RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Co siedzi we mnie’

Ogromne zmiany i kolejny początek

30 sie

Oj dawno nie pisałam, ale to przez to, że dużo się też działo. Nie miałam chwili żeby sobie na spokojnie usiąść i pomyśleć.

W ostatnim tygodniu lipca wzięłam urlop. Przyjechała mama na tydzień więc trochę pojeździłyśmy i pozałatwiałyśmy parę spraw, oczywiście obeszłyśmy prawie wszystkie galerie w poszukiwaniu sukienki na wesele dla mamy i tak jakoś zleciał tydzień.

W poniedziałek – ostatniego dnia lipca – przychodzę do pracy, ale jakoś tak czułam, że wisi coś w powietrzu. O 10:15 mój dyrektor do mnie pisze, czy mogę przyjść do niego tak koło 10:30 pogadać. To ja już ściśnięte gardło… nigdy tak nie pisał. Mówił żebym zjadła II śniadanie przed, ale przez te 15 minut siedziałam jak na minie. W ogóle nie mogłam się skupić. Poszłam – no i choć w nawet miłej atmosferze jak na okoliczności – wyszłam z wypowiedzeniem. Powiedział, że mogę wyjść teraz, albo posiedzieć do tej 16, jak wolę. Stwierdziłam, że wracam do domu z dwóch powodów.

  1. Muszę zacząć szukać nowej pracy
  2. Starałam się zachować powagę i nie rozpłakać.

W pewnym momencie napłynęły mi łzy do oczu, ale zaczęłam mrugać i udało się stłumić. Szybko wyszłam i poszłam na autobus. Z tym całym tobołem rzeczy… Wróciłam do domu, zabrałam się za przepisywanie CV, bo przez rok dużo się zmieniło. Zalogowałam się znowu na platformę z ogłoszeniami i wysyłałam CV tam gdzie pasowałam doświadczeniem i umiejętnościami.

Niestety po miesiącu poszukiwań dalej „nikt” mnie „nie chce”… ;( To jest straszne!! Mam 2 lata doświadczenia a i tak twierdzą, że za mało… Nikt nie chce mi dać szansy… Uwierzyć mi, że dam radę i że się sprawdzę.

Pan Ł. wyszłał moje CV u siebie w firmie do kadr. Stwierdzili, że mimo że nie mają rekrutacji teraz to spotkają się ze mną. Tuż przed tym długim weekendem miałam pierwszą rozmowę. Tydzień później zaprosili mnie na drugą i mówią, że muszą się zastanowić czy w ogóle otwierać nowe stanowisko, a jak tak to czy spełniam ich wymagania. Dali sobie czas do wtorku włącznie. No i zadzwoniła wczoraj… Początek standardowy: „Dzień doby… Mieliśmy się odezwać do wtorku, a że jest 14:30 to się zmieściłam…”. I tak sobie myślę: „Powiedz, że nie przyjmujecie mnie i z głowy”. A tu nie!! Stwierdzili, że mnie zatrudnią!! To jest w ogóle… Coś niemożliwego!! Ale jest mały haczyk – od października. Teraz mam wypłatę, za okres wypowiedzenia… Ale co będzie w październiku? Wypłatę dostanę dopiero w listopadzie ;( Stwierdziłam, że muszę zacisnąć pasa i odłożyć z tej wypłaty ile się da… no ale na czynsz nie starczy. Chłopak powiedział, że mi pomoże, no ale… to też będę musiała oddać. I późnym wieczorem koleżanka z byłej pracy, która teraz zakłada swoją firmę zaproponowała mi czy mogłaby jej zrobić stronę firmy ;) Po prostu z nieba mi spadła!!

Dzisiaj Pan Ł. wymyślił, że weźmie dodatkową pracę na pół etatu. Stwierdził, że on ma większe szanse na zarobienie kasy w miesiąc, niż ja, bo ja mam problem z tą ręką… W ogóle sytuacja teraz wygląda tak, że czekam na zabieg nacinania ścięgien… do stycznia… Szybciej się nie da, albo 1200zł.

