nie przyjechało!! W końcu patrze jedzie, ale jakiś taki dziwny. Na aplikacji widziałam, że to mój numer, ale nie miał żółtej tabliczki (zmiana trasy). Gdy podjechał bliżej wszystko się wyjaśniło – zjazd do zajezdni, czyli ni hu hu mi po drodze. No ale wsiadłam, bo stwierdziłam, że może uda się na coś innego przesiąść. Jak się drzwi zamknęły zobaczyłam, że za mną jedzie kolejny tramwaj, który już zawiezie mnie na uczelnie. Więc na najbliższym przystanku wysiadłam i poczekałam na następny tramwaj… Całość zajęła mi jakieś 15 minut… No po prostu… za ten czas już byłabym na uczelni i zdążyłabym jeszcze na te zajęcia gdyby tramwaj nie zawiał. Przez całą drogę zastanawiałam się, czy nie wydarzy się coś jeszcze. Przecież nieszczęścia chodzą parami, no ale udało się dojechać bez problemu, potem sprint i do sali weszłam z 25 minutowym spóźnieniem. Kolega mi pomógł z zadaniami, więc się wyrobiłam ze zrobieniem wszystkiego. Potem kolejne zajęcia i do domciu. Byłam strasznie śpiąca, ale nie mogłam pójść spać – nie mam na to czasu. Zrobiłam obiad, potem siadłam do robienia animacji. Przed 17 zebrałam się i pojechałam do kina z Panem A. Fajnie było. Niektóre sceny były takie, że wybuchaliśmy śmiechem, ale niektóre oglądałam przez palce, zaciskając rękę na udzie Pana A. (tak wiem fajnie to brzmi ;) ). Potem do domciu i znowu miałam robić animacje, ale tak mi się chciało spać, że położyłam się na 2 h. Wstałam się, wykąpałam, ogarnęłam i po północy przyjechali po mnie. Zaczęła się podróż do Warszawy.

Przez całą drogę nie spałam. Siedziałam z przodu i nawigowałam. Pogoda była paskudna. Padało, momentami nawet lało, a zaraz potem świeciło słońce. W pewnym momencie świeciło słońce i padał grad. Ogólnie nie ciekawie.

W stolicy byliśmy po 5 i mieliśmy 4 h do pierwszego spotkania. Zajechaliśmy do Maka i tu złamałam swoją dietę za co płaciłam przez cały dzień. Niestety jako tako nie było co zjeść, więc wzięłam jakąś kanapkę i frytki… Potem jeszcze się pokręciliśmy i spotkanie. Nawet, dobrze nam poszło. Co prawda straciliśmy połowę animacji, ale za to sponsor podsunął nam nowe pomysły. Potem szybko na kolejne spotkanie – moje. Co prawda było to moje spotkanie, ale ja tam byłam praktycznie od notowania. Ale gościu, z którym byłam umówiona też nie wiele mówił. Wymiana zadań była między kolegą – który w sumie tego nie organizuje, ale był na wcześniejszym pokazie i to samo tyczyło się drugiej strony. Dziewczyna, która z nimi gadała też ostatnio pomagała nam przy organizacji, ale nie była teraz do tego wyznaczona. Nawet sprawnie poszło więc nie było tak źle. Ledwo wyszliśmy i lecimy dalej, bo już byliśmy na styk na kolejne spotkanie. Oczywiście zanim znaleźliśmy miejsce do zaparkowania to spóźniliśmy się 15 minut. Potem w recepcji czekaliśmy jeszcze 5 minut na spotkanie. W sumie i tak nie wiele ustaliliśmy, no ale spotkanie było. Moim zdaniem najgorsze… Każdy, kto jechał miał tak jakby swoje spotkanie. Pierwsze było kolegi kierowcy, potem moje i my byliśmy przygotowani choćby pod tym względem, że mieliśmy spisane o czym pogadać. A tu? Wszystko na spontanie, zero robienia notatek… a po wyjściu i tak wyszło, że o czymś zapomnieliśmy… No ale to:

Nie ważne

Wszystko co jest problematyczne to w trakcie rozmowy jest „Nie ważne”, albo „To później”. Trochę zaczyna mnie to wkurzać… no ale skoro to funkcjonuje tak od co najmniej 2 lat to chyba jest to „Nie ważne”.

