RSS
 

Dzień 1, środa 07.06.2017

08 cze

Dzień można zaliczyć do udanych :)

Mimo grilla w pracy udało mi się utrzymać tendencję spadkową wagi. Na grillu zjadłam co prawda łososia i sałatki bez precyzyjnego odmierzania, ale za to kolacje sobie darowałam więc mniej więcej pewnie na to samo wyszło ;)

Cieszy mnie również fakty, że w pracy mam luźniejszy okres, bo jest mi to dosłownie na rękę. Wczoraj byłam u ortopedy i niestety mam uszkodzone ścięgno w nadgarstku. Teraz muszę nosić ortezę przez dwa tygodnie przez 24h (nie gips bo muszę maścią smarować nadgarstek), więc mam trochę ograniczone możliwości :(

Co do wyników:

  • -0,6kg
  • 2l wody
  • ponad 6tys kroków
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Praca nad sobą

 

Nowy początek

07 cze

Wiem, że pisze to pewnie po raz setny, ale lepiej po raz kolejny podjąć walkę niż po raz kolejny powiedzieć, że sorry nie udało się…

No wiec tak. Zaczynając optymistycznie :)
Przez ostatnie 3 miesiące „byłam” na diecie
1 miesiąc – dieta i ćwiczenia = -4kg
2 miesiąc – dieta i ćwiczenia = -4kg
3 miesiąc – niestety odpuściłam :( = +/-0kg
ale… jest 8kg do tyłu i z tego jestem mega zadowolona! Jak tak dalej pójdzie to uda mi się założenie żeby w rok stracić wszystko co mam w nadbagażu.

Dlaczego nowy początek? Dlaczego dzisiaj?
Po miesiącu „utrzymywania wagi” przy nic nie robieniu stwierdziłam, że kurcze! Nie mogę się tak lenić! Kupiłam sobie „plan treningowy” z biedronki żeby mnie motywował do uzupełniania, a tym samym – głupio wpisać, że się nic nie zrobiło, no nie? Akurat wczoraj skończyła mi się dieta od multisportu więc od dzisiaj mam wygenerowaną nową. Dlatego też OD DZISIAJ zaczynam.

Mówię do chłopaka:
- Od jutra wracam do dbania o siebie.
- A jutro od kiedy?
- Od dzisiaj! ;)

Ponoć najłatwiejsza do utrzymania jest dieta „od jutra” tylko że się na niej nie chudnie. Coś w tym jest… Ale nie tym razem! Od jutra (dzisiaj) to od jutra!

Mam nadzieję, że uda mi się pisać regularnie – a przynajmniej w miarę regularnie o moich postępach :) (wiem obiecywałam nie raz… ale pod presją, że ktoś patrzy jest dużo łatwiej!)

No więc?

——————————————————

Dziś 07.06.2017 stwierdzam takie fakty:

  • 34kg do zgubienia – dużo! Wiem, że dużo, ale nie ma się co załamywać ;) 8 już zgubiłam gdzieś po drodze, więc kto da rade jak nie ja?
  • Rano na-czczo się pomierzyłam i stwierdzam, że już wiem skąd te kg zgubiłam ;) To naprawdę pocieszające bo gdy miałam dobry humor i patrzyłam w lustrze to myślałam:
    „nooo :) jest lepiej. Tu mniej, tam mniej. Ta sukienka coraz lepiej na mnie wygląda”.
    A gdy zjadłam coś czego mi nie wolno, albo gdy zbliżał się okres:
    „ta jasne… nic się nie zmienia :( dalej wyglądam tak samo, albo nawet gorzej. Tu wystaje, tam odstaje. Porażka!!”
    A wychodzi na to, że jednak nie jest tak źle ;) W niektórych miejscach jestem na początku drogi do „idealnych wymiarów” (oczywiście dla mojego wzrostu), a w niektórych jestem już w połowie!!
  • Gubiąc zaledwie 0,1kg dziennie (gdzie średnio przy stosowaniu diety i drobnych ćwiczeń dziennie leciało 0,14kg) dojdę do idealnych wymiarów w założonym czasie :)

Co mogę powiedzieć więcej? Do roboty! ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Praca nad sobą

 

Niespodzianka urodzinowa

30 mar

Tak jakoś nie wierze ze to się dzieje. Dziś są urodziny mojego chłopaka i w końcu udało mi się znaleźć prezent, który mam nadzieję mu się spodoba.

