RSS
 

Notki z tagiem ‘bliska osoba’

Środa, 19-07-2017

19 lip

No i mija kolejny tydzień… Waga jak zaczarowana stoi, centymetr też jakoś specjalnie się nie rusza. Jedyny plus jest taki, że ja się czuje lepiej, że ćwiczy mi się łatwiej, że już nie mam zakwasów i że lepiej „wyglądam” w lustrze… Choć to pewnie tylko moje wyobrażenie siebie.

Jak pojechałam do domu to nikt nie powiedział „WOW super wyglądasz”, albo „dobrze Ci idzie”. Tak jakby nikt nie zauważył różnicy :( a z drugiej strony, nie było docinek, że muszę się wziąć za siebie, że jak tak dalej będę się zachowywać to będę gruba, chora i w ogóle… ale to też może dlatego, że ostatnio pokłóciłam się z mamą o to strasznie i powiedziałam, że to wcale mnie nie motywuje. Nie wiem czy ktoś coś zauważył :(

Wczoraj jak leżałam z chłopakiem i głaskał mnie po policzku usłyszałam najmilsze słowa w ostatnich dniach :)
- jak tak dalej będzie to będę Cię musiał głaskać po nosie, bo nic z Ciebie nie zostanie.
To było takie szalenie miłe :) Zwłaszcza, że sam zaczął zauważać :) [skomentował jeszcze coś, ale nie mogę przytoczyć ;P]

Rozpisałam sobie plan treningowy i trochę go uzupełniłam :) Wczoraj jak go przerobiłam, to nie dość, że w końcu wszystko udało mi się zrobić to jeszcze nic mnie nie bolało! Czułam się cudownie!! Dzisiaj będę musiała trochę podkręcić tempo. Mam nadzieję, że dam radę :) MUSZĘ DAĆ!! W końcu siostra poprosiła mnie na światka! Muszę wyglądać super, żeby nie zepsuć jej fotografii weselnej :) Poza tym, już wcześniej marzyła mi się taka sukienka na jaką nigdy nie mogłam sobie pozwolić. Chcę wyglądać i czuć się pięknie. A skoro jest cel z konkretna datą to muszę to wykorzystać! Początek wakacji to jak widać za słaba motywacja, ale wesele? To zupełnie co innego. Zwłaszcza, że będę na niższym stopniu świecznika :)

No to co? LECĘ DALEJ!!!

P.S. Dzisiaj jak się szykowałam, i stanęłam w łazience przed lustrem, bez specjalnego napinania mięśni miałam tak płaski brzuch jak nie pamiętam kiedy! To takie cudowne uczucie było!!

 

Piątek, 14-07-2017

14 lip

Znowu magiczna granica na wadze… tak jakby się zepsuły pierwsze dwie cyfry… No masakra! To takie domotywujące… Do tego rozłożyło mnie przeziębienie. Przewiało mnie w pracy, bo klima wieje mi po plecach… a w weekend impreza w domu! To jakaś porażka! Chce do domu!

Jeszcze większa porażka – moje ćwiczenia… Przedwczoraj nic! Wczoraj zmotywował mnie chłopak to zrobiłam serię brzuszków… A reszta? To jakaś porażka! Jestem zmęczona, wykończona wręcz. Chce mi się spać i nie mogę się skupić na pracy. Straciłam wenę do układania posiłków i dzisiaj rano przy śniadaniu zdałam sobie sprawę z tego, że w sumie nie mam nic „super” na obiad… Ciągle to samo!

Przed wczoraj zdałam sobie sprawę z tego ile razy i ile lat próbowałam coś ze sobą zrobić… To przerażająca liczba! 6 LAT!! W tym czasie gdybym chudła średnio 0,3kg MIESIĘCZNIE miałabym idealną sylwetkę! A tym czasem? Starałam się o siebie „dbać” przynajmniej 5 razy. I co? Zwykle kończyło się to wracaniem do „normalnego” jedzenia i powrotem wszystkiego!! Jest mi cholernie przykro, czuje się z tym mega źle i gdyby nie to, że jestem taka słaba to byłabym „idealna”… Nie… nie poddaje się. Mam tylko chwilę załamania i przemyśleń. To takie przykre podsumowanie. Mam nadzieję, że mi przejdzie.

