RSS
 

Notki z tagiem ‘początek’

Środa, 05-07-2017

06 lip

Dzisiaj bez rozpiski, ale muszę się czymś podzielić. Czytałam, że na słodycze ma się ochotę przez zbyt małą ilość węglowodanów przyjętych w ciągu dnia. I chyba faktycznie tak jest. Co prawda rygorystycznie jadłospisu trzymam się 2 dni, ale wcześniej też starałam się, żeby w każdym posiłku był owoc/ warzywo. Żeby dostarczać węglowodany w postaci ryżu, makaronu czy wafli ryżowych. I szczerze? Mam ochotę na słodkie. Zwłaszcza jak otwieram szafkę z jedzeniem, a że jest wieczór… że gotuję na następny dzień obiad do pracy, to się chce. Ale chyba mi się coś w główce przestawiło xD Mimo otwartej czekolady, którą teoretycznie mogę jeść, bo jest bezglutenowa; mimo batoników chłopaka, których może nie powinnam jeść… zamykam szafkę i idę do lodówki! A w lodówce? Owoce… warzywa… i patrze na zegarek, na jadłospis… „nie… jednak nie jestem głodna” xD Nie rozumiem!! Wcześniej bym sobie powiedziała „no ok… jedna kostka!”, albo „wiem… wiem… że nie powinnam, ale przecież nic się nie stanie. Tyle czasu uważałam, tyle już się postarałam, więc mogę mieć małą nagrodę”, a teraz? Kończy się na jednej truskawce, albo szklance wody!! To jest tak dziwne uczucie! Nie potrafię tego opisać! Albo wczoraj. Zrobiłam ciasto na naleśniki… ale niestety mi nie wyszło, do tego stwierdziłam, że definitywnie muszę kupić nową patelnię, bo jak zobaczyłam jak wygląda teflon to się przeraziłam, że nie zauważyłam tego wcześniej. No nic… próbowałam zrobić z tego ciasta placki w garnku :) ale tez nic z tego nie wyszło. Myślę sobie „no nic… trudno”. Wstawiłam ciasto do lodówki z myślą, że może coś dzisiaj z niego zrobię, ale zostałam bez obiadu na dzisiaj. Męczyło mnie to nawet jak szłam spać. Rano dzwoni budzik i pierwsza myśl „jeszcze pięć minut…”, a potem „HALO! Nie masz obiadu do pracy! Wstawaj! Masz pół godziny żeby coś wymyślić i zrobić!”. Przestawiłam budzik na 5 minut drzemki i myślę „Mam pomidory, paprykę, ryż, ale czy mam tuńczyka? Ale nie mam szczypiorku… hmm… No dobra… coś się wymyśli”. Dzwoni budzik, to wstaje. Po drodze do łazienki nastawiłam wodę na ryż i poszłam się ogarniać. Zagotowała się woda to wrzuciłam odmierzony ryż i kombinuje dalej „Pomidor? Obecny. Tuńczyk? Nieobecny. Więc co jeszcze… może jogurt? Mało… No to ciut majonezu? Mało… Może trochę ziaren, bo nic dzisiaj nie ma. Siemię? Mało… Pestki dyni? Noo daje rade :)”. No i tak postał obiad z niczego xD Jak na programistę – Excal zawsze pomocny (póki nie skończę aplikacji) :D W między czasie zrobiłam śniadanie, którego oczywiście nie zdążyłam zjeść w całości w domu, więc już 3 dzień z rzędu skończę na przystanku czekając na autobus :) Pakuje te wszystkie pudełeczka do torebki – niestety chyba muszę zainwestować w większą torebkę, bo choć pudełka małe, to i tak się nie mieszczą :( i biegiem na autobus. Taka przebieżka z rana :) Naprawdę nie wiem, dlaczego ludzie się na mnie dziwnie patrzą na przystanku jak siedzę i wcinam kanapeczki i zagryzam rzodkiewka lub papryką ;P

A co do aplikacji. Powstaje, bo koleżanka wjechała mi na ambicję ;)
- [...]
- O rany! Ile tego do ogarnięcia. – ona
- Mam excala, który mi wszystko liczy :) – ja
- No ja bym na to nie wpadła – ona
- [...]
- Pewnie program do tego napiszesz jakiś – ona
No i rzuciła mi wyzwanie :D

 
 

Wtorek, 04-07-2017

05 lip

No to pierwszy dzień takiego trzymania się ułożonego przez siebie planu za mną :)

W tabelach podane wartości dla 100g / 100ml surowych produktów
(produkt | kcal | węglowodany [g] | tłuszcz [g] | białko [g] | błonnik [g] )

śniadanie
śniadanie

II śniadanie
II śniadanie

obiad
obiad

podwieczorek
podwieczorek

kolacja
kolacja

Dla pocieszenia – woda bez ograniczeń!!