Więc tak podsumowując
Nikt mnie znowu nie chciał… Ale osobowością wygrałam życie i udało się znaleźć pracę ;) Na szczęście nie było już tak źle jak w zeszłym roku. Choć wtedy wiedziałam, że nie mam żadnego doświadczenia komercyjnego, jestem samoukiem, więc łatwiej było przyjąć odmowę i stwierdzenie, że mam za małe umiejętności… Teraz przez ten rok bardzo się rozwinęłam, wiele, wiele się nauczyłam… Ale dla tych wszystkich rekruterów liczy się, że nie pisałam obiektowo i skreślają mnie na wstępie. A tydzień temu się wkurzyłam i stwierdziłam: „Kurde! Przecież w innych językach pisałam obiektowo, a to prawie to samo. Więc co? Nie dam rady?! Oczywiście, że dam! I nikt już nie będzie mnie skreślać z takiego powodu!!!”. No i w jeden dzień napisałam logowanie i rejestracje użytkownika. Nie było wcale tak źle ;) Miałam chwilę zwątpienia, że może faktycznie mają rację, ale potem się otrząsnęłam i wróciła pewność siebie. We wtorek dotarło do mnie: „Kurde kobieto! Minął miesiąc, a Ty dalej nie masz pracy! Tyle mogłaś zrobić i co? Nic z tego nie wyszło… Ogarnij wreszcie, że nie masz pracy!!”. Chciało mi się płakać, ale że jechałam z Panem Ł. to nie chciałam tego po sobie pokazać i szybko się ogarnęłam. Wiem, że lada dzień odchoruje tą sytuację… Ale teraz w końcu zaczęło się układać :) Jutro opisze moje rekrutacje ;) mam różne wspomnienia.

 

Środa, 19-07-2017

19 lip

No i mija kolejny tydzień… Waga jak zaczarowana stoi, centymetr też jakoś specjalnie się nie rusza. Jedyny plus jest taki, że ja się czuje lepiej, że ćwiczy mi się łatwiej, że już nie mam zakwasów i że lepiej „wyglądam” w lustrze… Choć to pewnie tylko moje wyobrażenie siebie.

Jak pojechałam do domu to nikt nie powiedział „WOW super wyglądasz”, albo „dobrze Ci idzie”. Tak jakby nikt nie zauważył różnicy :( a z drugiej strony, nie było docinek, że muszę się wziąć za siebie, że jak tak dalej będę się zachowywać to będę gruba, chora i w ogóle… ale to też może dlatego, że ostatnio pokłóciłam się z mamą o to strasznie i powiedziałam, że to wcale mnie nie motywuje. Nie wiem czy ktoś coś zauważył :(

Wczoraj jak leżałam z chłopakiem i głaskał mnie po policzku usłyszałam najmilsze słowa w ostatnich dniach :)
- jak tak dalej będzie to będę Cię musiał głaskać po nosie, bo nic z Ciebie nie zostanie.
To było takie szalenie miłe :) Zwłaszcza, że sam zaczął zauważać :) [skomentował jeszcze coś, ale nie mogę przytoczyć ;P]

Rozpisałam sobie plan treningowy i trochę go uzupełniłam :) Wczoraj jak go przerobiłam, to nie dość, że w końcu wszystko udało mi się zrobić to jeszcze nic mnie nie bolało! Czułam się cudownie!! Dzisiaj będę musiała trochę podkręcić tempo. Mam nadzieję, że dam radę :) MUSZĘ DAĆ!! W końcu siostra poprosiła mnie na światka! Muszę wyglądać super, żeby nie zepsuć jej fotografii weselnej :) Poza tym, już wcześniej marzyła mi się taka sukienka na jaką nigdy nie mogłam sobie pozwolić. Chcę wyglądać i czuć się pięknie. A skoro jest cel z konkretna datą to muszę to wykorzystać! Początek wakacji to jak widać za słaba motywacja, ale wesele? To zupełnie co innego. Zwłaszcza, że będę na niższym stopniu świecznika :)

No to co? LECĘ DALEJ!!!

P.S. Dzisiaj jak się szykowałam, i stanęłam w łazience przed lustrem, bez specjalnego napinania mięśni miałam tak płaski brzuch jak nie pamiętam kiedy! To takie cudowne uczucie było!!

 

Piątek, 14-07-2017

14 lip

Znowu magiczna granica na wadze… tak jakby się zepsuły pierwsze dwie cyfry… No masakra! To takie domotywujące… Do tego rozłożyło mnie przeziębienie. Przewiało mnie w pracy, bo klima wieje mi po plecach… a w weekend impreza w domu! To jakaś porażka! Chce do domu!

Jeszcze większa porażka – moje ćwiczenia… Przedwczoraj nic! Wczoraj zmotywował mnie chłopak to zrobiłam serię brzuszków… A reszta? To jakaś porażka! Jestem zmęczona, wykończona wręcz. Chce mi się spać i nie mogę się skupić na pracy. Straciłam wenę do układania posiłków i dzisiaj rano przy śniadaniu zdałam sobie sprawę z tego, że w sumie nie mam nic „super” na obiad… Ciągle to samo!

