RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Zdrowie’

Znowu się zaczyna

17 lis

Chyba faktycznie cierpię na migrenę…

Od piątku zaczyna mnie boleć głowa… jest dobrze i nagle pojawia się przeszywający ból głowy, który utrzymuje się od kilka minut do kilku godzin… bolą mnie oczy, ciągle bym spała… Robi mi się niedobrze, kreci mi się w głowie… Miałam iść na siłownię, ale w tym stanie nie mogę… nie dam rady…

Chyba znowu będę łykać tabletki, zasłaniać okna żaluzją i zmieniać się w wampira…

Niech mnie ktoś przytuli…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Zdrowie

 

Plusy zimy

26 paź

Zbliża się zima… Jedyny plus tego, że nadchodzi to tylko to, że wcześniej się zaczyna robić ciemno…

Pan A. śmieje się ze mnie, że zmieniam się w wampira. W pokoju mam zasłonięte rolety, telefon i laptop przyciemniony, czasem leżę z opaską na oczach, z domu nie wychodzę bez okularów przeciwsłonecznych… wszystko to dlatego, że jak tylko robi się jasno zaczyna boleć mnie głowa. Zwykły Ibuprom już nie działa – bo czy można nazwać działaniem 20 minut uśmierzenia bólu. Ibuprom max działa tak od 2 do 4 godzin. Dostałam też receptę na Ketonal, ale ból nie jest jeszcze tak silny żeby brać takie leki.

W środę miałam wf (basen), ale znajomi stwierdzili, że mnie nie puszczą. Patrząc na mnie stwierdzili, że jak pójdę to się utopię. Koleżanka odprowadziła mnie do domu, przebrałam się i padłam spać… Momentalnie zasnęłam. Dopiero jak zaszło słońce byłam w stanie wyjść z domu na zakupy. To jest jakaś masakra…

Wczoraj gdy na wykładzie słyszałam szum / sprzęganie mikrofonu to głowa mnie zaczęła strasznie boleć… a to nie był koniec zajęć. Wzięłam tabletkę i jak zaczęła działać to od razu mi się humor poprawił. Byłam w stanie pracować na angielskim i w ogóle. Jednak jak wróciłam do domu to tabletki przestały działać. Poszłam spać.

To jest okropne… Ledwo otworzę oczy i zaczyna mnie boleć głowa… Niedługo dojdzie do tego, że zacznę łykać tabletki jak cukierki…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie, Zdrowie

 

Wielkie wyrzuty sumienia

23 paź

Mam wyrzuty sumienia, że nie piszę… Obiecałam poprawę, ale jakoś ostatnio nie mogę się z niczym ogarnąć. Na uczelni chaos, ale nie taki jaki panuje w mojej głowie. Tak dużo myśli, wspomnień, planów, deklaracji, obietnic, zwątpień, rozczarowań, smutku bólu codziennie przelewa się przez moją głowę, że momentami nie wiem co mam robić. Nie raz jechałam tramwajem i ocierałam łzy. Nawet nie do końca wiem skąd one się biorą… Może ze zmęczenia? Może z rozczarowania? Może z bólu? Za dużo tego wszystkiego siedzi we mnie.

Ostatnio bardzo dużo się zmieniło w moim życiu. W końcu postawiłam na zdrowie – wycięłam migdałki, zaczęłam o siebie dbać. Bardzo dużą uwagę przywiązuję do tego co, kiedy i jak jem, choć czasem zdarzy mi się zgrzeszyć.

