RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Praca nad sobą’

Nowy początek

07 cze

Wiem, że pisze to pewnie po raz setny, ale lepiej po raz kolejny podjąć walkę niż po raz kolejny powiedzieć, że sorry nie udało się…

No wiec tak. Zaczynając optymistycznie :)
Przez ostatnie 3 miesiące „byłam” na diecie
1 miesiąc – dieta i ćwiczenia = -4kg
2 miesiąc – dieta i ćwiczenia = -4kg
3 miesiąc – niestety odpuściłam :( = +/-0kg
ale… jest 8kg do tyłu i z tego jestem mega zadowolona! Jak tak dalej pójdzie to uda mi się założenie żeby w rok stracić wszystko co mam w nadbagażu.

Dlaczego nowy początek? Dlaczego dzisiaj?
Po miesiącu „utrzymywania wagi” przy nic nie robieniu stwierdziłam, że kurcze! Nie mogę się tak lenić! Kupiłam sobie „plan treningowy” z biedronki żeby mnie motywował do uzupełniania, a tym samym – głupio wpisać, że się nic nie zrobiło, no nie? Akurat wczoraj skończyła mi się dieta od multisportu więc od dzisiaj mam wygenerowaną nową. Dlatego też OD DZISIAJ zaczynam.

Mówię do chłopaka:
- Od jutra wracam do dbania o siebie.
- A jutro od kiedy?
- Od dzisiaj! ;)

Ponoć najłatwiejsza do utrzymania jest dieta „od jutra” tylko że się na niej nie chudnie. Coś w tym jest… Ale nie tym razem! Od jutra (dzisiaj) to od jutra!

Mam nadzieję, że uda mi się pisać regularnie – a przynajmniej w miarę regularnie o moich postępach :) (wiem obiecywałam nie raz… ale pod presją, że ktoś patrzy jest dużo łatwiej!)

No więc?

——————————————————

Dziś 07.06.2017 stwierdzam takie fakty:

  • 34kg do zgubienia – dużo! Wiem, że dużo, ale nie ma się co załamywać ;) 8 już zgubiłam gdzieś po drodze, więc kto da rade jak nie ja?
  • Rano na-czczo się pomierzyłam i stwierdzam, że już wiem skąd te kg zgubiłam ;) To naprawdę pocieszające bo gdy miałam dobry humor i patrzyłam w lustrze to myślałam:
    „nooo :) jest lepiej. Tu mniej, tam mniej. Ta sukienka coraz lepiej na mnie wygląda”.
    A gdy zjadłam coś czego mi nie wolno, albo gdy zbliżał się okres:
    „ta jasne… nic się nie zmienia :( dalej wyglądam tak samo, albo nawet gorzej. Tu wystaje, tam odstaje. Porażka!!”
    A wychodzi na to, że jednak nie jest tak źle ;) W niektórych miejscach jestem na początku drogi do „idealnych wymiarów” (oczywiście dla mojego wzrostu), a w niektórych jestem już w połowie!!
  • Gubiąc zaledwie 0,1kg dziennie (gdzie średnio przy stosowaniu diety i drobnych ćwiczeń dziennie leciało 0,14kg) dojdę do idealnych wymiarów w założonym czasie :)

Co mogę powiedzieć więcej? Do roboty! ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Praca nad sobą

 

Tendencja spatkowa

15 mar
poniedziałek wtorek środa czwartek piątek sobota niedziela
brzuszki
przysiady
pompki
2×10
2×10
1×10
2×15
2×15
1×15
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
brzuszki
przysiady
pompki
2×15
2×15
1×15
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
brzuszki
przysiady
pompki
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
brzuszki
przysiady
pompki
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
6×15
6×15
5×15
brzuszki
przysiady
pompki
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
6×15
6×15
5×15
7×10
7×10
6×10

Ale to nie wszystko. Od zeszłego wtorku jestem na diecie utworzonej przez Multisport. Chociażby dlatego warto płacić za niego. Liczyłam, że w ciągu tygodnia muszę schudnąć średnio 0.7kg żeby do ślubu siostry wyglądać idealnie, a tu? Ważąc się codziennie rano naczczo, po toalecie porannej schudłam 2,8kg!! Wiem, wiem. Nie ma się co ekscytować, bo na początek schodzi woda z organizmu, a nie tłuszcz, ale… Brzuszek schodzi. Nogi chudną. Na centymetrze mniej. A wszystko to dzięki niewielkiemu wysiłkowi. Nie chodzę głodna. Nie siedzę godzinami w kuchni. Bez problemu mogę zabrać jedzenie ze sobą do pracy.