Przed wczoraj zdałam sobie sprawę z tego ile razy i ile lat próbowałam coś ze sobą zrobić… To przerażająca liczba! 6 LAT!! W tym czasie gdybym chudła średnio 0,3kg MIESIĘCZNIE miałabym idealną sylwetkę! A tym czasem? Starałam się o siebie „dbać” przynajmniej 5 razy. I co? Zwykle kończyło się to wracaniem do „normalnego” jedzenia i powrotem wszystkiego!! Jest mi cholernie przykro, czuje się z tym mega źle i gdyby nie to, że jestem taka słaba to byłabym „idealna”… Nie… nie poddaje się. Mam tylko chwilę załamania i przemyśleń. To takie przykre podsumowanie. Mam nadzieję, że mi przejdzie.

 
 

Środa, 12-07-2017

13 lip

Jestem w szoku jak wiele zmieniło się w mojej głowie. Wcześniej było tak, że co zjadłam to zjadłam. Czy zdrowe czy nie, byle smaczne. Jadłam słodkie, czasem tylko sobie odmawiając. Wszędzie jechałam samochodem, a wymówką były duże zakupy. Czasem coś poćwiczyłam, ale bez rozpiski, jak mi się przypomniało. I pewnie jeszcze kilka grzeszków by się znalazło. A teraz? Patrzę co jem, liczę ci jem, pilnuje kiedy jem. Do tego więcej razy byłam na piechotę po zakupy w ciągu miesiąca niż przez rok. A co do ćwiczeń? To sami wiecie z tego bloga. Wczoraj wróciłam po pracy, zjadłam, odpoczęłam chwilę i przebrałam się do pracy :) Wzięłam jedną cześć ogrodzenia, papier ścierny, wyszłam na balkon i zaczęłam szlifować. Zajęło mi to 2,5h, ale uwierzcie, że było warto. Już pod koniec zadzwoniło mi powiadomienie, że czas na kolację, więc stwierdziłam, że już dokończę. Skończyła, posprzątałam, siadłam na kanapie i tak sobie myślę. Co ja mogę wyczarować z tej lodówki? Poszłam zobaczyć co mam, ale ciągle z tyłu głowy miałam „Halo! Nie ćwiczyłaś nic dzisiaj!”. W myślach usprawiedliwiałam się, że przecież to szlifowanie też można podciągnąć pod ćwiczenia, poza tym nogi muszą trochę odpocząć. Wyjęłam z lodówki jajka na jajecznicę, umyłam i już miałam je zważyć i zacząć robić kolację, ale… odłożyłam je bezpiecznie na blat i poszłam do łazienki. Popatrzyłam tak na siebie i tak trochę bezwiednie przebrałam się do ćwiczeń. Włączyłam muzykę, rozłożyłam przy kanapie matę i jazda :) Byłam tak okropnie zmęczona, ale taka szczęśliwa!! Prysznic i wróciłam do robienia kolacji. Czułam się tak fantastycznie, że jednak zmotywowałam się żeby poćwiczyć, że nikt sobie tego nie wyobraża! ;)