Do alkoholu mnie nie ciągnie. Nigdy nie miałam problemów z odmówieniem picia. Choć czasem są chwile, że chciałabym się upić i zapomnieć, ale w moim przypadku to przynosi przeciwny skutek:
nie potrafię się bawić -> więc siedzę zwykle sama
jak siedzę sama -> zaczynam myśleć o tym co było
jak zaczynam myśleć o tym co było -> zaczynam płakać
jak zaczynam płakać -> zaczyna boleć mnie głowa
jak zaczyna mnie boleć głowa -> myśle o tym żeby połozyć się spać
jak myślę o tym żeby położyć się spać -> ale nie zasnę, bo po alkoholu nie mogę zasnąć
jak nie mogę zasnąć -> zaczynam myśleć o tym co było
jak zaczynam myśleć o tym co było -> …
Także alkohol to nie jest najlepszy sposób żeby zapomnieć o wszystkim…

Obiecałam sobie, że postaram się jak najdłużej wytrzymać bez słodyczy… Plan upadł po 13 dniach – poszłam na urodziny synka kuzynki no a tam było ciasto (którego udało mi się nie tknąć :) ) i tort… a co to za urodziny bez tortu… No i się zaczęło… 

Jakiś czas temu chodziły za mną chipsy… W końcu kupiłam sobie jedne… źle się to skończyło. Bolał mnie brzuch, okropnie się czułam, nie mogłam spać…
Jakieś 1,5 tygodnia później naszło mnie na chrupki – równie źle się to skończyło…
Teraz już wiem – nie wolno mi jeść chipsów, choćbym nie wiem jak chciała…

Jeśli chodzi o czekoladę to bardzo dawno nie jadłam… w sumie nawet nie pamiętam kiedy, ale efekty widać do dzisiaj. Miałam taką ładną cerę… teraz nie mogę jej doprowadzić do porządku…

Jeśli chodzi o jedzenie to starałam się jeść 5 razy dziennie… Na uczelnie brałam jabłka, rzodkiewki, pomidorki, gruszki… Teraz jakoś się kasa skończyła… Kupuję tylko tyle żeby przeżyć, a niestety owoce i warzywa są strasznie drogie – zwłaszcza, że zbliża się zima…
Muszę się przyznać – dzisiaj jadłam tylko śniadanie po 9 i dopiero kolację koło 20 – 21… Przez cały dzień jakoś nie brakowało mi jedzenia… Może przez moment po południu, ale wypiłam 1,5 l (wody + izotonik)  w ciągu 1,5 h… wypełniłam sobie żołądek płynem i nie chciało mi się jeść… Dopiero jak wieczorem przyznałam się Panu A., że jedynie jadłam dzisiaj śniadanie to zrobił mi kolacje: kanapki (z ciemnego chleba z ziarnem) z szynką (bez masła) i pomidorki.

Na polu ćwiczeń też nie mam się zbytnio czym pochwalić… W zeszłym tygodniu jakoś nie specjalnie miałam siłę / ochotę iść na siłownię… Nawet na wf nie poszłam… Odrabiam to w tym tygodniu:
poniedziałek (wczoraj) – 40 minut na siłowni
wtorek (dzisiaj) – 1,5 h na siłowni
środa (jutro) – 1 h basen (wf)

Jednak od kilku dni mam trochę większe zmartwienie niż dieta i ćwiczenia… Ciągle boli mnie głowa… Momentami słabiej, ale są momenty, że boli bardzo mocno. Przeważnie jednak boli tak jak brzuch przy okresie (tu dziewczyny mnie zrozumieją) – to taki wkurzający ból… Nie da się o nim zapomnieć, ale też nie weźmie się tabletki, bo da się wytrzymać. Jakbym za każdym razem miała brać tabletki to bym chyba musiała łykać jak cukierki… Byłam u lekarza, ale nie wiele mógł mi powiedzieć na ten temat… wystawił skierowanie do neurologa i laryngologa, wystawił receptę na ketonal i do widzenia. Czasem dokładają się do tego zawroty głowy (zwłaszcza jak mocno głowa boli), a jak zawroty to i mdłości… Jak już się zacznie wszystko na raz to nic tylko spać… Prawie cały weekend przeleżałam w łóżku z czego większość czasu przespałam… Nie jest to miłe… Zwłaszcza, że do specjalisty się czeka dłuuugo:
laryngolog – 27 listopad
neurolog – 11 grudnia

Do tego jeszcze się dokłada ciągłe myślenie o Panu A… Niby jest dobrze, ale jest źle… Niby jest poprawa, ale jednak jej nie ma…

 

Dobra idę spać… Kolorowych snów… Głowa mnie boli :( 

 

Dieta Fultona

24 wrz

Kolejna osoba pyta mnie o tą dietę, więc stwierdziłam, że sprawdzę o co chodzi.

