RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Może kiedyś będzie lepiej’

mam już dosyć tego roku

07 gru

Z każdym dniem jest coraz gorzej… Moja szansa na zdanie ostatniego kursu i możliwości przystąpienia do obrony prysnęła jak bańka mydlana… Niestety to nie są tylko moje odczucia, ale punktacja nie kłamie. Na 5 oddanych sprawozdań z czterech mam najmniej punktów z całej grupy a z jednego mam drugi od końca wynik. Nie uważam żebym źle robiła sprawozdania czy programy. Kod jest czysty, sprawozdania zwięzłe i na temat. Pisze w zupełnie innym języku niż wszyscy więc nie może powiedzieć, że od kogoś ściągałam. Może na zajęciach nie byłam zbyt aktywna, ale robiłam notatki, spisywałam wszystko co się dało i w domu na spokojnie do tego siadałam. Dlatego tak bardzo mnie boli, że mam ledwo 3 ze sprawozdań… Na domiar złego dowiedziałam się, że ta punktacja która jest nie jest ostateczna tylko jeszcze trzeba sobie doliczyć a raczej odliczyć spóźnienia z oddaniem sprawozdania… i nie w tygodniach ale w DNIACH!! Dwa dni spóźnienia i już maksymalna liczba punktów topnieje o połowę. To jakiś koszmar. Chce żeby już był 15 grudnia. Będę wiedziała na czym stoję, będę mogła zobaczyć nowe mieszkanie i na reszcie będę mogła się odstresować… Czeka mnie teraz tydzień niepewności.

Zdam?

A jak nie to co dalej?

Stracę tyle lata studiów?

Będę musiała zacząć od nowa?

To będzie chyba najdłuższy tydzień jaki pamiętam… ;(

Może kiedyś będzie lepiej… ale teraz jest tylko coraz gorzej ;(

 

To był bardzo zły dzień

05 gru

Gdy kładę się spać jestem bliska płaczu. Jeszcze 9 dni do końca semestru i 2 zadania do zrobienia. Tydzień temu myślałam, że nie mam szans zdać. A gdy pojawiła się szansa, że zdam ten durny kurs i będę miała szansę się bronić, jest jeszcze gorzej. Ostatnio na zajęciach (jeszcze przed zobaczeniem wyników z oddanych sprawozdań) prowadzący dał nam ‚rozwinięcie’ zadania z poprzednich zajęć. Z tym, że dla mnie to już brzmiało jak po chińsku i w ogóle nie wiedziałam jak mam się za to zabrać. W pracy piszę w bardzo rozwiniętym i prostym języku, a teraz mam się cofnąć do najbardziej prymitywnego języka – asemblera. Do tego napisać skrypt w języku bardziej rozwiniętych, ale bardzo zapomnianym przeze mnie – C / C++. A na dokładkę muszę napisać skrypt, który będzie automatycznie wywoływał ten skrypt w języku C / C++ klika razy… Jak ja to usłyszałam… Zgłupiałam totalnie. Przysięgam nie wiedziałam jak zacząć pisać program w C / C++. Dla programistów może wyda się to śmieszne, ale tak było. Na koniec jeszcze tego wszystkiego jak się zapytałam prowadzącego skąd możemy wziąć program ten na którym mamy pracować i powiedział, że miał być dołączony do sprawozdania z ostatniego zadania, bo jak go nie ma to nie zaliczy… wybuchłam. Totalnie nie przyszło mi do głowy żeby go dołączyć, skoro wszyscy mieli to samo. Wierz lub nie – rozpłakałam się. Starałam się to ukryć i wycierać łzy apaszką, ale i tak nie potrafiłam ich powstrzymać. Leciały jak głupie. Prowadzący robi rundkę po sali i notuje co kto zrobił i jak idzie i słyszę, że ma już to i to… a ja dalej nie wiem jak zacząć. przychodzi do mnie i pyta co mam ja mówię, że szukam informacji. „Dobrze…” i poszedł dalej. Pod koniec zajęć robi kolejną rundkę. Już kilka osób prawie kończy a ja dalej nie zaczęte. Przychodzi do mnie i pyta jak idzie. To już mówię zgodnie z prawdą, może trochę niegrzecznie, że nie idzie. Nawet nie wiem co powiedział, coś tam o bibliotece, żeby poczytać o tym czy tamtym i poszedł. Kolega obok się zlitował i w pdf który miałam otwarty pokazał mi przykład i co gdzie w nim jest. Niestety tylko tyle pomocy mogłam uzyskać od kolegów. Każdy twierdzi, że nie ma czasu i w ogóle… Wracając z zajęć ryczałam. Jeszcze na dokładkę zadzwonili rodzice. Stwierdzili, że to nie koniec świata i w ogóle, że zaliczę to albo poprawię. Mając najczarniejszy z czarnych scenariuszy w głowie mówię, że poprawka jest dopiero za rok… i wtedy coś we mnie pękło. Powiedziałam rodzicom coś co od dawna we mnie siedzi.

