RSS
 

Notki z tagiem ‘brzuszki’

Środa, 19-07-2017

19 lip

No i mija kolejny tydzień… Waga jak zaczarowana stoi, centymetr też jakoś specjalnie się nie rusza. Jedyny plus jest taki, że ja się czuje lepiej, że ćwiczy mi się łatwiej, że już nie mam zakwasów i że lepiej „wyglądam” w lustrze… Choć to pewnie tylko moje wyobrażenie siebie.

Jak pojechałam do domu to nikt nie powiedział „WOW super wyglądasz”, albo „dobrze Ci idzie”. Tak jakby nikt nie zauważył różnicy :( a z drugiej strony, nie było docinek, że muszę się wziąć za siebie, że jak tak dalej będę się zachowywać to będę gruba, chora i w ogóle… ale to też może dlatego, że ostatnio pokłóciłam się z mamą o to strasznie i powiedziałam, że to wcale mnie nie motywuje. Nie wiem czy ktoś coś zauważył :(

Wczoraj jak leżałam z chłopakiem i głaskał mnie po policzku usłyszałam najmilsze słowa w ostatnich dniach :)
- jak tak dalej będzie to będę Cię musiał głaskać po nosie, bo nic z Ciebie nie zostanie.
To było takie szalenie miłe :) Zwłaszcza, że sam zaczął zauważać :) [skomentował jeszcze coś, ale nie mogę przytoczyć ;P]

Rozpisałam sobie plan treningowy i trochę go uzupełniłam :) Wczoraj jak go przerobiłam, to nie dość, że w końcu wszystko udało mi się zrobić to jeszcze nic mnie nie bolało! Czułam się cudownie!! Dzisiaj będę musiała trochę podkręcić tempo. Mam nadzieję, że dam radę :) MUSZĘ DAĆ!! W końcu siostra poprosiła mnie na światka! Muszę wyglądać super, żeby nie zepsuć jej fotografii weselnej :) Poza tym, już wcześniej marzyła mi się taka sukienka na jaką nigdy nie mogłam sobie pozwolić. Chcę wyglądać i czuć się pięknie. A skoro jest cel z konkretna datą to muszę to wykorzystać! Początek wakacji to jak widać za słaba motywacja, ale wesele? To zupełnie co innego. Zwłaszcza, że będę na niższym stopniu świecznika :)

No to co? LECĘ DALEJ!!!

P.S. Dzisiaj jak się szykowałam, i stanęłam w łazience przed lustrem, bez specjalnego napinania mięśni miałam tak płaski brzuch jak nie pamiętam kiedy! To takie cudowne uczucie było!!

 

Piątek, 14-07-2017

14 lip

Znowu magiczna granica na wadze… tak jakby się zepsuły pierwsze dwie cyfry… No masakra! To takie domotywujące… Do tego rozłożyło mnie przeziębienie. Przewiało mnie w pracy, bo klima wieje mi po plecach… a w weekend impreza w domu! To jakaś porażka! Chce do domu!

Jeszcze większa porażka – moje ćwiczenia… Przedwczoraj nic! Wczoraj zmotywował mnie chłopak to zrobiłam serię brzuszków… A reszta? To jakaś porażka! Jestem zmęczona, wykończona wręcz. Chce mi się spać i nie mogę się skupić na pracy. Straciłam wenę do układania posiłków i dzisiaj rano przy śniadaniu zdałam sobie sprawę z tego, że w sumie nie mam nic „super” na obiad… Ciągle to samo!

Przed wczoraj zdałam sobie sprawę z tego ile razy i ile lat próbowałam coś ze sobą zrobić… To przerażająca liczba! 6 LAT!! W tym czasie gdybym chudła średnio 0,3kg MIESIĘCZNIE miałabym idealną sylwetkę! A tym czasem? Starałam się o siebie „dbać” przynajmniej 5 razy. I co? Zwykle kończyło się to wracaniem do „normalnego” jedzenia i powrotem wszystkiego!! Jest mi cholernie przykro, czuje się z tym mega źle i gdyby nie to, że jestem taka słaba to byłabym „idealna”… Nie… nie poddaje się. Mam tylko chwilę załamania i przemyśleń. To takie przykre podsumowanie. Mam nadzieję, że mi przejdzie.