Jedyne z czym się zgadzam to żeby się wysypiać, jeść jak najmniej cukrów i nie podjadać… Reszta może źle wpłynąć na organizm.

Nie jeść owoców? Przecież fruktoza to cukier prosty, łatwo przyswajalny prze organizm i przez co łatwiej spalany. Owoce dostarczają cennych witamin, które lepiej działają na organizm niż te w tabletkach. Oczywiście co za dużo to nie zdrowo, ale tak do 16 po południu można jeść :) Jedyne co to unikać soków owocowych ze sklepu, bo one mają tony cukru. Lepiej samemu sobie wycisnąć świeży sok z pomarańczy, jabłek czy grejpfruta.

Tak samo warzywa… Z czego brać siłę do ćwiczeń? Warzywa powinno się jeść minimum 3 razy dziennie. Nie mówię tu o tym żeby się nimi obżerać, ale marchewkę czy rzodkiewkę pokroić w plasterki i chrupać jak chipsy to fajna sprawa :) sama tak robię.

Nie jeść śniadania. To kiedy pierwszy posiłek? Wtedy to dopiero jest się głodnym i je się co popadnie. Ja bym nie potrafiła. Jak nie zjem tak do 2 h po obudzeniu to trzęsą mi się nogi, ręce, jest mi słabo, gwiazdki wirują przed oczami. A jeśli dalej nic nie zjem to przechodzi mi ochota na jedzenie i cały dzień mogę nie jeść, ale nie jestem w stanie ustać, a co dopiero mówić o ćwiczeniu.

Pić czarną kawę. Kawa mocno uzależnia i wypłukuje magnez z organizmu. To prowadzi do bardzo bolesnych i nieprzyjemnych skurczów. Ja się tak załatwiłam pijąc herbatę litrami. Bardzo nie fajne jak się siedzi i w sumie nic nie robi a tu nagle taki skurcz, że nie wiadomo gdzie się schować. I nic nie pomaga… Musiałam odstawić herbatę na 4 miesiące, brać codziennie ze 4 tabletki magnezu „forte” żeby to minęło…

Co do zimnych kąpieli to tak średnio… Chyba nikt się nie lubi myć w zimnej wodzie. Jedyne co to czytałam i wiele osób mi mówiło, że oblewanie się (już po umyciu) na zmianę zimną i ciepłą wodą (tak żeby była odczuwalna różnica temperatur) działa dobrze na odporność organizmu i na cellulit. Ale żeby miało to ścisły związek z dietą…

Nie podjadaj Zapomnij o przekąskach i jedzeniu pięć razy dziennie. Wystarczą ci trzy porządne posiłki. Dłuższe przerwy między nimi pozwolą organizmowi spalać tłuszcz, kiedy będzie odczuwał niedobór energii” – Przekonałam się na swojej skórze. Jak jadłam tak do 3 razy dziennie (śniadanie, obiad, kolację) to bardzo miałam ochotę na słodkie. Po prostu momentami nie mogłam się powstrzymać, ubierałam się i szłam do sklepu po czekoladę czy inne pyszności. Teraz jak staram się jeść 5 razy dziennie to nie czuję głodu, jak chcę coś słodkiego to zjem owoca czy słodką marchewkę. Naprawdę… Poza tym czytałam, że własnie im mniej je się posiłków tym bardziej organizm głupieje. I zamiast spalać to co dostaje to on odkłada, bo wie, że za chwilę nie będzie miał z czego podtrzymywać funkcji życiowych. A jak się przestawi, że co ok. 3 h dostanie nową dawkę to wszystko spala na bieżąco (tak a propos dlaczego głodówki są niezdrowe i nie dają zamierzonych efektów – sama próbowałam).
To tak jak z nauką. Łatwiej jest przyswoić mniejszą ilość materiału w krótszym czasie niż cały semestr w tydzień czy miesiąc…

No to chyba tyle o diecie.