Oczywiście oprócz jedzenia trzeba trochę pomóc uformować mięśnie, bo same się nie ruszą.
* 6 x 10 brzuszków
* 4 x 10sek „deska” (na łokciach)
* 4 x 10 wymachów rękoma
* spacer po zakupy ;)
Niestety dalej mam chory nadgarstek, który uniemożliwia mi pójście na siłownię, czy basen. W domu też nie mogę zrobić większości ćwiczeń, które bym chciała :(

Dziś rano -0,3kg ;) mam nadzieje, że to nie tylko chwilowe :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Praca nad sobą

 

Tendencja spatkowa

15 mar
poniedziałek wtorek środa czwartek piątek sobota niedziela
brzuszki
przysiady
pompki
2×10
2×10
1×10
2×15
2×15
1×15
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
brzuszki
przysiady
pompki
2×15
2×15
1×15
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
brzuszki
przysiady
pompki
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
brzuszki
przysiady
pompki
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
6×15
6×15
5×15
brzuszki
przysiady
pompki
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
6×15
6×15
5×15
7×10
7×10
6×10

Ale to nie wszystko. Od zeszłego wtorku jestem na diecie utworzonej przez Multisport. Chociażby dlatego warto płacić za niego. Liczyłam, że w ciągu tygodnia muszę schudnąć średnio 0.7kg żeby do ślubu siostry wyglądać idealnie, a tu? Ważąc się codziennie rano naczczo, po toalecie porannej schudłam 2,8kg!! Wiem, wiem. Nie ma się co ekscytować, bo na początek schodzi woda z organizmu, a nie tłuszcz, ale… Brzuszek schodzi. Nogi chudną. Na centymetrze mniej. A wszystko to dzięki niewielkiemu wysiłkowi. Nie chodzę głodna. Nie siedzę godzinami w kuchni. Bez problemu mogę zabrać jedzenie ze sobą do pracy.

Od wczoraj jestem na chorobowym i według zaleceń lekarza mam unikać wysiłku fizycznego. Zawiesiłam więc mój plan treningowy, ale wrócę do niego. Muszę się wyleczyć przede wszystkim. Dietę nadal stosuję więc mam nadzieję, że uda się utrzymać tendencję spadkową.

Jak stanęłam dziś na wadze i zobaczyłam ile wskazuje, to nie mogłam uwierzyć! To takie super uczucie!!!

Niestety są też gorsze strony. Mój chłopak jest chudy jak patyk mimo, że je co chce, ile chce i kiedy chce. Strasznie mu zazdroszczę, ale niestety. On ma to od tak, a ja muszę o to zawalczyć. I tu jest problem. Mam wrażanie, że totalnie mnie nie rozumie. Nie wie co to znaczy być na diecie, co to znaczy musieć sobie odmawiać na każdym kroku. Już i tak muszę sobie odmówić większości przysmaków, bo są z ‚glutenem’. Zrobiłam sobie wczoraj latte i co usłyszałam? Że stracił do mnie szacunek, bo nie trzymam diety… Zrobiło mi się tak strasznie przykro. Przez jedną kawę słyszę od niego takie rzeczy… Kocham go, ale powinien mnie wspierać i rozumieć, a nie zachowywać się w taki sposób. Nawet nie wie jak to jest odmawiać sobie słodyczy, liczyć kalorie i walczyć o siebie.  Mimo, że obiecał mi, że nie będzie mnie kusić i nie będzie przy mnie jeść słodkiego, to i tak ukradkiem podjada, gdy wychodzę z pokoju. To naprawdę przykre :( Jak mu wytłumaczyć żeby zrozumiał przez co muszę przejść?

 

Wiosenne porządki w głowie

28 lut

Tak jak obiecałam, choć trochę mi to zajęło, WZIĘŁAM SIĘ za siebie.

NIE zrobię to jutro…
NIE zrobię to dzisiaj…
NIE za chwilę…
ale WCZORAJ zaczęłam ćwiczyć.