 
 

Niespodzianka urodzinowa

30 mar

Tak jakoś nie wierze ze to się dzieje. Dziś są urodziny mojego chłopaka i w końcu udało mi się znaleźć prezent, który mam nadzieję mu się spodoba.

Plan na te najbliższe dni jest taki:

  1. Dziś: wychodzę z pracy wcześniej i jadę na zakupy. Ok. 17 chłopak wraca z pracy i mam zamiar dać mu prezent. Ale nie tak normalnie dać i już. Mam przygotowaną kopertę, w której jest list z życzeniami i wskazówka gdzie znajdzie prezent. Ale to jeszcze nie wszystko! W środku jest wskazówka gdzie szukać kolejnego prezentu… i tak kolejne 14 elementów, a ostatnim jest konsola PS3! Mam nadzieję, że się ucieszy i że przy szukaniu będzie się równie dobrze bawił jak ja :D
  2. Jutro: idzie na mecz po pracy, więc będę miała do 21 go z głowy.
    (To dziwne – pierwszy raz się cieszę, że będzie tak późno ;P)
    Muszę zrobić tort i jeszcze zawieźć go do koleżanki do lodówki, żeby chłopak go nie widział.
  3. Po jutrze: już tydzień temu powiedziałam mu, że umówiłam się z koleżanką na plotki i że ma sobie iść z domu. Mam nadzieję, że mimo konsoli wyjdzie, a jak nie to jakoś siłą będę musiała go wyrzucić z domu, bo wieczorem zaczynam przygotowania do imprezy niespodzianki! Plan jest taki:
    - Kilka osób przyjedzie mi pomóc, bo muszę przygotować jakieś jedzenie i udekorować mieszkanie. Wiadomo – balony, serpentyny… żeby było wystrzałowo. Żeby tą imprezę zapamiętał – oczywiście w tym pozytywnym znaczeniu ;)

Do której będzie impreza to się zobaczy… Mam nadzieję, że wszystko wyjdzie tak jak zaplanowałam. Póki co przygotowanie do 1. punku planu zrobione. Przed wyjściem do pracy pochowałam prezenty po domu. Mam nadzieję, że niczego nie pokręciłam! Już mnie nosi! Nie mogę wytrzymać!

Ale nie dlatego piszę. Tak dawno imprez nie robiłam… I kurcze mamy super znajomych. Każdy pyta co przynieść, w czym pomóc. Zapowiada się super wieczór! Dobrze, że mam obok osoby, na które mogę liczyć.

DZIĘKI!!! ;)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Tendencja spatkowa

15 mar
poniedziałek wtorek środa czwartek piątek sobota niedziela
brzuszki
przysiady
pompki
2×10
2×10
1×10
2×15
2×15
1×15
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
brzuszki
przysiady
pompki
2×15
2×15
1×15
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
brzuszki
przysiady
pompki
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
brzuszki
przysiady
pompki
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
6×15
6×15
5×15
brzuszki
przysiady
pompki
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
6×15
6×15
5×15
7×10
7×10
6×10

Ale to nie wszystko. Od zeszłego wtorku jestem na diecie utworzonej przez Multisport. Chociażby dlatego warto płacić za niego. Liczyłam, że w ciągu tygodnia muszę schudnąć średnio 0.7kg żeby do ślubu siostry wyglądać idealnie, a tu? Ważąc się codziennie rano naczczo, po toalecie porannej schudłam 2,8kg!! Wiem, wiem. Nie ma się co ekscytować, bo na początek schodzi woda z organizmu, a nie tłuszcz, ale… Brzuszek schodzi. Nogi chudną. Na centymetrze mniej. A wszystko to dzięki niewielkiemu wysiłkowi. Nie chodzę głodna. Nie siedzę godzinami w kuchni. Bez problemu mogę zabrać jedzenie ze sobą do pracy.

Od wczoraj jestem na chorobowym i według zaleceń lekarza mam unikać wysiłku fizycznego. Zawiesiłam więc mój plan treningowy, ale wrócę do niego. Muszę się wyleczyć przede wszystkim. Dietę nadal stosuję więc mam nadzieję, że uda się utrzymać tendencję spadkową.

Jak stanęłam dziś na wadze i zobaczyłam ile wskazuje, to nie mogłam uwierzyć! To takie super uczucie!!!