Wiem, że znowu was zawiodę… Siostra zdaje wszystko bez problemu, a ja z głupim inżynierem nie mogę sobie poradzić…

Wtedy pierwszy raz usłyszałam w głosie rodziców troskę? Takie prawdziwe wsparcie bez ukrywanego żalu. Powiedzieli, że mam się nie przejmować, że wszystko będzie dobrze i że mam się uspokoić. Zwłaszcza, że za chwilę miałam jechać samochodem. Jeszcze jakieś dobra kilka minut płakałam a potem szlochałam prze telefon, aż w końcu się uspokoiłam. Zeszły ze mnie wszystkie emocje… Zwłaszcza, że to był okropny dzień. W pracy chciałam się pochwalić szefowi co zrobiłam, ale oczywiście nie działało. Usiedliśmy razem i staraliśmy się znaleźć rozwiązanie, ale skończyło się na tym, że miałam jeszcze raz napisać od nowa, a jak nie wyjdzie to w ostateczności szef sam to napisze… Jak wychodziłam z pracy to padał śnieg i było mega ślisko na drodze. Jakiś idiota jechał po drodze (choć nie można nazwać tego jechaniem bardziej toczeniem, prawie staniem w miejscu), chciałam go wyprzedzić, bo wydał się podejrzany. Ja do wyprzedzania a on nagle rusza bez migacza bez niczego i zaczyna w moją stronę jechać, na mój pas. Ja po hamulcach i mi się udało wyhamować, ale niestety gość za mną jechał za blisko, na torowisku wpadł w poślizg i stukną moje biedne autko w róg… To był bardzo, bardzo zły dzień…

Jak się wypłakałam zrobiło mi się trochę lepiej… ale to i tak nie zmieniło mojej sytuacji… Dziś też jest zły dzień… A jeszcze gorszy wieczór. Słuchając powiedzenia mamy pójdę już spać, bo:

Dzień jest mądrzejszy od nocy

 

Uciekinier uwięziony na dobre

22 wrz

Końcem sierpnia mój chomik wybrał się na wycieczkę po moim pokoju. Poszukiwania tak mnie rozbudziły, że nawet napisałam a’la artykuł:

Uciekinier za kratkami! 25 sierpień 2016 04:03

Dosłownie przed chwilą zakończyła się akcja poszukiwawcza zbiegłego chomika P. Przyczyny ucieczki nie są znane. Dzisiejszej nocy chomik P. otworzył drzwi klatki, a następnie zeskoczył na łóżko. Obudził swoją właścicielkę i zbiegł z miejsca chowając się za torba od laptopa stojącą na ziemi.

- Byłam w takim szoku, że przez moment nie wiedziałam o co chodzi. Jednak gdy zobaczyłam maleńką postać uciekającą z łóżka wiedziałam, że to będzie długa noc. – powiedziała naszemu komentatorowi właścicielka zbiega.

Po odsunięciu polowy mebli udało się namierzyć uciekiniera za łóżkiem jednak zanim śledczy dotarł na miejsce poszukiwany dosłownie się rozpłynął. Jego szare ubarwienie pomogło mu w ukryciu się w cieniu mebli. Po prawie godzinie oczekiwania i nasłuchiwania – chomik P. wyszedł ze swojej kryjówki spod jednej z szaf. Jednak po krótkiej chwili ukrył się ponownie. Zdradziła go jego ulubiona przekąska w postaci słonecznika rozłożona w pokoju. Po krótkiej akcji udało się złapać zbiega i umieścić go w klatce. Chomik P. za ucieczkę otrzymał karę dodatkowego zabezpieczenia drzwi klatki w postaci klipsa do papieru.

Niestety nie jest to pierwsza tego typu ucieczka. Wtorkowej nocy chomik P. również opuścił teren klatki. Został schwytany na próbie wygryzienia dziury w swoim pudelku transportowym stojącym na klatce. Wtedy jednak nie wprowadzono dodatkowych zabezpieczeń. Trwa sprzątanie pokoju i ustawianie mebli na miejsce.

Od tamtej pory co noc chomik mnie budzi próbując wydostać się z klatki. Klips niestety mimo dobrej ochrony bardzo hałasował. Chomik się do niego dopadał i uderzał nim o klatkę. Teraz zaplatam druciany spinacz do papieru, żeby nie mógł otworzyć drzwiczek. W kwietniu czy maju kupowałam nową klatkę i do tej pory wyglądała jak nowa. Teraz drzwiczki nie mają farby na połowie szczebelków… Zmieniałam klatkę, bo była pogryziona i pordzewiała od mycia. A teraz znowu jest to samo. I nie pomaga wyciąganie go wieczorem (po 21) żeby sobie pobiegał po pokoju czy po rękach. Nie wytrzymałam nerwowo, bo co noc budził mnie między 2-4, a chodzę do pracy i wstaje po 6. Zaczęłam go na noc przekładać do pudełka transportowego. Ma tam jedzenie, poidełko, kółko i domek. Czasem robię to przed snem, a jak śpi to jak mnie obudzi w nocy… Teraz nie wytrzymałam nerwowo (bo po prostu szkoda mi jego zdrowia – jednak trochę tej farby zjada) i wyjęłam ubrania z pudła. Włożyłam do niego jego domek, kulkę (taką na stelażu), wodę i kolbę. Pudełko jest na tyle wysokie, że nie wyjdzie więc jest bez pokrywki. Mam nadzieję, że to coś pomoże, a przynajmniej przez jakiś czas nie będę widzieć jak je farbę. Na dzień będę go przekładać do klatki, bo jednak ma tam trochę atrakcji – rurkę (żeby wchodzić na pięterko), drewnianą rurkę z czterema wyjściami po bokach, hamak i kołowrotek. No i dużo trocin, więc może sobie kopać. Jak będę w pracy to przynajmniej nie będzie mnie boleć jak będę gryzł, a przecież i tak powinien spać.

