RSS
 

Notki z tagiem ‘joga’

Weekend w domu

29 wrz

Przyjechałam na weekend do domu. Wczoraj (jak już pisałam) pretensje – zrób to, zrób tamto, nie rób tego, idź tam…

Dzisiaj miałam wykopki…

Zastanawiałam się jak to będzie z moimi zakwasami na nogach. Po prostu chodzić nie mogę, równowagi nie mogę utrzymać… ale poszłam. Nie miałam zbytnio wyjścia. W sumie nie było tak źle. Stanęłam w rozkroku, pochyliłam się i nawet nie czułam aż tak bardzo, że bolą mnie nogi. Przypominało to pewne ćwiczenia jogi ;) Wszytko byłoby fajnie gdybym co chwila nie dostawała ziemniakiem w plecy, nogi, głowę, tyłek… Od kuzyna (6 l), od siostry (25 l), od wujka (30+). Jak nie ziemniakiem to ziemią po oczach (bo kuzyn tak cudownie odgarniał zielsko). Dodatkowo nie wiem czy to mu w jakiś sposób pomagało kuzyn rzucał się na moje wiaderka i przesypywał ziemniaki z mojego do swojego… przy okazji wysypując (trzeba było zbierać jeszcze raz) no i zabierał mi wiaderko, ale nie odstawił tam skąd wziął tylko rzucał gdzie popadnie – wiązało się to z tym, że musiałam sobie pójść po to wiaderko… Niby nic, ale jednak. Zajęłam wygodną pozycję, to nie… z moimi zakwasami muszę iść i tracić czas, bo jemu się chce bawić. Wiem… Może to nic… Ale jednak jak się to powtarza raz, drugi, dziesiąty, połączy się to wszystko, co napisałam wcześniej to miałam ochotę po prostu zejść z pola i zostawić ich z tymi ziemniakami. Poszłam po bluzę, która była na traktorze (który był trochę od miejsca gdzie zbieraliśmy) i od razu, że się obraziłam, że ja nic w życiu nie osiągnę takim zachowaniem, że jak ja mogłam, zę to nie powód do obrażania…

Mam dosyć takich komentarzy… Takich zachowań… Po prostu chcę usiąść i płakać… niestety nie da się…

W domu nie wesoło – ciągle się ktoś mnie o coś czepia, ciągle są o coś pretensje

Na uczelni – odwieczna walka z dziekanatem + banda idiotów na kierunku, którzy zachowują się jak rozwydrzone bachory (tak to nie są dorośli ludzie. Oni myślą, że wszystko się za nich załatwi, a że jestem starostą to przy zapisach / sesji mam na skrzynce miliony wiadomości i pytań, które padły już po raz 100 i są wyjaśnione na forum grupy)

W życiu też się nie układa najlepiej…

Chciałabym żeby było w końcu wolne… Chciałabym wyjechać… Niby nic nie robię, ale jestem już tym wszystkim totalnie zmęczona.

 

Chce w końcu choć przez chwilę poczuć się szczęśliwa… Czy ja tak dużo wymagam? Dłuższą chwilę… nie jeden wieczór, nie jeden dzień…

Ale jeszcze kilka miesięcy… Dam radę!! Dojdę do celu!! Będę o siebie walczyć!!

Kiedyś będę szczęśliwa…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Kroki

27 wrz

Moje kroki walki o samą siebie:

  1. Zmiana nawyków żywieniowych
    Jeść 5 razy dziennie. Częściej a mniej.
    Coraz lepiej mi to wychodzi. Staram się pilnować pory posiłków, zwracać uwagę na to co jem i w jakiej ilości;
  2. Ograniczyć do minimum słodycze
    Staram się jak mogę. Zamiast czekolady jem owoce, warzywa, miód. Choć czasem się skuszę na ciasto, czy kawałek czekolady. Ale to tylko czasem. W sklepie staram się ćwiczyć silną wolę i nie poddać się zachciance;
  3. Dużo pić
    Starać się dziennie wypić minimum 1,5 l czystej wody i przynajmniej 0,5 l zielonej herbaty, która oczyszcza organizm.
    Z piciem wody jest ten problem, że nie potrafię w siebie wmusić aż takiej ilości. Prawdę mówiąc powinnam pić około 2 – 2,5 l dziennie, a ja nawet 1,5 nie potrafię. Ale dzisiaj już jestem bliska osiągnięcia sukcesu – 2 l wody. No i 1,5 l herbaty miętowej. Co prawda miała być zielona, no ale ważne żeby uzupełniać płyny. Ile można pić zieloną herbatę?
  4. Ćwiczyć
    Codziennie ćwiczyć. Po trochę, ale ćwiczyć
    Od jakiegoś czasu staram się codziennie robić brzuszki, jakieś ćwiczenia, trochę jogi. Ostatnio przez kilka dni nie byłam w stanie, bo albo byłam zbyt zmęczona przeprowadzką, albo chorobą, ale staram się;
  5. Pójść do dietetyka – wykonane
    Po radę odnośnie odchudzania, jak się odżywiać itd.
    Poszłam pod koniec sierpnia. Szczerze to trochę się wstydziłam… nie wiem czego ale się wstydziłam – jednak w końcu się przemogłam i poszłam. Zmierzyła mnie, zważyła i w ogóle. Wyszło, że mam bardzo dużo do poprawy (jakbym sama tego nie wiedziała). Mam dużo za dużo wody w organizmie – muszę więcej pić. Taki paradoks – żeby się pozbyć wody z organizmu to muszę jej jeszcze więcej w siebie wlewać… Chodzi o to, że jeśli za mało pijemy to organizm odkłada tą wodę żeby się nie odwodnić. Niestety wraz z wodą odkładają się też toksyny, które są dla nas szkodliwe. Dlatego
  6. Zapisać się na siłownię – wykonane
    Pod okiem trenera ćwiczyć i pracować nad tym co konieczne. Dzisiaj byłam na pierwszym treningu. Niestety nie stać mnie na to żeby mieć trenera przy sobie choćby przez miesiąc, ale postaram się wygrzebać kasę na 3 treningi. Pokarze mi co i jak mam ćwiczyć… Wiem, że może nie będę robić wszystkiego (bo dzisiaj gdyby nade mną nie stał i nie powtarzał, że mam ćwiczyć, mam ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć to pewnie połowy bym nie zrobiła z tego co mi kazał… Wszystko mnie zaczynało boleć, a jak już przestało to byłam tak zmęczona, że już mi się nic nie chciało… ale stał nade mną i pilnował żebym ćwiczyła), ale postaram się zrobić najwięcej jak to jest możliwe… Mam cel. Jasno wytyczony. Będę do niego dążyć z pomocą… czy bez!
  7. Nie poddać się
    Dzisiaj wyszła sytuacja, która nie powiem… złamała mnie. Uświadomiła mi mi bardzo ważną rzecz – oszukiwałam się przez ostatnie pół roku… Chyba na zawsze straciłam osobę dzięki, której tak właściwie wszystko się zaczęło. Która była moim motorem… Teraz już tego motoru nie ma… Ale nie poddam się. Z pomocą czy bez będę walczyć! Zrobię to dla samej siebie, dla lepszego samopoczucia, dla lepszego życia… Może w końcu znajdę kogoś komu spodobam się taka jaka jestem… Bez żadnego ale… Kto nie będzie chciał mnie zmieniać i pokocha mnie taką jaka jestem…
    Ale póki co? Walczę!! WALCZĘ I SIĘ NIE PODDAM!!

 

DOPÓKI WALCZYSZ JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ!! 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Praca nad sobą

 

Walka z samą sobą

20 wrz

Miałam ze sobą walczyć, ze swoimi słabościami… ale póki co wychodzi mi tylko zwiększanie ilości brzuszków. Zaczęłam od 3 serii, wczoraj 5 i jak je zrobię to mam uczucie, że tak szybko się skończyło. Dlatego dzisiaj zwiększam ilość serii. Kiedyś zrobienie 30 brzuszków było dla mnie wielkim wyczynem. Jeszcze na początku wakacji zanim zaczęłam w miarę regularnie trenować to dużo trudu sprawiało mi zrobienie 20 a co dopiero 30. Robiłam po 10, po 5 i chwilka przerwy. Teraz już 20 to jest mało ;) Bardzo fajnie się z tym czuję. Niby zwykłe brzuszki, a jednak… Brzuszek wygląda ładniej, więcej ćwiczę, mniej się przy tym męczę i chętniej je robię :)