W każdym razie wracając do wyjazdu. Chcieliśmy jak najszybciej wyjechać z Warszawy. Minęliśmy jakieś 3 – 4 km korka na wjeździe do Warszawy i cieszyliśmy się z całego serca, że to nie w nasza stronę. W połowie drogi już mi tak strasznie oczy leciały… Stwierdziłam, że tak na chwilkę zamknę oczka i się trochę zrestartuję. To mi często pomaga, ale byłam tak zmęczona, że zasnęłam. Obudziłam się chwilę przed zjazdem na obiad. Zjedliśmy bardzo dobry obiadek w jakieś restauracji obok stacji benzynowej i w drogę. Nie wiele spałam, ale bardzo mi pomogło.

O 19 byliśmy już z powrotem. Podjechaliśmy pod mój domek, szybko się przebrałam, zostawiłam co mi nie było potrzebne i pojechaliśmy na uczelnie. Zdaliśmy raport z wyjazdu (nasz zwięźlejszy, kolegi z ostatniego spotkania nie koniecznie) i na komisję ds. kultury. Okazało się, że będę mieć własny projekt. Pracowaliśmy, więc nad programem wydarzenia i całą otoczką przygotowania. Choć to w sumie nic takiego to i tak jest nie wiele czasu. Ma się ono odbyć jeszcze przed majówką, a po drodze święta, wyjazd do Warszawy i praca… Zapowiada się ciekawy miesiąc xD

Po komisji pojechałam na imprezę integracyjną z juwenaliów, ale niestety przez rzeczy ważne i ważniejsze jak przyszłam do klubu to była już stypa. Posiedziałam godzinkę i pojechałam do domu.

Łóżeczko było takie wspaniałe…

„Rano” obudził mnie telefon od Pana A. Jeszcze godzinę leżałam w łóżku i gadaliśmy. Potem trzeba było wstać i ogarnąć jakieś śniadanie. Po śniadanku – animacje. W sumie z Panem A. przegadaliśmy jakieś 4 h – mamy darmowe do siebie, więc możemy gadać xD

Koło 19 stwierdziłam, że nie mogę… idę spać. Miałam się przespać 2 h i wrócić do animacji, no ale wyszło jak zawsze. Najśmieszniejsze i najstraszniejsze za razem było to, że jak zadzwonił mi budzik to wyłączyłam go nie z myślą „Ja chcę spać dalej” tylko „Jeszcze nie skończyłam projektować animacji”!! Jak przestawiałam budzik na godzinę później nie byłam w stanie zapanować nad oczami. Latały we wszystkie strony. Czułam się jakbym była naćpana, albo bardzo, bardzo mocno pijana. Wiedziałam co chcę zrobić i jak, ale nie widziałam co robię! Próbowałam się skupić na wyświetlaczu, ale oczy latały mi we wszystkich kierunkach. W końcu udało mi się przestawić budzik o godzinę… i o kolejną. W końcu wstałam po 22. Wrobiłam sobie herbatę i siadłam do animacji.

Straciłam poczucie czasu i jak stwierdziłam, że ok. jeszcze tylko raz obejrzę czy wszystko gra i idę spać było już po 3 w nocy. Położyłam się przed 4 nad ranem.