Plan na te najbliższe dni jest taki:

  1. Dziś: wychodzę z pracy wcześniej i jadę na zakupy. Ok. 17 chłopak wraca z pracy i mam zamiar dać mu prezent. Ale nie tak normalnie dać i już. Mam przygotowaną kopertę, w której jest list z życzeniami i wskazówka gdzie znajdzie prezent. Ale to jeszcze nie wszystko! W środku jest wskazówka gdzie szukać kolejnego prezentu… i tak kolejne 14 elementów, a ostatnim jest konsola PS3! Mam nadzieję, że się ucieszy i że przy szukaniu będzie się równie dobrze bawił jak ja :D
  2. Jutro: idzie na mecz po pracy, więc będę miała do 21 go z głowy.
    (To dziwne – pierwszy raz się cieszę, że będzie tak późno ;P)
    Muszę zrobić tort i jeszcze zawieźć go do koleżanki do lodówki, żeby chłopak go nie widział.
  3. Po jutrze: już tydzień temu powiedziałam mu, że umówiłam się z koleżanką na plotki i że ma sobie iść z domu. Mam nadzieję, że mimo konsoli wyjdzie, a jak nie to jakoś siłą będę musiała go wyrzucić z domu, bo wieczorem zaczynam przygotowania do imprezy niespodzianki! Plan jest taki:
    - Kilka osób przyjedzie mi pomóc, bo muszę przygotować jakieś jedzenie i udekorować mieszkanie. Wiadomo – balony, serpentyny… żeby było wystrzałowo. Żeby tą imprezę zapamiętał – oczywiście w tym pozytywnym znaczeniu ;)

Do której będzie impreza to się zobaczy… Mam nadzieję, że wszystko wyjdzie tak jak zaplanowałam. Póki co przygotowanie do 1. punku planu zrobione. Przed wyjściem do pracy pochowałam prezenty po domu. Mam nadzieję, że niczego nie pokręciłam! Już mnie nosi! Nie mogę wytrzymać!

Ale nie dlatego piszę. Tak dawno imprez nie robiłam… I kurcze mamy super znajomych. Każdy pyta co przynieść, w czym pomóc. Zapowiada się super wieczór! Dobrze, że mam obok osoby, na które mogę liczyć.

DZIĘKI!!! ;)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Tendencja spatkowa

15 mar
poniedziałek wtorek środa czwartek piątek sobota niedziela
brzuszki
przysiady
pompki
2×10
2×10
1×10
2×15
2×15
1×15
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
brzuszki
przysiady
pompki
2×15
2×15
1×15
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
brzuszki
przysiady
pompki
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
brzuszki
przysiady
pompki
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
6×15
6×15
5×15
brzuszki
przysiady
pompki
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
6×15
6×15
5×15
7×10
7×10
6×10

Ale to nie wszystko. Od zeszłego wtorku jestem na diecie utworzonej przez Multisport. Chociażby dlatego warto płacić za niego. Liczyłam, że w ciągu tygodnia muszę schudnąć średnio 0.7kg żeby do ślubu siostry wyglądać idealnie, a tu? Ważąc się codziennie rano naczczo, po toalecie porannej schudłam 2,8kg!! Wiem, wiem. Nie ma się co ekscytować, bo na początek schodzi woda z organizmu, a nie tłuszcz, ale… Brzuszek schodzi. Nogi chudną. Na centymetrze mniej. A wszystko to dzięki niewielkiemu wysiłkowi. Nie chodzę głodna. Nie siedzę godzinami w kuchni. Bez problemu mogę zabrać jedzenie ze sobą do pracy.

Od wczoraj jestem na chorobowym i według zaleceń lekarza mam unikać wysiłku fizycznego. Zawiesiłam więc mój plan treningowy, ale wrócę do niego. Muszę się wyleczyć przede wszystkim. Dietę nadal stosuję więc mam nadzieję, że uda się utrzymać tendencję spadkową.

Jak stanęłam dziś na wadze i zobaczyłam ile wskazuje, to nie mogłam uwierzyć! To takie super uczucie!!!