Dzisiaj jest już trochę gorzej. Wróciłam do domu, przygotowałam sobie kolację na wynos i zjadłam podwieczorek! Ze mną jest chyba coś nie tak! Miałam taką ochotę na majonez, że nie mogłam się powstrzymać! Zrobiłam sobie więc kanapkę, z cienką warstwą majonezu. Praktycznie nie było go czuć, ale zachcianka zaspokojona. Wychodziliśmy z chłopakiem wieczorem i tak się zastanawiałam…
„Kurde… co najdłużej będzie mnie trzymać, żebym nie była głodna? Zwłaszcza, że idziemy na imprezę, więc będzie jedzenie (grill i inne takie stanowiska, jak to na imprezach „masowych”), będzie pachnieć, będzie kusić” – zaczynam się bać własnych myśli ;P
Postawiłam na kanapkę z upragnionym majonezem, jogurt i sok grejpfrutowy. Całkiem dobrze mi to wyszło, bo przechodziliśmy obok jedzenia jakieś 2h od zjedzenia i nic :) Później na imprezie jak siedzieliśmy, to sobie po cichutku wyjęłam kanapeczki i zjadłam kolację :) Nic nie kusiło, no może zaczęłam się zastanawiać nad popkornem. Ale nie w kontekście, że mam ochotę (choć pewnie większość tak pomyśli ;P), tylko w kontekście tego ile ma wartości odżywczych, jaki ma indeks glikemiczny, oraz jak bardzo niezdrowo go tutaj robią. Jak sobie to uświadomiłam to znowu się przeraziłam, o czym ja myślę!! Wróciliśmy do domu po 22. Musiałam jeszcze ugotować obiad i? No właśnie… ćwiczenia…  ale już była ta godzina… i byłam zmęczona… Wyrzucałam sobie, że nie zrobiłam tego przed wyjściem, ale musiałabym się wykąpać, nie że nie lubię, czy coś, ale musiałabym też umyć włosy. A nie zdążyły by mi wyschnąć do wyjścia. Jeszcze pod prysznicem jak dostałam nowa energię pomyślałam, że może chociaż chwilę brzuszki, albo przysiady, albo chociaż rowerek… ale nie… przecież znowu musiałabym się wykąpać… odpuściłam. Dzisiaj (w czwartek, 13-07-2017) jest mi przykro, że się poddałam wczoraj :( Ale jeden dzień nie zrujnuje przecież całej pracy nad sobą :) Dzisiaj (w czwartek) będzie lepiej :)

 

Lepsze niż kawa

16 cze

No a cóż może podnieś ciśnienie lepiej niż kawa, jak nie polityka…

Jak jestem cierpliwym człowiekiem i naprawdę potrafię wiele znieść, ale cierpliwość też ma granice. Zaczynając od tego, że nienawidzę jak ktoś próbuje ustawiać życie i mówić mi co mi wolno a czego nie. Po zaglądanie do mojego portfela, mieszkania, życia, a w szczególności łóżka!

W rządzie – nie oszukujmy się – większość jest bogata, nie brakuje im kasy na nic. Mogą sobie godnie żyć, a do tego ustawiać życie innym. Co to ma znaczyć, że ktoś sobie coś wymyśli i uzna to za „dobrą zmianę” i nie zapyta innych o zdanie. Dlaczego przy każdej, DOSŁOWNIE KAŻDEJ ustawie wkraczającej w życie prywatne obywateli nie zapyta się ich o zdanie? Przecież Ci który uważają, że „tak będzie dobrze” nigdy nie zjada się w takiej sytuacji!

