RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Zdrowie’

Poniedziałek, 10-07-2017

10 lip

No i tydzień się skończył :D w sumie nie było tak źle! Oczywiście, że miałam zachcianki na słodkie, ale jadłam dużo owoców, układałam posiłki tak żeby były zróżnicowane i zawierały odpowiedni ilości wartości odżywczych. Wiadomo… Czasem było „więcej” tłuszczu, czasem „za dużo” białka w danych posiłkach, bo nigdy nie uda się zrobić tak żeby było równo tak jak wyliczenia pokazują. Jednak jeżeli chodzi o ogólny rozrachunek w ciągu dnia to zawsze wszystko było na minus ;P Mimo, że naprawdę bardzo dużo jadłam!! Naprawdę nie chodziłam głodna!! No może jak się zbliżała godzina posiłku (bo organizm już się przestawił) to coś tam troszkę zaburczało w brzuchu, ale przecież to normalne i zdrowe :) Dla mnie to oznacza, że organizm zdążył uporać się z poprzednim posiłkiem i czeka na kolejny :)

Oczywiście samo jedzenie to nie wszystko! Nie mam super kondycji i od początku byłam tego świadoma, ale staram się pracować nad sobą. Postawiłam sobie za cel zrobić ten trening Ani Lewandowskiej -> TRENING. Tak fajnie lekko wygląda i miałam świadomość tego, że to tylko tak wygląda… Zakłada on 3 serie po 30sek na każde ćwiczenie. Wiedziałam, że tyle nie dam rady, więc podzieliłam na stopnie trudności. Mój „trening” piątkowy wyglądał tak:
ROZGRZEWKA
* marszobieg w miejscu – marsz (10sek) + bieg (10sek) – 5 powtórzeń;
* skłony – 10 w przód + 10 naprzemiennie w prawo i w lewo ze skrętem tułowia – 2 powtórzenia;
ĆWICZENIA
* przysiady – 4 x 10 powórzeń;
* Trening Ani Lewnadowskiej – okrojony do 1 serii po 10sek;
* brzuszki – 4 x 10 powtórzeń;
* plank (deska) – 4 x 10sek
* wymachy rąk – 10 x w bok + 10 x w górę na przemiennie + 10 x w górę razem;
ROZCIĄGANIE
* skłony – 10 w przód + 10 naprzemiennie w prawo i w lewo ze skrętem tułowia – 2 powtórzenia (wykonywane powoli, żeby dać mięśniom szanse się porozciągać);
* oddechy – 3 powolne oddechy „jogi” (przynajmniej ten początek, który pamiętam);
* chwila odpoczynku w spokoju – leżenie na macie i rozluźnianie wszystkich mięśni;
PRYSZNIC
* polewanie nóg zimną i ciepłą wodą na przemian (ponoć to pomaga zwalczyć zakwasy) – kończyć ciepłą;
* zwykły prysznic;
* polewanie nóg zimną i ciepłą wodą na przemian – kończyć ciepłą;

Powiem szczerze – mimo że byłam koszmarnie zmęczona jak ćwiczyłam, to byłam szczęśliwa. Oczywiście w piątek to była porażka xD, ale powtórzyłam to w sobotę, potem w niedzielę. I w niedziele zrobiłam już praktycznie wszystkie ćwiczenia z wersji okrojonej, tak jak trzeba i tyle czasu ile sobie założyłam. Jeszcze jedno muszę dopracować, ale myślę, że dzisiaj już pójdzie super :D Czy mam zakwasy? Na nogach trochę tak. I jak się rozgrzewam to przy skłonach bolą mięśnie i ścięgna, ale powoli, powoli je rozciągam i przed ćwiczeniami właściwymi jest już ok :) Potem znowu wracają, ale już z każdym dniem coraz mniejsze. Wiadomo – ruszyłam mięśnie wcześniej nie tykane i są skutki.