 

Środa, 12-07-2017

13 lip

Jestem w szoku jak wiele zmieniło się w mojej głowie. Wcześniej było tak, że co zjadłam to zjadłam. Czy zdrowe czy nie, byle smaczne. Jadłam słodkie, czasem tylko sobie odmawiając. Wszędzie jechałam samochodem, a wymówką były duże zakupy. Czasem coś poćwiczyłam, ale bez rozpiski, jak mi się przypomniało. I pewnie jeszcze kilka grzeszków by się znalazło. A teraz? Patrzę co jem, liczę ci jem, pilnuje kiedy jem. Do tego więcej razy byłam na piechotę po zakupy w ciągu miesiąca niż przez rok. A co do ćwiczeń? To sami wiecie z tego bloga. Wczoraj wróciłam po pracy, zjadłam, odpoczęłam chwilę i przebrałam się do pracy :) Wzięłam jedną cześć ogrodzenia, papier ścierny, wyszłam na balkon i zaczęłam szlifować. Zajęło mi to 2,5h, ale uwierzcie, że było warto. Już pod koniec zadzwoniło mi powiadomienie, że czas na kolację, więc stwierdziłam, że już dokończę. Skończyła, posprzątałam, siadłam na kanapie i tak sobie myślę. Co ja mogę wyczarować z tej lodówki? Poszłam zobaczyć co mam, ale ciągle z tyłu głowy miałam „Halo! Nie ćwiczyłaś nic dzisiaj!”. W myślach usprawiedliwiałam się, że przecież to szlifowanie też można podciągnąć pod ćwiczenia, poza tym nogi muszą trochę odpocząć. Wyjęłam z lodówki jajka na jajecznicę, umyłam i już miałam je zważyć i zacząć robić kolację, ale… odłożyłam je bezpiecznie na blat i poszłam do łazienki. Popatrzyłam tak na siebie i tak trochę bezwiednie przebrałam się do ćwiczeń. Włączyłam muzykę, rozłożyłam przy kanapie matę i jazda :) Byłam tak okropnie zmęczona, ale taka szczęśliwa!! Prysznic i wróciłam do robienia kolacji. Czułam się tak fantastycznie, że jednak zmotywowałam się żeby poćwiczyć, że nikt sobie tego nie wyobraża! ;)

Dzisiaj jest już trochę gorzej. Wróciłam do domu, przygotowałam sobie kolację na wynos i zjadłam podwieczorek! Ze mną jest chyba coś nie tak! Miałam taką ochotę na majonez, że nie mogłam się powstrzymać! Zrobiłam sobie więc kanapkę, z cienką warstwą majonezu. Praktycznie nie było go czuć, ale zachcianka zaspokojona. Wychodziliśmy z chłopakiem wieczorem i tak się zastanawiałam…
„Kurde… co najdłużej będzie mnie trzymać, żebym nie była głodna? Zwłaszcza, że idziemy na imprezę, więc będzie jedzenie (grill i inne takie stanowiska, jak to na imprezach „masowych”), będzie pachnieć, będzie kusić” – zaczynam się bać własnych myśli ;P
Postawiłam na kanapkę z upragnionym majonezem, jogurt i sok grejpfrutowy. Całkiem dobrze mi to wyszło, bo przechodziliśmy obok jedzenia jakieś 2h od zjedzenia i nic :) Później na imprezie jak siedzieliśmy, to sobie po cichutku wyjęłam kanapeczki i zjadłam kolację :) Nic nie kusiło, no może zaczęłam się zastanawiać nad popkornem. Ale nie w kontekście, że mam ochotę (choć pewnie większość tak pomyśli ;P), tylko w kontekście tego ile ma wartości odżywczych, jaki ma indeks glikemiczny, oraz jak bardzo niezdrowo go tutaj robią. Jak sobie to uświadomiłam to znowu się przeraziłam, o czym ja myślę!! Wróciliśmy do domu po 22. Musiałam jeszcze ugotować obiad i? No właśnie… ćwiczenia…  ale już była ta godzina… i byłam zmęczona… Wyrzucałam sobie, że nie zrobiłam tego przed wyjściem, ale musiałabym się wykąpać, nie że nie lubię, czy coś, ale musiałabym też umyć włosy. A nie zdążyły by mi wyschnąć do wyjścia. Jeszcze pod prysznicem jak dostałam nowa energię pomyślałam, że może chociaż chwilę brzuszki, albo przysiady, albo chociaż rowerek… ale nie… przecież znowu musiałabym się wykąpać… odpuściłam. Dzisiaj (w czwartek, 13-07-2017) jest mi przykro, że się poddałam wczoraj :( Ale jeden dzień nie zrujnuje przecież całej pracy nad sobą :) Dzisiaj (w czwartek) będzie lepiej :)