Niestety są też gorsze strony. Mój chłopak jest chudy jak patyk mimo, że je co chce, ile chce i kiedy chce. Strasznie mu zazdroszczę, ale niestety. On ma to od tak, a ja muszę o to zawalczyć. I tu jest problem. Mam wrażanie, że totalnie mnie nie rozumie. Nie wie co to znaczy być na diecie, co to znaczy musieć sobie odmawiać na każdym kroku. Już i tak muszę sobie odmówić większości przysmaków, bo są z ‚glutenem’. Zrobiłam sobie wczoraj latte i co usłyszałam? Że stracił do mnie szacunek, bo nie trzymam diety… Zrobiło mi się tak strasznie przykro. Przez jedną kawę słyszę od niego takie rzeczy… Kocham go, ale powinien mnie wspierać i rozumieć, a nie zachowywać się w taki sposób. Nawet nie wie jak to jest odmawiać sobie słodyczy, liczyć kalorie i walczyć o siebie.  Mimo, że obiecał mi, że nie będzie mnie kusić i nie będzie przy mnie jeść słodkiego, to i tak ukradkiem podjada, gdy wychodzę z pokoju. To naprawdę przykre :( Jak mu wytłumaczyć żeby zrozumiał przez co muszę przejść?

 

Wiosenne porządki w głowie

28 lut

Tak jak obiecałam, choć trochę mi to zajęło, WZIĘŁAM SIĘ za siebie.

NIE zrobię to jutro…
NIE zrobię to dzisiaj…
NIE za chwilę…
ale WCZORAJ zaczęłam ćwiczyć.

Rozpisałam sobie plan treningowy. Może mało wymagający, ale też nie mogę nie wiadomo jak obciążać stawów. Niestety w końcu do mnie dotarło, że doprowadziłam się do takiego stanu, że nie mogę szaleć. A waga mimo starań nie spada, a nawet nie mogę jej utrzymać na dłużej w równowadze. Strasznie żałuję, że zgodziłam się na te badania pod kontem celiakii. Zaprzepaściłam rok starań, ćwiczeń, wyrzeczeń. Najbardziej mi szkoda, że nie potrafię wrócić do takiego trybu życia jaki miałam wtedy.
- dbanie o siebie
- jedzenie zdrowo
- gotowanie
- owoce i warzywa
- picie wody
- ćwiczenie w domu
- chodzenie na siłownię
Tak trudno do tego wrócić. No ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Muszę się wziąć za siebie i mam na to rok. w ciągu roku muszę się doprowadzić do stanu takiego żeby dobrze wyglądać na weselu.

No to zaczęłam!

poniedziałek wtorek środa czwartek piątek sobota niedziela
brzuszki
przysiady
pompki
2×10
2×10
1×10
2×15
2×15
1×15
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
brzuszki
przysiady
pompki
2×15
2×15
1×15
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
brzuszki
przysiady
pompki
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
brzuszki
przysiady
pompki
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
6×15
6×15
5×15
brzuszki
przysiady
pompki
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
6×15
6×15
5×15
7×10
7×10
6×10

 

Wiem… mało wymagający plan, ale mam nadzieję, że przyniesie efekty. Zaczyna się robić ciepło. Nadchodząca wiosna aż krzyczy „Chodź na spacer!!”. Jest cudownie ciepło :) Muszę pomyśleć nad zmianą płaszcza i kupić nowe buty. Przez zimę chodziłam w półbutach z kolekcji jesiennej – jaka zima takie buty. No i się trochę zjechały… No ale po półtorej roku miały prawo się wytrzeć, a fleki jechać. Miałam wymienić, ale nie zdążyłam się zebrać żeby zanieść do szewca. Spacer, basen, rower :) Musi się udać!!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Praca nad sobą

 

Chwila na powrót do przeszłości

20 lut

Remont, który jest w sąsiednich mieszkaniach nie pozwala na oglądanie telewizora, więc włączyłam sobie muzykę z telefonu. Od kiedy nie jeżdżę tramwajami i autobusami jakoś nie mam kiedy posłuchać mojej ogromnej listy piosenek. A dzisiaj coś mnie tak natchnęło żeby sobie pośpiewać jak kiedyś. Po którejś z kolei piosence trafiłam na podkład muzyczny, który przypomniał mi moje pierwsze mieszkanie na studiach, a właściwie pokój. Moje pierwsze chwile na uczelni… I tak popatrzyłam na pokój mieszkania, które teraz wynajmuje i zrozumiałam jak wiele się zmieniło. Jak długą i trudną drogę przeszłam żeby się znaleźć tu gdzie teraz jestem.