Nie było mi niestety dane się wyspać. Nie dość, że śniły mi się animacje to jeszcze budzik zadzwonił po 4 h. No cóż. Trzeba wstać i się ogarnąć, bo szkolenie do pracy. Pojechałam na to szkolenie i nawet całkiem, całkiem mi szło. Potem podróż do laboratorium, gdzie już siedzieli chłopaki z koła. Ponieważ nie znam się na elektronice, szukałam inspiracji do animacji. Kolega rzucił mi challenge – animacja kaczuchy. Siedziałam nad tym dobrych kilka godzina ale zrobiłam 1:22 (minutę 22 sekundy) animacji. Jestem z siebie bardzo dumna. W między czasie jeszcze zakupy na grilla i grill na obiad. Jak skończyłam to dostałam kolejny challenge na animację macarena, ale to jeszcze nie skończone. Koło 20 zaczęliśmy myśleć o kolacji. Chłopaki chcieli pizze, ale ponieważ ja nie mogę normalnej to stanęło na tym, że pojedziemy na zakupy i zrobimy własną. Jak to studenci elektroniki – sprzęt znajdziemy xD. Nawet piekarnik mamy w laboratorium!! Co prawda to wypalania płytek, ale do pizzy też się nada. Pojechaliśmy, więc na zakupy. Jako że byłam jedyną osobą nie pijącą to byłam kierowcą. Byłam pewna, że kolega nie da mi samochodu. Nie znamy się i jeszcze do tego jestem dziewczyną, ale dał bez problemu. Pojechaliśmy więc. Niestety nie znaleźliśmy mąki kukurydzianej – były wszystkie tylko nie kukurydziana (!!) – więc wzięliśmy normalną, resztę składników do pizzy i na pizze, a dla mnie sałatkę. Wróciliśmy, kolega jeszcze ogarnął miskę i było super. Cisto zrobiłam bardzo szybko i w sumie nie jest takie trudne do zrobienia. Ponieważ piekarnik maleńki, „blaszki” też dużej powierzchni nie miały to pizze były maleńkie. Z jednej porcji upiekły się 2 pizze. Co prawda ciasto się nie dopiekło i boczek wszystkim sprawił problem to zjedli i chcieli jeszcze jedną. Nie wiem czy z głodu, czy że dobra wyszła no ale zrobiłam i zjedli. Nawet nie wiem jak smakowała, bo tylko narzekali na boczek, że nie można go pogryźć, ale to nie ja wybierałam. Jeśli jeszcze kiedyś będą chcieli pizze to znaczy, że było ok.. Jeśli nie to wiadomo…

No ale trzeba było w końcu wrócić do domu i pójść spać. Ile można wlewać w siebie energy drinki. W domu byłam przed 4 bo oczywiście jeszcze jakaś kontrola na pks… No nie mają kiedy robić… Staliśmy jakieś 10 minut, bo kierowca musiał wypełnić jakieś papiery…

A dzisiaj od rana pierwsza myśl?

ANIMACJE!!

 

Kolejne dni też zapowiadają się ciekawie…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Kolejne zmiany w wyglądzie

16 mar

Dzisiaj położyłam się na łóżku z zamiarem zdrzemnięcia się chwilę i pierwszy raz w sumie zauważyłam jak bardzo zaczynają mi wystawać kości biodrowe xD według cm nie jestem w połowie, a nawet mam wrażenie, że cm mnie oszukuje, bo ciągle trzyma się jednej miary a tu… jak stoję przed lustrem to tez widać znaczną różnicę w budowie brzucha. Nie jest wydęty, ale robi się tak ładnie wklęsły z obu stron :) Najwyższy czas wrócić do ćwiczeń. W końcu do wakacji zostało już tylko 106 dni… To nie wiele patrząc na to jak mi idzie, ale doradca żywieniowy stwierdził, że jest to spokojnie wykonalne. Skoro jest to wykonalne i nie wymaga to jakichś chińskich kombinacji to dam radę!! Muszę dać.

Muszę się przyznać – moja ochota na zabronione rzeczy wygrała.

Nigdy jakoś specjalnie nie brakowało mi jedzenia mięsa. Jadłam je bardzo rzadko, ryby tak samo. A teraz kiedy mi nie wolno tak bardzo mi się chciało… W piątek obudziłam się z myślą – „Rany jak mi się chce kotletów mielonych!!” – ale rano udało mi się powstrzymać przed wyjęciem ich z zamrażarki i odgrzaniem ich. Pojechałam z koleżanką na cotygodniowe zakupy i ona oczywiście brała mięso… górę mięsa, choć i tak mało jak na nią.

- A… chce mi się kotletów mielonych…
- Przecież nie masz.
- Mam w zamrażarce. Mojej mamusi…
- Nie wolno Ci.
- Ale mi się chce.
- Nie.
- Przyjdę do domu i sobie zrobię.
- Nie możesz
- Ale ja chce…

Przez moment jak rozmawiałyśmy czułam się jak małe dziecko, któremu mama nie pozwala wziąć cukierka. To musiało dziwnie wyglądać jak tak gadałyśmy no bo kto słyszał kiedyś, żeby zabraniać zjeść kotleta…

Wróciłam do domu i nie wytrzymałam… Wyjęłam z zamrażarki kotlety, pokroiłam ziemniaczki w plasterki, ułożyłam na blaszce i zapiekłam… Jakie to było dobre… Rany… już dawno mi tak kotlety nie smakowały!

 

Coś na osłodę

28 lis

Tak ostatnio chodzi za mną pieczenie, dlatego postanowiłam dodać nową kategorię na blogu.

Może nie wiele ma wspólnego z odchudzaniem, ale czasem chce się czegoś dobrego :) jeśli nie dla siebie to dla kogoś.

Wstawiam sprawdzone przepisy i życzę pysznych wypieków ;)

 
 

[Przepisy] Ciasto marchewkowe

28 lis

Składniki:

  • 1 szklanka oleju;
  • 1 szklanka cukru;
  • 1 i 2/3 szklanki mąki;
  • 3 jajka;
  • 2 szklanki marchewki tartej na dużych oczkach;
  • 1 i 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej;
  • 1 i 1/2 łyżeczka cynamonu;
  • 1 i 1/2 łyżeczki kakao;
  • 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia;
  • 1 polewa;

 

Sposób przyrządzenia:

  1. Przygotować blaszkę (najlepiej 24 x 30);
  2. Utrzeć marchewkę na grubych oczkach;
  3. Cukier utrzeć z olejem;
  4. W czasie ucierania dodawać po jednym jajku;
  5. Stopniowo dodawać przesianą mąkę, cynamon, proszek do pieczenia kakao oraz sodę;
  6. Dodać marchewkę i dokładnie wszystko wymieszać;
  7. Przelać ciasto na blaszkę;
  8. Piec w 190 – 200 st przez 40 minut;
  9. Upieczone ciasto polać polewą;
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ciasto, Przepisy

 

[Przepisy] Biszkopt

28 lis

Składniki:

  • 4 jajka;
  • 1 szklanka cukru;
  • 1 szklanka mąki;
  • 1/2 szklanki mąki ziemniaczanej
    / 1 kisiel
    / 1 budyń;
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia;
  • 1 kostka margaryny;
  • cukier wanilinowy;
  • kakao (do kolorowania ciasta);

 

Sposób przyrządzenia:

  1. Przygotować blaszkę;
  2. Rozpuścić margarynę i dobrze ostudzić;
  3. Ubić jajka i cukier na pianę;
  4. Dodać mąkę i kisiel / budyń (jeśli był dodany)
  5. Aby ciasto było puszyste przesiać wszystko prze sitko i nie uderzać w naczynie, aby ciasto nie opadło;
  6. Dodać margarynę (dobrze ostudzoną aby nie ścięły się jajka);
  7. Wylać ciasto na blaszkę i piec w 180 st przez 35 – 40 minut;
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ciasto, Przepisy

 

[Przepisy] Pączki

28 lis

Składniki:

  • 1/2 szklanki cukru;
  • 1 kg mąki (lub więcej);
  • 1/2 margaryny;
  • 4 jajka;
  • 10 dag drożdży;
  • 1 kg ziemniaków;
  • cukier wanilinowy;
  • szczypta soli;
  • marmolada (powidła – gęste żeby nie wypłynęło);
  • olej;

 

Sposób przyrządzenia:

  1. Ugotować ziemniaki, utłuc i dobrze ostudzić;
  2. Rozpuścić drożdże w cukrze;
  3. Dodać jajka, mąkę, cukier i sól;
  4. Wszystko dobrze wymieszać i zagnieść;
  5. Uformować pączki (nie za duże bo urosną) i dodać nadzienie;
  6. Do garnka (na patelnie) nalać dużą warstwę oleju;
  7. Kłaść pączki na rozgrzany olej i obracać;
  8. Wyjąć na ręcznik papierowy żeby odsączyć olej;
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ciastka, Przepisy

 

[Przepisy] Oponki

28 lis

Składniki:

  • 1/2 kg sera (najlepiej takiego w wiaderku na sernik);
  • 3 jajka;
  • 1 szklanka cukru;
  • 1 łyżka stołowa octu;
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej;
  • mąka;
  • olej;

 

Sposób przyrządzenia:

  1. Połączyć wszystkie składniki i wyrobić ciasto (dodawać mąki, ale tak aby ciasto nie było za sztywne);
  2. Rozwałkować (nie zbyt cienko);
  3. Szklanką wyciąć kółka oraz kieliszkiem (mniejszą szklanką) środek (kropki);
  4. Na patelnie / garnek nalać dużą warstwę oleju;
  5. Wrzucać wycięte ciasto na rozgrzany olej;
  6. Chwilę później obrócić żeby się nie przypaliło;
  7. Wyłożyć na papierowy ręcznik żeby odsączyć olej;
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Ciastka, Przepisy