 

Wtorek, 11-07-2017

11 lip

Wczoraj był bardzo ciężki dzień… Ciśnienie takie, że tylko pójść spać. Nawet myślałam o kawie, ale się powstrzymałam. Na szczęście udało mi się wrócić do domu przed ulewą i wichurą. Po 18 zmotywowałam się do ćwiczeń. Tak mnie nogi bolały… ale udało się dobrze rozgrzać, tak że udało się poćwiczyć choć nie powiem zakwasy się odezwały. Nie wiem czy nie powinnam zrobić sobie przerwy, ale? Zrobiłam w końcu wszystkie ćwiczenia po 10sek (trening Anny Lewandowskiej)! Byłam szalenie zmęczona, ale dałam radę :) Potem jak rozciągałam nogi to mnie bolały jak nie wiem mięśnie z boku kolan, ale rozciąganie, prysznic i jest ok :)

Niestety miałam małego głoda w brzuchu… Wciągałam, to trochę soku, to trochę winogrona… słodkiego? Nie xD Szczerze to dopiero teraz przypomniałam sobie o tej czekoladzie w szafie :D Nawet nie pomyślałam!

A jeszcze jedna kwestia. Zaczęłam komponować posiłki z produktów o niskim indeksie glikemicznym – czyli nie powinno być takie „AAA MUSZĘ ZJEŚĆ!!! AAA SŁODKIE!!! I faktycznie nie ma :) za to mam tyle jedzenia, że nie jestem w stanie tego zjeść!! Po prostu tego jest za dużo! Warzywa i owoce (tak do godziny 18) mają niska kaloryczność, mało węglowodanów, białka, a zwłaszcza tłuszczu. Można je jeść w ogromnych ilościach – mam takie wypasione kanapki, że w życiu bym nie powiedziała, że na diecie można takie zjeść xD Nie jestem w stanie dobić do tylu kalorii (chociażby) żeby zjeść ilość przewidzianą na dany dzień, a co dopiero jakbym miała jeść tyle ile organizm normalnie potrzebuje ;) Tak więc?

Dieta to nie głodówka!!!

To zmiana stylu życia i żywienia ;)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Praca nad sobą

 

Poniedziałek, 10-07-2017

10 lip

No i tydzień się skończył :D w sumie nie było tak źle! Oczywiście, że miałam zachcianki na słodkie, ale jadłam dużo owoców, układałam posiłki tak żeby były zróżnicowane i zawierały odpowiedni ilości wartości odżywczych. Wiadomo… Czasem było „więcej” tłuszczu, czasem „za dużo” białka w danych posiłkach, bo nigdy nie uda się zrobić tak żeby było równo tak jak wyliczenia pokazują. Jednak jeżeli chodzi o ogólny rozrachunek w ciągu dnia to zawsze wszystko było na minus ;P Mimo, że naprawdę bardzo dużo jadłam!! Naprawdę nie chodziłam głodna!! No może jak się zbliżała godzina posiłku (bo organizm już się przestawił) to coś tam troszkę zaburczało w brzuchu, ale przecież to normalne i zdrowe :) Dla mnie to oznacza, że organizm zdążył uporać się z poprzednim posiłkiem i czeka na kolejny :)