Rozpisałam sobie plan treningowy. Może mało wymagający, ale też nie mogę nie wiadomo jak obciążać stawów. Niestety w końcu do mnie dotarło, że doprowadziłam się do takiego stanu, że nie mogę szaleć. A waga mimo starań nie spada, a nawet nie mogę jej utrzymać na dłużej w równowadze. Strasznie żałuję, że zgodziłam się na te badania pod kontem celiakii. Zaprzepaściłam rok starań, ćwiczeń, wyrzeczeń. Najbardziej mi szkoda, że nie potrafię wrócić do takiego trybu życia jaki miałam wtedy.
- dbanie o siebie
- jedzenie zdrowo
- gotowanie
- owoce i warzywa
- picie wody
- ćwiczenie w domu
- chodzenie na siłownię
Tak trudno do tego wrócić. No ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Muszę się wziąć za siebie i mam na to rok. w ciągu roku muszę się doprowadzić do stanu takiego żeby dobrze wyglądać na weselu.

No to zaczęłam!

poniedziałek wtorek środa czwartek piątek sobota niedziela
brzuszki
przysiady
pompki
2×10
2×10
1×10
2×15
2×15
1×15
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
brzuszki
przysiady
pompki
2×15
2×15
1×15
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
brzuszki
przysiady
pompki
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
brzuszki
przysiady
pompki
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
6×15
6×15
5×15
brzuszki
przysiady
pompki
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
6×15
6×15
5×15
7×10
7×10
6×10

 

Wiem… mało wymagający plan, ale mam nadzieję, że przyniesie efekty. Zaczyna się robić ciepło. Nadchodząca wiosna aż krzyczy „Chodź na spacer!!”. Jest cudownie ciepło :) Muszę pomyśleć nad zmianą płaszcza i kupić nowe buty. Przez zimę chodziłam w półbutach z kolekcji jesiennej – jaka zima takie buty. No i się trochę zjechały… No ale po półtorej roku miały prawo się wytrzeć, a fleki jechać. Miałam wymienić, ale nie zdążyłam się zebrać żeby zanieść do szewca. Spacer, basen, rower :) Musi się udać!!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Praca nad sobą

 

Tak to się zaczęło

29 lis

3 dni do końca okresu próbnego…

16 dni do końca semestru…

18 dni do firmowej wigilii…

23 dni do odebrania kluczy…

26 dni do świąt…

29 dni do przeprowadzki…

34 dni do końca roku…

Taki krótki okres czasu, a tak dużo ma się wydarzyć. W końcu jest tak jak kiedyś. Jedyne co mnie irytuje i to bardzo to to że nie mogę przestać się spóźniać… Nawet jak zacznę się szykować wcześniej to i tak kicha wychodzi. Pamiętam jak na przyjaciółkę się strasznie wkurzałam, że ciągle się spóźnia. Teraz sama robię to samo ;( A wszystko przez Pana Ł. ciągle wszystko na ostatnią chwilę…

***

Od kiedy byłam w gimnazjum i podpatrzyłam jak siostra robiła stronę internetową (jeszcze w notatniku) wiedziałam, że sama też muszę spróbować. Z pomocą kolegi udało mi się postawić pierwszą, nawet nie najgorszą stronę klasową. Prowadziłam ją przez rok czy jakoś tak, w każdym razie był podział na dwie klasy i plany lekcji, ważne informacje i takie tam. Zakochałam się. Mimo problemów i przykrości jakie mnie spotkały, wiedziałam że to jest to. W gimnazjum też kolega zaraził mnie C++. Nie były to wielkie programy – proste kalkulatory i wyświetlanie teksu, ale były moje. Sama się uczyłam i zaczęłam wkręcać w ten świat. Pamiętam w czasie ferii zimowych siedziałam u babci na wsi z moim pierwszym laptopem. Bez internetu, z jedną malutką książeczką i tworzyłam swoje wielkie dzieła :D To były piękne czasy. W liceum poszłam do klasy informatycznej. Niestety dopiero na 3 roku… wróć! W trzeciej klasie zaczęliśmy coś programować. I tu mogę się pochwalić – z informatyki byłam jedną z najlepszych :) Poszłam na studia i tu już nie było takich skromnych programików. Przy pisaniu pracy inżynierskiej wszystko się zaczęło.