Z małego pokoju. Przez obskurny. Potem jeszcze mniejszy. Potem trochę większy, ale wąski. Do kawalerki… Z pokoju gdzie miałam 5m^ do kawalerki 30m^. Nawet jak to piszę to się uśmiecham. W końcu choć na chwilę udało się wyjść na prostą :)

Przez rozdrapywanie ran i rozpamiętywanie „dobrych” chwil. Przez związek, który myślałam, że jest wymarzonym, a zakończył się litrami łez. Po związek, w którym w planie jest ślub i wspólne mieszkanie. I już nie tylko wynajmowane, ale kupione.

Aż ciężko w to uwierzyć, ale od 2 dni jestem inżynierem. To było tak szalone tempo, że sama w to nie wierzę. W jeden weekend musiałam się nauczyć wszystkiego. Znaczy wszystkich odpowiedzi na pytania ;P Tyle kawy co ja wypiłam w tamten weekend to chyba w sumie tyle nie wypiłam. Żeby nie zasnąć nad notatkami to robiłam sobie latte z espresso i dużą ilością cukru żeby zabić smak kawy. No i jest… inż. przed nazwiskiem… Dziwne… Od 6 lutego mam wykształcenie wyższe i? Nic to nie zmieniło. Praca jaka była, taka jest. Zarobki też się nie zmieniły. Mieszkanie już wcześniej zmieniłam, więc jakoś nie miało kiedy się zmienić ;P Związek jaki był. taki jest. Nic się nie zmieniło. No może poza tym, ze bezkarnie mogę sobie siedzieć przed telewizorem xD A wiecie co zrobiłam jak zdałam? pojechałam do biedronki i kupiłam sobie PUZZLE!! Wieki nie układałam puzzli… a jak miałam ochotę to było z tyłu głowy, że przecież muszę się uczyć. A teraz? Nie było już żadnych projektów, żadnych egzaminów… To takie dziwne – wracam z pracy i nic nie mam narzucone. To takie fantastyczne uczucie.

Wraz z końcem uczelni zakończyła się moja działalność studencka. Dziwnie było po 3 latach podpisywać ostatnie decyzje w karierze. Z żadną organizacją studencką się tak nie zżyłam jak z komisją stypendialną. Fajna była ekipa. Choć dzięki działalności studenckiej byłam mega zorganizowana. To prawda – im więcej masz do zrobienia tym lepiej jest się zorganizowanym.

Jedyne czego żałuje to, że przez te ostatnie lata straciłam wielu przyjaciół… Pana K., drugiego Pana K., Pana P. i przyjaciółki z dzieciństwa Panią A. i drugą Panią A., Panią M., Panią P. i Panią K.. Z niektórymi ten kontakt niby jest, ale to już nie to co kiedyś. Każdy poszedł w swoją stronę. To przykre, że tak wyszło. Najbardziej boli utrata przyjaciela, który był dla mnie jak brat. Nie boje się tego powiedzieć – gdyby nie on to nie byłoby mnie tu. Nie że w tym miejscu tylko w ogóle. Przykro też tracić przyjaciółki z dzieciństwa. Dużo razem przeżyłyśmy

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Poszukiwania motywacji

01 lut

No i ostatnia prosta. Niby najbardziej powinno mnie to mobilizować do pracy, ale jednak. Pracuje, spełniam się w pracy, a ostatniego roku nie można nazwać studiowaniem. A teraz gdy jakimś cudem udało mi się zaliczyć wszystko i pozostała mi tylko obrona? Nie mam siły, ochoty i samozaparcia się wziąć.

Jeśli chodzi o zaliczenie. Byłam tak nisko oceniana… Miał mi jeszcze uciąć punkty za spóźnienia… Tak się bałam, ryczałam wręcz, że znowu jest to samo i zawiodę rodziców. Ku mojemu zdziwieniu uzyskałam ocenę 3,5!!! A co dziwniejsze? Zabrakło mi 2 PUNKTÓW do 4,0!!! To jest nienormalne… Po co mnie tak straszył? No ale i tak póki nie dostałam oceny do indeksu to nie uwierzyłam.

