RSS
 

Notki z tagiem ‘aparat ortodontyczny’

To był bardzo zły dzień!!

08 kwi

Od samego początku zaczynając…

Dzień 8 kwietnia

Godzina ok. 1:20
Siedziałam u Pana A. i robiliśmy sprawozdanie na laboratoria. Układ był taki ze ja ogarniam na projekt on na laborki i przez 4 tygodnie nie był w stanie ogarnąć programu, który jak przyszłam ogarnęliśmy w godziną – po moim pół godzinnym gadaniu co zrobić, a później pół godzinnym przetwarzaniu Pana A. że tak faktycznie mam rację. Do tego momentu było całkiem ok., ale potem się okazało, że jest problemem dla Pana A. żebym u niego spała… mimo że tydzień wcześniej u mnie spał, ze mną i nie było kłopotu. Wcześniej nie raz spaliśmy razem u niego w / na łóżku, a teraz on do mnie z tekstem – Jak się zmieścisz… i rozwalił się na całe łóżko. Poszedł spać zostawiając mnie mnie na pastwę losu i róbta sobie co chceta.

Godzina 2:30
Wyszłam na autobus do domu… Byłam tak wściekła na Pana A. że już się nie powstrzymałam i napisałam mu co myślę. Tu wszystko fajnie pięknie, spotykamy się, razem czas spędzamy, odprowadza na przystanek, pierwszy raz w życiu przyszedł gdzieś PO mnie co bym sama po nocy nie łaziła a tu nagle taka akcja.

Godzina 3
W autobusie może 4 osoby a tu pierwszy raz w życiu – kontrola biletów w nocnym autobusie przez 5 kanarów… i do tego pierwszy raz w życiu legitymacje mi sprawdzali… Nie no spokojnie mam semestralny, więc mi to tam rybka… no ale…

Godzina przed 4
Zamiast pójść spać, bo rano musiałam wstać to ryczę nie wiedzieć po co… Nie no wiem dlaczego… Po prostu za dużo mam w sobie emocji… zwłaszcza tych złych i po prostu we mnie eksplodują.

Godzina 8:30
Pobudka i czas się ogarnąć – załatwiać sprawy. Telefon do Warszawy w sprawie Koła naukowego – nie udało się zdobyć tego co chciałam.

Godzina 10
Telefon od ortodontki, czy zgadzam się na przełożenie wizyty o godzinę… No myślałam, że mnie coś trafi. Wczoraj dzwoniła do mnie babka i mówię jej że nie bo ja nie mam czasu.  To ta jeszcze raz dzwoni – a może jednak, bo Pani doktor bardzo prosi, bo musi dojechać z poza miasta. Ok. Gdyby to była pierwsza taka sytuacja, ale nie! Od listopada notorycznie ja przychodzę punktualnie na umówioną godzinę a przyjmowana jestem godzinę – półtorej później. To to przecież kur… zajoba idzie dostać.

Godzina 10:30
Kolejny telefon od ortodontki, A może jednak się zgodzę żeby mnie przeniosła na godzinę później. Teraz jestem pierwsza, ale Pani doktor nie dojedzie i będę druga w kolejności zaraz po pacientce na 12:30. No to kutwa… mówię jej że skoro mnie ma przepisać to czemu ja nie mogę  być na tą 12:30, a tamtą babkę po mnie tez przenieść o pół godziny… „No nie wiem. Zadzwonię do tamtej Pani i potem oddzwonię do Pani”. No myślałam, że krzywdę komuś zrobię…

Godzina 10:45
Oddzwania pielęgniarka z przychodni, że no niech będzie ta 12 tak jak było i Pani doktor postara się dotrzeć. No łaskę mi robi. Żeby to jeszcze było na fundusz… ale prywatnie, za nie małą kasę, ma grafik no to kutwa!! Jaja sobie robi!