Licząc od listopada 2015 do listopada 206:

  • Przypomniałam sobie HTML i lepiej poznałam
  • Poznałam CSS
  • Wykorzystałam w praktyce MySQL
  • Zaczęłam się uczyć PHP
  • Poznałam JavaScript
  • Męczyłam się z Javą
  • Kończyłam ostatnie projekty z C++
  • Łzy lałam przy Asemblerze
  • Początki Angulara
  • Zaczęłam pisać aplikację z użyciem C#
  • Kilka zapytań do bazy w T-SQL
  • Tworzenie pdf w PHP
  • Początki Drupala

Jak sobie to wyliczyłam… Kurcze… dużo tego. Ale pozostałam wierna początkom: HTML, CSS, PHP, MySQL, JavaScript i taką też znalazłam pracę. Udało mi się trafić jak ślepej kurze ziarnko :D Praca: za bardzo dobrze pieniądze, dostałam szanse mimo braku doświadczenia komercyjnego. Niby minęły tylko 3 miesiące ale nauczyłam się tyle…

Tak to jest mój świat. Teraz to wiem na pewno ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Dużo obowiązków – sens w życiu

03 kwi

Przez ostatnie dwa dni bardzo dużo zmieniło się w moim życiu. Doszły mi nowe obowiązki i w końcu studia nie są samym studiowaniem, ale też zdobywaniem doświadczenia w organizacji imprez i ogarniania systemu.

  1. Starostwo – od pierwszego semestru jestem starosta na kierunku. Choć czasem mnie wkurzają niemiłosiernie to jakoś daję radę. Mam pod sobą do ogarnięcia ok. 330 osób…
  2. Komisja stypendialna – co prawda od 3 semestrów w niej jestem, ale w sumie dopiero teraz zaczynają mnie tak poważnie traktować.
  3. Komisja juwenaliowa – już drugi raz tym bardziej trochę aktywniej organizacja juwenaliów mojej uczelni.
  4. Komisja ds. Kultury – najprawdopodobniej będę mieć na głowie jeden z dość dużych projektów. Jednocześnie się cieszę i boję. To jednak duża odpowiedzialność zorganizować imprezę dla prawie 34,5 tys. studentów, ale jednocześnie fajna sprawa i mega doświadczenie.
  5. Projekt P.I.W.O. – pewnie każdy wie co to ;) Zostałam zaproszona do logistycznego ogarniania pokazów itd. To też duże wyzwanie – załatwić pozwolenia, noclegi, sponsorów…
  6. Studia – tak… tu też jest co robić.
  7. Praca – możliwe, że uda mi się załatwić fajną weekendową pracę.

 

Jakoś tak im więcej mam na głowie tym lepiej mi się ogarnąć. Jakoś tak lepiej umiem rozplanować swój czas. Bo jak mam coś zrobić i mam na to dużo czasu to oczywiście robię na ostatnią chwilę… a potem wyrzuty sumienia, że tyle czasu zmarnowane. Teraz mam trochę na głowie… I za tydzień wyjazd ;) super!!

Trzymajcie za mnie kciuki ;)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Nowy semestr – zmiany

03 mar

Nowy semestr, nowe możliwości, nowe obowiązki, nowe znajomości.

Pierwszy tydzień nowego semestru właśnie minął. Nie było w sumie tak źle. Pomijając, że nie wszystko na uczelni idzie tak jakbym tego sobie życzyła to nie jest źle.

Większe zmiany na polu życia osobistego. W połowie ferii zaczęłam pisać z pewnym chłopakiem, który jest rok wyżej. Takie przekomarzanie, trochę gadania na serio, aż w końcu doszło do spotkania. W czwartek umówiliśmy się na pizze. Przed wyjściem powiadomiłam tylko koleżankę, gdzie i z kim wychodzę i że jak do 23 nie dam znać to żeby zaczęłam mnie szukać – nigdy nie wiadomo na kogo się trafi. Spotkaliśmy się przed 20, ale z pizzerii wyszliśmy przed 22. Fajnie się gadało i w ogóle. Poszliśmy na spacer i przeszliśmy prawie pół miasta. Straciłam poczucie czasu i dopiero jak dostałam sms’a od koleżanki „żyjesz? to nie jest zabawne” wysłanego tuż po 23 zauważyłam jak nam szybko czas leci. Zadzwoniłam do niej, uspokoiłam, że jest ok., i że spokojnie może iść spać. Pan M. odprowadził mnie do domu, ale nie chciałam mu pokazać gdzie mieszkam, więc poczekaliśmy na przystanku, aż przyjedzie coś co zawiezie go do domu. Wziął mnie na kolana, przytulał – bo strasznie mi było zimno i w końcu po długim zbieraniu się i moim opieraniu pocałował mnie. Najpierw w policzek, potem coraz bliżej ust no i w końcu się pocałowaliśmy. Mieliśmy być tylko na stopniu przyjacielskim, ale przecież przyjaciele się tak nie całują!! Do domu wróciłam po 12 w nocy – zmęczona, zmarznięta, chora, ale szczęśliwa. Cały wieczór się śmiałam i mięśnie twarzy po prostu nie wyrabiały. Naprawdę dawno się tak cudownie nie czułam. Pan A. nigdy mnie tak nie traktował, a jeśli to było to tak dawno i tak krótko, że nie pamiętam.