Jeśli chodzi o obronę… odwlekałam złożenie odpowiedniego papierka jak się da ale w końcu się zebrałam i zaczęło się.
1. Pan w dziekanacie powiedział, że około 2 tygodnie będzie trwać weryfikacja mojego oświadczenia o zrealizowaniu programu kształcenia.
2. 2 dni później dostaje maila z sekcji finansów, że nie opłaciłam kursu poprawkowego z 2013 roku! Okazało się, że nawet nie dostałam maila z powiadomieniem ile i gdzie mam wysłać. Opłaciłam.
3. Kilka dni później dostaje powiadomienie, że jest problem z moimi przepisanymi ocenami bo nie mają potwierdzenia. Na szczęście nie musiałam nigdzie latać i prosić o wyciągnięcie moich akt z Bóg wie skąd tylko wystarczył sam indeks z podbitymi semestrami. Gorzej było z samym drukiem przepisanych ocen. Ksera jakie były w moich aktach były rozmazane (przez zły wydruk z ksera) i pokreślone na niebiesko, ale na kserze czarno na czarnym. Totalnie nie czytelne. Kazali mi przepisać. No to podróż do domu (8km) po indeks, do koleżanki (10km) przepisać tabelkę i wydrukować, na uczelnię (2km) i? Okazuje się, że nie tak… I jeszcze mi się zebrało, że jak to? Ja się tyle udzielam i nie wiem, że się wypełnia według wzoru? A skąd miałam wiedzieć, że jest inny wzór? Zrobiłam tak jak te dokumenty, które dostałam z akt. Zlitowali się i pozwolili mi u nich na kompie przepisać to jeszcze raz. A gdy tylko usiadłam do kompa pani z okienka która się zajmowała moimi papierami mówi, że mogę to zrobić w domu i wysłać mailem. Ale stwierdziłam, że jak już jestem tu to wypełnię na miejscu.
4. Dzisiaj po 20 dostałam maila, że oświadczenie rozpatrzone i wszystko jest ok. – mogę się bronić. Mój opiekun studiów napisał, że albo do 13 jutro dostarczę mu wszystkie dokumenty i mam dwa terminy obrony, albo tylko jeden… No dwa terminy to zawsze lepiej niż jeden, więc chciałabym to załatwić jutro… tylko czy mi się uda?
5. Na domiar złego w pracy mam bardzo ważny projekt, termin do 9 lutego, a jeszcze ogrom pracy przede mną. Nie mogę wziąć wolnego. I jeszcze na weekend jadę do domu, a wiadomo, że tam się uczyć to graniczy z cudem.

Jeśli się uda jutro wszystko załatwić to termin obrony mam już na poniedziałek 6 lutego!! Jeśli to zdam… To obiecuje, że nie ma wymówek i biorę się za siebie. Nie ma, że nie mogę!

Proszę trzymajcie kciuki :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

mam już dosyć tego roku

07 gru

Z każdym dniem jest coraz gorzej… Moja szansa na zdanie ostatniego kursu i możliwości przystąpienia do obrony prysnęła jak bańka mydlana… Niestety to nie są tylko moje odczucia, ale punktacja nie kłamie. Na 5 oddanych sprawozdań z czterech mam najmniej punktów z całej grupy a z jednego mam drugi od końca wynik. Nie uważam żebym źle robiła sprawozdania czy programy. Kod jest czysty, sprawozdania zwięzłe i na temat. Pisze w zupełnie innym języku niż wszyscy więc nie może powiedzieć, że od kogoś ściągałam. Może na zajęciach nie byłam zbyt aktywna, ale robiłam notatki, spisywałam wszystko co się dało i w domu na spokojnie do tego siadałam. Dlatego tak bardzo mnie boli, że mam ledwo 3 ze sprawozdań… Na domiar złego dowiedziałam się, że ta punktacja która jest nie jest ostateczna tylko jeszcze trzeba sobie doliczyć a raczej odliczyć spóźnienia z oddaniem sprawozdania… i nie w tygodniach ale w DNIACH!! Dwa dni spóźnienia i już maksymalna liczba punktów topnieje o połowę. To jakiś koszmar. Chce żeby już był 15 grudnia. Będę wiedziała na czym stoję, będę mogła zobaczyć nowe mieszkanie i na reszcie będę mogła się odstresować… Czeka mnie teraz tydzień niepewności.

Zdam?