Od wczoraj jestem na chorobowym i według zaleceń lekarza mam unikać wysiłku fizycznego. Zawiesiłam więc mój plan treningowy, ale wrócę do niego. Muszę się wyleczyć przede wszystkim. Dietę nadal stosuję więc mam nadzieję, że uda się utrzymać tendencję spadkową.

Jak stanęłam dziś na wadze i zobaczyłam ile wskazuje, to nie mogłam uwierzyć! To takie super uczucie!!!

Niestety są też gorsze strony. Mój chłopak jest chudy jak patyk mimo, że je co chce, ile chce i kiedy chce. Strasznie mu zazdroszczę, ale niestety. On ma to od tak, a ja muszę o to zawalczyć. I tu jest problem. Mam wrażanie, że totalnie mnie nie rozumie. Nie wie co to znaczy być na diecie, co to znaczy musieć sobie odmawiać na każdym kroku. Już i tak muszę sobie odmówić większości przysmaków, bo są z ‚glutenem’. Zrobiłam sobie wczoraj latte i co usłyszałam? Że stracił do mnie szacunek, bo nie trzymam diety… Zrobiło mi się tak strasznie przykro. Przez jedną kawę słyszę od niego takie rzeczy… Kocham go, ale powinien mnie wspierać i rozumieć, a nie zachowywać się w taki sposób. Nawet nie wie jak to jest odmawiać sobie słodyczy, liczyć kalorie i walczyć o siebie.  Mimo, że obiecał mi, że nie będzie mnie kusić i nie będzie przy mnie jeść słodkiego, to i tak ukradkiem podjada, gdy wychodzę z pokoju. To naprawdę przykre :( Jak mu wytłumaczyć żeby zrozumiał przez co muszę przejść?

 

Wiosenne porządki w głowie

28 lut

Tak jak obiecałam, choć trochę mi to zajęło, WZIĘŁAM SIĘ za siebie.

NIE zrobię to jutro…
NIE zrobię to dzisiaj…
NIE za chwilę…
ale WCZORAJ zaczęłam ćwiczyć.

Rozpisałam sobie plan treningowy. Może mało wymagający, ale też nie mogę nie wiadomo jak obciążać stawów. Niestety w końcu do mnie dotarło, że doprowadziłam się do takiego stanu, że nie mogę szaleć. A waga mimo starań nie spada, a nawet nie mogę jej utrzymać na dłużej w równowadze. Strasznie żałuję, że zgodziłam się na te badania pod kontem celiakii. Zaprzepaściłam rok starań, ćwiczeń, wyrzeczeń. Najbardziej mi szkoda, że nie potrafię wrócić do takiego trybu życia jaki miałam wtedy.
- dbanie o siebie
- jedzenie zdrowo
- gotowanie
- owoce i warzywa
- picie wody
- ćwiczenie w domu
- chodzenie na siłownię
Tak trudno do tego wrócić. No ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Muszę się wziąć za siebie i mam na to rok. w ciągu roku muszę się doprowadzić do stanu takiego żeby dobrze wyglądać na weselu.

No to zaczęłam!

poniedziałek wtorek środa czwartek piątek sobota niedziela
brzuszki
przysiady
pompki
2×10
2×10
1×10
2×15
2×15
1×15
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
brzuszki
przysiady
pompki
2×15
2×15
1×15
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
brzuszki
przysiady
pompki
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
brzuszki
przysiady
pompki
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
6×15
6×15
5×15
brzuszki
przysiady
pompki
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
6×15
6×15
5×15
7×10
7×10
6×10

 

Wiem… mało wymagający plan, ale mam nadzieję, że przyniesie efekty. Zaczyna się robić ciepło. Nadchodząca wiosna aż krzyczy „Chodź na spacer!!”. Jest cudownie ciepło :) Muszę pomyśleć nad zmianą płaszcza i kupić nowe buty. Przez zimę chodziłam w półbutach z kolekcji jesiennej – jaka zima takie buty. No i się trochę zjechały… No ale po półtorej roku miały prawo się wytrzeć, a fleki jechać. Miałam wymienić, ale nie zdążyłam się zebrać żeby zanieść do szewca. Spacer, basen, rower :) Musi się udać!!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Praca nad sobą

 

Trampolinka

17 lis

Tak tylko krótko.