W piątek zaprosiłam Pana M. na wykład. Nie wiele z tego wykładu pamiętam, bo jak się dowiedziałam zasady zaliczenia, i że wykłady są w necie to się wyłączyłam. Gadaliśmy, rysowaliśmy i w ogóle. Jakoś do przerwy czas zleciał. Na przerwie ludzie zaczęli wychodzić z sali, a Pan M. zrobił mi zdjęcie. Chciałam mu zabrać telefon i je usunąć, ale się zaczął wiercić i jak najdalej ten telefon odsuwać ode mnie. Siedział na brzegu, więc miał gdzie i wtedy ja patrze a centralnie koło nas na schodach siedzi Pan A. Nie mam pojęcia kiedy przyszedł!! Przesunęliśmy się z Panem M. tak żeby Pan A. się zmieścił i resztę wykładu z nami siedział i gadał. Chłopaki zaczęli oczywiście o grach i w ogóle. Wyszliśmy z wykładu, pogadaliśmy chwilę ze znajomymi pod uczelnią i wszyscy poszliśmy na tramwaj. Na przystanku Pan A. po krótkim pożegnaniu poszedł w swoją stronę a my w swoją. Z koleżanką poszliśmy na zakupy a potem odprowadziliśmy ją pod blok. Dopiero jak zostaliśmy sami pierwszy raz mnie objął i dostałam buziaka. Poszliśmy na przystanek, bo miałam jechać na dworzec skąd zgarniała mnie siostra do domu, ale stwierdziłam, że w sumie co my będziemy robić 1,5 h na dworcu… Poszliśmy więc jeszcze do mnie – cieplej przynajmniej. Jak siostra zadzwoniła, że jest już blisko to się zebraliśmy i pojechaliśmy. Pożegnaliśmy się tak żeby nie widziała i poszliśmy tam gdzie stała samochodem. Oczywiście jak już ruszyłyśmy to zaczęły się pytanie kto to jest, i nie dała sobie przetłumaczyć, że to tylko kolega.

W domu jak to w domu – może nie będę się zagłębiać, bo tu może kiedyś będzie lepiej, ale na razie jest tak jak było… jak jestem więcej niż 24 h czas się zacząć ulatniać.

Wczoraj przyjechałam do Wrocka koło 16. Z Panem M. spotkałam się przed 17. Przez cały weekend pisaliśmy, ale co z tego – naprawdę zaczynało mi go brakować. Sprawia, że naprawdę czuję się wyjątkowo. Mimo że czasem jesteśmy dla siebie okropni to wiemy, że te słowa są na żarty – choć czasem mam wątpliwości, ale jest ok. Mieliśmy być tylko przyjaciółmi… ale chyba to nie wyjdzie, bo oboje chcemy czegoś więcej. Przed spotkaniem mówił, że ma dużo przyjaciółek, koleżanek, ale rzadko kiedy się zakochuje… a teraz? Z tego co mówi zapowiada się jednak inaczej.

W piątek przed wyjazdem powiedziałam Panu M., że Pan A. to mój ex. Jest szalenie zazdrosny i ciągle powtarzał wczoraj, że on mnie nie odda, a jak Pan A. zobaczy, że ktoś inny się mną zainteresował to będzie mnie próbował odzyskać i że ja go (Pana M.) zostawię i wrócę do Pana A… Czy tak by było? Naprawdę nie wiem… Po tym co zrobił nie powinnam się do niego odzywać, a nawet Pan M. stwierdził, że nie widać po nas żebyśmy byli razem – zero jakichś zgrzytów, normalne relacje jak kolega z koleżanką. Naprawdę się zdziwił jak mu powiedziałam.