Godzina 12:30
Łaskawie zjawia się Pani doktor w bardzo dobrym nastroju i z uśmiechem pyta gdzie mi się tak spieszy, że nie mogłam czekać… Mam plany i tyle!! Z miesięcznym wyprzedzeniem umawiam się na wizytę no wiec kutwa… Wszystko potem pod tą wizytę ustawiam a ona mi dzień wcześniej dzwoni, że godzinę później, a potem Bóg jeden wie ile czekać, bo się spóźni, bo coś tam… Tak jak któregoś razu był gościu zapisany na 15 minut a siedział ponad godzinę bo zakładała aparat… No ja dziękuję za taki interes.
W końcu usiadłam na tym fotelu… to szczerze mówiąc jeszcze nigdy tak bardzo mnie nie bolało. Tu gdzieś mnie drutem ukuła, tu nie mogła czegoś wyciągnąć i mi w zęby uderzyła, bu coś przycisnęła… W pewnym momencie miałam wrażenie ze z ust / dziąsła mi krew leci. Ściągnęła mi łuk, umyła, już ma zakładać i jep – zamek się odkleił z czwórki… No i znowu czas leci, bo musi przykleić… W końcu mi zrobiła. Niestety już jak byłam na uczelni to zauważyłam, że jak na jedynkach mam taki drut u góry co by mi się ładnie trzymały, to na jednym zamku jest w połowie… Jestem ciekawa czy przez te 5 tygodni nic mi się z nim nie stanie. Oczywiście sama musiałam sobie po chować wszystkie zakończenia drutów, bo nie może tego ona zrobić…

Godzina 14
Dzwoni Pan A., że już miał praktycznie sprawka gotowe, ale coś się zepsuło i żadne sprawko teraz nie działa. Oczywiście zrobił je tylko dla siebie no bo jakże by inaczej… Dotarł w końcu na uczelnię i generalnie miałam jakieś 2 h na zrobienie 2 sprawozdań, gdzie jedno robi się z 5 – 6 h… Tak mogę liczyć na Pana A.

Godzina 15
Ortodontka źle mi pozbierała… w ogóle nie pozbierała tych resztek drucików co odcinała. Jeden znalazł się w staniku – trochę kuł no ale to mały pikuś w porównaniu z tym, że jeden połknęłam… No i stoi mi w gardle do tej pory. I boli trochę i czuję, że coś tam jest… No wkurza mnie to nie miłosiernie… W sumie od tamtej pory nic nie jadłam, więc może jak zjem to poleci dalej, no ale po prostu dziasiaj przeszła samą siebie.

Godzina 16
Godzina do oddania sprawozdania, a program do jego tworzenia przestał ze mną współpracować… No nie i już. Koniec. Wymyślili sobie, że sprawko ma być napisane w jakimś programie, który przypomina programowanie. Efekt jak z Word’a, ale ma być w tym programie i koniec (2 kartki instrukcji jak to sprawko ma WYGLĄDAĆ). Skończyło się na tym, że nie zrobiłam tych sprawek, bo jak…

Godzina 17
Idziemy na zajęcia. Wchodzimy do sali a tu się okazuje, że Pana A. ktoś podsiadł, więc on podsiadł mnie. A tamtego kolegę podsiadła koleżanka, bo ją z kolei podsiadł gościu, który przyszedł odrabiać… Więc trochę było zamieszania z rotacją miejsc no ale w końcu siedzimy. Włączamy komputery, wybieram system i? Ciemność… Proszę prowadzącego, a on tak patrzy… no i skończyło się na restarcie kompa… Dobra, włączył się system – logujemy się. Wszyscy się zalogowali, a ja nie mogę… No i ni hu hu nie chce się zalogować. Byłam święcie przekonana, że zmieniłam hasło do systemu na jedno z tych co zawsze na takie serwery – nie działa, wpisuje stare hasło – nie działa, różne kombinacje nowego – nie działa. Przychodzi prowadzący i mówi, żebym spróbowała u siebie na kompie się zalogować, bo może po prostu internetu nie mam i dlatego z serwerem nie łączy… Próbuję – nie działa, raz drugi, trzeci… „Z powodu zbyt dużej ilości prób konto zostało zablokowane”… No myślałam, że mnie coś trafi… Prowadzący przychodzi i mówi, że spróbuje mi zrestartować to hasło, choć nie wie czy ma takie uprawnienia. Coś tam zrobił u siebie, przychodzi – nie działa… To poszedł znowu. Wraca – działa. Podał mi to hasło żebym sobie zmieniła na jakieś swoje, ale dobra niech już będzie takie jakie jest. Przynajmniej mam je zapisane i nie bedzie zgadywania.

Godzina 18
Tak mnie bolały zęby, że no nie mogłam… Już mi łzy stanęły w oczach, nie mogłam się na niczym skupić więc wzięłam tabletkę przeciwbólową (choć nie powinnam bo zawiera gluten) i trochę przestały. To okropne jak boli jeden ząb… a teraz przemnożyć to przez wszystkie!!

Godzina 19:30
Koniec laboratorium – wysyłanie wyników na serwer. Serwer domówił posłuszeństwa… No i znowu prowadzący musiał się bawić i kombinować, żeby te wyniki poszły na serwer… W końcu się udało – trzeba wpisać komentarz. Przy każdym wysyłaniu na serwer wpisuje się komentarz. Nie wiem czy je później ktoś czyta w każdym razie jak zawsze pisałam coś w stylu „Koniec laboratorium” tak dzisiaj napisałam, co mi na sercu leżało: „Z powodu bólu zębów (wizyta u ortodonty – podkręcanie aparatu) i wybitnie złego dnia nie była w stanie skupić się na zadaniach”.

Godzina 21
Siadam do robienia testu z labotek z sieci – Podgląd niedostępny… I znowu będzie miał pretensje, że nie zrobione testy i w ogóle… To myślę chociaż sprawozdanie wyśle… Szukam, jestem przekonana, że zrzucałam na pen – drive’a  - nie ma. No rozstąp się ziemio nie ma… ani na pen – drive’ie, ani nigdzie na poczcie… a zapisane było na pulpicie, a pulpit po wyłączeniu kompa automatycznie się czyści… więc tyle ze sprawka…

Godzina 22
Dzwonię do Pana A. i pytam czy może test zrobić, a on że spoko – bez problemu. U niego śmiga… a u mnie? Nie… bo po co…

Jest jeden jedyny duży plus tego dnia – udało mi się złapać kontakt z Warszawą, więc teraz już pójdzie z górki.

To nie wiem na jak długo, ale jakiś plus jest –  znowu poprawienie stosunków z Panem A. Miły jak nigdy, potem nawet wysiadł przystanek wcześniej tylko po to żeby ze mną poczekać na tramwaj… Znowu zrobił się miły… Ciekawe na jak długo…

 

Choć została nie cała godzina do końca dnia – marzę, żeby jak najszybciej się skończył!!

 

To był bardzo zły dzień!! Ale może kiedyś będzie lepiej…

 

Zaczęło się optymistycznie…

25 lut

… skończyło płaczem.

Dzisiejszy dzień to jakaś masakra. Już nie wytrzymuję… i tu nawet nie chodzi o to że sprawy kierunku… Uczelnia mnie dobija. Sam system działania a raczej nie działania.

Plan na dziś:
1. Zarejestrować do szpitala
Zarejestrowałam się. Okazało się, że oczekiwanie to ok. 18 miesięcy a nie tak jak mówiła przez telefon  2 lata. Zaczęło się więc optymistycznie.

2. Ortodonta
Babka znowu się spóźniła pół godziny. Biedna pielęgniarka co chwila przychodziła i wmawiała mi, że pani doktor już jedzie, że zaraz będzie i tak pół godziny. Teraz bolą mnie zęby i głowa.

3. Dziekanat
Niby dowiedziałam się co miałam się dowiedzieć, ale to nie są miłe wieści.  Okazuje się, że prawa prawdopodobieństwa zawiodły – kurs poprawkowy, który miał najmniejsze szanse na uruchomienie ruszył, a reszta nie przez brak sali / prowadzących, którzy się wycofali. No tak się wkurzyłam, że głowa mała… Okazało się, że:
Pan T., który zgodził się prowadzić laborki i podsunął mi Panią A. wczoraj przyszedł do Pani kierownik od zapisów i powiedział, że on nic nie wiem, że ma prowadzić taki kurs powtórkowy
Pani A. zgodziła się poprowadzić kurs a tu się okazuje, że ona jednak nie ma uprawnień do prowadzenia wykładu, a nikt inny go nie poprowadzi.

4. Zajęcia x3
1 – Prowadzący przez 20 minut mówił o pierdołach i 5 o konkretach…
2 – My przyszliśmy na zajęcia, ale prowadzący już nie. Kilka dni temu usunęli nam prowadzącego z systemu. Czekaliśmy ale do dzisiaj nikogo nie wstawili więc stwierdziliśmy, że zobaczymy kto przyjdzie. Okazało się, że naszej grupy zajęciowej nie ma ani w rozkładzie zajęcia sali, ani w rozkładzie grup z kursu. Istnieje tylko w systemie, w którym się zapisywaliśmy. Oczywiście panie, które się tym zajmują, mimo że pracują do 15:30 ok. 15:15 poszły sobie do domu i jak byłam tam ok. 15:20 to już pocałowałam klamkę… I takim sposobem 18 osób zostało na lodzie do jutra…
3 – zajęcia spoko tylko, że jak prowadzący mówił co będziemy robić to naprawdę mnie to przeraziło.

Jeszcze do tego pokłóciłam się z Panem A., Panią A. i zgrzyt z Panem M.

Zdecydowanie to nie jest mój dzień ;(

Ale… Może kiedyś będzie lepiej…

 

Walka z samą sobą

20 wrz

Miałam ze sobą walczyć, ze swoimi słabościami… ale póki co wychodzi mi tylko zwiększanie ilości brzuszków. Zaczęłam od 3 serii, wczoraj 5 i jak je zrobię to mam uczucie, że tak szybko się skończyło. Dlatego dzisiaj zwiększam ilość serii. Kiedyś zrobienie 30 brzuszków było dla mnie wielkim wyczynem. Jeszcze na początku wakacji zanim zaczęłam w miarę regularnie trenować to dużo trudu sprawiało mi zrobienie 20 a co dopiero 30. Robiłam po 10, po 5 i chwilka przerwy. Teraz już 20 to jest mało ;) Bardzo fajnie się z tym czuję. Niby zwykłe brzuszki, a jednak… Brzuszek wygląda ładniej, więcej ćwiczę, mniej się przy tym męczę i chętniej je robię :)

Jedyne co mnie męczy to moje słabe ręce… mam problem ze zrobieniem 10 damskich pompek. nie mówiąc już o normalnych. Zmuszam się do robienia pełnej serii 20. Ale za każdym razem, gdy schodzę w dół czuję jak mi coś strzela w łokciu… czuje jak mnie coś w nim ciągnie. Jak byłam z koleżanką na siłowni i siadałam przy jakieś urządzenia do ćwiczenia rąk to na jednym z najmniejszych obciążeń miałam problem żeby ćwiczyć. Muszę nad nimi bardzo dużo popracować.

Najbardziej ostatnio mnie cieszy, że moje uda się zmniejszają. Najgorsze jest to, że łydki i kostki stoją w miejscu i ani myślą się zmniejszyć… Ale na to też się znajdzie sposób :)

Jakie polecacie ćwiczenia na łydki, uda, pupę, biodra albo ręce?

Niestety wczoraj nie miałam ochoty ćwiczyć jogi a dzisiaj nie mam na to siły… Przyjechałam do domu a tu jeszcze nie grzeją, więc nic tylko zaszyć się przed telewizorem i zakopać pod kocem. To jedyne logiczne wyjście. Jestem strasznie ciepłolubna… a nawet nie mnie kto ogrzać :( Ale jutro obiecuję poprawę :) postaram się przemóc. Wbrew pozorom najgorzej jest zacząć, bo jak już zacznę rozgrzewkę to nawet w krótkich spodenkach i topie nie jest zimno :)

Teraz zmieni się trochę moja dieta. Znowu zaczynają mnie boleć zęby od aparatu. Zaczną się budynie, kisiele, kaszki i galaretki… Wykorzystam ostatnie dni i zjem trochę musli :) bardzo mi smakują jednak przez aparat czasem nie mogę. Niestety… Ból zębów jest jednym z najgorszych… Od nich boli też głowa i w ogóle. Ale niedługo minie :) i znowu będą 2 tygodnie spokoju :) będę mogła normalnie jeść. Dopiero co przyzwyczaiłam się w pełni do mostka. Przez niego musiałam ponownie się nauczyć mówić, bo sepleniłam. Teraz mówię już dużo wyraźniej :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Praca nad sobą, Zdrowie

 

Coś się kończy coś się zaczyna…

16 wrz

Dzisiaj po ponad 2 miesiącach… Prawie 3… Zobaczę się z panem A. Strasznie się boje… I cieszę? Nie… Bardziej się boje… Boje się co powie, co zrobi, czy coś zauważy… Nawet nie miał mnie jeszcze okazji widzieć w aparacie…

Dzisiaj sie okaże czy dzisiejszy dzień będzie naszym nowym początkiem, czy moim początkiem, ale końcem nas…

Nie wiem co będzie i strasznie się tego boje. Wieczorem mamy się spotkać. Pytanie  tylko czy nie po raz ostatni…
Strasznie się boje ;(

Gadałam z nim dzisiaj przez telefon to powiedział, że dzisiaj przyjeżdża do Wrocławia i że zobaczymy się wieczorem… Tylko która to jest wieczór. Jest prawie 19, widzę go na fb, ale się nie odzywa… Też się nie odezwę – nie chcę żeby uznał, że go męczę, albo coś w tym rodzaj. Dzisiejsze spotkanie będzie decydujące poniekąd… Powinnam się cieszyć – po 2 miesiącach rozłąki w końcu się zobaczymy! W końcu będę mogła się do niego przytulić! W końcu dostanę obiecanego buziaka! Pytanie tylko czy nie ostatniego…

Tak wiem – jestem straszną pesymistką, ale tak cholernie zależy mi na nim… Po prostu boję się… Boję się, że mimo tego wszystkiego co osiągnęłam to niczego to między nami nie zmieni… Boję się, że nawet nie zauważy choć potrafi zauważyć, że mam założone soczewki. Boję się, że nic nie powie na temat mojego wyglądu… A mi po prostu głupio go o to zapytać… Boje się, że przyjedzie, że się zobaczymy po tych prawie 3 miesiącach i stwierdzi, że w ogóle mu mnie nie brakuje…

Chcę usłyszeć prawdę, chcę się z nim spotkać… ale się boję… Boję się do tego stopnia, że nie potrafię się cieszyć ze zbliżającego się spotkania… O ile w ogóle dzisiaj będzie… ;(

 

„Dobrze” zapowiadający się początek

25 lip

Ważę się rano i wieczorem. Staram się robić to mniej więcej o tej samej godzinie, choć czasem mi to nie wychodzi. Teraz przez aparat budzę się dużo szybciej, więc też i szybciej jem śniadanie. Wczoraj rano się zważyłam i jak to po nocy spadło 0,5 kg. Nic w tym takiego wesołego. Zawsze jest tak, że rano waży się mniej niż wieczorem. Potem pierwszy dzień diety.

7:30 śniadanie – budyń

11:00 podwieczorek – banan i lody (tak wiem to drugie może i nie jest odpowiednim składnikiem ale czasem trzeba zjeść troszkę żeby zaspokoić swoje zachcianki żeby jak „urosną” nie dopaść się i zjeść pół pudełka)

14:30 obiad – budyń, miksowana zupa fasolowa, trochę galaretki

17:00 podwieczorek – galaretka i lody (tak wiem… Znowu lody. Ale co ja mogę poradzić… uśmierzają ból zębów spowodowanych aparatem a nie bolą mnie tak bardzo żeby brać tabletki. To taki wkurzający ból…)

20:00 kolacja – budyń (nie chodzę spać wcześnie więc jak zjem kolacje o 20 czy trochę po to i tak nic nie powinno się stać. Z tego co czytałam ostatni posiłek powinno się zjeść 3 h przed snem. Było dużo więcej)

 

Wieczorem jak wynika z mojego licznika na rowerze (choć trudno mi w to uwierzyć) 1,5 h na rowerze. Raz  pod górkę, raz z górki, ale fajnie było. Tak już się zaczynało chłodno robić. Nawet nie czułam tego upływu czasu. Dobry sposób na to żeby odreagować i przemyśleć pewne sprawy.

Przed snem (choć nie wiem czy to odpowiednia pora) reszta treningu. Poszłam się zważyć, zapisałam co wyszło i poszłam spać. Dopiero rano do mnie dotarło to co zdarzyło się wieczorem. Waga zamiast się zwiększyć (jak to zwykle bywa po dniu – jedzenie, siedzenie, itd.) spadła o kolejne 0,5 kg!! Jeszcze jak się ważyłam to sprawdzałam dwa razy czy aby na pewno bo jakoś tak za dużo mi się wydawało…

Dzisiaj rano kolejne 0,8 kg w dół.

Zaczynam się zastanawiać czy przy takim tempie utraty wagi znowu nie będę bliska anemii :( Ale to nie moja wina… Naprawdę bardzo chciałabym zjeść to czy tamto. Leżą owoce no ale mogę jeść jedynie banany bo nie trzeba ich gryźć. Śmieje się że żywię się jak mój kuzyn 9-cio miesięczny. Zobaczymy jak to będzie. Na razie bolą mnie zęby jak dotknę je językiem, jeszcze bardziej jak szczotkuje a co dopiero mówić o gryzieniu… tak może się utrzymać niestety przez tydzień.

Aparat założyłam dla zdrowia… ciekawe czy na „innym” zdrowiu się się to nie odbije

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Praca nad sobą, Zdrowie

 

Kolejna motywacja

24 lip

Mam kolejną motywację do trzymania formy.

Znowu dieta przymusowa – kisiel, budyń, miksowana zupa, lody.

Założyłam aparat ortodontyczny. Na razie mam tylko górę i nie mogę gryźć. Tak może być przez tydzień więc na pewno waga pójdzie w dół. Żeby nie było efektu jojo muszę pilnować wagę i w ogóle. Najłatwiej jest przytyć (choć nie każdemu się to udaje), schudnąć jeśli naprawdę się chce nie jest tak strasznie trudno (najgorzej jest zacząć). Najgorsze jest utrzymanie tej wagi. Jeśli ktoś ma tendencję do tycia niestety całe życie musi się pilnować :(

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Praca nad sobą, Zdrowie