Niestety są też gorsze strony. Mój chłopak jest chudy jak patyk mimo, że je co chce, ile chce i kiedy chce. Strasznie mu zazdroszczę, ale niestety. On ma to od tak, a ja muszę o to zawalczyć. I tu jest problem. Mam wrażanie, że totalnie mnie nie rozumie. Nie wie co to znaczy być na diecie, co to znaczy musieć sobie odmawiać na każdym kroku. Już i tak muszę sobie odmówić większości przysmaków, bo są z ‚glutenem’. Zrobiłam sobie wczoraj latte i co usłyszałam? Że stracił do mnie szacunek, bo nie trzymam diety… Zrobiło mi się tak strasznie przykro. Przez jedną kawę słyszę od niego takie rzeczy… Kocham go, ale powinien mnie wspierać i rozumieć, a nie zachowywać się w taki sposób. Nawet nie wie jak to jest odmawiać sobie słodyczy, liczyć kalorie i walczyć o siebie.  Mimo, że obiecał mi, że nie będzie mnie kusić i nie będzie przy mnie jeść słodkiego, to i tak ukradkiem podjada, gdy wychodzę z pokoju. To naprawdę przykre :( Jak mu wytłumaczyć żeby zrozumiał przez co muszę przejść?

 

Chwila na powrót do przeszłości

20 lut

Remont, który jest w sąsiednich mieszkaniach nie pozwala na oglądanie telewizora, więc włączyłam sobie muzykę z telefonu. Od kiedy nie jeżdżę tramwajami i autobusami jakoś nie mam kiedy posłuchać mojej ogromnej listy piosenek. A dzisiaj coś mnie tak natchnęło żeby sobie pośpiewać jak kiedyś. Po którejś z kolei piosence trafiłam na podkład muzyczny, który przypomniał mi moje pierwsze mieszkanie na studiach, a właściwie pokój. Moje pierwsze chwile na uczelni… I tak popatrzyłam na pokój mieszkania, które teraz wynajmuje i zrozumiałam jak wiele się zmieniło. Jak długą i trudną drogę przeszłam żeby się znaleźć tu gdzie teraz jestem.

Z małego pokoju. Przez obskurny. Potem jeszcze mniejszy. Potem trochę większy, ale wąski. Do kawalerki… Z pokoju gdzie miałam 5m^ do kawalerki 30m^. Nawet jak to piszę to się uśmiecham. W końcu choć na chwilę udało się wyjść na prostą :)

Przez rozdrapywanie ran i rozpamiętywanie „dobrych” chwil. Przez związek, który myślałam, że jest wymarzonym, a zakończył się litrami łez. Po związek, w którym w planie jest ślub i wspólne mieszkanie. I już nie tylko wynajmowane, ale kupione.

Aż ciężko w to uwierzyć, ale od 2 dni jestem inżynierem. To było tak szalone tempo, że sama w to nie wierzę. W jeden weekend musiałam się nauczyć wszystkiego. Znaczy wszystkich odpowiedzi na pytania ;P Tyle kawy co ja wypiłam w tamten weekend to chyba w sumie tyle nie wypiłam. Żeby nie zasnąć nad notatkami to robiłam sobie latte z espresso i dużą ilością cukru żeby zabić smak kawy. No i jest… inż. przed nazwiskiem… Dziwne… Od 6 lutego mam wykształcenie wyższe i? Nic to nie zmieniło. Praca jaka była, taka jest. Zarobki też się nie zmieniły. Mieszkanie już wcześniej zmieniłam, więc jakoś nie miało kiedy się zmienić ;P Związek jaki był. taki jest. Nic się nie zmieniło. No może poza tym, ze bezkarnie mogę sobie siedzieć przed telewizorem xD A wiecie co zrobiłam jak zdałam? pojechałam do biedronki i kupiłam sobie PUZZLE!! Wieki nie układałam puzzli… a jak miałam ochotę to było z tyłu głowy, że przecież muszę się uczyć. A teraz? Nie było już żadnych projektów, żadnych egzaminów… To takie dziwne – wracam z pracy i nic nie mam narzucone. To takie fantastyczne uczucie.

Wraz z końcem uczelni zakończyła się moja działalność studencka. Dziwnie było po 3 latach podpisywać ostatnie decyzje w karierze. Z żadną organizacją studencką się tak nie zżyłam jak z komisją stypendialną. Fajna była ekipa. Choć dzięki działalności studenckiej byłam mega zorganizowana. To prawda – im więcej masz do zrobienia tym lepiej jest się zorganizowanym.

Jedyne czego żałuje to, że przez te ostatnie lata straciłam wielu przyjaciół… Pana K., drugiego Pana K., Pana P. i przyjaciółki z dzieciństwa Panią A. i drugą Panią A., Panią M., Panią P. i Panią K.. Z niektórymi ten kontakt niby jest, ale to już nie to co kiedyś. Każdy poszedł w swoją stronę. To przykre, że tak wyszło. Najbardziej boli utrata przyjaciela, który był dla mnie jak brat. Nie boje się tego powiedzieć – gdyby nie on to nie byłoby mnie tu. Nie że w tym miejscu tylko w ogóle. Przykro też tracić przyjaciółki z dzieciństwa. Dużo razem przeżyłyśmy

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Aż ciężko się przyznać

13 lis

Znowu dawno mnie nie było… Jakoś odzwyczaiłam się od pisania i też trochę nie mam na to czasu. Praca, uczelnia i życie wypełnia mi dnie. Zanim zdążę się obejrzeć już jest 22 i czas szykować się do spania. Ale to też zanim wszystko zrobię i w ogóle to jest przed 23. Czas dosłownie ucieka mi między palcami. Przede mną przeprowadzka, i kilka ważnych decyzji do podjęcia. Czy wybiorę dobrze? O to jest pytanie. Ale w sumie nie o tym chciałam napisać.

Wracając do moich postępów a raczej ich ogromnym braku, bo o tym miał być blog. Do pracy zaczęłam ubierać się elegancko – nie wysokie, ale jednak szpilki, sukienki, sweterki, narzutki a nie bluzy sportowe. W lustrze widzę, że na twarzy pojawiają się ostrzejsze rysy, wklęsłe policzki, nogi stają się ładniejsze jednak… Byłam na zakupach i szukałam kozaków. Łydki nie są wcale takie jakie bym chciała żeby były. Centymetr też… wręcz pokazuje jeszcze więcej. A o tym co zobaczyłam na wadze to aż wstyd pisać. A wszystko przez głupie badania 2 lata temu. Po wycięciu migdałków nie jadłam prawie w ogóle, bo czy jedzeniem można nazwać kisiele/budynie instant, za to piłam bardzo dużo wody. Ból gardła i woda pomagały zapomnieć o głodzie. Bardzo szybko straciłam na wadze. Stwierdziłam, że nie mogę tego zaprzepaścić i zaczęłam intensywnie ćwiczyć, skurczył mi się żołądek wiec nie było problemów z mniejszą ilością jedzenia i waga a zwłaszcza cm leciały w dół. Niestety żeby zrobić badania pod kontem glutenu musiałam wrócić do normalnego jedzenia i nagle w kilka tygodni wróciło wszystko nad czym pracowałam przez ponad rok. Ale to nie wszystko… w kolejne kilka tygodni przybyło kolejne tyle… Niestety mimo tego, że ćwiczyłam i jadłam tak jak wcześniej wprowadzenie do diety glutenu okazało się koszmarne w skutkach. Teraz ograniczenie glutenu wcale nie pomaga. Wręcz ciągle jest jeszcze gorzej. W lustrze widzę, że tu jest lepiej, albo tu ale jak tylko wezmę cm do ręki mój pogląd na figurę zmienia się o 180st. Niestety mimo że w głowie nienawidzę siebie za to jak wyglądam to nie potrafię się zawziąć i wytrzymać w postanowieniu… A teraz kiedy zbliża się zima muszę kupić płaszcz i kozaki. Wstyd się przyznać, ale płaszcze takie jak mi się podobają są za małe, a mimo że chcę kupić wysokie kozaki to łydki na to nie pozwalają. Choć w lustrze przecież wyglądają spoko to jak mierzyłam kozaki… szkoda gadać. Do tego jeszcze muszę kupić sukienkę na wigilię do pracy… Tak bardzo nienawidzę zakupów!! Nie tylko dlatego, że wydaje się mnóstwo kasy i nogi bolą od chodzenia, ale najbardziej za to że nic na mnie nie pasuje, a to co pasuje mi się nie podoba. Wiem. To powinno motywować, ale niestety. Nie wiem gdzie się podziała ta stara ja dla której nic nie było niemożliwie i potrafiła walczyć do końca.