Kurcze… pierwszy raz mam taki problem. Raz mi jeden chomik nawiał, ale to z pudełka transportowego w nocy jak byłam w domu. Też przyszedł do mnie do łóżka i obudził mnie drapiąc w ucho. Nie boje się, że mi pogryzie kable czy meble, bo do tej pory nawet w klatce nic nie gryzł. Chodzi o to, że może gdzieś wleźć za szafę i nie wyjść, albo uciec szczeliną pod drzwiami i szukaj wiatru w polu… Z resztą… ma siedzieć w klatce, albo się bawić jak go wypuszczam – albo biega sobie po mnie i łóżku, albo w kulce po pokoju. Jakiś pomysł jak go uspokoić i zachęcić do siedzenia w klatce?

Może kiedyś będzie lepiej… ale na razie będzie siedzieć w pudełku…

 

Chyba się pogubiłam

22 paź

Dlaczego chyba? Bo sama nie wiem co się ze mną dzieje… Nienawidzę siebie za to jak bardzo się zmieniłam. Nawet mój chłopak powiedział mi ostatnio, że jak mnie poznał to uważał, że na mnie nie zasługuje, bo byłam taka ogarnięta, angażująca się we wszystko i w ogóle… a teraz coś się zmieniło. O wszystkim zapominam, nie potrafię się pozbierać do kupy, skupić się na jednym zadaniu i w ogóle jest tragicznie. Najchętniej schowałabym się gdzieś i nie wychodziła przez długi długi czas… Chciałbym móc pstryknąć palcami, zatrzymać czas i wszystko poukładać sobie w głowie. Ale czas nie stoi w miejscu – wręcz przeciwnie ucieka mi przez palce… Ledwo wstanę rano, do pracy, potem na uczelnie i zanim zdążę się obejrzeć już muszę iść spać. Kolejne 4 dni podobne i nawet nie wiem kiedy mija tydzień. Minął już prawie miesiąc semestru a ja nie mam siły, ani czasu nawet porządnie posprzątać w pokoju, a co dopiero robić zadania na uczelnię. Ciągle jestem zmęczona, nie mogę się porządnie wyspać, a przez to po prostu zasypiam w pracy na stojąco. Teraz znowu coś mnie złapało, głowa mnie boli, gardło też, momentami mięśnie tak mnie bolą, że mam ochotę płakać, a byłam wczoraj u lekarza i on twierdzi, że nic mi nie jest… Po prostu mam wrażenie, że żyje w jakimś innym świecie niż do tej pory. Wszystko, dosłownie wszystko jest do góry nogami.

Czuje się jakby ktoś przeniósł mnie do równoległego świata. Nie mam czasu na nic, nie potrafię się ogarnąć i zorganizować. Kiedyś potrafiłam spać po 12 h przez tydzień, a teraz po 7-8 h snu, rano grawitacja wokół łóżka jest tak wielka, że nie potrafię jej pokonać… Wiem, że coś jest nie tak, wkurza mnie to strasznie ale nie wiem jak wrócić na właściwe tory. To jest po protu jak zły sen… Chciałabym żeby to nie była prawda… Chciałabym cofnąć czas i wrócić do tego jaka byłam. Wiele poświęciłam na to czasu i energii, a teraz tak o po prostu to straciłam. Boje się, że przez to stracę jeszcze więcej ;(

MOŻE kiedyś będzie lepiej… ale na razie nie wiem jak znaleźć motywację do życia…

 

Pogodzenie się z rzeczywistością

13 kwi

Bardzo ciężko jest widzieć jak odchodzi ktoś na kim nam zależy. Zwłaszcza jeśli odchodzi do innej.

Nie jest tak, że Pan A. mnie zostawił dla innej, bo nie jesteśmy ze sobą od września, a ta druga pojawiła się w grudni, ale to i tak boli. Mimo że wiedziałam, że to koniec to i tak w środku gdzieś to kuje.

Wczoraj był bal na uczelni – taka impreza organizowana przez jedną z komisji działającej przy uczelni. Chciałam na niego iść się trochę pobawić, ale nie miałam z kim. Powiedziałam o tym balu Panu A. a jakoś dwa dni później między słowami padło, że idzie „z towarzystwem”. No ok… rozumiem. Dzisiaj przeglądam zdjęcia wrzucone na fb i gdzieś w tle się złapali na dwóch zdjęciach. Wiem – nie powinno, ale zabolało. On taki elegancki, ona ładna i uśmiechnięta. Chwilę przed zobaczeniem tych zdjęć próbowałam się do niego dodzwonić, ale nie odbierał. Jeszcze spał, bo teraz jak zadzwoniłam i odebrał to miał zaspany głos, ale wiem, że nie jest w domu…

Wiem jestem głupia… Nie powinnam o tym myśleć a już na pewno nie w ten sposób… no ale to boli…

Chce jego szczęścia… ale też chciałabym odzyskać choć część swojego.

Nie wiem jak długo jeszcze zajmie mi leczenie… Przez to coraz trudniej to wszystko wytrzymać i się z tym pogodzić. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam. Może to był jednak zły pomysł żeby brać z nim wszystkie projekty…

 

CZEMU TO MUSI BYĆ TAK CHOLERNIE TRUDNE?!?!

 Teraz idą święta… potem zwariowany czas po świętach… Chyba muszę się od niego na jakiś czas odciąć i po prostu… Nie przecież to nie ma sensu. I tak jak się spotkamy to wszystko wróci. Muszę się z tym uporać tam w środku… I to jest najtrudniejszy task (jak to mówią chłopaki z koła) jaki jest przede mną. Muszę nabrać dystansu i skupić się na tym co jest do zrobienia na kole, na uczelni, na komisjach. Idzie pokaz, idzie mój projekt, idą juwenalia, a to wszystko przeplatane uczelnią. Nie mam czasu na sen, więc tym bardziej nie mogę się rozklejać!!

Może kiedyś będzie lepiej i wszystko się wyprostuje.

 
 

To był bardzo zły dzień!!

08 kwi

Od samego początku zaczynając…

Dzień 8 kwietnia

Godzina ok. 1:20
Siedziałam u Pana A. i robiliśmy sprawozdanie na laboratoria. Układ był taki ze ja ogarniam na projekt on na laborki i przez 4 tygodnie nie był w stanie ogarnąć programu, który jak przyszłam ogarnęliśmy w godziną – po moim pół godzinnym gadaniu co zrobić, a później pół godzinnym przetwarzaniu Pana A. że tak faktycznie mam rację. Do tego momentu było całkiem ok., ale potem się okazało, że jest problemem dla Pana A. żebym u niego spała… mimo że tydzień wcześniej u mnie spał, ze mną i nie było kłopotu. Wcześniej nie raz spaliśmy razem u niego w / na łóżku, a teraz on do mnie z tekstem – Jak się zmieścisz… i rozwalił się na całe łóżko. Poszedł spać zostawiając mnie mnie na pastwę losu i róbta sobie co chceta.

Godzina 2:30
Wyszłam na autobus do domu… Byłam tak wściekła na Pana A. że już się nie powstrzymałam i napisałam mu co myślę. Tu wszystko fajnie pięknie, spotykamy się, razem czas spędzamy, odprowadza na przystanek, pierwszy raz w życiu przyszedł gdzieś PO mnie co bym sama po nocy nie łaziła a tu nagle taka akcja.

Godzina 3
W autobusie może 4 osoby a tu pierwszy raz w życiu – kontrola biletów w nocnym autobusie przez 5 kanarów… i do tego pierwszy raz w życiu legitymacje mi sprawdzali… Nie no spokojnie mam semestralny, więc mi to tam rybka… no ale…

Godzina przed 4
Zamiast pójść spać, bo rano musiałam wstać to ryczę nie wiedzieć po co… Nie no wiem dlaczego… Po prostu za dużo mam w sobie emocji… zwłaszcza tych złych i po prostu we mnie eksplodują.

Godzina 8:30
Pobudka i czas się ogarnąć – załatwiać sprawy. Telefon do Warszawy w sprawie Koła naukowego – nie udało się zdobyć tego co chciałam.

Godzina 10
Telefon od ortodontki, czy zgadzam się na przełożenie wizyty o godzinę… No myślałam, że mnie coś trafi. Wczoraj dzwoniła do mnie babka i mówię jej że nie bo ja nie mam czasu.  To ta jeszcze raz dzwoni – a może jednak, bo Pani doktor bardzo prosi, bo musi dojechać z poza miasta. Ok. Gdyby to była pierwsza taka sytuacja, ale nie! Od listopada notorycznie ja przychodzę punktualnie na umówioną godzinę a przyjmowana jestem godzinę – półtorej później. To to przecież kur… zajoba idzie dostać.

Godzina 10:30
Kolejny telefon od ortodontki, A może jednak się zgodzę żeby mnie przeniosła na godzinę później. Teraz jestem pierwsza, ale Pani doktor nie dojedzie i będę druga w kolejności zaraz po pacientce na 12:30. No to kutwa… mówię jej że skoro mnie ma przepisać to czemu ja nie mogę  być na tą 12:30, a tamtą babkę po mnie tez przenieść o pół godziny… „No nie wiem. Zadzwonię do tamtej Pani i potem oddzwonię do Pani”. No myślałam, że krzywdę komuś zrobię…

Godzina 10:45
Oddzwania pielęgniarka z przychodni, że no niech będzie ta 12 tak jak było i Pani doktor postara się dotrzeć. No łaskę mi robi. Żeby to jeszcze było na fundusz… ale prywatnie, za nie małą kasę, ma grafik no to kutwa!! Jaja sobie robi!

Godzina 12:30
Łaskawie zjawia się Pani doktor w bardzo dobrym nastroju i z uśmiechem pyta gdzie mi się tak spieszy, że nie mogłam czekać… Mam plany i tyle!! Z miesięcznym wyprzedzeniem umawiam się na wizytę no wiec kutwa… Wszystko potem pod tą wizytę ustawiam a ona mi dzień wcześniej dzwoni, że godzinę później, a potem Bóg jeden wie ile czekać, bo się spóźni, bo coś tam… Tak jak któregoś razu był gościu zapisany na 15 minut a siedział ponad godzinę bo zakładała aparat… No ja dziękuję za taki interes.
W końcu usiadłam na tym fotelu… to szczerze mówiąc jeszcze nigdy tak bardzo mnie nie bolało. Tu gdzieś mnie drutem ukuła, tu nie mogła czegoś wyciągnąć i mi w zęby uderzyła, bu coś przycisnęła… W pewnym momencie miałam wrażenie ze z ust / dziąsła mi krew leci. Ściągnęła mi łuk, umyła, już ma zakładać i jep – zamek się odkleił z czwórki… No i znowu czas leci, bo musi przykleić… W końcu mi zrobiła. Niestety już jak byłam na uczelni to zauważyłam, że jak na jedynkach mam taki drut u góry co by mi się ładnie trzymały, to na jednym zamku jest w połowie… Jestem ciekawa czy przez te 5 tygodni nic mi się z nim nie stanie. Oczywiście sama musiałam sobie po chować wszystkie zakończenia drutów, bo nie może tego ona zrobić…

Godzina 14
Dzwoni Pan A., że już miał praktycznie sprawka gotowe, ale coś się zepsuło i żadne sprawko teraz nie działa. Oczywiście zrobił je tylko dla siebie no bo jakże by inaczej… Dotarł w końcu na uczelnię i generalnie miałam jakieś 2 h na zrobienie 2 sprawozdań, gdzie jedno robi się z 5 – 6 h… Tak mogę liczyć na Pana A.

Godzina 15
Ortodontka źle mi pozbierała… w ogóle nie pozbierała tych resztek drucików co odcinała. Jeden znalazł się w staniku – trochę kuł no ale to mały pikuś w porównaniu z tym, że jeden połknęłam… No i stoi mi w gardle do tej pory. I boli trochę i czuję, że coś tam jest… No wkurza mnie to nie miłosiernie… W sumie od tamtej pory nic nie jadłam, więc może jak zjem to poleci dalej, no ale po prostu dziasiaj przeszła samą siebie.

Godzina 16
Godzina do oddania sprawozdania, a program do jego tworzenia przestał ze mną współpracować… No nie i już. Koniec. Wymyślili sobie, że sprawko ma być napisane w jakimś programie, który przypomina programowanie. Efekt jak z Word’a, ale ma być w tym programie i koniec (2 kartki instrukcji jak to sprawko ma WYGLĄDAĆ). Skończyło się na tym, że nie zrobiłam tych sprawek, bo jak…

Godzina 17
Idziemy na zajęcia. Wchodzimy do sali a tu się okazuje, że Pana A. ktoś podsiadł, więc on podsiadł mnie. A tamtego kolegę podsiadła koleżanka, bo ją z kolei podsiadł gościu, który przyszedł odrabiać… Więc trochę było zamieszania z rotacją miejsc no ale w końcu siedzimy. Włączamy komputery, wybieram system i? Ciemność… Proszę prowadzącego, a on tak patrzy… no i skończyło się na restarcie kompa… Dobra, włączył się system – logujemy się. Wszyscy się zalogowali, a ja nie mogę… No i ni hu hu nie chce się zalogować. Byłam święcie przekonana, że zmieniłam hasło do systemu na jedno z tych co zawsze na takie serwery – nie działa, wpisuje stare hasło – nie działa, różne kombinacje nowego – nie działa. Przychodzi prowadzący i mówi, żebym spróbowała u siebie na kompie się zalogować, bo może po prostu internetu nie mam i dlatego z serwerem nie łączy… Próbuję – nie działa, raz drugi, trzeci… „Z powodu zbyt dużej ilości prób konto zostało zablokowane”… No myślałam, że mnie coś trafi… Prowadzący przychodzi i mówi, że spróbuje mi zrestartować to hasło, choć nie wie czy ma takie uprawnienia. Coś tam zrobił u siebie, przychodzi – nie działa… To poszedł znowu. Wraca – działa. Podał mi to hasło żebym sobie zmieniła na jakieś swoje, ale dobra niech już będzie takie jakie jest. Przynajmniej mam je zapisane i nie bedzie zgadywania.

Godzina 18
Tak mnie bolały zęby, że no nie mogłam… Już mi łzy stanęły w oczach, nie mogłam się na niczym skupić więc wzięłam tabletkę przeciwbólową (choć nie powinnam bo zawiera gluten) i trochę przestały. To okropne jak boli jeden ząb… a teraz przemnożyć to przez wszystkie!!

Godzina 19:30
Koniec laboratorium – wysyłanie wyników na serwer. Serwer domówił posłuszeństwa… No i znowu prowadzący musiał się bawić i kombinować, żeby te wyniki poszły na serwer… W końcu się udało – trzeba wpisać komentarz. Przy każdym wysyłaniu na serwer wpisuje się komentarz. Nie wiem czy je później ktoś czyta w każdym razie jak zawsze pisałam coś w stylu „Koniec laboratorium” tak dzisiaj napisałam, co mi na sercu leżało: „Z powodu bólu zębów (wizyta u ortodonty – podkręcanie aparatu) i wybitnie złego dnia nie była w stanie skupić się na zadaniach”.

Godzina 21
Siadam do robienia testu z labotek z sieci – Podgląd niedostępny… I znowu będzie miał pretensje, że nie zrobione testy i w ogóle… To myślę chociaż sprawozdanie wyśle… Szukam, jestem przekonana, że zrzucałam na pen – drive’a  - nie ma. No rozstąp się ziemio nie ma… ani na pen – drive’ie, ani nigdzie na poczcie… a zapisane było na pulpicie, a pulpit po wyłączeniu kompa automatycznie się czyści… więc tyle ze sprawka…

Godzina 22
Dzwonię do Pana A. i pytam czy może test zrobić, a on że spoko – bez problemu. U niego śmiga… a u mnie? Nie… bo po co…

Jest jeden jedyny duży plus tego dnia – udało mi się złapać kontakt z Warszawą, więc teraz już pójdzie z górki.

To nie wiem na jak długo, ale jakiś plus jest –  znowu poprawienie stosunków z Panem A. Miły jak nigdy, potem nawet wysiadł przystanek wcześniej tylko po to żeby ze mną poczekać na tramwaj… Znowu zrobił się miły… Ciekawe na jak długo…

 

Choć została nie cała godzina do końca dnia – marzę, żeby jak najszybciej się skończył!!

 

To był bardzo zły dzień!! Ale może kiedyś będzie lepiej…

 

To takie proste…

01 kwi

…powiedzieć – przestań o Nim myśleć. Tyle razy próbowałam… a jeśli już myśleć to pozytywnie. To drugie już łatwiej przychodzi.

Zacząć życie od nowa. To jedyne co mi pozostało. Zacząć żyć nie być. Czy to możliwe? Tylko por warunkiem, że to co było pozostanie tylko wspomnieniem. Muszę się od tego odciąć grubą kreską i choć całym sercem pragnę żeby było jak dawniej to tylko ja tego chcę… Nie mogę Go przymusić do tego żeby ze mną był. Miłość oznacza dawanie drugiej osobie szczęścia. Jeśli tym szczęściem jest wolność i bycie z kimś innym to nie pozostaje mi nic innego jak tylko się z tym pogodzić i żyć dalej.

Czy czuje się z tym źle? Czuję się okropnie gdy widzę, że pisze z tą inną i choć niby jesteśmy przyjaciółmi to słówkiem mi o niej nie wspomni… a przecież ślepa nie jestem. To boli najbardziej… Poza tym większość rzeczy wróciła do normy… a wręcz jest lepiej niż było. Przytula mnie, głaszcze po głowie, spotykamy się, spędzamy razem czas nie tylko na uczelni, ale i poza nią. Nie chce z nim tracić kontaktu. Czuje się z nim bezpiecznie, w większości spraw mogę na niego liczyć – chyba, że chodzi o uczelnię… to olewa nieziemsko.

Jak zawsze są chwile lepsze i gorsze. Wszyscy mi radzą żebym szła dalej, ale nie jest to takie proste. Staram się, ale w chwilach załamania, zmęczenia, po prostu chcę żeby mnie przytulił, chce żeby był. Żeby był ktoś kto po prostu ze mną posiedzi, poczeka aż się uspokoję, kto przytuli i poczeka aż zasnę, kto wysłucha tego co leży mi na sercu… Teraz – mimo że nigdy tego nie robił – chcę żeby to był Pan A., ale on tego nie chce… Nie pozostaje więc nic innego jak się z tym pogodzić i pójść dalej swoją drogą, a jemu dać wolność.

 

Jak to się ma do mojej pracy nad sobą? Myślenie to połowa sukcesu. Ostatnio jak się mierzyłam to wyszło, że w talii jestem w połowie drogi. Staram się w ciągu dnia, jak mam chwilę czasu zrobić kilka przysiadów, kilka brzuszków prostych, skrętnych, kilka pompek i trochę poćwiczyć „rowerek”. Moje załamanie czasem motywuje – chcę być ładniejsza, chce się lepiej czuć, chcę w końcu zaakceptować siebie, żeby uwierzyć, że akceptuje mnie ktoś inny. Ale czasem pojawia się myśl – po co? I tak większość facetów chciała ze mną być tylko po to żeby zaciągnąć mnie do łóżka. A jak będę wyglądać bardziej atrakcyjnie to będzie tego tylko więcej… I jak tu poznać prawdziwą miłość?

Jedno wiem – Nie mogę się poddać i udowodnię sobie, całemu światu i pewnym osobą, że mogę być piękna, atrakcyjna i umiem walczyć o siebie. zgubione 10 kg o czymś świadczy. Co prawda w bardzo długim czasie co się musi zmienić bo zostały 3  miesiące… ale dam radę!! Muszę dać!!

 

Teraz jest ciężko… ale może kiedyś będzie lepiej…

 

Zgubiłam się

09 mar

Już naprawdę nie wiem co mam o tym myśleć. Zachowanie Pana A. zmieniło się o 180 stopni. Bez ale zgodził się pójść ze mną na łyżwy. W końcu na nie nie poszliśmy no ale zamiar był. Potem obiad i gdyby nie moja dieta to zrobiłby i dla mnie. Trochę się pouczyliśmy a potem odprowadził mnie na tramwaj. Fakt trochę mi zajęło namawianie, ale to i tak postęp, że o 22 ruszył się z domu żeby mnie odprowadzić zwlaszcza, że to on przyciągał żebym jak najdłużej została. Drugi, maks trzeci raz w życiu mnie odprowadził na tramwaj… więc to naprawdę jest duża, duża zmiana. Co o tym myśleć nie wiem ;( Nie wiem też co z Panem M. chyba dotarło do niego co nie co ale to się okaże jutro…

Może kiedyś będzie lepiej i się to wszystko wyprostuje :)

 

Zgubiłem się we własnej głowie

06 mar

Czemu zawsze musi być tak, że jak jest dobrze to się musi spie…rdzielić? Po prostu dlaczego? Dzisiaj wyjątkowo się cieszę, że miałam co załatwiać w dziekanacie i w ogóle, bo przynajmniej na moment moje myśli zajęłam czymś innym. To ani trochę nie jest fajne ani śmieszne. Mam totalny metlik w głowie i to z każdym dniem, z każdą chwilą coraz większy.
Wczoraj po uczelni pojechałam do Pana A. po moją zamrażarkę (u mnie w mieszkabiu na feriach popsuła się lodówka i ratując rzeczy zawiozłam je do Pana A.) i mimo że miałam pojechać tam i z powrotem to zostałam na dłużej. Fajnie nam sie razem gadało, siedziałam rysowałam na jego tablecie, a później zaczęliśmy wycinać takiego misia do złożenia z papieru. Ugotowałam sobie swoje pierożki i (jakoś po 4 h) w końcu pojechałam do domu. Pan A. wcale mnie nie wyganiał. Jak nigdy stwierdził, że nie muszę jeszcze jechać i jak sprawdzał mi tramwaj od razu proponował ten późniejszy. Odprowadził mnie do drzwi i przytulił na pożegnanie. Choć widać było, że nie wie czy ma to zrobić, czy może i w ogóle. Dziwna sytuacja. Chyba faktycznie zaczyna się potwierdzać to co mówił Pan M. – Jak się zrywa z kimś to nie ważne czy się kogoś kochało i jak bardzo, ani jaki był powód zerwania. Dopiero kiedy ktoś inny zaczyna się interesować tą osobą docenia się co się straciło. Może to tylko moje wrażenie, ale zachowanie Pana A. wskazuje, że to prawda. Tylko w takim razie co dalej? I co z tą dziewczyną co mu się podoba? Przecież nie chodziło o mnie…

Do tego jeszcze zachowanie Pana M. Jest cholernie zazdrosny chociaż stara się to ukryć. Przez to strasznie mnie dusi i dosłownie i w przenośni.
Jestem dziwna! Jak byłam z Panem A. cholernie mi brakowało tego co daje mi Pan M. Całowania bez okazji, żeby mnie przytulił jak czekamy przed zajęciami, żeby nie wstydził się mnie objąć czy pocałować przy znajomych. A teraz? Gdy to wszystko mam to mnie dusi, bo jest tego aż za dużo!

Pan M. przyjechał wczoraj do mnie. Twierdząc, że się bardzo stęsknił nie dał mi nic zrobić. Chciał mnie tylko przytulać i całować. Ok. to miłe, ale do pewnego stopnia. Jestem chora, nie chcę go zarazić a on w kółko chce mnie całować. Poza tym całowanie powinno być delikatne – a jak ja się chcę odsunąć żeby się wykaszleć, albo po prostu mam już dosyć to nie jest to takie proste, bo albo mnie trzyma z tyłu, albo się przesuwa razem ze mną… Przytulanie też tylko do pewnego stopnia jest przyjemne, bo potem zaczyna mnie dusić… Poza tym strasznie grzeje (jak pewnie każdy facet) no ale jak mnie tak mocno przytula to ja wstaje cała mokra i choć twierdzi, że mu to nie przeszkadza to ja się z tym źle czuje. Ale co z tego, że się wykąpie jak za chwilę bedzie to samo… A na koniec mojego narzekania – ciągle mi powtarzał, że jestem piękna, to on się do mnie odezwał po jak twierdzi miesiącu przeglądania mi się na korytarzu. A od wtorku co jakiś czas mi powtarza, że dla mnie zrezygnował z „idealniej” dziewczyny z naszego wydziału. Chce żebym była zazdrosna? Czy „delikatnie” daje do zrozumienia, że nie do końca mu odpowiadam? Wczoraj jak robił mi masaż powiedział, że z mojej figury można zrobić coś pięknego… ale dopiero zrobić… Oglądaliśmy bajkę. Sam przywiózł twierdząc, że fajna i w ogóle. Sam proponował film na wieczór a potem nie pozwala mi go oglądać, bo chce się całować. W końcu mimo mojego subtelnego „nie” został na noc. Nie wiem ile spałem w sumie ale co chwila się budziłam, bo albo kaszel mnie męczył, albo było mi strasznie gorąco, albo Pan M. tak mnie przytulił, że aż dusił…

Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć, a co dopiero jak mu o tym delikatnie a zarazem dobitnie powiedzieć? Ponieważ nie miałam ferii przez załatwianie spraw w dziekanacie jestem cholernie tym wszystkim zmęczona. Jak powiedziałam o tym Panu M. to stwierdził, że w weekend zrobimy takie ferie tylko dla mnie… Wtedy nawet się ucieszyłam ale teraz poważnie się zastanawiam, co miał na myśli i co się będzie działo. Mimo że twierdził, że nie chce mi zrobić krzywdy, że nie chce mnie tylko zaciągnąć do łóżka to ciągle o tym mówi… Niby w żartach, ale jednak… Coraz bardziej zaczynam się zastanawiać czy mogę mu ufać…

Jedyną osobą z którą mogę o tym pogadać i uzyskać w miarę sensowną odpowiedź jest Pan K. Dzisiaj przyjechał do mnie i chwilę pogadaliśmy. Stwierdził, że nie rozumie zachowania Pana A., bo niby jakaś dziewczyna była, namiętnie z nią pisał, a teraz cisza, siedzi w domu sam i w ogóle… A znowuż o Panu M. stwierdził żebym uciekała, a już na pewno nie dała się zaciągnąć do łóżka. Potwierdził mi to co już sama wiedziałam – jeśli faktycznie zależy mu na mnie to poczeka! Miesiąc… dwa… pół roku… póki nie będę 100% pewna tego, że chcę, że go kocham, że zasługuje na to, że mnie nie wykorzysta. Nie wiem co mam robić, jak się zachowywać w stosunku do Pana M. a co myśleć o Panu A. To wszystko jest zbyt  skomplikowane! Czy choć raz nie może być prosto?!

No, ale cóż… może kiedyś będzie lepiej

 
 

Idzie wiosna

05 mar

Wiosnę widać na każdym kroku. Kwitna kwiaty, ptaszki śpiewają, a wokół nas pojawia się miłość. Choć to dopiero początek to zapowiada sie fajnie ;) gadamy, spędzamy razem czas. Nie zapeszając jest dobrze. Co z tego będzie to sie okaże.
Dziwnie zaczyna zachowywać się Pan A. Widzieliśmy się kilka razy w trójkę – gadali i w ogóle. Wszystko spoko. Ale w stosunku do mnie zmienił zachowanie. Dzwoni, pisze, odzywa się częściej. Jest jakby trochę bardziej miły niż wcześniej. Może faktycznie dopiero jak się coś straci to się to zaczyna doceniać o co bardzo boi się Pan M. Widze, że jest bardzo zazdrosny i w ogóle. Wiem, że to nie będzie łatwe, ale musi się z tym pogodzić, że Pan A. już zawsze będzie dla mnie ważny. Czy chciałabym znowu z nim być? To jest cholernie trudne pytanie. Z jednej strony nie powinnam chcieć po tym co sie stało, co mi zrobił, jak się zachował. Dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki tylko czy naprawdę to powiedzenie jest prawdziwe? W końcu już się ją zna, wiadomo czego się można spodziewać to chyba lepsze niż nieznane. Poza tym – no nie oszukujmy się dalej mimo wszystko coś do niego czuję. Co? To jest kolejne trudne pytanie. Nie wiem… na pewno przywiązanie, przyzwyczajenie, słabość, czy miłość? Choć to kolejna nie konkretna odpowiedź to nie wiem… nie wiem czy potrafiłbym spojrzeć mu w oczy i powiedzieć z przekonaniem „kocham Cię”. W głowie mam okropny mętlik, który wiedzę, że udziela się Panu M. ale co ja mogę? Na razie postanowiliśmy spokojnie zobaczyć jak się sytuacje rozwinie.
Może kiedyś będzie lepiej, ale na razie jest dobrze jak jest :)