Patrząc na zegarek zdałam sobie sprawę z tego, że faktycznie wracam do dawnej siebie:

  • Siedzę do późna
  • Piszę bloga
  • Zaczynam dbać o siebie i tu żadnej ściemy. Ćwiczę, nie jem słodyczy, ani śmieciowego jedzenia
  • Nie poddałam się na zajęciach choć jak usłyszałam jakie jest zadanie to chciałam wziąć rzeczy i wyjść

Tak! Zdecydowanie To jest dobra droga ;)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Praca nad sobą

 

Znalazłam swój motywator

16 lis

Wczoraj odnalazłam swój motywator. Choć to tylko słowa to wczoraj mój dyrektor działu powiedział, że poszukuje osoby do pomocy dla mnie. Docelowo ma zatrudnić 3 osoby. Stwierdził, że jak tak będzie to może zrobi mnie liderem działu. MNIE!! Liderem?! Masakra… I to własnie jest mój motywator. Nie mogę być przecież gorsza od swoich „podwładnych” prawda? Wiem jak wiele nie umiem. Więc jeszcze duuuużo muszę się nauczyć. A to wymaga pracy nad sobą. A to oznacza, że muszę zacząć czytać, interesować się tematem i w ogóle.

Będzie dobrze! Bo przecież w końcu musi być no nie? ;)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Praca nad sobą

 

Oszustwo centymetra

14 maj

No nie wierze… Mam wrażenie, że jet lepiej.

Niby sznureczek coraz dłuższy do wiązania…

Niby spodnie luźniejsze…

A jak biorę centymetr do ręki to jest na nim coraz więcej i więcej… To jakaś masakra ;(

Zero jakiejkolwiek motywacji ;(

 

Oj dawno mnie nie było

13 maj

Może to głupie, ale zwyczajnie zapomniałam hasła i nie mogłam się dostać na bloga. Dziś dostałam powiadomienie o nowym komentarzu do zaakceptowania. Stwierdziłam, że spróbuję jeszcze raz wpisać hasło. I o dziwo weszło za pierwszym razem!!

Teraz nie wiem od czego zacząć…

Może od tego, że trochę brakowało mi takiego samo-kontrolowania się. Przyznaje się – na wyjeździe wakacyjnym było tak fajnie. Fajnie się czułam, fajnie wyglądałam. Jedyne co to nie byłam w stanie trzymać diety. Przez 4 dni cały dzień siedziałam w łóżku i robiłam animacje na pokaz. Owszem było śniadanie, obiad, kolacja. Wszystko gotowałam praktycznie sama, ale nie tylko dla siebie ale i dla 20 innych osób. W ciągu dnia podjadałam jakieś chrupki, ciastka itp.. A to tylko dlatego że zwyczajnie nie miałam czasu robić czegoś innego. Piłam praktycznie tylko energetyki bo zasypiałam już przed komputerem. Po powrocie trudno było wrócić do pilnowania się i jakoś czas zaczął szybko uciekać. Niestety wszystko wróciło 2 razy szybciej niż spadało i 2 razy tyle ile spadło :(

To jakiś koszmar!!

Teraz tak strasznie ciężko się za siebie wziąć ;( Pan Ł. (mój chłopak) powtarza, że mu się podobam, że uwielbia pewne moje części ciała. Jak spytałam co myśli o tym jakbym trochę się zmniejszyła to twierdzi, że nie ma nic przeciwko tylko żeby moje piersi się nie zmieniły, bo mu się bardzo podobają :)

Ale muszę się pochwalić. Zaczęłam o siebie walczyć!!