A jak nie to co dalej?

Stracę tyle lata studiów?

Będę musiała zacząć od nowa?

To będzie chyba najdłuższy tydzień jaki pamiętam… ;(

Może kiedyś będzie lepiej… ale teraz jest tylko coraz gorzej ;(

 

To był bardzo zły dzień

05 gru

Gdy kładę się spać jestem bliska płaczu. Jeszcze 9 dni do końca semestru i 2 zadania do zrobienia. Tydzień temu myślałam, że nie mam szans zdać. A gdy pojawiła się szansa, że zdam ten durny kurs i będę miała szansę się bronić, jest jeszcze gorzej. Ostatnio na zajęciach (jeszcze przed zobaczeniem wyników z oddanych sprawozdań) prowadzący dał nam ‚rozwinięcie’ zadania z poprzednich zajęć. Z tym, że dla mnie to już brzmiało jak po chińsku i w ogóle nie wiedziałam jak mam się za to zabrać. W pracy piszę w bardzo rozwiniętym i prostym języku, a teraz mam się cofnąć do najbardziej prymitywnego języka – asemblera. Do tego napisać skrypt w języku bardziej rozwiniętych, ale bardzo zapomnianym przeze mnie – C / C++. A na dokładkę muszę napisać skrypt, który będzie automatycznie wywoływał ten skrypt w języku C / C++ klika razy… Jak ja to usłyszałam… Zgłupiałam totalnie. Przysięgam nie wiedziałam jak zacząć pisać program w C / C++. Dla programistów może wyda się to śmieszne, ale tak było. Na koniec jeszcze tego wszystkiego jak się zapytałam prowadzącego skąd możemy wziąć program ten na którym mamy pracować i powiedział, że miał być dołączony do sprawozdania z ostatniego zadania, bo jak go nie ma to nie zaliczy… wybuchłam. Totalnie nie przyszło mi do głowy żeby go dołączyć, skoro wszyscy mieli to samo. Wierz lub nie – rozpłakałam się. Starałam się to ukryć i wycierać łzy apaszką, ale i tak nie potrafiłam ich powstrzymać. Leciały jak głupie. Prowadzący robi rundkę po sali i notuje co kto zrobił i jak idzie i słyszę, że ma już to i to… a ja dalej nie wiem jak zacząć. przychodzi do mnie i pyta co mam ja mówię, że szukam informacji. „Dobrze…” i poszedł dalej. Pod koniec zajęć robi kolejną rundkę. Już kilka osób prawie kończy a ja dalej nie zaczęte. Przychodzi do mnie i pyta jak idzie. To już mówię zgodnie z prawdą, może trochę niegrzecznie, że nie idzie. Nawet nie wiem co powiedział, coś tam o bibliotece, żeby poczytać o tym czy tamtym i poszedł. Kolega obok się zlitował i w pdf który miałam otwarty pokazał mi przykład i co gdzie w nim jest. Niestety tylko tyle pomocy mogłam uzyskać od kolegów. Każdy twierdzi, że nie ma czasu i w ogóle… Wracając z zajęć ryczałam. Jeszcze na dokładkę zadzwonili rodzice. Stwierdzili, że to nie koniec świata i w ogóle, że zaliczę to albo poprawię. Mając najczarniejszy z czarnych scenariuszy w głowie mówię, że poprawka jest dopiero za rok… i wtedy coś we mnie pękło. Powiedziałam rodzicom coś co od dawna we mnie siedzi.

Wiem, że znowu was zawiodę… Siostra zdaje wszystko bez problemu, a ja z głupim inżynierem nie mogę sobie poradzić…