Zobaczymy co będzie. Może kiedyś będzie lepiej… ale na razie już nie jest tak źle ;)

 

Wielkie wyrzuty sumienia

23 paź

Mam wyrzuty sumienia, że nie piszę… Obiecałam poprawę, ale jakoś ostatnio nie mogę się z niczym ogarnąć. Na uczelni chaos, ale nie taki jaki panuje w mojej głowie. Tak dużo myśli, wspomnień, planów, deklaracji, obietnic, zwątpień, rozczarowań, smutku bólu codziennie przelewa się przez moją głowę, że momentami nie wiem co mam robić. Nie raz jechałam tramwajem i ocierałam łzy. Nawet nie do końca wiem skąd one się biorą… Może ze zmęczenia? Może z rozczarowania? Może z bólu? Za dużo tego wszystkiego siedzi we mnie.

Ostatnio bardzo dużo się zmieniło w moim życiu. W końcu postawiłam na zdrowie – wycięłam migdałki, zaczęłam o siebie dbać. Bardzo dużą uwagę przywiązuję do tego co, kiedy i jak jem, choć czasem zdarzy mi się zgrzeszyć.

Do alkoholu mnie nie ciągnie. Nigdy nie miałam problemów z odmówieniem picia. Choć czasem są chwile, że chciałabym się upić i zapomnieć, ale w moim przypadku to przynosi przeciwny skutek:
nie potrafię się bawić -> więc siedzę zwykle sama
jak siedzę sama -> zaczynam myśleć o tym co było
jak zaczynam myśleć o tym co było -> zaczynam płakać
jak zaczynam płakać -> zaczyna boleć mnie głowa
jak zaczyna mnie boleć głowa -> myśle o tym żeby połozyć się spać
jak myślę o tym żeby położyć się spać -> ale nie zasnę, bo po alkoholu nie mogę zasnąć
jak nie mogę zasnąć -> zaczynam myśleć o tym co było
jak zaczynam myśleć o tym co było -> …
Także alkohol to nie jest najlepszy sposób żeby zapomnieć o wszystkim…

Obiecałam sobie, że postaram się jak najdłużej wytrzymać bez słodyczy… Plan upadł po 13 dniach – poszłam na urodziny synka kuzynki no a tam było ciasto (którego udało mi się nie tknąć :) ) i tort… a co to za urodziny bez tortu… No i się zaczęło… 

Jakiś czas temu chodziły za mną chipsy… W końcu kupiłam sobie jedne… źle się to skończyło. Bolał mnie brzuch, okropnie się czułam, nie mogłam spać…
Jakieś 1,5 tygodnia później naszło mnie na chrupki – równie źle się to skończyło…
Teraz już wiem – nie wolno mi jeść chipsów, choćbym nie wiem jak chciała…

Jeśli chodzi o czekoladę to bardzo dawno nie jadłam… w sumie nawet nie pamiętam kiedy, ale efekty widać do dzisiaj. Miałam taką ładną cerę… teraz nie mogę jej doprowadzić do porządku…

Jeśli chodzi o jedzenie to starałam się jeść 5 razy dziennie… Na uczelnie brałam jabłka, rzodkiewki, pomidorki, gruszki… Teraz jakoś się kasa skończyła… Kupuję tylko tyle żeby przeżyć, a niestety owoce i warzywa są strasznie drogie – zwłaszcza, że zbliża się zima…
Muszę się przyznać – dzisiaj jadłam tylko śniadanie po 9 i dopiero kolację koło 20 – 21… Przez cały dzień jakoś nie brakowało mi jedzenia… Może przez moment po południu, ale wypiłam 1,5 l (wody + izotonik)  w ciągu 1,5 h… wypełniłam sobie żołądek płynem i nie chciało mi się jeść… Dopiero jak wieczorem przyznałam się Panu A., że jedynie jadłam dzisiaj śniadanie to zrobił mi kolacje: kanapki (z ciemnego chleba z ziarnem) z szynką (bez masła) i pomidorki.

Na polu ćwiczeń też nie mam się zbytnio czym pochwalić… W zeszłym tygodniu jakoś nie specjalnie miałam siłę / ochotę iść na siłownię… Nawet na wf nie poszłam… Odrabiam to w tym tygodniu:
poniedziałek (wczoraj) – 40 minut na siłowni
wtorek (dzisiaj) – 1,5 h na siłowni
środa (jutro) – 1 h basen (wf)