  • Od tygodnia się pilnuję i codziennie przynajmniej dużą butelkę wody piję – teraz już jest coraz łatwiej.
  • Od miesiąca staram się ruszać, ale od poniedziałku tak na poważnie. Rozpisałam sobie plan treningowy. Wczoraj byłam na basenie. Miałam jutro też iść, ale się rozchorowałam. Wczoraj wieczorem w łóżku z gorączką wylądowałam. Dzisiaj cały dzień leżę w łóżku, piję herbatę z miodem, biorę leki i czuję się dużo lepiej.
  • Zwracam uwagę na to co jem i staram się ograniczać jedzenie słodyczy i fast foodów. Ale ok muszę się przyznać. Ostatnio miałam taką fazę na jedzenie że to nie możliwe było… zjadłam i dalej byłam głodna!! To po prostu nie do zniesienia!! Ale to nie jest pierwszy raz. Mam wrażenie, że to zależy od cyklu menstruacyjnego.

No ale ok… Co jeszcze u mnie?

Dużo się dzieje… I prywatnie i zawodowo. Szczerze mówiąc to sama nie wiem za co mam się wziąć. Mam duży problem z ogarnięciem siebie. Straciłam swoją równowagę. Zaczynając od ogarniania spraw na uczelni do mojego portfela… Wcześniej jakoś mogłam się ogarnąć, odłożyć trochę kasy, a teraz… jakaś masakra… Ciągle jestem pod kreską!! Gdyby nie pomoc Pana Ł. byłoby ze mną bardzo bardzo źle… Ale już się podnoszę i staram się ogarnąć. Jeśli chodzi o uczelnię to kończy się semestr i zbliża się termin oddawania projektów… To jakaś istna masakra. Nie wiem w co ręce włożyć ;( ale muszę się ogarnąć bo czas goni… Działalność studencka się rozwija i jedynie tu mam się czym pochwalić. Od października jestem w samorządzie i radzie wydziału, od miesiąca jestem w Parlamencie Studentów. Do tego od tego semestru jestem przewodnicząca komisji stypendialnej. Bardzo się cieszę, że zostałam obdarzona takim zaufaniem. Co do życia prywatnego tu ogromna zmiana. Od prawie roku jestem z Panem Ł. Raz jest lepiej raz jest gorzej jak to w każdym związku. Jednak wiem, że to jest ten… Moi rodzice bardzo lubią Pana Ł., moja siostra też. JA jestem z nim bardzo szczęśliwa ;)

 
 

36 dni do wakacji – Dzień matki

26 maj

Jadłospis:

  • śniadanie (ok. 11): kilka widelców sałatki;
  • II śniadanie;
  • obiad (ok. 14): kurczak z serem i pomidorem, frytki, surówki;
  • podwieczorek (ok. 18): mała miseczka lodów;
  • kolacja;

Trening:

  • 20 brzuszków;
  • 2 x 20 brzuszków skrętnych;
  • 2 x 20 ćwiczeń na łydki;
  • 2 x 20 ćwiczeń na uda;
  • 3 x 25 przysiadów;

 

Dzisiaj jak każdy pewnie wie jest dzień matki. Z tej okazji (choć tego nie przeczyta) najlepsze życzenia dla mojej Mamy oraz dla wszystkich Mam świata.

No właśnie… Dzień zaczął się dosyć dziwnie – zagubieniem w czasie i przestrzeni. Obudziłam się rano – było jasno. Pamiętałam, że położyłam się po 1, więc przespałam jakieś 5 h – stabilnie. Myślę sobie:

” Dobra. Czas wstawać i brać się za naukę. Muszę sprawko zrobić i nauczyć się na jutrzejsze kolokwium.”

I tu nastąpiła chwila zastanowienia… Przecież wczoraj była niedziela… więc to sprawko i koło mam dzisiaj. I pierwsza myśl:

„Znowu przespałam kolokwium!! A specjalnie nastawiłam sobie budzik taki w zegarku jakby mnie znowu telefon zawiódł!! Jak to jest możliwe?!”

Ale po głębszym zastanowieniu stwierdziłam, że jest 6… a nie 18… Dla pewności wzięłam telefon i sprawdzam… 6:57 – 26 maja

„Uff…”

Chwilę walczyłam ze sobą czy jednak wstać i się pouczyć czy poleżeć jeszcze te 15 minut. Wygrała grawitacja wokół łóżka. Akurat chwilkę po tym jak wyłączyłam budzik otworzyły się drzwi do łazienki i pstryk gaszonego światła – łazienka wolna. Szybki prysznic, zgarnęłam wszystkie notatki, ubrałam się i na tramwaj.