Padło jeszcze pytanie czy ta dieta w połączeniu z ćwiczeniami to dobry pomysł.

Skąd ma się mieć siłę do ćwiczeń skoro praktycznie nic się nie je? Warzyw nie, owoców nie, mleko nie każdy toleruje, więc co? Samo mięso wcinać? Ok. Białko to podstawa do budowania mięśnia, ale witamin też potrzeba.

WSZYSTKO Z UMIAREM

Każda dieta ma swoje plusy i minusy. Diety CUD mają to do siebie, że szybko się chudnie. Jednak, po zakończeniu diety bardzo często pojawia się efekt jojo (wraca 2 x tyle co spadło). Generalnie jak się jakąś dietę zaczyna to żeby utrzymać jej efekty powinno się na niej być do końca życie. Bo co z tego, że schudniesz te 10 kg skoro wrócisz do swojego normalnego trybu jedzenia i znowu wróci to co było. Trzeba zmienić nawyki żywieniowe.

Ja próbowałam diety dukana. Nie wytrzymałam na niej długo i wróciło wszystko to co spadło jeszcze z nadwyżką. Na diecie, która wszystkiego zabrania bardzo trudno wytrzymać. A przecież nie chodzi o to żeby się katować, chodzić głodnym i wszystkiego sobie odmawiać tylko żeby się lepiej poczuć :) Jak raz na tydzień zje się kawałeczek ciasta żeby język nie uciekł, czy żeby komuś nie zrobić przykrości to naprawdę nic się nie stanie.

Ja wiem. Czekanie na efekty jest okropne… Ja sama na sobie nie widziałam efektów póki nie zmierzyłam się centymetrem ustawionym na pierwotne wymiary. Dalej uważam, że nie wiele spadło, choć kilka osób twierdzi, że bardzo się zmieniłam. Chciałabym jak za pstryknięciem palców „PSTRYK” i jestem szczupła, ładna i zdrowa. Ale tak się nie da. Odkładało się latami… więc nie zniknie w ciągu kilku dni. Trener na siłowni powiedział, że powinno się chudnąć tak ok. 4 kg na miesiąc. Mam nadzieję, że mi się to uda.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Praca nad sobą, Zdrowie

 

Walka z samą sobą

20 wrz

Miałam ze sobą walczyć, ze swoimi słabościami… ale póki co wychodzi mi tylko zwiększanie ilości brzuszków. Zaczęłam od 3 serii, wczoraj 5 i jak je zrobię to mam uczucie, że tak szybko się skończyło. Dlatego dzisiaj zwiększam ilość serii. Kiedyś zrobienie 30 brzuszków było dla mnie wielkim wyczynem. Jeszcze na początku wakacji zanim zaczęłam w miarę regularnie trenować to dużo trudu sprawiało mi zrobienie 20 a co dopiero 30. Robiłam po 10, po 5 i chwilka przerwy. Teraz już 20 to jest mało ;) Bardzo fajnie się z tym czuję. Niby zwykłe brzuszki, a jednak… Brzuszek wygląda ładniej, więcej ćwiczę, mniej się przy tym męczę i chętniej je robię :)

Jedyne co mnie męczy to moje słabe ręce… mam problem ze zrobieniem 10 damskich pompek. nie mówiąc już o normalnych. Zmuszam się do robienia pełnej serii 20. Ale za każdym razem, gdy schodzę w dół czuję jak mi coś strzela w łokciu… czuje jak mnie coś w nim ciągnie. Jak byłam z koleżanką na siłowni i siadałam przy jakieś urządzenia do ćwiczenia rąk to na jednym z najmniejszych obciążeń miałam problem żeby ćwiczyć. Muszę nad nimi bardzo dużo popracować.

Najbardziej ostatnio mnie cieszy, że moje uda się zmniejszają. Najgorsze jest to, że łydki i kostki stoją w miejscu i ani myślą się zmniejszyć… Ale na to też się znajdzie sposób :)

Jakie polecacie ćwiczenia na łydki, uda, pupę, biodra albo ręce?

Niestety wczoraj nie miałam ochoty ćwiczyć jogi a dzisiaj nie mam na to siły… Przyjechałam do domu a tu jeszcze nie grzeją, więc nic tylko zaszyć się przed telewizorem i zakopać pod kocem. To jedyne logiczne wyjście. Jestem strasznie ciepłolubna… a nawet nie mnie kto ogrzać :( Ale jutro obiecuję poprawę :) postaram się przemóc. Wbrew pozorom najgorzej jest zacząć, bo jak już zacznę rozgrzewkę to nawet w krótkich spodenkach i topie nie jest zimno :)

Teraz zmieni się trochę moja dieta. Znowu zaczynają mnie boleć zęby od aparatu. Zaczną się budynie, kisiele, kaszki i galaretki… Wykorzystam ostatnie dni i zjem trochę musli :) bardzo mi smakują jednak przez aparat czasem nie mogę. Niestety… Ból zębów jest jednym z najgorszych… Od nich boli też głowa i w ogóle. Ale niedługo minie :) i znowu będą 2 tygodnie spokoju :) będę mogła normalnie jeść. Dopiero co przyzwyczaiłam się w pełni do mostka. Przez niego musiałam ponownie się nauczyć mówić, bo sepleniłam. Teraz mówię już dużo wyraźniej :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Praca nad sobą, Zdrowie

 

Wiem, że nic nie wiem

18 wrz

Niby wszystko się wyjaśniło, ale i tak nie wiem na czym stoję…

Dzisiaj dzień zaczął się późno i raczej ponuro. Mimo że pogoda się poprawiła – nawet wyszło słońce – to nie mogłam dobudzić pana śpiocha. Jak się udało to próbowałam zacząć rozmowę, ale skończyła się tym, że zamknęłam się w łazience i przez jakieś 15 minut siedziałam na ziemi i ryczałam (mimo że nic nie powiedział to wiedziałam, co zamierza powiedzieć). Po nie wiem jakim czasie przyszedł do mnie, podniósł mnie, wycierał mi łzy i po prostu stał ze mną płaczącą na środku łazienki. W końcu powiedział żebym się ogarnęła (uspokoiła, wykąpała, ubrała) i idziemy się przejść i obiecuje, że pogadamy.

Poszliśmy na obiad, a potem mieliśmy iść na wyspę, jednak zamknęli nam most, więc usiedliśmy na ławce przy Odrze.

Pan A. stwierdził, że bardzo mu się podobam z charakteru, że chce mieć taką dziewczynę jak ja, ale… No właśnie to ale… ale mu się nie podobam… To sprawia, że nie może się we mnie zakochać, że nie rzuci się za mną w ogień, ani że nie pobiegnie na koniec świata…

Rozmawialiśmy długo… Polało się morze łez nie tylko moich. Ja cierpię, bo mi zależy na nim, a wiedziałam, że go stracę, a jego bolało, że mnie rani, że mi lecą łzy… Nie potrafiłam się opanować. I nawet nie chciałam… Łzy leciały kiedy chciały… I mimo tego wszystkiego nie potrafię być na niego zła… Mimo że jak sam powiedział – ja się staram, a on nie robi nic – to i tak o wszystko obwiniam siebie… Gdybym wyglądała inaczej to wszystko mogłoby się zmienić… Chciałabym żeby było dobrze…

Po rozmowie poszliśmy na bilard (było jeszcze do wyboru kino, ale smerfy w 3D grają tylko rano a było po 16, a nic poza tym jakoś nas nie przyciągnęło i był pomysł żeby iść na kręgle, ale były za daleko). Stanęło na bilardzie… Przegrałam 3 razy – dwa razy on wygrał, raz ja wbiłam czarną – i raz wygrałam – bo on wbił czarną. Krótko mówiąc – nie szło mi dzisiaj… Ale chyba tylko ja potrafię wybić bilę poza stół zupełnie tego nie zamierzając ;P

Potem na kawkę / czekoladkę do kawiarni i tam pograliśmy chwilę na tablecie. Taż przegrałam… 3 razy…

Definitywnie dzisiaj nie jest mój dzień…

Pojechaliśmy na dworzec i Pan A. pojechał do domu… Zostawiając mnie na peronie powiedział tylko, że zobaczymy co z nami będzie…

To mój głupi pomysł (a jednocześnie i ogromna motywacja) – czas do końca roku…

Przez 2 miesiące bardzo dużo się zmieniłam. Sam stwierdził, że mnie nie poznał. A do końca roku zostało 3,5 miesiąca… Trener powiedział, że tak optymalnie to jest chudnąć 4 kg miesięcznie… Jeśli się postaram – a postaram się na pewno – to do końca roku normalnie powinno spaść ok. 12 kg, czyli zostałoby jeszcze ok. 6 kg do utraty. Mam nadzieję, że zejdzie więcej.

CHCĘ tego!!

CHCĘ się zmienić!!

CHCĘ ładnie wyglądać!! 

CHCĘ się czuć dobrze!!

CHCĘ się czuć atrakcyjna!!

A NIE CHCĘ stracić Jego…

Wiem, że to nie zależy ode mnie.
Nie wiem, co będzie za 3 miesiące.
Nie wiem, czy jak się zmienię to mu się spodobam.
Nie wiem, czy mi się uda.
Nie wiem…

Wiem jedynie, że muszę spróbować!!
Wiem, że to jest ostatnia szansa!!
Wiem, że jeśli teraz się poddam i Go stracę to sobie tego nigdy nie wybaczę. Momentami jest wkurzający, nawet bardzo, ale za bardzo mi na nim zależy, żeby tak o odpuścić. 

Tak wiem – NIE WOLNO SIĘ ZMIENIAĆ DLA FACETA – ale ja tego nie robię dla niego… Robię to dla siebie! On jest moja motywacją do walki o lepszą siebie… Dlatego nie mogę go stracić, bo wiem, że mogę się poddać.

Ale nie! Nie poddam się!

BĘDĘ WALCZYĆ o związek!

BĘDĘ WALCZYĆ o osobę, na której mi zależy!

BĘDĘ WALCZYĆ o siebie!

BĘDĘ WALCZYĆ z samą sobą!!

NIE PODDAM SIĘ, BO – DOPÓKI WALCZYSZ JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ!!

P.S. Żeby nie było… Nie „zaczynam od jutra”, tylko teraz wstawiam post, włączam relaksującą muzykę, odkładam komputer i idę ćwiczyć jogę. Mam tylko niecałe 3,5 miesiąca – 105 dni (łącznie z dzisiaj) – to z jeden strony jest dużo, a z drugiej wcale nie. No, więc… DO ROBOTY!!

 

Przymusowy brak ruchu

28 lip

Rozumiem, że raz w miesiącu kobiecie się ciało zmienia i nic nie widać z pracy nad sobą… Ale to jest strasznie dołujące! Tak się człowiek stara i w ogóle, więcej wkłada w to wysiłku i nic :( Oczywiście potem wszystko wraca do normy ale przez ten czas psychika trochę siada.

Jeszcze jutro jadę do dentysty wyrwać zęba… Z uwagi na ryzyko wystąpienia krwotoku (zwłaszcza przy takiej pogodzie – 36-37 st) będę musiała siedzieć w domu obłożona lodem, i żadnego wysiłku fizycznego. Choćby najmniejszego. Po wycinaniu migdałków mam dosyć krwotoków i szpitali.

Choć jutro nie będę mogła za bardzo jeść a już na pewno nie gorące to aż się boję stanąć wieczorem na wagę… masakra… Jak zwykle pod górkę…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie, Zdrowie

 

„Dobrze” zapowiadający się początek

25 lip

Ważę się rano i wieczorem. Staram się robić to mniej więcej o tej samej godzinie, choć czasem mi to nie wychodzi. Teraz przez aparat budzę się dużo szybciej, więc też i szybciej jem śniadanie. Wczoraj rano się zważyłam i jak to po nocy spadło 0,5 kg. Nic w tym takiego wesołego. Zawsze jest tak, że rano waży się mniej niż wieczorem. Potem pierwszy dzień diety.

7:30 śniadanie – budyń

11:00 podwieczorek – banan i lody (tak wiem to drugie może i nie jest odpowiednim składnikiem ale czasem trzeba zjeść troszkę żeby zaspokoić swoje zachcianki żeby jak „urosną” nie dopaść się i zjeść pół pudełka)

14:30 obiad – budyń, miksowana zupa fasolowa, trochę galaretki

17:00 podwieczorek – galaretka i lody (tak wiem… Znowu lody. Ale co ja mogę poradzić… uśmierzają ból zębów spowodowanych aparatem a nie bolą mnie tak bardzo żeby brać tabletki. To taki wkurzający ból…)

20:00 kolacja – budyń (nie chodzę spać wcześnie więc jak zjem kolacje o 20 czy trochę po to i tak nic nie powinno się stać. Z tego co czytałam ostatni posiłek powinno się zjeść 3 h przed snem. Było dużo więcej)

 

Wieczorem jak wynika z mojego licznika na rowerze (choć trudno mi w to uwierzyć) 1,5 h na rowerze. Raz  pod górkę, raz z górki, ale fajnie było. Tak już się zaczynało chłodno robić. Nawet nie czułam tego upływu czasu. Dobry sposób na to żeby odreagować i przemyśleć pewne sprawy.

Przed snem (choć nie wiem czy to odpowiednia pora) reszta treningu. Poszłam się zważyć, zapisałam co wyszło i poszłam spać. Dopiero rano do mnie dotarło to co zdarzyło się wieczorem. Waga zamiast się zwiększyć (jak to zwykle bywa po dniu – jedzenie, siedzenie, itd.) spadła o kolejne 0,5 kg!! Jeszcze jak się ważyłam to sprawdzałam dwa razy czy aby na pewno bo jakoś tak za dużo mi się wydawało…

Dzisiaj rano kolejne 0,8 kg w dół.

Zaczynam się zastanawiać czy przy takim tempie utraty wagi znowu nie będę bliska anemii :( Ale to nie moja wina… Naprawdę bardzo chciałabym zjeść to czy tamto. Leżą owoce no ale mogę jeść jedynie banany bo nie trzeba ich gryźć. Śmieje się że żywię się jak mój kuzyn 9-cio miesięczny. Zobaczymy jak to będzie. Na razie bolą mnie zęby jak dotknę je językiem, jeszcze bardziej jak szczotkuje a co dopiero mówić o gryzieniu… tak może się utrzymać niestety przez tydzień.

Aparat założyłam dla zdrowia… ciekawe czy na „innym” zdrowiu się się to nie odbije

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Praca nad sobą, Zdrowie

 

Kolejna motywacja

24 lip

Mam kolejną motywację do trzymania formy.

Znowu dieta przymusowa – kisiel, budyń, miksowana zupa, lody.

Założyłam aparat ortodontyczny. Na razie mam tylko górę i nie mogę gryźć. Tak może być przez tydzień więc na pewno waga pójdzie w dół. Żeby nie było efektu jojo muszę pilnować wagę i w ogóle. Najłatwiej jest przytyć (choć nie każdemu się to udaje), schudnąć jeśli naprawdę się chce nie jest tak strasznie trudno (najgorzej jest zacząć). Najgorsze jest utrzymanie tej wagi. Jeśli ktoś ma tendencję do tycia niestety całe życie musi się pilnować :(

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Praca nad sobą, Zdrowie