Wtedy pierwszy raz usłyszałam w głosie rodziców troskę? Takie prawdziwe wsparcie bez ukrywanego żalu. Powiedzieli, że mam się nie przejmować, że wszystko będzie dobrze i że mam się uspokoić. Zwłaszcza, że za chwilę miałam jechać samochodem. Jeszcze jakieś dobra kilka minut płakałam a potem szlochałam prze telefon, aż w końcu się uspokoiłam. Zeszły ze mnie wszystkie emocje… Zwłaszcza, że to był okropny dzień. W pracy chciałam się pochwalić szefowi co zrobiłam, ale oczywiście nie działało. Usiedliśmy razem i staraliśmy się znaleźć rozwiązanie, ale skończyło się na tym, że miałam jeszcze raz napisać od nowa, a jak nie wyjdzie to w ostateczności szef sam to napisze… Jak wychodziłam z pracy to padał śnieg i było mega ślisko na drodze. Jakiś idiota jechał po drodze (choć nie można nazwać tego jechaniem bardziej toczeniem, prawie staniem w miejscu), chciałam go wyprzedzić, bo wydał się podejrzany. Ja do wyprzedzania a on nagle rusza bez migacza bez niczego i zaczyna w moją stronę jechać, na mój pas. Ja po hamulcach i mi się udało wyhamować, ale niestety gość za mną jechał za blisko, na torowisku wpadł w poślizg i stukną moje biedne autko w róg… To był bardzo, bardzo zły dzień…

Jak się wypłakałam zrobiło mi się trochę lepiej… ale to i tak nie zmieniło mojej sytuacji… Dziś też jest zły dzień… A jeszcze gorszy wieczór. Słuchając powiedzenia mamy pójdę już spać, bo:

Dzień jest mądrzejszy od nocy

 

Tak to się zaczęło

29 lis

3 dni do końca okresu próbnego…

16 dni do końca semestru…

18 dni do firmowej wigilii…

23 dni do odebrania kluczy…

26 dni do świąt…

29 dni do przeprowadzki…

34 dni do końca roku…

Taki krótki okres czasu, a tak dużo ma się wydarzyć. W końcu jest tak jak kiedyś. Jedyne co mnie irytuje i to bardzo to to że nie mogę przestać się spóźniać… Nawet jak zacznę się szykować wcześniej to i tak kicha wychodzi. Pamiętam jak na przyjaciółkę się strasznie wkurzałam, że ciągle się spóźnia. Teraz sama robię to samo ;( A wszystko przez Pana Ł. ciągle wszystko na ostatnią chwilę…

***

Od kiedy byłam w gimnazjum i podpatrzyłam jak siostra robiła stronę internetową (jeszcze w notatniku) wiedziałam, że sama też muszę spróbować. Z pomocą kolegi udało mi się postawić pierwszą, nawet nie najgorszą stronę klasową. Prowadziłam ją przez rok czy jakoś tak, w każdym razie był podział na dwie klasy i plany lekcji, ważne informacje i takie tam. Zakochałam się. Mimo problemów i przykrości jakie mnie spotkały, wiedziałam że to jest to. W gimnazjum też kolega zaraził mnie C++. Nie były to wielkie programy – proste kalkulatory i wyświetlanie teksu, ale były moje. Sama się uczyłam i zaczęłam wkręcać w ten świat. Pamiętam w czasie ferii zimowych siedziałam u babci na wsi z moim pierwszym laptopem. Bez internetu, z jedną malutką książeczką i tworzyłam swoje wielkie dzieła :D To były piękne czasy. W liceum poszłam do klasy informatycznej. Niestety dopiero na 3 roku… wróć! W trzeciej klasie zaczęliśmy coś programować. I tu mogę się pochwalić – z informatyki byłam jedną z najlepszych :) Poszłam na studia i tu już nie było takich skromnych programików. Przy pisaniu pracy inżynierskiej wszystko się zaczęło.

Licząc od listopada 2015 do listopada 206:

  • Przypomniałam sobie HTML i lepiej poznałam
  • Poznałam CSS
  • Wykorzystałam w praktyce MySQL
  • Zaczęłam się uczyć PHP
  • Poznałam JavaScript
  • Męczyłam się z Javą
  • Kończyłam ostatnie projekty z C++
  • Łzy lałam przy Asemblerze
  • Początki Angulara
  • Zaczęłam pisać aplikację z użyciem C#
  • Kilka zapytań do bazy w T-SQL
  • Tworzenie pdf w PHP
  • Początki Drupala

Jak sobie to wyliczyłam… Kurcze… dużo tego. Ale pozostałam wierna początkom: HTML, CSS, PHP, MySQL, JavaScript i taką też znalazłam pracę. Udało mi się trafić jak ślepej kurze ziarnko :D Praca: za bardzo dobrze pieniądze, dostałam szanse mimo braku doświadczenia komercyjnego. Niby minęły tylko 3 miesiące ale nauczyłam się tyle…

Tak to jest mój świat. Teraz to wiem na pewno ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie