RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Może kiedyś będzie lepiej’

Idzie wiosna

05 mar

Wiosnę widać na każdym kroku. Kwitna kwiaty, ptaszki śpiewają, a wokół nas pojawia się miłość. Choć to dopiero początek to zapowiada sie fajnie ;) gadamy, spędzamy razem czas. Nie zapeszając jest dobrze. Co z tego będzie to sie okaże.
Dziwnie zaczyna zachowywać się Pan A. Widzieliśmy się kilka razy w trójkę – gadali i w ogóle. Wszystko spoko. Ale w stosunku do mnie zmienił zachowanie. Dzwoni, pisze, odzywa się częściej. Jest jakby trochę bardziej miły niż wcześniej. Może faktycznie dopiero jak się coś straci to się to zaczyna doceniać o co bardzo boi się Pan M. Widze, że jest bardzo zazdrosny i w ogóle. Wiem, że to nie będzie łatwe, ale musi się z tym pogodzić, że Pan A. już zawsze będzie dla mnie ważny. Czy chciałabym znowu z nim być? To jest cholernie trudne pytanie. Z jednej strony nie powinnam chcieć po tym co sie stało, co mi zrobił, jak się zachował. Dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki tylko czy naprawdę to powiedzenie jest prawdziwe? W końcu już się ją zna, wiadomo czego się można spodziewać to chyba lepsze niż nieznane. Poza tym – no nie oszukujmy się dalej mimo wszystko coś do niego czuję. Co? To jest kolejne trudne pytanie. Nie wiem… na pewno przywiązanie, przyzwyczajenie, słabość, czy miłość? Choć to kolejna nie konkretna odpowiedź to nie wiem… nie wiem czy potrafiłbym spojrzeć mu w oczy i powiedzieć z przekonaniem „kocham Cię”. W głowie mam okropny mętlik, który wiedzę, że udziela się Panu M. ale co ja mogę? Na razie postanowiliśmy spokojnie zobaczyć jak się sytuacje rozwinie.
Może kiedyś będzie lepiej, ale na razie jest dobrze jak jest :)

 

Nowy semestr – zmiany

03 mar

Nowy semestr, nowe możliwości, nowe obowiązki, nowe znajomości.

Pierwszy tydzień nowego semestru właśnie minął. Nie było w sumie tak źle. Pomijając, że nie wszystko na uczelni idzie tak jakbym tego sobie życzyła to nie jest źle.

Większe zmiany na polu życia osobistego. W połowie ferii zaczęłam pisać z pewnym chłopakiem, który jest rok wyżej. Takie przekomarzanie, trochę gadania na serio, aż w końcu doszło do spotkania. W czwartek umówiliśmy się na pizze. Przed wyjściem powiadomiłam tylko koleżankę, gdzie i z kim wychodzę i że jak do 23 nie dam znać to żeby zaczęłam mnie szukać – nigdy nie wiadomo na kogo się trafi. Spotkaliśmy się przed 20, ale z pizzerii wyszliśmy przed 22. Fajnie się gadało i w ogóle. Poszliśmy na spacer i przeszliśmy prawie pół miasta. Straciłam poczucie czasu i dopiero jak dostałam sms’a od koleżanki „żyjesz? to nie jest zabawne” wysłanego tuż po 23 zauważyłam jak nam szybko czas leci. Zadzwoniłam do niej, uspokoiłam, że jest ok., i że spokojnie może iść spać. Pan M. odprowadził mnie do domu, ale nie chciałam mu pokazać gdzie mieszkam, więc poczekaliśmy na przystanku, aż przyjedzie coś co zawiezie go do domu. Wziął mnie na kolana, przytulał – bo strasznie mi było zimno i w końcu po długim zbieraniu się i moim opieraniu pocałował mnie. Najpierw w policzek, potem coraz bliżej ust no i w końcu się pocałowaliśmy. Mieliśmy być tylko na stopniu przyjacielskim, ale przecież przyjaciele się tak nie całują!! Do domu wróciłam po 12 w nocy – zmęczona, zmarznięta, chora, ale szczęśliwa. Cały wieczór się śmiałam i mięśnie twarzy po prostu nie wyrabiały. Naprawdę dawno się tak cudownie nie czułam. Pan A. nigdy mnie tak nie traktował, a jeśli to było to tak dawno i tak krótko, że nie pamiętam.

W piątek zaprosiłam Pana M. na wykład. Nie wiele z tego wykładu pamiętam, bo jak się dowiedziałam zasady zaliczenia, i że wykłady są w necie to się wyłączyłam. Gadaliśmy, rysowaliśmy i w ogóle. Jakoś do przerwy czas zleciał. Na przerwie ludzie zaczęli wychodzić z sali, a Pan M. zrobił mi zdjęcie. Chciałam mu zabrać telefon i je usunąć, ale się zaczął wiercić i jak najdalej ten telefon odsuwać ode mnie. Siedział na brzegu, więc miał gdzie i wtedy ja patrze a centralnie koło nas na schodach siedzi Pan A. Nie mam pojęcia kiedy przyszedł!! Przesunęliśmy się z Panem M. tak żeby Pan A. się zmieścił i resztę wykładu z nami siedział i gadał. Chłopaki zaczęli oczywiście o grach i w ogóle. Wyszliśmy z wykładu, pogadaliśmy chwilę ze znajomymi pod uczelnią i wszyscy poszliśmy na tramwaj. Na przystanku Pan A. po krótkim pożegnaniu poszedł w swoją stronę a my w swoją. Z koleżanką poszliśmy na zakupy a potem odprowadziliśmy ją pod blok. Dopiero jak zostaliśmy sami pierwszy raz mnie objął i dostałam buziaka. Poszliśmy na przystanek, bo miałam jechać na dworzec skąd zgarniała mnie siostra do domu, ale stwierdziłam, że w sumie co my będziemy robić 1,5 h na dworcu… Poszliśmy więc jeszcze do mnie – cieplej przynajmniej. Jak siostra zadzwoniła, że jest już blisko to się zebraliśmy i pojechaliśmy. Pożegnaliśmy się tak żeby nie widziała i poszliśmy tam gdzie stała samochodem. Oczywiście jak już ruszyłyśmy to zaczęły się pytanie kto to jest, i nie dała sobie przetłumaczyć, że to tylko kolega.

W domu jak to w domu – może nie będę się zagłębiać, bo tu może kiedyś będzie lepiej, ale na razie jest tak jak było… jak jestem więcej niż 24 h czas się zacząć ulatniać.

Wczoraj przyjechałam do Wrocka koło 16. Z Panem M. spotkałam się przed 17. Przez cały weekend pisaliśmy, ale co z tego – naprawdę zaczynało mi go brakować. Sprawia, że naprawdę czuję się wyjątkowo. Mimo że czasem jesteśmy dla siebie okropni to wiemy, że te słowa są na żarty – choć czasem mam wątpliwości, ale jest ok. Mieliśmy być tylko przyjaciółmi… ale chyba to nie wyjdzie, bo oboje chcemy czegoś więcej. Przed spotkaniem mówił, że ma dużo przyjaciółek, koleżanek, ale rzadko kiedy się zakochuje… a teraz? Z tego co mówi zapowiada się jednak inaczej.

W piątek przed wyjazdem powiedziałam Panu M., że Pan A. to mój ex. Jest szalenie zazdrosny i ciągle powtarzał wczoraj, że on mnie nie odda, a jak Pan A. zobaczy, że ktoś inny się mną zainteresował to będzie mnie próbował odzyskać i że ja go (Pana M.) zostawię i wrócę do Pana A… Czy tak by było? Naprawdę nie wiem… Po tym co zrobił nie powinnam się do niego odzywać, a nawet Pan M. stwierdził, że nie widać po nas żebyśmy byli razem – zero jakichś zgrzytów, normalne relacje jak kolega z koleżanką. Naprawdę się zdziwił jak mu powiedziałam.

Zobaczymy co będzie. Może kiedyś będzie lepiej… ale na razie już nie jest tak źle ;)

 

Zaczęło się optymistycznie…

25 lut

… skończyło płaczem.

Dzisiejszy dzień to jakaś masakra. Już nie wytrzymuję… i tu nawet nie chodzi o to że sprawy kierunku… Uczelnia mnie dobija. Sam system działania a raczej nie działania.

Plan na dziś:
1. Zarejestrować do szpitala
Zarejestrowałam się. Okazało się, że oczekiwanie to ok. 18 miesięcy a nie tak jak mówiła przez telefon  2 lata. Zaczęło się więc optymistycznie.

2. Ortodonta
Babka znowu się spóźniła pół godziny. Biedna pielęgniarka co chwila przychodziła i wmawiała mi, że pani doktor już jedzie, że zaraz będzie i tak pół godziny. Teraz bolą mnie zęby i głowa.

3. Dziekanat
Niby dowiedziałam się co miałam się dowiedzieć, ale to nie są miłe wieści.  Okazuje się, że prawa prawdopodobieństwa zawiodły – kurs poprawkowy, który miał najmniejsze szanse na uruchomienie ruszył, a reszta nie przez brak sali / prowadzących, którzy się wycofali. No tak się wkurzyłam, że głowa mała… Okazało się, że:
Pan T., który zgodził się prowadzić laborki i podsunął mi Panią A. wczoraj przyszedł do Pani kierownik od zapisów i powiedział, że on nic nie wiem, że ma prowadzić taki kurs powtórkowy
Pani A. zgodziła się poprowadzić kurs a tu się okazuje, że ona jednak nie ma uprawnień do prowadzenia wykładu, a nikt inny go nie poprowadzi.

4. Zajęcia x3
1 – Prowadzący przez 20 minut mówił o pierdołach i 5 o konkretach…
2 – My przyszliśmy na zajęcia, ale prowadzący już nie. Kilka dni temu usunęli nam prowadzącego z systemu. Czekaliśmy ale do dzisiaj nikogo nie wstawili więc stwierdziliśmy, że zobaczymy kto przyjdzie. Okazało się, że naszej grupy zajęciowej nie ma ani w rozkładzie zajęcia sali, ani w rozkładzie grup z kursu. Istnieje tylko w systemie, w którym się zapisywaliśmy. Oczywiście panie, które się tym zajmują, mimo że pracują do 15:30 ok. 15:15 poszły sobie do domu i jak byłam tam ok. 15:20 to już pocałowałam klamkę… I takim sposobem 18 osób zostało na lodzie do jutra…
3 – zajęcia spoko tylko, że jak prowadzący mówił co będziemy robić to naprawdę mnie to przeraziło.

Jeszcze do tego pokłóciłam się z Panem A., Panią A. i zgrzyt z Panem M.

Zdecydowanie to nie jest mój dzień ;(

Ale… Może kiedyś będzie lepiej…

 

Początek nowego semestru

25 lut

No to zaczynamy…

Dzień dzisiaj zaczął się bardzo wcześnie. Ciężko było wstać, ale jak mus to mus. Trzeba przywyknąć. Koniec „ferii” i zaczynamy zajęcia.

Plan na dzień:
1. Zarejestrować do szpitala
2. Ortodonta
3. Dziekanat
4. Zajęcia x3

Mam nadzieję, że wszystko się uda ;) będzie dobrze ;) Bo czemu miałoby nie być?

Może kiedyś będzie lepiej? TAK – dzisiaj ;)

P.S. Nie wiem skąd ten optymizm od samego rana xD

 
 

Kontakty międzyludzkie

20 lut

Ostatnio poważnie zaczęłam się zastanawiać czy ja mówię / piszę po polsku. Na grupie kierunku piszę wyraźnie, że jak będę coś wiedzieć o kursach powtórkowych to dam znać. To codziennie pokazują się ze dwa posty „Czy coś wiadomo o kp?”… no zajoba można dostać! Ale najgorze było dzisiaj w dziekanacie. Od 3 – 4 dni piszę, że brakuje miejsc na laboratoria i projekty z architektury. To dodają miejsca na wykład tym samym zwiększając już istniejące zapotrzebowanie na laboratoria i projekty… Napisalam wyliczenia ile miejsc zostało, ile brakuje. Na organizacji (kurs wybieralny z architekturą) były dwa projekty puste – ci sami prowadzacy, sala, program tylko inna nazwa kursu (nie pytajcie mnie dlaczego jeden kurs rozbili na dwa takie same – chyba tylko po to żeby utrudniać życie studentom). Zapytałam czy mogą zmienić nazwe kursu na tych dwóch projektach z organizacji na architekturę, no i się zaczęło. Rozmowa była mniej więcej taka:

- Ładną mamy dziś pogodę.

- Nie nie lubię lodów.

No tak się czułam.

- Na projekt z organizacji jest o 38 miejsc więcej niż na wykład. Czy można te dwa puste projekty przerobić na projekt z architektury?

- Czy Pani ie rozumie? Nie bedzie dodatkowch terminów z architektury. Nie ma sali ani prowadzących.

- Ale na organizacji są wolne miejsca. Na projekt jest 38 miejsc więcej niż na wykład i te miejsca napewno nie będą zajęte. Na projekt jest 198 miejsc a na wyklad 160.

- Ma Pani kod wykładu?

Coś tam wpisała wyszedł jej kurs.

- Na wykład jest zapisane 128 / 160 więc nie wiem co Pani chce zwiększać.

No poczułam się jakbym mówiła do chińczyka, który ni w ząb nie umie po polsku. Wyszłam stamtąd, trochę się uspokoiła i wróciłam zapytać o tych co są zapisani ponad stan i słyszę jak gadają o tych grupach projekty co przed chwilą mówiłam. Okazało się, że całkiem je wycofały i teraz nie ma ich ani na organizacji ani na architekturze… a wystarczyłoby zmienić nazwę dwóch projektów z organizacji na architekturę i wszyscy byliby zadowoleni… ale nie… Po prostu tak mi podniosły ciśnienie, że myślałam, że im krzywdę zrobię. Poszlabym z tym do dziekana, ale nie mogę z nimi walczyć, bo mi nie znajdą sal na kp na który tak dużo czasu poświęciłem… Po prostu… już nawet nie potrafię tego nazwać. A najlepsze było:

- Przecież wysłaliśmy maila, że mają się przepisać na organizację.

Maila faktycznie dostałam, ale dopiero po tej rozmowie… Jestem tak zła i zmęczona, że mam ochotę kogoś ugryźć, ale może kiedyś będzie lepiej…

 

Ferie? Czy ja wiem…

19 lut

O północy oficjalnie zaczną sie ferie. Choć generalnie każdy kto już z głowy ma sesje świętuje wolność i odpoczywa. Rodzinne grono, wyjazdy ze znajomymi… Tylko moje ferie są pracujące. Tym bardziej boli, że z moich starań nie wiele wychodzi… Mimo że nie musze tego robić to wiem, że bardzo dużo osob na mnie liczy. Wśród tych osob są też moi znajomi, ktorym bardzo chciałabym pomóc.  Ale nie mogę… wszystko sprzysięga się przeciwko a mi brakuje już pomysłów i możliwości na działanie. Mimo że nie mogę mieć do siebie pretensji, że nie próbowałam to jednak coś w środku mówi mi, że nie zrobiłam wszystkiego, że jeszcze cos sie da zrobić.

To dziwne. Lepiej radze sobie z ogarnianiem kierunku gdzie jest ponad 300 osób niż z samą sobą.
Nie byłam w stanie powiedzieć P. co się dzieje w środku mnie. O tym żeby sobie nie robił nadzieii. Napisałam mu to najbardziej wyraźnie i delikatnie jak potrafiłam. Na początku udawał, że nie wie o co mi chodzi, ale potem odpisał, że nie robi sobie nadzieji na nic wiecej. Chciał mnie dzisiaj znowu wyciągnąć na herbatę i spacer. Odmówiłem, bo naprawdę nie miałam ochoty wychodzić z domu… Teraz pisze, że się dziwnie zachowuję i czy mam coś do niego… Nie rozumiem, co robię nie tak :(

Do tego wszystkiego dokladają się moje problemy ze zdrowiem… Próbowałam dzisiaj znaleźć szpital gdzie wykonają mi zabieg, na który mam skierowanie. W jednej z klinik powiedzieli mi, że na NFZ mogą mnie wpisać na kolejkę oczekujacych gdzie czeka się ponad 5 lat, albo moge mieć zabieg na już za 7,5 tys. zł. Porąbało ich już do końca! Fakt, że głowa czasem bardzo mnie boli, ale moi rodzice nie maja tyle kasy na zbyciu… Na szczęście choć to dla niektórych pewnie marne pocieszanie a dla mnie ogromne w innej klinice czeka się ok. 2 lat. Nie wiem czy dożyję do tego zabiegu a co dopiero czy nie będę miec wtedy okresu. Idac na taki zabieg – operację nie moge mieć miesiączki… Jak ja mam to u licha obliczyć 2 lata w przód?!

Naprawdę… choć jedna rzecz nie mogłaby być choć trochę prostsza? Chyba nie, ale może kiedyś bedzie lepiej…

 

Wygrana bitwa

18 lut

Czy dzisiejszy dzień można zaliczyć do udanych. Jeszcze 3 h temu tak myślałam… Teraz już nie jestem tego taka pewna.
Wiem… za bardzo się wszystkim przejmuje i chcialabym zbawić cały świat ale taka już jestem… jednak wkurza mnie strasznie jak ktoś uważa że wszystko jest takie proste… np. „Czemu nie pomyślą i nie otworzą tyle samo miejsc na wykład co na laborki? Przecież to absurd!” Ale nie pomyślą, że to nie jest takie proste. Poza tym nie wiadomo ile faktycznie osób się zapisze…

T. najprawdopodobniej udało się… na razie wygrywa choć ja sie nie poddam!! Ale póki co jest masakra…

Myślałam, że wszystko się jakoś ułoży no, ale… może kiedyś będzie lepiej…

 

Niedowiary!!

17 lut

Nie wierzę, że cała moja praca może pójść na marne.

Poświęcam swoje ferie, swój czas… zamiast odpoczywać, spać do południa to muszę się zrywać wcześnie rano, siedzieć uwięziona przed komputerem czekając na maile. Latać po dziekanacie, załatwiać miliony spraw na minutę… Tak bardzo się starałam… a przed chwilą dowiaduję się, że jeden z prowadzących sabotuje mój projekt!

Staram się uruchomić kursy powtórkowe, które niektórym mogą uratować życie na uczelni, a on tak po prostu chce to wszystko zniszczyć!

Nie zamierza pozwalać robić KP bo ma dużo roboty, a co do kolegów postara się żeby czasu nie mieli.

To jest chwyt poniżej pasa!! Wjechał mi na ambicję i nie zamierzam się poddawać bez walki! Uruchomię ten kurs, choćbym prowadzących miała wykopać spod ziemi!!

Może kiedyś będzie lepiej… ale na razie… to jest walka!!

 

Seks to zabawa czy zobowiązanie?

16 lut

Czy seks może być dla zabawy? Myślę, że nie.
Rok temu poznałam pewnego chłopaka. Myślałam, że jest tym jedynym. W końcu wylądowaliśmy w łóżku. Było najcudowniej na świecie! Czułam się bezpiecznie i choć tak strasznie się bałam… wiedziałam, że będzie dobrze. Potem było cudownie. Czułam się pięknie… choć przez moment.
Po wakacjach skończyło sie moje marzenie… Mimo że nie byliśmy już razem spotykaliśmy się. Rzadziej się widywaliśmy, ale nasze relacje zostały takie same. Spytaliśmy się sobą, ale… to już nie było to samo. Praktycznie w ogóle nie odczuwałem przyjemności. Wiec czemu to robiłam? Przywiązanie? Przyzwyczajenie? Miłość? Z mojej strony na pewno… z jego? Tylko rozładowanie… Za każdym razem gdy wracałam do domu czułam sie okropnie. Łzy w oczach i żal do siebie, że znowu dałam się wykorzystać…
Nie popieram seksu bez zobowiązań… to nie jest zabawa. A jeśli to komuś sprawia przyjemność to jak dla mnie – nie ma uczuć…

Może kiedyś będzie lepiej… i znowu będę szczęśliwa.

 

Nietypowe zainteresowanie

16 lut

Nigdy nie miałam powodzenia u facetów. Zawsze kochałam sie w nich skrycie a potem z płaczem leczylam się z tej miłości. Nie akceptuję tego jak wyglądam co sprawia, że nie mam śmiałości podejść do kogoś.
Teraz pracuję nad sobą. Schudłam (mam nadzieję, bo dawno się nie ważyłam) jakieś 10 kg. Do ideau jeszcze mi dużo brakuje, ale czuje się trochę lepiej. Choć mój cm co tydzień próbuje mnie zdemontować. Zmienia sie nie tylko moje myślenie ale i życie. To oktopne jak kilka kilogramow więcej potrafi zniszczyć życie. Nie tylko zdrowie – choroby, itd. ale też życie towarzyskie!!
Przez całe wakacje pracowałam nad sobą zrzucając zbędne kg i jak wróciłam na uczelnie – zupełnie inaczej wszyscy na mnie patrzą! Koledzy z roku zaczęli mnie zauważać. Podchodzą, gadają ze mną, piszą na fb… Dzieje się coś co wcześniej nie miało miejsca!
Poszłam na imprezę walentynkową gdzie pomagałam przy organizacji „szybkich randek”. No i oczywiście jak się można było tego spodziewać na uczelni technicznej – było wiecej facetów niż dziewczyn. Zaczęłam gadać z takim jednym chłopakiem, który też pomagał w organizacji i tak jakoś spędziliśmy cały wieczór na rozmowach. Już wtedy czułam, że to nie będzie koniec.
Znalazł mnie na fb i szukał pretekstu żeby sie spotkać. Szukał, szukał, aż znalazł.
Wiem… to miłe, że zaprasza i w ogóle. Ale jak zawsze nie może być tak pięknie…
Po wakacjach skończył się  mój prawie roczny związek. O nim może opowiem kiedy indziej, bo sama tego do końca nie rozumiem. Cały czas kocham tego chłopaka mimo tego co zrobił. Póki nie wyleczę się z niego i nie poukładam sobie tego w głowie nie moge zaczynać czegoś nowego… Choćby zainteresował się mną sam książę z bajki… po prostu nie mogę. Kiedyś popełniłam ten błąd. Skończyło sie to bardzo, bardzo źle.
Tylko jak mu o tym powiedzieć? Jutro musze być z nim szczera. Nie może się we mnie zakochać, bo bedzie cierpieć…

Chociaż raz mogłoby być łatwo, prosto i przyjemnie… a nie…
No ale… Może kiedyś bedzie lepiej