Koniecznie muszę odnaleźć dawną siebie. Nawet Pan Ł. mówił że jak się we mnie zakochał to myślał że nie ma u mnie szans, bo jestem taka zorganizowana, wysoko postawiona, wszędzie mnie pełno i w ogóle… a teraz. Zapominam o ważnych sprawach, nie mam ochoty na nic, nawet kalendarza nie potrafię już prowadzić. To jakaś porażka. Niestety najgorsze w tym wszystkim, że ciągle spadam i nie potrafię odbić się od dna, albo chociaż od ściany…

Ostatnio uświadamiam sobie co jest dla mnie ważne i czego chce od życia. Wiem, że znalazłam igłę w stogu siana, bo mam świetną pracę. Kończy mi się teraz okres próbny i mam ogromne szanse na przedłużenie współpracy. Bardzo tego chcę i potrzebuje. Przez te 2,5 miesiąca rozwinęłam się bardziej niż przez rok samodzielnej pracy. Cudowne uczucie jak pokazuje przełożonemu co udało mi się zrobić a on się cieszy jak dziecko, że się udało, że działa i w ogóle. To cudowne uczucie, gdy mnie chwali i stawia przede mną większe i ważniejsze zadania. Lubie tam chodzić i rano nie wstaję do roboty, ale do pracy. Postanowiłam, że nie mogę stać w miejscu zwłaszcza, że to dopiero początek nie góry, ale ogromnego pasma górskiego, które muszę pokonać. Zaczęłam szukać książek, żeby nie opierać się tylko na wiedzy z Internetu.  Mam nadzieję, że to będzie taka trampolina od której się odbiję i odnajdę dawną siebie :)

Ja = zorganizowana, ambitna, dążąca do celu, otwarta, przyjacielska, zaradna; Taka byłam, nie jestem, ale znowu BĘDĘ!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Oj dawno mnie nie było

13 maj

Może to głupie, ale zwyczajnie zapomniałam hasła i nie mogłam się dostać na bloga. Dziś dostałam powiadomienie o nowym komentarzu do zaakceptowania. Stwierdziłam, że spróbuję jeszcze raz wpisać hasło. I o dziwo weszło za pierwszym razem!!

Teraz nie wiem od czego zacząć…

Może od tego, że trochę brakowało mi takiego samo-kontrolowania się. Przyznaje się – na wyjeździe wakacyjnym było tak fajnie. Fajnie się czułam, fajnie wyglądałam. Jedyne co to nie byłam w stanie trzymać diety. Przez 4 dni cały dzień siedziałam w łóżku i robiłam animacje na pokaz. Owszem było śniadanie, obiad, kolacja. Wszystko gotowałam praktycznie sama, ale nie tylko dla siebie ale i dla 20 innych osób. W ciągu dnia podjadałam jakieś chrupki, ciastka itp.. A to tylko dlatego że zwyczajnie nie miałam czasu robić czegoś innego. Piłam praktycznie tylko energetyki bo zasypiałam już przed komputerem. Po powrocie trudno było wrócić do pilnowania się i jakoś czas zaczął szybko uciekać. Niestety wszystko wróciło 2 razy szybciej niż spadało i 2 razy tyle ile spadło :(

To jakiś koszmar!!

Teraz tak strasznie ciężko się za siebie wziąć ;( Pan Ł. (mój chłopak) powtarza, że mu się podobam, że uwielbia pewne moje części ciała. Jak spytałam co myśli o tym jakbym trochę się zmniejszyła to twierdzi, że nie ma nic przeciwko tylko żeby moje piersi się nie zmieniły, bo mu się bardzo podobają :)

Ale muszę się pochwalić. Zaczęłam o siebie walczyć!!