Dobra – czas na efekty :D przecież po coś to robię, prawda?
1. Czuje się coraz lepiej i nawet dzisiejszy poranny bieg do autobusu pod górkę nie był taki męczący i takim wyzwaniem (Zjadłam śniadanie w domu, ale biegłam do autobusu. No cóż – coś za coś ;P );
2. Wykonywanie ćwiczeń nie jest już takie kłopotliwe – mam coraz lepsza kondycję. Widzę to zwłaszcza przy robieniu deski – kiedyś 10sek nie mogłam wytrzymać, a dziś? W rozpisce jest na samym końcu, a robię 4 x 10sek bez problemu :)
3. Nie mam już takich zachcianek jak na początku, a jeśli już to potrafię je zwalczyć;
4. Bez problemu w sklepie omijam półki ze słodyczami – a wiadomo – jak nie ma w szafce to się nie je ;)
5. No i najważniejsze! Przez weekend 1,5kg w dół!! Wiem, nie ma się czym podniecać, ale… trud i wysiłek się opłaca :)
6. Wiadomo waga to nie wszystko, bo choćby mięśnie ważą więcej niż tłuszcz. Lusterko i mój mózg trochę mnie oszukują… a może to aparat. W każdym razie na zdjęciach wyglądam koszmarnie… ale! Czuje, że jest mnie mniej, że nogi już nie są takie rozlazłe tylko takie zbite się robią ;) jak chodzę w miejscu przed lusterkiem, czy jak się schylam to widać i czuć nieśmiało wyłaniające się mięśnie :)
6. Wczoraj założyłam szorty. Byłam pewna, że w nie nie wejdę – w końcu podczas zimy mi trochę przybyło i pewnie dopiero to zrzuciła a tu niespodzianka!! Weszłam bez najmniejszego problemu, w nie! I jeszcze nogawki są luźne a wcześniej były przylegające!! To jest taka MEGA motywacja, że sobie nikt tego nie wyobraża!
7. Pokazałam się chłopakowi z spódniczce, której wieki nie nosiłam i bluzce na ramiączkach. Stwierdził, że bardzo dobrze wyglądam i rękami w powietrzu narysował kobiece kształty podkreślając, że mam widoczną talie ;) Do tego jak założyłam buty na obcasie to już w ogóle nogi zmieniły się nie do poznanie :D

CELE NA NADCHODZĄCY TYDZIEŃ
1. Oczywiście dalej pracować nad sobą!
2. Zrobić choć jedną pełną serię Treningu Pani Ani;
3. Robić treningi codziennie i na koniec tygodnia zaskoczyć rodzinkę ;)
4. Nie dać się pokusie ;)
Myślicie, że mi się uda?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Praca nad sobą, Zdrowie

 

Środa, 05-07-2017

06 lip

Dzisiaj bez rozpiski, ale muszę się czymś podzielić. Czytałam, że na słodycze ma się ochotę przez zbyt małą ilość węglowodanów przyjętych w ciągu dnia. I chyba faktycznie tak jest. Co prawda rygorystycznie jadłospisu trzymam się 2 dni, ale wcześniej też starałam się, żeby w każdym posiłku był owoc/ warzywo. Żeby dostarczać węglowodany w postaci ryżu, makaronu czy wafli ryżowych. I szczerze? Mam ochotę na słodkie. Zwłaszcza jak otwieram szafkę z jedzeniem, a że jest wieczór… że gotuję na następny dzień obiad do pracy, to się chce. Ale chyba mi się coś w główce przestawiło xD Mimo otwartej czekolady, którą teoretycznie mogę jeść, bo jest bezglutenowa; mimo batoników chłopaka, których może nie powinnam jeść… zamykam szafkę i idę do lodówki! A w lodówce? Owoce… warzywa… i patrze na zegarek, na jadłospis… „nie… jednak nie jestem głodna” xD Nie rozumiem!! Wcześniej bym sobie powiedziała „no ok… jedna kostka!”, albo „wiem… wiem… że nie powinnam, ale przecież nic się nie stanie. Tyle czasu uważałam, tyle już się postarałam, więc mogę mieć małą nagrodę”, a teraz? Kończy się na jednej truskawce, albo szklance wody!! To jest tak dziwne uczucie! Nie potrafię tego opisać! Albo wczoraj. Zrobiłam ciasto na naleśniki… ale niestety mi nie wyszło, do tego stwierdziłam, że definitywnie muszę kupić nową patelnię, bo jak zobaczyłam jak wygląda teflon to się przeraziłam, że nie zauważyłam tego wcześniej. No nic… próbowałam zrobić z tego ciasta placki w garnku :) ale tez nic z tego nie wyszło. Myślę sobie „no nic… trudno”. Wstawiłam ciasto do lodówki z myślą, że może coś dzisiaj z niego zrobię, ale zostałam bez obiadu na dzisiaj. Męczyło mnie to nawet jak szłam spać. Rano dzwoni budzik i pierwsza myśl „jeszcze pięć minut…”, a potem „HALO! Nie masz obiadu do pracy! Wstawaj! Masz pół godziny żeby coś wymyślić i zrobić!”. Przestawiłam budzik na 5 minut drzemki i myślę „Mam pomidory, paprykę, ryż, ale czy mam tuńczyka? Ale nie mam szczypiorku… hmm… No dobra… coś się wymyśli”. Dzwoni budzik, to wstaje. Po drodze do łazienki nastawiłam wodę na ryż i poszłam się ogarniać. Zagotowała się woda to wrzuciłam odmierzony ryż i kombinuje dalej „Pomidor? Obecny. Tuńczyk? Nieobecny. Więc co jeszcze… może jogurt? Mało… No to ciut majonezu? Mało… Może trochę ziaren, bo nic dzisiaj nie ma. Siemię? Mało… Pestki dyni? Noo daje rade :)”. No i tak postał obiad z niczego xD Jak na programistę – Excal zawsze pomocny (póki nie skończę aplikacji) :D W między czasie zrobiłam śniadanie, którego oczywiście nie zdążyłam zjeść w całości w domu, więc już 3 dzień z rzędu skończę na przystanku czekając na autobus :) Pakuje te wszystkie pudełeczka do torebki – niestety chyba muszę zainwestować w większą torebkę, bo choć pudełka małe, to i tak się nie mieszczą :( i biegiem na autobus. Taka przebieżka z rana :) Naprawdę nie wiem, dlaczego ludzie się na mnie dziwnie patrzą na przystanku jak siedzę i wcinam kanapeczki i zagryzam rzodkiewka lub papryką ;P