Jednak od kilku dni mam trochę większe zmartwienie niż dieta i ćwiczenia… Ciągle boli mnie głowa… Momentami słabiej, ale są momenty, że boli bardzo mocno. Przeważnie jednak boli tak jak brzuch przy okresie (tu dziewczyny mnie zrozumieją) – to taki wkurzający ból… Nie da się o nim zapomnieć, ale też nie weźmie się tabletki, bo da się wytrzymać. Jakbym za każdym razem miała brać tabletki to bym chyba musiała łykać jak cukierki… Byłam u lekarza, ale nie wiele mógł mi powiedzieć na ten temat… wystawił skierowanie do neurologa i laryngologa, wystawił receptę na ketonal i do widzenia. Czasem dokładają się do tego zawroty głowy (zwłaszcza jak mocno głowa boli), a jak zawroty to i mdłości… Jak już się zacznie wszystko na raz to nic tylko spać… Prawie cały weekend przeleżałam w łóżku z czego większość czasu przespałam… Nie jest to miłe… Zwłaszcza, że do specjalisty się czeka dłuuugo:
laryngolog – 27 listopad
neurolog – 11 grudnia

Do tego jeszcze się dokłada ciągłe myślenie o Panu A… Niby jest dobrze, ale jest źle… Niby jest poprawa, ale jednak jej nie ma…

 

Dobra idę spać… Kolorowych snów… Głowa mnie boli :( 

 

Wyjaśnienie

09 paź

Tak wiem. Bardzo dawno nie pisałam. Na swoje wytłumaczenie mam tylko jedno słowo – STUDIA.

Jestem starostą u siebie na kierunku. Gdy zaczęły się zapisy, a potem zajęcia byłam zawalane setką pytań, wiadomości, natłokiem informacji. Momentami nie wiedziałam jak się nazywam. Chodzę późno spać, jestem przeziębiona i wykończona. Dzisiaj tez miałam iść szybciej spać dlatego wstawiam post i obiecuję idę spać.

W moim życiu wiele się zmieniło.

Już nie jestem nie sama – muszę radzić sobie sama. Mimo że wcześniej pewnie nie pomyślałabym, że to możliwe, ale zostaliśmy swego rodzaju przyjaciółmi. W sumie zmienił się tylko nasz status i to że nie spędzamy ze sobą całych dni. Po za tym wszystko zostało po staremu – spotykamy się, wychodzimy razem, chodzimy na obiady, pomagamy sobie, a czasem zostajemy u siebie na noc. Wiem – może to dziwny układ, ale mi w sumie odpowiada. W niedzielę spotkaliśmy się i wtedy wylewając ocean łez zrozumiałam wszystko. Zastanawiałam się, czy na następny dzień będę mieć kaca moralnego, że po raz kolejny będę musiała odchorować swoje, ale nie. Kończy się środa a ja ani razu nie pomyślałam o tym żeby się dołować z tego powodu, czy wylewać łzy. Wręcz przeciwnie. Mimo że dzisiaj musiałam wstać o koszmarnej porze, bo miałam zajęcia na 7:30 – gdy z tramwaju wysiadałam pomyślałam, że będzie dobrze. Choć tak nie było – wszystko od początku do końca szło nie tak to i tak nie jest źle :)

No więc jak wspomniałam wcześniej zaczął się rok akademicki… Masa roboty, pytań, (praktycznie) codzienne wizyty w dziekanacie. Mimo że może nic fizycznie z tego nie mam to widzę tą wdzięczność w oczach niektórych. Te podziękowania na fb. Słowa, że dobrze, że jestem. Słowa podziękowania. To uznanie, że robię coś dobrze. Opinie ludzi z innego kierunku, że nigdy nie widzieli starosty, który aż tak by się wszystkim przejmował, że załatwia sprawy za wszystkich (tylko te co muszę). To bardzo miłe widzieć, że moja praca, nerwy… że to się komuś przydaje :) Właśnie dla takich chwil warto to robić – mimo że czasem mam ochotę kogoś ugryźć.

Na pierwsze zajęcia w semestrze się trochę wystroiłam – sukienka, pantofle, makijaż… Przyniosło zamierzony efekt. Wszyscy się dziwili, nie poznawali mnie. Jeden kolega to aż mnie obszedł dookoła żeby uwierzyć, że to na pewno ja. Nie będę ukrywać – było to bardzo, bardzo miłe. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się takiego przywitania po wakacjach.

Może jednak trochę lubą swojego starostę ;P

 ***

Cieszę się, że jest tak jak jest… Mogłoby być lepiej, ale…

„Dobrze, jak nie za dobrze, nie zaszkodzi niepolepszenie,

jak tylko można wytrzymać na głupi sposób swój…”

***

„Dobrze, jak nie za dobrze, a jak jest cudownie?