  • Od tygodnia się pilnuję i codziennie przynajmniej dużą butelkę wody piję – teraz już jest coraz łatwiej.
  • Od miesiąca staram się ruszać, ale od poniedziałku tak na poważnie. Rozpisałam sobie plan treningowy. Wczoraj byłam na basenie. Miałam jutro też iść, ale się rozchorowałam. Wczoraj wieczorem w łóżku z gorączką wylądowałam. Dzisiaj cały dzień leżę w łóżku, piję herbatę z miodem, biorę leki i czuję się dużo lepiej.
  • Zwracam uwagę na to co jem i staram się ograniczać jedzenie słodyczy i fast foodów. Ale ok muszę się przyznać. Ostatnio miałam taką fazę na jedzenie że to nie możliwe było… zjadłam i dalej byłam głodna!! To po prostu nie do zniesienia!! Ale to nie jest pierwszy raz. Mam wrażenie, że to zależy od cyklu menstruacyjnego.

No ale ok… Co jeszcze u mnie?

Dużo się dzieje… I prywatnie i zawodowo. Szczerze mówiąc to sama nie wiem za co mam się wziąć. Mam duży problem z ogarnięciem siebie. Straciłam swoją równowagę. Zaczynając od ogarniania spraw na uczelni do mojego portfela… Wcześniej jakoś mogłam się ogarnąć, odłożyć trochę kasy, a teraz… jakaś masakra… Ciągle jestem pod kreską!! Gdyby nie pomoc Pana Ł. byłoby ze mną bardzo bardzo źle… Ale już się podnoszę i staram się ogarnąć. Jeśli chodzi o uczelnię to kończy się semestr i zbliża się termin oddawania projektów… To jakaś istna masakra. Nie wiem w co ręce włożyć ;( ale muszę się ogarnąć bo czas goni… Działalność studencka się rozwija i jedynie tu mam się czym pochwalić. Od października jestem w samorządzie i radzie wydziału, od miesiąca jestem w Parlamencie Studentów. Do tego od tego semestru jestem przewodnicząca komisji stypendialnej. Bardzo się cieszę, że zostałam obdarzona takim zaufaniem. Co do życia prywatnego tu ogromna zmiana. Od prawie roku jestem z Panem Ł. Raz jest lepiej raz jest gorzej jak to w każdym związku. Jednak wiem, że to jest ten… Moi rodzice bardzo lubią Pana Ł., moja siostra też. JA jestem z nim bardzo szczęśliwa ;)

 
 

36 dni do wakacji – Dzień matki

26 maj

Jadłospis:

  • śniadanie (ok. 11): kilka widelców sałatki;
  • II śniadanie;
  • obiad (ok. 14): kurczak z serem i pomidorem, frytki, surówki;
  • podwieczorek (ok. 18): mała miseczka lodów;
  • kolacja;

Trening:

  • 20 brzuszków;
  • 2 x 20 brzuszków skrętnych;
  • 2 x 20 ćwiczeń na łydki;
  • 2 x 20 ćwiczeń na uda;
  • 3 x 25 przysiadów;

 

Dzisiaj jak każdy pewnie wie jest dzień matki. Z tej okazji (choć tego nie przeczyta) najlepsze życzenia dla mojej Mamy oraz dla wszystkich Mam świata.

No właśnie… Dzień zaczął się dosyć dziwnie – zagubieniem w czasie i przestrzeni. Obudziłam się rano – było jasno. Pamiętałam, że położyłam się po 1, więc przespałam jakieś 5 h – stabilnie. Myślę sobie:

” Dobra. Czas wstawać i brać się za naukę. Muszę sprawko zrobić i nauczyć się na jutrzejsze kolokwium.”

I tu nastąpiła chwila zastanowienia… Przecież wczoraj była niedziela… więc to sprawko i koło mam dzisiaj. I pierwsza myśl:

„Znowu przespałam kolokwium!! A specjalnie nastawiłam sobie budzik taki w zegarku jakby mnie znowu telefon zawiódł!! Jak to jest możliwe?!”

Ale po głębszym zastanowieniu stwierdziłam, że jest 6… a nie 18… Dla pewności wzięłam telefon i sprawdzam… 6:57 – 26 maja

„Uff…”

Chwilę walczyłam ze sobą czy jednak wstać i się pouczyć czy poleżeć jeszcze te 15 minut. Wygrała grawitacja wokół łóżka. Akurat chwilkę po tym jak wyłączyłam budzik otworzyły się drzwi do łazienki i pstryk gaszonego światła – łazienka wolna. Szybki prysznic, zgarnęłam wszystkie notatki, ubrałam się i na tramwaj.