A co do aplikacji. Powstaje, bo koleżanka wjechała mi na ambicję ;)
- [...]
- O rany! Ile tego do ogarnięcia. – ona
- Mam excala, który mi wszystko liczy :) – ja
- No ja bym na to nie wpadła – ona
- [...]
- Pewnie program do tego napiszesz jakiś – ona
No i rzuciła mi wyzwanie :D

 
 

Samodzielny początek

04 lip

Ponieważ wkurza mnie, że w tych wszystkich dietach układanych przez aplikacje codziennie jest coś innego do jedzenia, a te produkty, które kupiłam i zużyłam troszkę muszę wyrzucić, bo nie mam do czego użyć.

Postanowiłam sama ułożyć swój plan żywienia.

Wiedziałam, że nie będzie lekko, ale nie wiedziałam będzie aż tak trudno.
Zaczęłam czytać co i jak i wyszło mi tak:

  1. Zaczęłam od zważenia się (jak codzień). Wiadomo chce schudnąć – to mój cel.
  2. Aby obliczyć dzienne zapotrzebowanie energetyczne korzystałam ze wzoru:
    [waga] x 24 x 0,9 = PPM (podstawowa przemiana materii)
    PPM x [aktywmność] = CPM (całkowita przemiana materii)
    aktywność:
    * 1 – brak ćwiczeń, praca siedząca;
    * 1,1 – 1,2 – lekkie ćwiczenia + praca siedząca;
    * 1,3 – 1,4 – codzienne intensywne ćwiczenia + praca „na nogach”;
    * 1,5 – codzienne ćwiczenia + praca fizyczna;
  3. Po obliczeniu CPM wiem ile powinnam spożywać kcal dziennie. Ale skoro chcę schudnąć to muszę spożywać trochę mniej. Dlatego odjęłam na pierwszy tydzień 500kcal, a z czasem trochę mniej (dokładnie opiszę później). Oczywiście jeśli ktoś chce przytyć to analogicznie musi dodać max 500kcal, bo inaczej organizm zacznie wariować. Jeśli za dużo mu się odejmie to zamiast spalać – będzie odkładać „na czarną godzinę”. A jeśli w drugą stronę – za dużo się doda to organizm nie będzie w stanie tego spalić ani przerobić na mięśnie. Po prostu zamieni w tłuszcz a przecież nie o to chodzi ;) Więc z głową :)
  4. Wiem już ile powinno być kcal, ale sama energia to nie wszystko. Organizm do prawidłowego funkcjonowania potrzebuje zbilansowania węglowodanów, tłuszczy i białka.
    W skrócie:
    * węglowodany – cukry, które dostarczają energii (55% – 60%);
    * tłuszcze – pomagają przyswajać witaminy i składniki mineralne (25% – 30%);
    * białko – wpływa na poprawne trawienie i przemianę materii, buduje organizm (13% – 15%);
    Wiadomo – suma składników musi się równać 100%. Ja zastosowałam taki rozkład:
    węglowodany – 57,5%;
    tłuszcze – 27,5%;
    białko – 15%;
  5. Teraz jak już wiadomo ile kcal dla danej składowej przydałoby się je przeliczyć na [g], bo tak jest podawane na opakowaniach.
    węglowodany: 1g = 4kcal;
    tłuszcz: 1g = 9kcal;
    białko: 1g = 4kcal;
    Prosta matematyka – jeśli mamy np. 210kcal białka
    białko: 210 : 4 = 52,5g

    [Ok :) Trochę obliczeń, lecz to jeszcze nie koniec :) ale spokojnie już końcówka.]

  6. No to teraz mamy ilość kcal na cały dzień, białka [g], węglowodanów [g] i tłuszczy [g]. Ale jak to rozłożyć?
    Ja jem 5 posiłków:
    śniadanie – 25%;
    II śniadanie – 10%;
    obiad – 35%;
    podwieczorek – 10%;
    kolacja – 20%;
    Wszystkie wartości należy policzyć procentowo.

Jeśli ktoś przebrnął do tego miejsca to już wszystkie obliczenia! ;)

Moje obliczenia (Excel jest tu bardzo pomocny):

  1. Żeby obliczyć kaloryczność rozpisałam sobie tygodnie do kiedy chce się uporać z kilogramami.
  2. Policzyłam sobie ile powinnam ważyć na koniec każdego tygodnia, żeby w wyznaczonym czasie dojść do celu.
  3. Dla danej wagi policzyłam sobie wszystkie wartości według wzoru opisanego wyżej. Myślicie dużo liczenia? Dlatego użyłam w tym celu arkusza kalkulacyjnego ;)
    Kończąc to co zaczęłam – jeśli chodzi o odejmowanie wartości kcal – zaczęłam od odjęcia 500kcal. Następnie: policzyłam sobie 500 : [liczba tygodni] a następnie w każdym tygodniu odejmowałam o jedną wartość mniej. Przykład:
    500 : 40 = 12,5
    I tydzień: CMP – (12,5 * 40);
    II tydzień: CMP – (12,5 * 39) – oczywiście CMP jest odpowiednio przeliczone dla planowanej wagi pod koniec tygodnia;
    plan kcal
  4. Następnie dla pierwszego tygodnia zaczęłam układać jadłospis. Tu też arkusz jest bardzo przydatny ;)
    Zrobiłam sobie tabelkę tak, żeby wpisywać co ile ma, ilość, a to ile wartości jest w danym posiłku samo się przelicza.
    [wypełniam tylko żółte pola]
    jadłospis

Wiem wygląda strasznie… I na początku nie ukrywam jest. Trudno dobrać składniki tak żeby zbilansować wszystkie składowe. Mam jednak nadzieję, że uda mi się wszystko tak ułożyć, że będzie waga spadać i centymetry :D Żeby było łatwiej tworzę sobie tabelę kaloryczności (dla 100g/ml) i będzie tylko „kopiuj – wklej” i dobranie ilości xD

Życzcie mi powodzenia :) Obiecuję, że dam znać co i jak :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Praca nad sobą, Zdrowie

 

36 dni do wakacji – Dzień matki

26 maj

Jadłospis:

  • śniadanie (ok. 11): kilka widelców sałatki;
  • II śniadanie;
  • obiad (ok. 14): kurczak z serem i pomidorem, frytki, surówki;
  • podwieczorek (ok. 18): mała miseczka lodów;
  • kolacja;

Trening:

  • 20 brzuszków;
  • 2 x 20 brzuszków skrętnych;
  • 2 x 20 ćwiczeń na łydki;
  • 2 x 20 ćwiczeń na uda;
  • 3 x 25 przysiadów;

 

Dzisiaj jak każdy pewnie wie jest dzień matki. Z tej okazji (choć tego nie przeczyta) najlepsze życzenia dla mojej Mamy oraz dla wszystkich Mam świata.

No właśnie… Dzień zaczął się dosyć dziwnie – zagubieniem w czasie i przestrzeni. Obudziłam się rano – było jasno. Pamiętałam, że położyłam się po 1, więc przespałam jakieś 5 h – stabilnie. Myślę sobie:

” Dobra. Czas wstawać i brać się za naukę. Muszę sprawko zrobić i nauczyć się na jutrzejsze kolokwium.”

I tu nastąpiła chwila zastanowienia… Przecież wczoraj była niedziela… więc to sprawko i koło mam dzisiaj. I pierwsza myśl:

„Znowu przespałam kolokwium!! A specjalnie nastawiłam sobie budzik taki w zegarku jakby mnie znowu telefon zawiódł!! Jak to jest możliwe?!”

Ale po głębszym zastanowieniu stwierdziłam, że jest 6… a nie 18… Dla pewności wzięłam telefon i sprawdzam… 6:57 – 26 maja

„Uff…”

Chwilę walczyłam ze sobą czy jednak wstać i się pouczyć czy poleżeć jeszcze te 15 minut. Wygrała grawitacja wokół łóżka. Akurat chwilkę po tym jak wyłączyłam budzik otworzyły się drzwi do łazienki i pstryk gaszonego światła – łazienka wolna. Szybki prysznic, zgarnęłam wszystkie notatki, ubrałam się i na tramwaj.

Angielski jak zawsze bardzo fajny. Pani ma do nas bardzo fajne podejście i ogólnie bardzo fajna atmosfera jest na zajęciach. Następne zajęcia już były gorsze, bo najpierw komputer nie chciał z nami współpracować potem poczta i w końcu nie starczyło nam zajęć – zajęcia do odróbki. Potem obiadek i zabrałam się za robienie sprawka… z tym, że nie bardzo miałam z czego to sprawko zrobić, bo chłopaki nie dostarczyli mi materiałów. Więc poszliśmy na projekt tylko po to żeby powiedzieć, że nie mamy sprawozdania i dopytać co w nim ma być. Potem jeszcze chwila na douczenie się i kolokwium. Tu pozytywnie – 11/15, więc przynajmniej to jedno do przodu.

No co mój cały dzień ma wspólnego z dniem matki? Otóż gdy wracałam z Panem A. z obiadku od jakiegoś chłopaka, który zbierał „na chorego brata”, dostałam różyczkę. Stwierdziłam, że ostatnio dostałam trochę więcej kasy w pracy to mogę mieć dzień dobroci dla zwierząt parzystokopytnych, więc dałam mu tam trochę kasy… Pominę to, że chciał więcej a mówił w jakimś języku tak, że w ogóle go nie rozumiałam… Poszłam na zajęcia z tą różyczką. Wszyscy znajomi pytali czy ta różyczka to z okazji dnia matki i że gratulują xD Śmiesznie się złożyło, ale… Od kiedy jestem sama – tak całkiem sama wszyscy w kółko pytają czy przypadkiem nie jestem w ciąży… To trochę dziwne… Niby nie ma takiej opcji, mam okres regularnie (no może poza jednym) i ogólnie nic na to nie wskazuje, ale jednak… Wszyscy mi to powtarzają. Jak byłam z Panem A. nigdy (poza wizytą u nowego ginekologa) nie usłyszałam takiego pytania / stwierdzenia, że mogę być w ciąży… Czy to jakaś wróżba? Jak myślisz?

 

Przyszła chwila załamania

22 kwi

Jestem z siebie dumna. Dzięki diecie bezglutenowej zjadłam tylko kilka kawałeczków murzynka, którego sama upiekłam. Mimo że na stole świątecznym pojawiło się moje ukochane ciasto z masą karpatkową i sernik. Powstrzymałam się, a wręcz ta myśl, że będę się po tym cieście cholernie źle czuła zniechęcała mnie do tego ciasta. Przez całe święta jadłam sałatki warzywne, owocowe i jajka. Najbardziej bolało, że na śniadanie wielkanocne nie mogłam zjeść ukochanego babcinego białego barszczu. Przez święta nic nie przytyłam, a wręcz troszkę schudłam. Cieszy mnie to bardzo!!

Ale w niedzielę mnie rozłożyło i od tamtej pory zaczęło się dziać źle. Nie mogłam się skupić na robocie, bo rodzice stwierdzili, że święta, że się nie pracuje. Do tego totalnie wszystko mnie bolało i nie byłam w stanie nic robić oprócz spania. Silne uderzenie alergii i choroba to bardzo złe połączenie. Ale babunia dała mi ziółka, które były jak nalewka – słodziutkie i kopały, bo na spirytusie – i postawiło mnie to na nogi. Potem w domu jeszcze leki, do łóżka, wygrzałam się i w poniedziałek jak nowo narodzona. Alergia i gardło mączą jeszcze dzisiaj, ale przynajmniej mięśnie mnie nie bolą.

Z powodu długiego wolnego i choroby zaczęłam niepotrzebnie myśleć, wspominać, puściłam wodze fantazji. To się skończyło bardzo źle. Znowu tęsknie za Panem A. a jednocześnie jestem na niego cholernie wściekła za jego zachowanie. Nie wierze, że może być tak nieodpowiedzialny i leniwy… Liczy, na to że ja wszystko zrobię za niego… W sumie sama do tego doprowadziłam robiąc wszystko tak jak chce… pomagając mu jak tylko mogę… Mam tak cholernie mieszane uczucia w stosunku do niego że to jest niemożliwe. Przed chwilą gadałam z Panem K. (naszym kolegą) i byłam tak bardzo wściekła na Pana A., a po odłożeniu telefonu zaczęłam ryczeć z tęsknoty… To nie jest pierwszy raz kiedy muszę się wyleczyć… Ale ten jest najgorszy… Zwłaszcza, że widuje go codziennie, że mam z nim wszystkie grupy zadaniowe i widujemy się poza uczelnią. Chciałabym żeby ten ból odszedł… Może byłoby łatwiej gdyby wprost powiedział, że jest z inną, że ją kocha, że jest szczęśliwy. Ale przecież nie powie mi tego… Nie powie, bo wie, że mnie to zaboli… Ale ja chyba właśnie takiego bólu potrzebuję. Dzisiaj przypadkowo otworzyłam pamiętnik na dniu kiedy była ta najważniejsza rozmowa. Cytując jego słowa napisałam, że chciałby mieć taką dziewczynę jak ja z charakteru, ale nie podobam mu się z wyglądu. W sumie też nie spełniłam tego co założyłam, że do końca roku będę „idealna”. Ale do tego zabrakło mi motywacji. Zabrakło wsparcia… Teraz jestem gdzieś w połowie drogi… ale jest kwiecień!! Zdecydowanie za wolno to wszystko idzie!

Muszę znowu iść zrobić wyniki, bo w niedziele dwa razy w przeciągu godziny byłam bliska zemdlenia. Gdyby nie to, że byłam w kościele i ta myśl, że nie mogę tu zemdleć pewnie bym padła. Miałam palce sztywne, dosłownie wszystko mnie bolało tak na maksa, a jak zaczynał świat wirować, robiło się ciemno przed oczami, wszystko gdzieś odchodziło. Z chęcią poddałabym się temu, ale no nie mogłam… Fakt. Przyznaje się bez bicia – nie jem zdrowo, nie jem dużo, sam ryż nie dostarcza potrzebnych składników i na 99% znowu mam anemię. To nie pomoże mi w odchudzaniu, więc muszę z tego wyjść… Ale z drugiej strony w końcu waga zaczęła spadać. Do tej pory spadło:

  • waga: 11,4 kg z 25 kg
  • szyja: 0,8 cm z 0,5 cm
  • ramiona: 6,5 cm z 6,0 cm
  • biust: 6,9 cm z 16 cm
  • talia: 10 cm z 21 cm
  • biodra: 6,5 cm z 14,5 cm
  • udo: 5 cm z 16,5 cm
  • kolano: 4,5 cm z 6 cm
  • łydka: 1 cm z 8 cm
  • kostka: 1,2 cm z 3,5 cm

Ta łydka to moja największa zmora!! Ciągle stoi w miejscu co mnie strasznie ale to strasznie wkurza (ładnie mówiąc). Już zaczęłam ćwiczyć generalnie łydki a przy okazji resztę… No wyglądam paskudnie z tymi łydkami, ale grube łydki i masywne uda są u mnie rodzinne i bardo trudno mi się tego pozbyć. O ile uda w końcu ruszyły, powoli, ale ruszyły to łydka za cholerę… Już mnie to tak wkurza, że tyle czasu się staram, tyle czasu pracuje nad sobą, a efekty takie sobie, że dałabym bardzo, bardzo dużo za to żeby w końcu wyglądać tak jak chcę wyglądać.

Co prawda na święta usłyszałam kilka miłych słów, że pływam w ciuchach. Nawet wujek, który nie jest skłonny do komplementów powiedział przy całej rodzinie, że schudłam (a rok temu mówił, że jestem gruba tak przy całej rodzinie… co cholernie zabolało), więc chyba nie jest tak źle… ale WCIĄŻ ZA MAŁO!! ZA WOLNO!! Nie wiem już co robić ;(

 

Kolejne zmiany w wyglądzie

16 mar

Dzisiaj położyłam się na łóżku z zamiarem zdrzemnięcia się chwilę i pierwszy raz w sumie zauważyłam jak bardzo zaczynają mi wystawać kości biodrowe xD według cm nie jestem w połowie, a nawet mam wrażenie, że cm mnie oszukuje, bo ciągle trzyma się jednej miary a tu… jak stoję przed lustrem to tez widać znaczną różnicę w budowie brzucha. Nie jest wydęty, ale robi się tak ładnie wklęsły z obu stron :) Najwyższy czas wrócić do ćwiczeń. W końcu do wakacji zostało już tylko 106 dni… To nie wiele patrząc na to jak mi idzie, ale doradca żywieniowy stwierdził, że jest to spokojnie wykonalne. Skoro jest to wykonalne i nie wymaga to jakichś chińskich kombinacji to dam radę!! Muszę dać.

Muszę się przyznać – moja ochota na zabronione rzeczy wygrała.

Nigdy jakoś specjalnie nie brakowało mi jedzenia mięsa. Jadłam je bardzo rzadko, ryby tak samo. A teraz kiedy mi nie wolno tak bardzo mi się chciało… W piątek obudziłam się z myślą – „Rany jak mi się chce kotletów mielonych!!” – ale rano udało mi się powstrzymać przed wyjęciem ich z zamrażarki i odgrzaniem ich. Pojechałam z koleżanką na cotygodniowe zakupy i ona oczywiście brała mięso… górę mięsa, choć i tak mało jak na nią.

- A… chce mi się kotletów mielonych…
- Przecież nie masz.
- Mam w zamrażarce. Mojej mamusi…
- Nie wolno Ci.
- Ale mi się chce.
- Nie.
- Przyjdę do domu i sobie zrobię.
- Nie możesz
- Ale ja chce…

Przez moment jak rozmawiałyśmy czułam się jak małe dziecko, któremu mama nie pozwala wziąć cukierka. To musiało dziwnie wyglądać jak tak gadałyśmy no bo kto słyszał kiedyś, żeby zabraniać zjeść kotleta…

Wróciłam do domu i nie wytrzymałam… Wyjęłam z zamrażarki kotlety, pokroiłam ziemniaczki w plasterki, ułożyłam na blaszce i zapiekłam… Jakie to było dobre… Rany… już dawno mi tak kotlety nie smakowały!

 

Nowa dieta – motywacja rośnie

14 mar

Ze względu na zły stan zdrowia musiałam przejść na dietę bezglutenową. Jestem na niej od niedzieli, czyli już 5 dni.

Byłam u lekarza internisty i przy rutynowych badaniach po naciskała mi na brzuch. Gdzie by nie nacisnęła to bolało. Stwierdził, że mam podrażniony żołądek i jelita i żebym spróbowała na 2 – 3 miesiące przejść na dietę bezglutenową. Na następny dzień byłam u doradcy żywieniowego. Dobrze się złożyło z tymi wizytami. Stwierdził, że skoro nie toleruję mleka to mam odstawić też wszystkie produkty mleczne – sery, jogurty – a także produkty pochodzenia zwierzęcego – mięso, jajka, ryby. Z racji zawartości glutenu muszę odstawić wszystkie produkty zbożowe – chleb, makaron, wszystko co z normalnej mąki. Jeśli chodzi o czas posiłków to tez zmienił moje myślenie. Stwierdził, że uczucie głodu to najlepszy przyjaciel, gdy jest się na diecie. Jeśli odczuwa się głód to znaczy, że organizm chce pożywienia i że wszytko strawił. Nawet jeśli oznacza to jedzenie 1 – 2 razy dziennie. Jeśli nie czuję głodu to póki nie jest to chorobliwe to jest ok. i nie muszę pilnować pór posiłków.

Jedyne więc co pozostaje mi do jedzenia to:

  • produkty zbożowe: ryż i kasza, produkty z mąki kukurydzianej lub ryżowej;
  • tłuszcze: masło, olej roślinny, oliwa z oliwek;
  • owoce, warzywa: wszystkie;
  • ziarna: orzechy, słonecznik, dynia;
  • słodycze: miód, dżem, ciastka i ciasta oznaczone jako bezglutenowe;
  • napoje: herbata, kawa naturalna, soki owocowe, woda, kompoty;
  • przyprawy: sól, pieprz ziołowy, przyprawy jednoskładnikowe, ocet, bezglutenowy sos sojowy;
  • inne: proszek do pieczenia bezglutenowy, soda oczyszczona, draże;

 

Ewentualnie, jeśli nie mają glutenu i nie są pochodzenia zwierzęcego:

  • produkty zbożowe: płatki kukurydziane;
  • tłuszcze: majonez, gotowe sosy;
  • owoce, warzywa: suszone owoce, produkty warzywne przetworzone;
  • słodycze: żelki, nadziewane cukierki, batony, gotowe budynie, czekolada, czekoladki, chipsy, cukier waniliowy;
  • napoje: kawa rozpuszczalna, napoje owocowo – warzywne;
  • przyprawy: mieszanki przypraw, kostki bulionowe, ketchupy, sosy w proszku, gotowe sosy
  • inne: leki i suplementy diety, niektóre aromaty;

 

Całkowicie zabronione:

  • pszenica, przenżyto, jęczmień, żyto, zwykły owies, kuskus;
  • mięso, ryby, jaja (z powodu nie tolerancji laktozy)
  • produkty mleczne (z powodu nie tolerancji laktozy)
  • tłuszcze: olej z kiełków pszenicy;
  • owoce, warzywa: warzywa panierowane, warzywa z tartą bułką;
  • słodycze: ciasta i ciastka upieczone z mąk zawierających gluten lub zwykłych proszków do pieczenia, zawierające słód jęczmienny;
  • napoje: kawa zbożowa, kakao owsiane, napoje słodzone słodem jęczmiennym, piwo;
  • przyprawy: zwykły sos sojowy;
  • inne: zwykły proszek do pieczenia, zwykłe komunikanty;

Przez pierwsze dwa dni ciągle chodziłam głodna i myślałam co mogę zjeść. Było cholernie ciężko. Potem jak już się zaczęłam przyzwyczajać było ok. Jeden minus jest taki, że do dosyć droga dieta. Warzywa i owoce robią się tańsze, ale i tak dużo kasy na to schodzi. Aby potwierdzić tą diagnozę – celiakię – wykonywane są badania, ale nie wiem czy są one konieczne. Jak tylko zjem, albo wybije coś niedozwolonego od razu zaczyna boleć mnie brzuch. Wczoraj na wyjeździe zjadłam czekoladę – bardzo źle się to skończyło. Dostałam skurczów podbrzusza i to bardzo, bardzo bolesnych. Gorzej niż okres… To nie było fajne. Tak samo było jak napiłam się piwa… kilka łyczków – to był duży błąd.

Na diecie złożonej z samych warzyw i owoców szybko waga powinna spaść ;)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Praca nad sobą, Zdrowie

 

Plusy i minusy

11 lut

Takie małe podsumowanie. Może zacznę od minusów żeby dobrze skończyć.

minusy:

  1. Muszę się ogarnąć i wyleczyć z Pana A. To już definitywny koniec.
  2. Muszę się bardziej pilnować i naprawdę wziąć się do pracy nad sobą
  3. Muszę zacząć się ściśle trzymać diety

 

plusy:

  1. Codziennie robię przysiady i brzuszki. Może póki co to nie jest jeszcze duży wyczyn, ale od tygodnia, codziennie zaczynając od 50 robię o 5 więcej.
  2. W końcu zauważyłam, że faktycznie mogę ładnie wyglądać… Jakoś tak rano zauważyłam, że kolana mi się zmieniły – jakby ktoś odgryzł mi kawałek. A potem ubrałam sukienkę i tak ładnie płaski brzuszek wyglądał i nogi ładnie… A przez przysiady coraz ładniej wyglądają pośladki. Niby takie sobie ćwiczenia, a naprawdę daje bardzo dużo. Naprawdę pierwszy raz uwierzyłam, że dam radę i że będę ładnie wyglądać.
  3. Biorę leki. Źle się po nich czuje jak nie wiem, ale z każdym dniem coraz lepiej to znoszę. Już nie jest mi tak bardzo niedobrze, brzuch nie boli mnie już tak.
  4. Mam coraz mniejszą ochotę na słodkie. Biorę chrom i nie wiem czy to jego zasługa czy mojego nastawienia – potrafię przejść obok słodkiego i nie kupić, nie zjeść.
  5. Staram się jak najwięcej pić wody i herbaty zielonej. Zamiast jeść – pije. Pije jak najwięcej.

 

Dzisiaj pierwszy raz uwierzyłam, że mogę być piękna… Że może mi się udać. Chociaż cm mnie oszukuje i zamiast mniej, z każdym dniem pokazuje coraz więcej!! To przerażające!! To co widzę w lustrze, jak się czuję, jest odwrotnie proporcjonalne do tego co pokazuje cm. Aż się boję co pokaże na siłowni… W niedziele 3 albo 4 razy prosiłam różne osoby pracujące tam żeby mi zrobiły te badania, ale ciągle był ktoś zajęty, albo nie było osoby która by mi te badania zrobiła… Stwierdziłam, że to chyba znak, że nie koniecznie chcę poznać te wyniki… Naprawdę się stresuje co pokaże… Bardzo chciałabym żeby było lepiej niż ostatnio (początek stycznia), ale co będzie to będzie… Mam nadzieję, że będzie mniej z każdym dniem. I postaram się dojść do ideału jak najszybciej.

 

Ferie

09 lut

Nie wiem jak to się stało, ale zdałam!! Jak zobaczyłam zdania to już byłam pewna, że nie zdam. A tu niespodzianka. Wczoraj wstaje, sprawdzam pocztę a tu: Wprowadzono nową ocenę: 3,0″. Nie mogłam w to uwierzyć!! Dobrze się te ferie zaczynają. W końcu miłe wiadomości, bo jak chwilę wcześniej się zmierzyłam jak co tydzień to nie było mi do śmiechu…

Nie rozumiem o co chodzi… Staram się, ćwiczę, zwracam uwagę na to co jem, jak, ile i kiedy… A na cm 1 – 2 cm więcej niż tydzień wcześniej… NIE ROZUMIEM!! To naprawdę bardzo, bardzo zniechęca! Ale nie!! nie poddam się!! Zaraz się zbieram i jadę na siłownię! Może będę zdychać, ale muszę…

Zaczęłam brać leki – w końcu się zmotywowałam i zaczynam codziennie brać żelazo. Czuję się strasznie źle… Brzuch mnie boli, niedobrze mi, świat wiruje… Ogólnie nie jest fajnie. Ale nie poddam się… muszę uzupełnić poziom żelaza, bo jak nie to będę mieć anemię a to nie pomoże schudnąć. Muszę to przetrwać!

Nie poddam się!!

Będzie dobrze!!

Musi być…

 

Z każdym dniem coraz gorzej

22 sty

Nie wiem jak to jest możliwe ale z każdym dniem jest coraz gorzej… chciałabym się gdzieś schować i to wszystko przeczekać… przeczekać najgorsze dni, miesiące, lata… Może ucieknie mi kawał życia, ale chcę mieć to już za sobą… Chcę żeby w końcu było dobrze…

Nie wiem co z Panem A.

Nie wiem co z uczelnią.

Nie wiem co z życiem osobistym.

Nie wiem co ze zdrowiem.

Poszłam dzisiaj do laryngologa to wystawił mi skierowanie do SZPITALA!!

A nie tak dawno byłam…

W maju miałam usuwane migdałki pod narkozą… Ledwo mi włosy odżyły i kolejna narkoza mi się szykuje… Potem jeszcze w czerwcu byłam 2 razy… No masakra jakaś… Wtedy wszystko złe co mi się mogło przydarzyć to się zdarzyło… Co będzie teraz?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie, Zdrowie