To chyba niedobrze, bo coś się może popsuć.”

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Kroki

27 wrz

Moje kroki walki o samą siebie:

  1. Zmiana nawyków żywieniowych
    Jeść 5 razy dziennie. Częściej a mniej.
    Coraz lepiej mi to wychodzi. Staram się pilnować pory posiłków, zwracać uwagę na to co jem i w jakiej ilości;
  2. Ograniczyć do minimum słodycze
    Staram się jak mogę. Zamiast czekolady jem owoce, warzywa, miód. Choć czasem się skuszę na ciasto, czy kawałek czekolady. Ale to tylko czasem. W sklepie staram się ćwiczyć silną wolę i nie poddać się zachciance;
  3. Dużo pić
    Starać się dziennie wypić minimum 1,5 l czystej wody i przynajmniej 0,5 l zielonej herbaty, która oczyszcza organizm.
    Z piciem wody jest ten problem, że nie potrafię w siebie wmusić aż takiej ilości. Prawdę mówiąc powinnam pić około 2 – 2,5 l dziennie, a ja nawet 1,5 nie potrafię. Ale dzisiaj już jestem bliska osiągnięcia sukcesu – 2 l wody. No i 1,5 l herbaty miętowej. Co prawda miała być zielona, no ale ważne żeby uzupełniać płyny. Ile można pić zieloną herbatę?
  4. Ćwiczyć
    Codziennie ćwiczyć. Po trochę, ale ćwiczyć
    Od jakiegoś czasu staram się codziennie robić brzuszki, jakieś ćwiczenia, trochę jogi. Ostatnio przez kilka dni nie byłam w stanie, bo albo byłam zbyt zmęczona przeprowadzką, albo chorobą, ale staram się;
  5. Pójść do dietetyka – wykonane
    Po radę odnośnie odchudzania, jak się odżywiać itd.
    Poszłam pod koniec sierpnia. Szczerze to trochę się wstydziłam… nie wiem czego ale się wstydziłam – jednak w końcu się przemogłam i poszłam. Zmierzyła mnie, zważyła i w ogóle. Wyszło, że mam bardzo dużo do poprawy (jakbym sama tego nie wiedziała). Mam dużo za dużo wody w organizmie – muszę więcej pić. Taki paradoks – żeby się pozbyć wody z organizmu to muszę jej jeszcze więcej w siebie wlewać… Chodzi o to, że jeśli za mało pijemy to organizm odkłada tą wodę żeby się nie odwodnić. Niestety wraz z wodą odkładają się też toksyny, które są dla nas szkodliwe. Dlatego
  6. Zapisać się na siłownię – wykonane
    Pod okiem trenera ćwiczyć i pracować nad tym co konieczne. Dzisiaj byłam na pierwszym treningu. Niestety nie stać mnie na to żeby mieć trenera przy sobie choćby przez miesiąc, ale postaram się wygrzebać kasę na 3 treningi. Pokarze mi co i jak mam ćwiczyć… Wiem, że może nie będę robić wszystkiego (bo dzisiaj gdyby nade mną nie stał i nie powtarzał, że mam ćwiczyć, mam ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć to pewnie połowy bym nie zrobiła z tego co mi kazał… Wszystko mnie zaczynało boleć, a jak już przestało to byłam tak zmęczona, że już mi się nic nie chciało… ale stał nade mną i pilnował żebym ćwiczyła), ale postaram się zrobić najwięcej jak to jest możliwe… Mam cel. Jasno wytyczony. Będę do niego dążyć z pomocą… czy bez!
  7. Nie poddać się
    Dzisiaj wyszła sytuacja, która nie powiem… złamała mnie. Uświadomiła mi mi bardzo ważną rzecz – oszukiwałam się przez ostatnie pół roku… Chyba na zawsze straciłam osobę dzięki, której tak właściwie wszystko się zaczęło. Która była moim motorem… Teraz już tego motoru nie ma… Ale nie poddam się. Z pomocą czy bez będę walczyć! Zrobię to dla samej siebie, dla lepszego samopoczucia, dla lepszego życia… Może w końcu znajdę kogoś komu spodobam się taka jaka jestem… Bez żadnego ale… Kto nie będzie chciał mnie zmieniać i pokocha mnie taką jaka jestem…
    Ale póki co? Walczę!! WALCZĘ I SIĘ NIE PODDAM!!

 

DOPÓKI WALCZYSZ JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ!! 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Praca nad sobą