Oczywiście samo jedzenie to nie wszystko! Nie mam super kondycji i od początku byłam tego świadoma, ale staram się pracować nad sobą. Postawiłam sobie za cel zrobić ten trening Ani Lewandowskiej -> TRENING. Tak fajnie lekko wygląda i miałam świadomość tego, że to tylko tak wygląda… Zakłada on 3 serie po 30sek na każde ćwiczenie. Wiedziałam, że tyle nie dam rady, więc podzieliłam na stopnie trudności. Mój „trening” piątkowy wyglądał tak:
ROZGRZEWKA
* marszobieg w miejscu – marsz (10sek) + bieg (10sek) – 5 powtórzeń;
* skłony – 10 w przód + 10 naprzemiennie w prawo i w lewo ze skrętem tułowia – 2 powtórzenia;
ĆWICZENIA
* przysiady – 4 x 10 powórzeń;
* Trening Ani Lewnadowskiej – okrojony do 1 serii po 10sek;
* brzuszki – 4 x 10 powtórzeń;
* plank (deska) – 4 x 10sek
* wymachy rąk – 10 x w bok + 10 x w górę na przemiennie + 10 x w górę razem;
ROZCIĄGANIE
* skłony – 10 w przód + 10 naprzemiennie w prawo i w lewo ze skrętem tułowia – 2 powtórzenia (wykonywane powoli, żeby dać mięśniom szanse się porozciągać);
* oddechy – 3 powolne oddechy „jogi” (przynajmniej ten początek, który pamiętam);
* chwila odpoczynku w spokoju – leżenie na macie i rozluźnianie wszystkich mięśni;
PRYSZNIC
* polewanie nóg zimną i ciepłą wodą na przemian (ponoć to pomaga zwalczyć zakwasy) – kończyć ciepłą;
* zwykły prysznic;
* polewanie nóg zimną i ciepłą wodą na przemian – kończyć ciepłą;

Powiem szczerze – mimo że byłam koszmarnie zmęczona jak ćwiczyłam, to byłam szczęśliwa. Oczywiście w piątek to była porażka xD, ale powtórzyłam to w sobotę, potem w niedzielę. I w niedziele zrobiłam już praktycznie wszystkie ćwiczenia z wersji okrojonej, tak jak trzeba i tyle czasu ile sobie założyłam. Jeszcze jedno muszę dopracować, ale myślę, że dzisiaj już pójdzie super :D Czy mam zakwasy? Na nogach trochę tak. I jak się rozgrzewam to przy skłonach bolą mięśnie i ścięgna, ale powoli, powoli je rozciągam i przed ćwiczeniami właściwymi jest już ok :) Potem znowu wracają, ale już z każdym dniem coraz mniejsze. Wiadomo – ruszyłam mięśnie wcześniej nie tykane i są skutki.

Dobra – czas na efekty :D przecież po coś to robię, prawda?
1. Czuje się coraz lepiej i nawet dzisiejszy poranny bieg do autobusu pod górkę nie był taki męczący i takim wyzwaniem (Zjadłam śniadanie w domu, ale biegłam do autobusu. No cóż – coś za coś ;P );
2. Wykonywanie ćwiczeń nie jest już takie kłopotliwe – mam coraz lepsza kondycję. Widzę to zwłaszcza przy robieniu deski – kiedyś 10sek nie mogłam wytrzymać, a dziś? W rozpisce jest na samym końcu, a robię 4 x 10sek bez problemu :)
3. Nie mam już takich zachcianek jak na początku, a jeśli już to potrafię je zwalczyć;
4. Bez problemu w sklepie omijam półki ze słodyczami – a wiadomo – jak nie ma w szafce to się nie je ;)
5. No i najważniejsze! Przez weekend 1,5kg w dół!! Wiem, nie ma się czym podniecać, ale… trud i wysiłek się opłaca :)
6. Wiadomo waga to nie wszystko, bo choćby mięśnie ważą więcej niż tłuszcz. Lusterko i mój mózg trochę mnie oszukują… a może to aparat. W każdym razie na zdjęciach wyglądam koszmarnie… ale! Czuje, że jest mnie mniej, że nogi już nie są takie rozlazłe tylko takie zbite się robią ;) jak chodzę w miejscu przed lusterkiem, czy jak się schylam to widać i czuć nieśmiało wyłaniające się mięśnie :)
6. Wczoraj założyłam szorty. Byłam pewna, że w nie nie wejdę – w końcu podczas zimy mi trochę przybyło i pewnie dopiero to zrzuciła a tu niespodzianka!! Weszłam bez najmniejszego problemu, w nie! I jeszcze nogawki są luźne a wcześniej były przylegające!! To jest taka MEGA motywacja, że sobie nikt tego nie wyobraża!
7. Pokazałam się chłopakowi z spódniczce, której wieki nie nosiłam i bluzce na ramiączkach. Stwierdził, że bardzo dobrze wyglądam i rękami w powietrzu narysował kobiece kształty podkreślając, że mam widoczną talie ;) Do tego jak założyłam buty na obcasie to już w ogóle nogi zmieniły się nie do poznanie :D

CELE NA NADCHODZĄCY TYDZIEŃ
1. Oczywiście dalej pracować nad sobą!
2. Zrobić choć jedną pełną serię Treningu Pani Ani;
3. Robić treningi codziennie i na koniec tygodnia zaskoczyć rodzinkę ;)
4. Nie dać się pokusie ;)
Myślicie, że mi się uda?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Praca nad sobą, Zdrowie

 

Tendencja spatkowa

15 mar
poniedziałek wtorek środa czwartek piątek sobota niedziela
brzuszki
przysiady
pompki
2×10
2×10
1×10
2×15
2×15
1×15
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
brzuszki
przysiady
pompki
2×15
2×15
1×15
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
brzuszki
przysiady
pompki
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
brzuszki
przysiady
pompki
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
6×15
6×15
5×15
brzuszki
przysiady
pompki
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
6×15
6×15
5×15
7×10
7×10
6×10

Ale to nie wszystko. Od zeszłego wtorku jestem na diecie utworzonej przez Multisport. Chociażby dlatego warto płacić za niego. Liczyłam, że w ciągu tygodnia muszę schudnąć średnio 0.7kg żeby do ślubu siostry wyglądać idealnie, a tu? Ważąc się codziennie rano naczczo, po toalecie porannej schudłam 2,8kg!! Wiem, wiem. Nie ma się co ekscytować, bo na początek schodzi woda z organizmu, a nie tłuszcz, ale… Brzuszek schodzi. Nogi chudną. Na centymetrze mniej. A wszystko to dzięki niewielkiemu wysiłkowi. Nie chodzę głodna. Nie siedzę godzinami w kuchni. Bez problemu mogę zabrać jedzenie ze sobą do pracy.

Od wczoraj jestem na chorobowym i według zaleceń lekarza mam unikać wysiłku fizycznego. Zawiesiłam więc mój plan treningowy, ale wrócę do niego. Muszę się wyleczyć przede wszystkim. Dietę nadal stosuję więc mam nadzieję, że uda się utrzymać tendencję spadkową.

Jak stanęłam dziś na wadze i zobaczyłam ile wskazuje, to nie mogłam uwierzyć! To takie super uczucie!!!

Niestety są też gorsze strony. Mój chłopak jest chudy jak patyk mimo, że je co chce, ile chce i kiedy chce. Strasznie mu zazdroszczę, ale niestety. On ma to od tak, a ja muszę o to zawalczyć. I tu jest problem. Mam wrażanie, że totalnie mnie nie rozumie. Nie wie co to znaczy być na diecie, co to znaczy musieć sobie odmawiać na każdym kroku. Już i tak muszę sobie odmówić większości przysmaków, bo są z ‚glutenem’. Zrobiłam sobie wczoraj latte i co usłyszałam? Że stracił do mnie szacunek, bo nie trzymam diety… Zrobiło mi się tak strasznie przykro. Przez jedną kawę słyszę od niego takie rzeczy… Kocham go, ale powinien mnie wspierać i rozumieć, a nie zachowywać się w taki sposób. Nawet nie wie jak to jest odmawiać sobie słodyczy, liczyć kalorie i walczyć o siebie.  Mimo, że obiecał mi, że nie będzie mnie kusić i nie będzie przy mnie jeść słodkiego, to i tak ukradkiem podjada, gdy wychodzę z pokoju. To naprawdę przykre :( Jak mu wytłumaczyć żeby zrozumiał przez co muszę przejść?

 

Trampolinka

17 lis

Tak tylko krótko.

Patrząc na zegarek zdałam sobie sprawę z tego, że faktycznie wracam do dawnej siebie:

  • Siedzę do późna
  • Piszę bloga
  • Zaczynam dbać o siebie i tu żadnej ściemy. Ćwiczę, nie jem słodyczy, ani śmieciowego jedzenia
  • Nie poddałam się na zajęciach choć jak usłyszałam jakie jest zadanie to chciałam wziąć rzeczy i wyjść

Tak! Zdecydowanie To jest dobra droga ;)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Praca nad sobą

 

36 dni do wakacji – Dzień matki

26 maj

Jadłospis:

  • śniadanie (ok. 11): kilka widelców sałatki;
  • II śniadanie;
  • obiad (ok. 14): kurczak z serem i pomidorem, frytki, surówki;
  • podwieczorek (ok. 18): mała miseczka lodów;
  • kolacja;

Trening:

  • 20 brzuszków;
  • 2 x 20 brzuszków skrętnych;
  • 2 x 20 ćwiczeń na łydki;
  • 2 x 20 ćwiczeń na uda;
  • 3 x 25 przysiadów;

 

Dzisiaj jak każdy pewnie wie jest dzień matki. Z tej okazji (choć tego nie przeczyta) najlepsze życzenia dla mojej Mamy oraz dla wszystkich Mam świata.

No właśnie… Dzień zaczął się dosyć dziwnie – zagubieniem w czasie i przestrzeni. Obudziłam się rano – było jasno. Pamiętałam, że położyłam się po 1, więc przespałam jakieś 5 h – stabilnie. Myślę sobie:

” Dobra. Czas wstawać i brać się za naukę. Muszę sprawko zrobić i nauczyć się na jutrzejsze kolokwium.”

I tu nastąpiła chwila zastanowienia… Przecież wczoraj była niedziela… więc to sprawko i koło mam dzisiaj. I pierwsza myśl:

„Znowu przespałam kolokwium!! A specjalnie nastawiłam sobie budzik taki w zegarku jakby mnie znowu telefon zawiódł!! Jak to jest możliwe?!”

Ale po głębszym zastanowieniu stwierdziłam, że jest 6… a nie 18… Dla pewności wzięłam telefon i sprawdzam… 6:57 – 26 maja

„Uff…”

Chwilę walczyłam ze sobą czy jednak wstać i się pouczyć czy poleżeć jeszcze te 15 minut. Wygrała grawitacja wokół łóżka. Akurat chwilkę po tym jak wyłączyłam budzik otworzyły się drzwi do łazienki i pstryk gaszonego światła – łazienka wolna. Szybki prysznic, zgarnęłam wszystkie notatki, ubrałam się i na tramwaj.

Angielski jak zawsze bardzo fajny. Pani ma do nas bardzo fajne podejście i ogólnie bardzo fajna atmosfera jest na zajęciach. Następne zajęcia już były gorsze, bo najpierw komputer nie chciał z nami współpracować potem poczta i w końcu nie starczyło nam zajęć – zajęcia do odróbki. Potem obiadek i zabrałam się za robienie sprawka… z tym, że nie bardzo miałam z czego to sprawko zrobić, bo chłopaki nie dostarczyli mi materiałów. Więc poszliśmy na projekt tylko po to żeby powiedzieć, że nie mamy sprawozdania i dopytać co w nim ma być. Potem jeszcze chwila na douczenie się i kolokwium. Tu pozytywnie – 11/15, więc przynajmniej to jedno do przodu.

No co mój cały dzień ma wspólnego z dniem matki? Otóż gdy wracałam z Panem A. z obiadku od jakiegoś chłopaka, który zbierał „na chorego brata”, dostałam różyczkę. Stwierdziłam, że ostatnio dostałam trochę więcej kasy w pracy to mogę mieć dzień dobroci dla zwierząt parzystokopytnych, więc dałam mu tam trochę kasy… Pominę to, że chciał więcej a mówił w jakimś języku tak, że w ogóle go nie rozumiałam… Poszłam na zajęcia z tą różyczką. Wszyscy znajomi pytali czy ta różyczka to z okazji dnia matki i że gratulują xD Śmiesznie się złożyło, ale… Od kiedy jestem sama – tak całkiem sama wszyscy w kółko pytają czy przypadkiem nie jestem w ciąży… To trochę dziwne… Niby nie ma takiej opcji, mam okres regularnie (no może poza jednym) i ogólnie nic na to nie wskazuje, ale jednak… Wszyscy mi to powtarzają. Jak byłam z Panem A. nigdy (poza wizytą u nowego ginekologa) nie usłyszałam takiego pytania / stwierdzenia, że mogę być w ciąży… Czy to jakaś wróżba? Jak myślisz?

 

37 dni do wakacji

26 maj

Jadłospis:

  • I śniadanie (ok. 12): ziemniaczki pieczone z 2 kotletami mielonymi;
  • II śniadanie;
  • obiad (ok. 15): mała miseczka lodów;
  • podwieczorek;
  • kolacja;

 

Trening – jako, że powinno się robić przerwy między ćwiczeniami tak skromnie:

  • 20 brzuszków z podniesionymi nogami;
  • 2 x 20 brzuszków skrętnych;

 

Wróciłam do domu o 6 nad ranem i o dziwo nie byłam aż tak bardzo zmęczona i śpiąca jak myślałam, że będę. Trochę czułam, że bolą mnie stopy po butach na obcasie, ale to tylko tyle. Jak położyłam się spać to w sumie nie wiem kiedy zasnęłam, ale obudził mnie budzik po 11. Chwilę poleżałam i położyłam się dalej spać. Wstałam z łóżka jakoś po 12. Ogarnęłam się, zjadłam śniadanko i siadłam do robienia notatek… Jak siadłam to z godzinną przerwą na serial siedziałam do 22 ciągiem… Potem to film, to fb no i tak czas minął do 1 w nocy. Jakoś w ogóle nie czułam upływu czasu i tego ze jestem głodna. Byłam tak zajęta, tak mi szybko czas leciał, że naprawdę tego nie zauważyłam. A jutro ciężki dzień i choć siedziałam tyle czasu nad notatkami ucząc się do kolokwium to i tak czuję, że na jutro nic nie umiem…

 

38 dni do wakacji

24 maj

Chyba muszę wrócić do spisywania moich codziennych grzeszków i zwycięstw, bo inaczej się nie upilnuję…

Stan na dziś:

  • szyja
    spadło: 1,5 cm
    zostało: 0 cm – osiągnięte 24 sierpnia 2013
  • ramiona
    spadło: 5,5 cm
    zostało: 0 cm – osiągnięte 10 listopada 2013
  • biust
    spadło: 6 cm
    zostało: 10 cm
  • talia
    spadło: 11 cm
    zostało: 10 cm
  • biodra
    spadło: 6,5 cm
    zostało: 8 cm
  • udo – moja mniejsza zmora ale jednak duża zmora
    spadło: 5,4 cm
    zostało: 11,1 cm
  • kolano
    spadło: 4,2 cm
    zostało: 1,8 cm
  • łydka – moja największa zmora
    spadło: 1,5 cm
    zostało: 6,5 cm
  • kostka
    spadło: 1 cm
    zostało: 3,5 cm

Jadłospis:

  • I śniadanie (ok. 11): woreczek ryżu z sosem pomidorowym;
  • II śniadanie (ok. 13): mała miseczka lodów;
  • obiad (ok. 17): pieczone ziemniaki i 2 kotlety mielone;
  • podwieczorek (ok. 21): sałatka jarzynowa;
  • kolacja (ok. 1): pierogi (tak wiem, że mi nie wolno no ale musiałam…);

 

Trening:

  • 20 brzuszków,
  • 2 x 20 brzuszków skrętnych;
  • 2 x 20 ćwiczeń na łydki;
  • 2 x 20 ćwiczeń na uda;
  • 3 x 20 przysiadów;

 

Udało mi się załapać do pracy. Niby nic takiego – jednorazowa praca w cateringu – obsługa „balu”, ale zawsze jakieś pieniądze. Przez cały dzień jakieś notatki, projekty i koło 17 zaczęłam się szykować. Prysznic, ubrałam się ładnie (biała bluzka i czarna spódnica) i na tramwaj. Generalnie miałyśmy tam być na 18, ale pół godziny przesiedziałyśmy na ławce zanim się nam szef ogarną ze wszystkim. Poszłyśmy na salę i jako, że mam doświadczenie w obsłudze roll baru byłam na sali z barmanem, a reszta dziewczyn piętro wyżej obsługiwały przy jedzeniu. Barman nauczył mnie robić Mojito, a tak poza tym to było piwo i wódka z colą lub spritem. Z początku byli sami faceci i wiem, że robili słodkie oczka tylko dlatego żeby dostać darmowy alkohol. No ale i tak fajnie było. Potańczyłam sobie z kilkoma chłopakami, jeden za darmowe piwo pokazał mi sztuczkę karcianą. Naprawdę była super. Najlepsze było na koniec. Przyszedł czas do rozliczeń. Wszystkie dziewczyny dostały kasę no i szef się pyta czy ktoś jeszcze, to mówię, że jeszcze ja, a on.

„Z Tobą się później rozliczę.”

Pierwsza myśl: „Co ja przeskrobałam? Może to za tańczenie z chłopakami, no ale on też i pił i się bawił…”. Chwilę później jak dziewczyny gdzieś się rozeszły szef mówi do mnie

- Ile godzin? (bo miałyśmy płacone od godziny)

- Nie wiem ile (bo nie miałam zegarka), ale tak jak dziewczyny (a widziałam, że która godzina by nie była i tak dostały o dychę więcej niż liczyłam, że dostaniemy).

Wyjął kasę, liczy, liczy i daje mi moją wypłatę. Tak szybko zobaczyłam, że jest więcej niż dziewczyny dostały, więc nawet nie liczyłam ile dokładnie tylko schowałam do kieszeni żeby nie widziały.

- Ja organizuję dużo takich imprez i potrzebuję sprawdzonych ludzi. Najlepiej jakbyś napisała do mnie maila. Masz do mnie kontakt?

Nie mogłam uwierzyć! No ok. to nie była nasza pierwsza współpraca, bo rok temu jak był zjazd harlejowców z całego świata to też stałam i przez trzy dni a raczej przez trzy noce nalewałam im piwo. Teraz na juwenalia cały dzień stałam na backstage’u za roll barem i nalewałam piwo dla artystów (i wolontariuszy). Ale mimo tych (teraz) trzech razów nie sądziłam, że zaproponuje mi prace ;) Także bardzo, bardzo się cieszę. Zwłaszcza, że on z tego co słyszałam zajmuje się organizacją piwa na Woodstocku. Kilka dni ciężkiej harówki, ale za to zarobki całkiem fajne. W zeszłym roku z ciągu 3 nocy zarobiłam na nowy telefon. Także jako, że każda kasa się przyda cieszę się bardzo, bardzo, bardzo xD