Angielski jak zawsze bardzo fajny. Pani ma do nas bardzo fajne podejście i ogólnie bardzo fajna atmosfera jest na zajęciach. Następne zajęcia już były gorsze, bo najpierw komputer nie chciał z nami współpracować potem poczta i w końcu nie starczyło nam zajęć – zajęcia do odróbki. Potem obiadek i zabrałam się za robienie sprawka… z tym, że nie bardzo miałam z czego to sprawko zrobić, bo chłopaki nie dostarczyli mi materiałów. Więc poszliśmy na projekt tylko po to żeby powiedzieć, że nie mamy sprawozdania i dopytać co w nim ma być. Potem jeszcze chwila na douczenie się i kolokwium. Tu pozytywnie – 11/15, więc przynajmniej to jedno do przodu.

No co mój cały dzień ma wspólnego z dniem matki? Otóż gdy wracałam z Panem A. z obiadku od jakiegoś chłopaka, który zbierał „na chorego brata”, dostałam różyczkę. Stwierdziłam, że ostatnio dostałam trochę więcej kasy w pracy to mogę mieć dzień dobroci dla zwierząt parzystokopytnych, więc dałam mu tam trochę kasy… Pominę to, że chciał więcej a mówił w jakimś języku tak, że w ogóle go nie rozumiałam… Poszłam na zajęcia z tą różyczką. Wszyscy znajomi pytali czy ta różyczka to z okazji dnia matki i że gratulują xD Śmiesznie się złożyło, ale… Od kiedy jestem sama – tak całkiem sama wszyscy w kółko pytają czy przypadkiem nie jestem w ciąży… To trochę dziwne… Niby nie ma takiej opcji, mam okres regularnie (no może poza jednym) i ogólnie nic na to nie wskazuje, ale jednak… Wszyscy mi to powtarzają. Jak byłam z Panem A. nigdy (poza wizytą u nowego ginekologa) nie usłyszałam takiego pytania / stwierdzenia, że mogę być w ciąży… Czy to jakaś wróżba? Jak myślisz?

 

37 dni do wakacji

26 maj

Jadłospis:

  • I śniadanie (ok. 12): ziemniaczki pieczone z 2 kotletami mielonymi;
  • II śniadanie;
  • obiad (ok. 15): mała miseczka lodów;
  • podwieczorek;
  • kolacja;

 

Trening – jako, że powinno się robić przerwy między ćwiczeniami tak skromnie:

  • 20 brzuszków z podniesionymi nogami;
  • 2 x 20 brzuszków skrętnych;

 

Wróciłam do domu o 6 nad ranem i o dziwo nie byłam aż tak bardzo zmęczona i śpiąca jak myślałam, że będę. Trochę czułam, że bolą mnie stopy po butach na obcasie, ale to tylko tyle. Jak położyłam się spać to w sumie nie wiem kiedy zasnęłam, ale obudził mnie budzik po 11. Chwilę poleżałam i położyłam się dalej spać. Wstałam z łóżka jakoś po 12. Ogarnęłam się, zjadłam śniadanko i siadłam do robienia notatek… Jak siadłam to z godzinną przerwą na serial siedziałam do 22 ciągiem… Potem to film, to fb no i tak czas minął do 1 w nocy. Jakoś w ogóle nie czułam upływu czasu i tego ze jestem głodna. Byłam tak zajęta, tak mi szybko czas leciał, że naprawdę tego nie zauważyłam. A jutro ciężki dzień i choć siedziałam tyle czasu nad notatkami ucząc się do kolokwium to i tak czuję, że na jutro nic nie umiem…

 

38 dni do wakacji

24 maj

Chyba muszę wrócić do spisywania moich codziennych grzeszków i zwycięstw, bo inaczej się nie upilnuję…

Stan na dziś:

  • szyja
    spadło: 1,5 cm
    zostało: 0 cm – osiągnięte 24 sierpnia 2013
  • ramiona
    spadło: 5,5 cm
    zostało: 0 cm – osiągnięte 10 listopada 2013
  • biust
    spadło: 6 cm
    zostało: 10 cm
  • talia
    spadło: 11 cm
    zostało: 10 cm
  • biodra
    spadło: 6,5 cm
    zostało: 8 cm
  • udo – moja mniejsza zmora ale jednak duża zmora
    spadło: 5,4 cm
    zostało: 11,1 cm
  • kolano
    spadło: 4,2 cm
    zostało: 1,8 cm
  • łydka – moja największa zmora
    spadło: 1,5 cm
    zostało: 6,5 cm
  • kostka
    spadło: 1 cm
    zostało: 3,5 cm

Jadłospis:

  • I śniadanie (ok. 11): woreczek ryżu z sosem pomidorowym;
  • II śniadanie (ok. 13): mała miseczka lodów;
  • obiad (ok. 17): pieczone ziemniaki i 2 kotlety mielone;
  • podwieczorek (ok. 21): sałatka jarzynowa;
  • kolacja (ok. 1): pierogi (tak wiem, że mi nie wolno no ale musiałam…);

 

Trening:

  • 20 brzuszków,
  • 2 x 20 brzuszków skrętnych;
  • 2 x 20 ćwiczeń na łydki;
  • 2 x 20 ćwiczeń na uda;
  • 3 x 20 przysiadów;

 

Udało mi się załapać do pracy. Niby nic takiego – jednorazowa praca w cateringu – obsługa „balu”, ale zawsze jakieś pieniądze. Przez cały dzień jakieś notatki, projekty i koło 17 zaczęłam się szykować. Prysznic, ubrałam się ładnie (biała bluzka i czarna spódnica) i na tramwaj. Generalnie miałyśmy tam być na 18, ale pół godziny przesiedziałyśmy na ławce zanim się nam szef ogarną ze wszystkim. Poszłyśmy na salę i jako, że mam doświadczenie w obsłudze roll baru byłam na sali z barmanem, a reszta dziewczyn piętro wyżej obsługiwały przy jedzeniu. Barman nauczył mnie robić Mojito, a tak poza tym to było piwo i wódka z colą lub spritem. Z początku byli sami faceci i wiem, że robili słodkie oczka tylko dlatego żeby dostać darmowy alkohol. No ale i tak fajnie było. Potańczyłam sobie z kilkoma chłopakami, jeden za darmowe piwo pokazał mi sztuczkę karcianą. Naprawdę była super. Najlepsze było na koniec. Przyszedł czas do rozliczeń. Wszystkie dziewczyny dostały kasę no i szef się pyta czy ktoś jeszcze, to mówię, że jeszcze ja, a on.

„Z Tobą się później rozliczę.”

Pierwsza myśl: „Co ja przeskrobałam? Może to za tańczenie z chłopakami, no ale on też i pił i się bawił…”. Chwilę później jak dziewczyny gdzieś się rozeszły szef mówi do mnie

- Ile godzin? (bo miałyśmy płacone od godziny)

- Nie wiem ile (bo nie miałam zegarka), ale tak jak dziewczyny (a widziałam, że która godzina by nie była i tak dostały o dychę więcej niż liczyłam, że dostaniemy).

Wyjął kasę, liczy, liczy i daje mi moją wypłatę. Tak szybko zobaczyłam, że jest więcej niż dziewczyny dostały, więc nawet nie liczyłam ile dokładnie tylko schowałam do kieszeni żeby nie widziały.

- Ja organizuję dużo takich imprez i potrzebuję sprawdzonych ludzi. Najlepiej jakbyś napisała do mnie maila. Masz do mnie kontakt?

Nie mogłam uwierzyć! No ok. to nie była nasza pierwsza współpraca, bo rok temu jak był zjazd harlejowców z całego świata to też stałam i przez trzy dni a raczej przez trzy noce nalewałam im piwo. Teraz na juwenalia cały dzień stałam na backstage’u za roll barem i nalewałam piwo dla artystów (i wolontariuszy). Ale mimo tych (teraz) trzech razów nie sądziłam, że zaproponuje mi prace ;) Także bardzo, bardzo się cieszę. Zwłaszcza, że on z tego co słyszałam zajmuje się organizacją piwa na Woodstocku. Kilka dni ciężkiej harówki, ale za to zarobki całkiem fajne. W zeszłym roku z ciągu 3 nocy zarobiłam na nowy telefon. Także jako, że każda kasa się przyda cieszę się bardzo, bardzo, bardzo xD