Angielski jak zawsze bardzo fajny. Pani ma do nas bardzo fajne podejście i ogólnie bardzo fajna atmosfera jest na zajęciach. Następne zajęcia już były gorsze, bo najpierw komputer nie chciał z nami współpracować potem poczta i w końcu nie starczyło nam zajęć – zajęcia do odróbki. Potem obiadek i zabrałam się za robienie sprawka… z tym, że nie bardzo miałam z czego to sprawko zrobić, bo chłopaki nie dostarczyli mi materiałów. Więc poszliśmy na projekt tylko po to żeby powiedzieć, że nie mamy sprawozdania i dopytać co w nim ma być. Potem jeszcze chwila na douczenie się i kolokwium. Tu pozytywnie – 11/15, więc przynajmniej to jedno do przodu.

No co mój cały dzień ma wspólnego z dniem matki? Otóż gdy wracałam z Panem A. z obiadku od jakiegoś chłopaka, który zbierał „na chorego brata”, dostałam różyczkę. Stwierdziłam, że ostatnio dostałam trochę więcej kasy w pracy to mogę mieć dzień dobroci dla zwierząt parzystokopytnych, więc dałam mu tam trochę kasy… Pominę to, że chciał więcej a mówił w jakimś języku tak, że w ogóle go nie rozumiałam… Poszłam na zajęcia z tą różyczką. Wszyscy znajomi pytali czy ta różyczka to z okazji dnia matki i że gratulują xD Śmiesznie się złożyło, ale… Od kiedy jestem sama – tak całkiem sama wszyscy w kółko pytają czy przypadkiem nie jestem w ciąży… To trochę dziwne… Niby nie ma takiej opcji, mam okres regularnie (no może poza jednym) i ogólnie nic na to nie wskazuje, ale jednak… Wszyscy mi to powtarzają. Jak byłam z Panem A. nigdy (poza wizytą u nowego ginekologa) nie usłyszałam takiego pytania / stwierdzenia, że mogę być w ciąży… Czy to jakaś wróżba? Jak myślisz?

 

37 dni do wakacji

26 maj

Jadłospis:

  • I śniadanie (ok. 12): ziemniaczki pieczone z 2 kotletami mielonymi;
  • II śniadanie;
  • obiad (ok. 15): mała miseczka lodów;
  • podwieczorek;
  • kolacja;

 

Trening – jako, że powinno się robić przerwy między ćwiczeniami tak skromnie:

  • 20 brzuszków z podniesionymi nogami;
  • 2 x 20 brzuszków skrętnych;

 

Wróciłam do domu o 6 nad ranem i o dziwo nie byłam aż tak bardzo zmęczona i śpiąca jak myślałam, że będę. Trochę czułam, że bolą mnie stopy po butach na obcasie, ale to tylko tyle. Jak położyłam się spać to w sumie nie wiem kiedy zasnęłam, ale obudził mnie budzik po 11. Chwilę poleżałam i położyłam się dalej spać. Wstałam z łóżka jakoś po 12. Ogarnęłam się, zjadłam śniadanko i siadłam do robienia notatek… Jak siadłam to z godzinną przerwą na serial siedziałam do 22 ciągiem… Potem to film, to fb no i tak czas minął do 1 w nocy. Jakoś w ogóle nie czułam upływu czasu i tego ze jestem głodna. Byłam tak zajęta, tak mi szybko czas leciał, że naprawdę tego nie zauważyłam. A jutro ciężki dzień i choć siedziałam tyle czasu nad notatkami ucząc się do kolokwium to i tak czuję, że na jutro nic nie umiem…

 

38 dni do wakacji

24 maj

Chyba muszę wrócić do spisywania moich codziennych grzeszków i zwycięstw, bo inaczej się nie upilnuję…

Stan na dziś:

  • szyja
    spadło: 1,5 cm
    zostało: 0 cm – osiągnięte 24 sierpnia 2013
  • ramiona
    spadło: 5,5 cm
    zostało: 0 cm – osiągnięte 10 listopada 2013
  • biust
    spadło: 6 cm
    zostało: 10 cm
  • talia
    spadło: 11 cm
    zostało: 10 cm
  • biodra
    spadło: 6,5 cm
    zostało: 8 cm
  • udo – moja mniejsza zmora ale jednak duża zmora
    spadło: 5,4 cm
    zostało: 11,1 cm
  • kolano
    spadło: 4,2 cm
    zostało: 1,8 cm
  • łydka – moja największa zmora
    spadło: 1,5 cm
    zostało: 6,5 cm
  • kostka
    spadło: 1 cm
    zostało: 3,5 cm

Jadłospis:

  • I śniadanie (ok. 11): woreczek ryżu z sosem pomidorowym;
  • II śniadanie (ok. 13): mała miseczka lodów;
  • obiad (ok. 17): pieczone ziemniaki i 2 kotlety mielone;
  • podwieczorek (ok. 21): sałatka jarzynowa;
  • kolacja (ok. 1): pierogi (tak wiem, że mi nie wolno no ale musiałam…);

 

Trening:

  • 20 brzuszków,
  • 2 x 20 brzuszków skrętnych;
  • 2 x 20 ćwiczeń na łydki;
  • 2 x 20 ćwiczeń na uda;
  • 3 x 20 przysiadów;

 

Udało mi się załapać do pracy. Niby nic takiego – jednorazowa praca w cateringu – obsługa „balu”, ale zawsze jakieś pieniądze. Przez cały dzień jakieś notatki, projekty i koło 17 zaczęłam się szykować. Prysznic, ubrałam się ładnie (biała bluzka i czarna spódnica) i na tramwaj. Generalnie miałyśmy tam być na 18, ale pół godziny przesiedziałyśmy na ławce zanim się nam szef ogarną ze wszystkim. Poszłyśmy na salę i jako, że mam doświadczenie w obsłudze roll baru byłam na sali z barmanem, a reszta dziewczyn piętro wyżej obsługiwały przy jedzeniu. Barman nauczył mnie robić Mojito, a tak poza tym to było piwo i wódka z colą lub spritem. Z początku byli sami faceci i wiem, że robili słodkie oczka tylko dlatego żeby dostać darmowy alkohol. No ale i tak fajnie było. Potańczyłam sobie z kilkoma chłopakami, jeden za darmowe piwo pokazał mi sztuczkę karcianą. Naprawdę była super. Najlepsze było na koniec. Przyszedł czas do rozliczeń. Wszystkie dziewczyny dostały kasę no i szef się pyta czy ktoś jeszcze, to mówię, że jeszcze ja, a on.

„Z Tobą się później rozliczę.”

Pierwsza myśl: „Co ja przeskrobałam? Może to za tańczenie z chłopakami, no ale on też i pił i się bawił…”. Chwilę później jak dziewczyny gdzieś się rozeszły szef mówi do mnie

- Ile godzin? (bo miałyśmy płacone od godziny)

- Nie wiem ile (bo nie miałam zegarka), ale tak jak dziewczyny (a widziałam, że która godzina by nie była i tak dostały o dychę więcej niż liczyłam, że dostaniemy).

Wyjął kasę, liczy, liczy i daje mi moją wypłatę. Tak szybko zobaczyłam, że jest więcej niż dziewczyny dostały, więc nawet nie liczyłam ile dokładnie tylko schowałam do kieszeni żeby nie widziały.

- Ja organizuję dużo takich imprez i potrzebuję sprawdzonych ludzi. Najlepiej jakbyś napisała do mnie maila. Masz do mnie kontakt?

Nie mogłam uwierzyć! No ok. to nie była nasza pierwsza współpraca, bo rok temu jak był zjazd harlejowców z całego świata to też stałam i przez trzy dni a raczej przez trzy noce nalewałam im piwo. Teraz na juwenalia cały dzień stałam na backstage’u za roll barem i nalewałam piwo dla artystów (i wolontariuszy). Ale mimo tych (teraz) trzech razów nie sądziłam, że zaproponuje mi prace ;) Także bardzo, bardzo się cieszę. Zwłaszcza, że on z tego co słyszałam zajmuje się organizacją piwa na Woodstocku. Kilka dni ciężkiej harówki, ale za to zarobki całkiem fajne. W zeszłym roku z ciągu 3 nocy zarobiłam na nowy telefon. Także jako, że każda kasa się przyda cieszę się bardzo, bardzo, bardzo xD