Jedyne co mnie męczy to moje słabe ręce… mam problem ze zrobieniem 10 damskich pompek. nie mówiąc już o normalnych. Zmuszam się do robienia pełnej serii 20. Ale za każdym razem, gdy schodzę w dół czuję jak mi coś strzela w łokciu… czuje jak mnie coś w nim ciągnie. Jak byłam z koleżanką na siłowni i siadałam przy jakieś urządzenia do ćwiczenia rąk to na jednym z najmniejszych obciążeń miałam problem żeby ćwiczyć. Muszę nad nimi bardzo dużo popracować.

Najbardziej ostatnio mnie cieszy, że moje uda się zmniejszają. Najgorsze jest to, że łydki i kostki stoją w miejscu i ani myślą się zmniejszyć… Ale na to też się znajdzie sposób :)

Jakie polecacie ćwiczenia na łydki, uda, pupę, biodra albo ręce?

Niestety wczoraj nie miałam ochoty ćwiczyć jogi a dzisiaj nie mam na to siły… Przyjechałam do domu a tu jeszcze nie grzeją, więc nic tylko zaszyć się przed telewizorem i zakopać pod kocem. To jedyne logiczne wyjście. Jestem strasznie ciepłolubna… a nawet nie mnie kto ogrzać :( Ale jutro obiecuję poprawę :) postaram się przemóc. Wbrew pozorom najgorzej jest zacząć, bo jak już zacznę rozgrzewkę to nawet w krótkich spodenkach i topie nie jest zimno :)

Teraz zmieni się trochę moja dieta. Znowu zaczynają mnie boleć zęby od aparatu. Zaczną się budynie, kisiele, kaszki i galaretki… Wykorzystam ostatnie dni i zjem trochę musli :) bardzo mi smakują jednak przez aparat czasem nie mogę. Niestety… Ból zębów jest jednym z najgorszych… Od nich boli też głowa i w ogóle. Ale niedługo minie :) i znowu będą 2 tygodnie spokoju :) będę mogła normalnie jeść. Dopiero co przyzwyczaiłam się w pełni do mostka. Przez niego musiałam ponownie się nauczyć mówić, bo sepleniłam. Teraz mówię już dużo wyraźniej :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Praca nad sobą, Zdrowie

 

105 dni

18 wrz

MENU:

  • I śniadanie:
    płatki owsiane;
  • II śniadanie:
    jabłko, rzodkiewki, pomidorki koktajlowe;
  • Obiad:
    dorsz, surówki, frytki;
  • Podwieczorek:
    ;
  • Kolacja:
    gorąca czekolada z bitą śmietaną;
  • Picie:
    woda (0,5 l), herbata (0,5 l);

 

TRENING:

  • joga:
    godzina;
  • brzuszki:
    3 x 20;
  • brzuszki skrętne:
    3 x (20 + 20);
  • pompki:
    1 x 20;
  • dodatkowo:
    spacer po mieście i bilard;

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Praca nad sobą

 

Wiem, że nic nie wiem

18 wrz

Niby wszystko się wyjaśniło, ale i tak nie wiem na czym stoję…

Dzisiaj dzień zaczął się późno i raczej ponuro. Mimo że pogoda się poprawiła – nawet wyszło słońce – to nie mogłam dobudzić pana śpiocha. Jak się udało to próbowałam zacząć rozmowę, ale skończyła się tym, że zamknęłam się w łazience i przez jakieś 15 minut siedziałam na ziemi i ryczałam (mimo że nic nie powiedział to wiedziałam, co zamierza powiedzieć). Po nie wiem jakim czasie przyszedł do mnie, podniósł mnie, wycierał mi łzy i po prostu stał ze mną płaczącą na środku łazienki. W końcu powiedział żebym się ogarnęła (uspokoiła, wykąpała, ubrała) i idziemy się przejść i obiecuje, że pogadamy.

Poszliśmy na obiad, a potem mieliśmy iść na wyspę, jednak zamknęli nam most, więc usiedliśmy na ławce przy Odrze.

Pan A. stwierdził, że bardzo mu się podobam z charakteru, że chce mieć taką dziewczynę jak ja, ale… No właśnie to ale… ale mu się nie podobam… To sprawia, że nie może się we mnie zakochać, że nie rzuci się za mną w ogień, ani że nie pobiegnie na koniec świata…

Rozmawialiśmy długo… Polało się morze łez nie tylko moich. Ja cierpię, bo mi zależy na nim, a wiedziałam, że go stracę, a jego bolało, że mnie rani, że mi lecą łzy… Nie potrafiłam się opanować. I nawet nie chciałam… Łzy leciały kiedy chciały… I mimo tego wszystkiego nie potrafię być na niego zła… Mimo że jak sam powiedział – ja się staram, a on nie robi nic – to i tak o wszystko obwiniam siebie… Gdybym wyglądała inaczej to wszystko mogłoby się zmienić… Chciałabym żeby było dobrze…

Po rozmowie poszliśmy na bilard (było jeszcze do wyboru kino, ale smerfy w 3D grają tylko rano a było po 16, a nic poza tym jakoś nas nie przyciągnęło i był pomysł żeby iść na kręgle, ale były za daleko). Stanęło na bilardzie… Przegrałam 3 razy – dwa razy on wygrał, raz ja wbiłam czarną – i raz wygrałam – bo on wbił czarną. Krótko mówiąc – nie szło mi dzisiaj… Ale chyba tylko ja potrafię wybić bilę poza stół zupełnie tego nie zamierzając ;P

Potem na kawkę / czekoladkę do kawiarni i tam pograliśmy chwilę na tablecie. Taż przegrałam… 3 razy…

Definitywnie dzisiaj nie jest mój dzień…

Pojechaliśmy na dworzec i Pan A. pojechał do domu… Zostawiając mnie na peronie powiedział tylko, że zobaczymy co z nami będzie…

To mój głupi pomysł (a jednocześnie i ogromna motywacja) – czas do końca roku…

Przez 2 miesiące bardzo dużo się zmieniłam. Sam stwierdził, że mnie nie poznał. A do końca roku zostało 3,5 miesiąca… Trener powiedział, że tak optymalnie to jest chudnąć 4 kg miesięcznie… Jeśli się postaram – a postaram się na pewno – to do końca roku normalnie powinno spaść ok. 12 kg, czyli zostałoby jeszcze ok. 6 kg do utraty. Mam nadzieję, że zejdzie więcej.

CHCĘ tego!!

CHCĘ się zmienić!!

CHCĘ ładnie wyglądać!! 

CHCĘ się czuć dobrze!!

CHCĘ się czuć atrakcyjna!!

A NIE CHCĘ stracić Jego…

Wiem, że to nie zależy ode mnie.
Nie wiem, co będzie za 3 miesiące.
Nie wiem, czy jak się zmienię to mu się spodobam.
Nie wiem, czy mi się uda.
Nie wiem…

Wiem jedynie, że muszę spróbować!!
Wiem, że to jest ostatnia szansa!!
Wiem, że jeśli teraz się poddam i Go stracę to sobie tego nigdy nie wybaczę. Momentami jest wkurzający, nawet bardzo, ale za bardzo mi na nim zależy, żeby tak o odpuścić. 

Tak wiem – NIE WOLNO SIĘ ZMIENIAĆ DLA FACETA – ale ja tego nie robię dla niego… Robię to dla siebie! On jest moja motywacją do walki o lepszą siebie… Dlatego nie mogę go stracić, bo wiem, że mogę się poddać.

Ale nie! Nie poddam się!

BĘDĘ WALCZYĆ o związek!

BĘDĘ WALCZYĆ o osobę, na której mi zależy!

BĘDĘ WALCZYĆ o siebie!

BĘDĘ WALCZYĆ z samą sobą!!

NIE PODDAM SIĘ, BO – DOPÓKI WALCZYSZ JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ!!

P.S. Żeby nie było… Nie „zaczynam od jutra”, tylko teraz wstawiam post, włączam relaksującą muzykę, odkładam komputer i idę ćwiczyć jogę. Mam tylko niecałe 3,5 miesiąca – 105 dni (łącznie z dzisiaj) – to z jeden strony jest dużo, a z drugiej wcale nie. No, więc… DO ROBOTY!!

 

Koniec kursu

14 wrz

Wczoraj oficjalnie zakończyłam kurs powtórkowy z analizy matematycznej!!

Teraz ostro biorę się za siebie. Jadę po południu do decathlonu PO MATĘ i wracam ćwiczyć.

Przez całe dwa tygodnie była wymówka, że muszę się uczyć, że muszę zrobić notatki, że pogoda, że źle ubrana na rower, że zmęczona…

Teraz już mam dwa tygodnie wolnego, więc wracam do codziennych ćwiczeń, będę jeździć na rowerze, zdrowo, porządnie jeść i będzie dobrze :) Musi być dobrze. Wystarczy tylko chcieć ;)

Moje nadwyżki w wymiarach (ile brakuje do ideału):

  • szyja
    spadło: 0,5 cm
    zostało: 0 cm – osiągnięte 24 sierpnia 2013
  • ramiona
    spadło: 0,5 cm
    zostało: 3,0 cm
  • biceps
    spadło: 2 cm
  • biust
    spadło: 4 cm
    zostało: 12,0 cm
  • pod biustem
    spadło: 3 cm
  • talia
    spadło: 7 cm
    zostało: 14 cm
  • biodra
    spadło: 3 cm
    zostało: 10,5 cm
  • udo
    spadło: 3 cm
    zostało: 12,5 cm
  • kolano
    spadło: 6 cm
    zostało: 0 cm – osiągnięte 14 września 2013
  • łydka
    spadło: 1 cm
    zostało: 7,0 cm
  • kostka
    spadło: 1 cm
    zostało: 2,5 cm

 

Łydka i kostka jak zaklęte spadły o 1 cm i koniec… ani drgną.
Kolejny sukces. udało się osiągnąć kolejny zawierzony wymiar :)

Teraz będzie już tylko lepiej ;)

 
 

W końcu wakacje

12 wrz

Dzisiaj jest piękny dzień :)

  1. Na kolokwium dostałam zadanie, które umiałam zrobić a to wystarczył, żeby mieć zaliczenie :)
  2. Pojechałam na zakupy do decathlonu i kupiłam wszystko tylko nie to po co pojechałam… no ale za to mam nową kurteczkę xD
  3. Zdałam kurs powtórkowy xD

 

Po prostu… Wszystko się w końcu zaczyna układać.

Teraz obiecuję, że będę pisać regularnie. I mam zamiar na poważnie zająć się pisaniem kolejnej książki. Mogę jedynie zdradzić, że będzie się dużo działo… nie koniecznie miłych rzeczy.

„Miłe złego początki”

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Depresja jesienna

11 wrz

Dopada mnie chyba depresja jesienna. Nic mi się nie chce, w kółko bym tylko spała.

Dzisiaj ubrałam spodnie, które wcześniej były na mnie (ładnie mówiąc) dopasowane. Założyłam je bez najmniejszego problemu xD Ja wiem, że ciuchy a zwłaszcza jeansy, się rozciągają po kilku minutach noszenia. A tu? bez żadnego rozciągania, świeżo z prania. Wręcz mam wrażenie, że się trochę w praniu skurczyły, bo jakieś takie przykrótkie nogawki. A może jeszcze urosłam ze 2 cm? Nie obraziłabym się ;)

Póki co centymetr znowu się zaciął. Jak zaklęty trzyma się wymiarów z przed tygodnia.

Strasznie demotywujace jest to, że tak wolno spada… Ale pociesza mnie, to co mama mówiła cioci, która też zaczęła o siebie dbać (a niestety ona koniecznie musi):

„Przez lata się zbierało, to też nie może od tak zniknąć”

Jak byłam w domu to oglądałam sekrety chirurgi. W którymś odcinku była dziewczyna, która schudła 80 kg w rok. Ponieważ bardzo szybko chudła skóra na brzuchu nie zdążyła się pościągać. Musiała mieć operacyjnie usuwany nadmiar skóry. I co  tego, że schudła skoro i tak strasznie się wstydziła tej fałdy skóry.

Ja nie mam takiego problemu, ale i tak… Stora musi mieć czas żeby się ściągnąć, żeby wszystko ładnie wyglądało.

Muszę wrócić do regularnych ćwiczeń. Chciałam wrócić do jogi, ale niestety nie mam maty, a na panelach jeżdżę jak na lodzie. Mimo że ćwiczyłam na boso to i tak się ślizgałam. Ale już kończę kurs… Pojadę do decathlonu i kupie sobie matę :) Wbrew pozorom mój pokoik nie jest taki mały ;)

 

Brak mi motywacji

17 sie

Brak mi motywacji do ćwiczenia jogi.

Książka z ćwiczeniami jest podzielona na 7 tygodni. W każdym tygodniu jest zestaw ćwiczeń na poprawę postawy, rozciąganie i uelastycznianie, usprawnienie trawienia i wydalania, przyspieszenie metabolizmu, oddychanie. Co tydzień jest inny zestaw ćwiczeń. Pierwszy tydzień znam już na pamięć, ale ten drugi tydzień… Coś nie mogę się przekonać, zmotywować żeby ćwiczyć. A potem będzie tylko jeszcze gorzej. Widzę, że te ćwiczenia mi pomagają. Jestem bardziej rozciągnięta, lepiej się czuję i w ogóle. Ale no za chiny nie mogę się zmotywować… Staram się nadrobić to brzuszkami i innymi ćwiczeniami :)

Wczoraj – 16 sierpnia:

  • 5 serii x 20 brzuszków
  • 2 serie x 20 brzuszków w prawo + 20 brzuszków w lewo
  • 2 serie x 20 brzuszków na dolne partie brzucha
  • 1 seria x 20 pompek damskich
  • 4 serie x 20 ćwiczeń na nogi
  • 6 serii x 20 ćwiczeń na ręce

-0,6 kg w stosunku do przedwczoraj – 15 sierpnia

Dzisiaj – 17 sierpnia (póki co):

  • 10 serii x 20 brzuszków
  • 2 serie x 20 brzuszków w prawo + 20 brzuszków w lewo
  • 4 serie x 20 brzuszków na dolne partie brzucha

waga taka sama jak wczoraj – 16 sierpnia

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Praca nad sobą

 

Jednak poprawa

16 sie

Udało się.

Wczoraj – 15 sierpnia:

  • 10 serii x 20 brzuszków
  • 2 serie x 20 brzuszków w prawo + 20 brzuszków w lewo
  • 2 serie x 20 brzuszków na dolne partie ciała
  • 2 serie x 20 pompek (damskich, ale przynajmniej staram się je robić dokładnie)
  • 3 serie x 20 ćwiczeń na nogi
  • 5 serii x 20 ćwiczeń na ręce

Jakoś nie udało mi się zmotywować do jogi.
+0,8 kg w stosunku do przedwczoraj – 14 sierpnia

Dzisiaj – 16 sierpnia (póki co):

  • 5 serii x 20 brzuszków
  • 2 serie x 20 brzuszków na dolne partie ciała
  • 1 seria x 20 pompek damskich
  • 4 serie x 20 ćwiczeń na nogi
  • 6 serii x 20 ćwiczeń na ręce

Jeszcze joga tylko nie wiem kiedy. Jest jedno ćwiczenie, które trzeba wykonywać na czczo. Jak mam czas i ochotę do ćwiczeń to nie mogę, bo mija jakaś godzina od jedzenia, czyli nie jestem na czczo…
-0,6 kg w stosunku do wczoraj – 15 sierpnia

Koniecznie muszę zmotywować tatę żeby napompował mi koła w rowerze. Już od 2 tygodni nie jeździłam :(

Nie wiem co się ze mną stało. Ostatnio w myślach mam tylko ile ćwiczyłam, ile jadłam, co jadłam i kiedy. To jakaś paranoja!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Praca nad sobą