  1. Aborcja
    Jestem osobą wierzącą i nigdy nie chciałabym się poddać aborcji, ale są różne sytuacje w życiu. Jeśli kobieta zostanie zgwałcona to jak ma pokochać to dziecko? Może się znajdą takie, które uznają, że dadzą radę je wychować, ale zapewne większości będzie się kojarzyć z bólem zarówno psychicznym jak i fizycznym… Kochani politycy płuci męskiej… jak mogą się wypowiadać na ten temat? Skąd mogą wiedzieć co kobieta może wtedy przeżywać? Domyślam się, że usuniecie to nie jest prosta decyzja, ale niektóre ja podejmą i czy Panowie w rządzie się zgodzą czy nie – zrobi to! Jeśli nie tu w kraju, jeśli nie w sterylnych warunkach to wyjdzie, albo zrobi to w okropnym miejscu. Tak chcą ratować życie istot nienarodzonych, a co z życiem matki, która może przez tę ciążę umrzeć? Zwłaszcza bez gwarancji, że dziecko przeżyje? A co jeśli dziecko przeżyje, a kobieta była całkowicie samotna? Jakie życie będzie miało to dziecko? Ktoś o tym pomyślał??
  2. Tabletka dzień po
    ‚Żeby wziąć tabletkę „dzień po” to trzeba iść do lekarza „dzień przed”‚
    Kto to wymyślił? Ja się pytam kto? „Klauzula sumienia”? Naprawdę? Ta osoba, która wpadła na tak genialny pomysł sama nie ma sumienia! Osoby poniżej 18 roku życia jeśli je zażywają to według farmaceutów nikły procent. Poza tym wystarczyło (skoro tak bardzo chcieli wprowadzać coś nowego i pokazać, że coś robią oprócz wkurzania ludzi) podnieś wiek z 15 do 18 czy 21 lat… Skoro tak bardzo leżało im na sercu to że rzekomo młodzież „jadła te tabletki jak cukierki” (to moje porównanie, nie cytat). Przez to, że komuś w główce zaświtało „Hej! Powiedzmy, że z troski o naszą młodzież ograniczmy dostęp do leków antykoncepcyjnych. Niech się rodzi więcej dzieci! Przecież tak głosi Kościół żeby chronić każde życie.” cierpi całe społeczeństwo. A najbardziej nie uderza to w młodzież tylko w kobiety po 25-30 roku życia. Ciekawa jestem czy zapytali się o opinię lekarzy, czy kobieta po np. 40 powinna urodzić dziecko? Czy urodzi się zdrowe jeśli wpadnie? Czy jej nic nie będzie? Przecież to nie chodzi tylko o ciąże wśród nastolatków czy poza małżeńskie, które uznaje Kościół za ogromny grzech. Ta ustawa tyczy się też ludzi dorosłych, którzy żyją „po Bożemu”, mają dzieci i się kochają. I zwyczajnie przydarzy im się wpadka… No a przecież skoro nie tabletka to aborcja, która jest gorszą ingerencją w organizm kobiety.
    Nasz kochany rząd tak szuka kasy żeby łatać dziury w budżecie, ale takimi ustawami doprowadzi do sprzedaży tych tabletek na czarnym rynku, w których też może być nie wiadomo co, a w aptece ma się przynajmniej pewność, że się nie otruje…
  3. Ciąża
    Ok… Kobieta jest w ciąży, czy tego chce czy nie. Medycyna poszła na tyle do przodu, że jeszcze w łonie matki można dziecko wyleczyć z wielu chorób. A nie od dziś wiadomo, że szybka diagnoza i podjęcie leczenia to klucz do zdrowia. A co robi kochany rząd? Popiera petycję o edukację w szkole (o ile z tym się zgodzę) i zakaz badań prenatalnych (o tyle z tym już nie), żeby przypadkiem nikomu nie przyszło do głowy, że dziecko będzie chore i myśleć o aborcji. W takim  razie co wtedy kiedy dziecko urodzi się chore? Dla rodziców to jest szok! Przecież każdy marzy żeby dziecko było zdrowe i prawidłowo się rozwijało. Większość podejmie się trudu wychowania, ale cześć stwierdzi, że sobie nie poradzi i porzuci dziecko. Dobrze jeśli zostawi je w szpitalu czy oknie życia. Ale ile się teraz słyszy o porzuceniach na śmietniku, czy że ktoś zabił dziecko bo płakało… A do tego jakby się dowiedzieli, że można było dziecko operować czy leczyć jeszcze w łonie matki zamiast teraz patrzeć na cierpienie takiej małej niewinnej istotki? Wyobraża sobie ktoś co przeżyją rodzice?
  4. Macierzyński
    Coś obiło mi się o uszy, że chcą go skrócić. A ile żłobków jest w stanie przyjąć takie maleństwa? Ile jest miejsc dla dzieci tak małych?
  5. Żłobki i przedszkola
    Ile rodzi się dzieci, a ile jest miejsc w żłobkach i przedszkolach? Jeśli chce się zapisać pierwsze dziecko to już w ogóle kicha, bo jak młodsze rodzeństwo to przynajmniej ma się jeden z punktów pierwszeństwa spełniony. Mam kilkoro dzieci w rodzinie i mniej więcej wiem jak to wygląda. Pierwszeństwo mają dzieci samotnych pracujących matek i dzieci, których rodzeństwo już chodzi do danej placówki. W ostateczności po znajomości. A tak? Pozostaje czekać w kolejce. Kiedyś to było dla mnie śmieszne, że w niektórych krajach rodzice zapisują dziecko do szkoły w momencie narodzin, ale teraz to przychodzi do nas!
    Historia z życia wzięta – Jak urodził się mój chrześniak jego rodzice wpisali go w kolejkę do 3 żłobków. Co miesiąc musieli klikać na stronie internetowej (dobrze że nie osobiście w żłobku) i potwierdzać, że dalej jest chętny na miejsce do żłobka (bo miejsce by przepadło). Chłopczyk za 2 miesiące kończy 2 latka i dopiero dostał się do jednego z 3 żłobków, a tak to musiał chodzić do prywatnego… Przecież rodzice musieli wrócić do pracy. Pozostaje wtedy albo niania (choć moim zdaniem jeśli chodzi o siedzenie z dzieckiem zamiast przedszkola to kara dla dziecka. Dziecko musi być wśród dzieci, żeby się dobrze rozwijać. ), albo babcia (babcia to ok ogromna pomoc, ale mam przykłady w rodzinie, że nie wychowuje, a tylko opiekuje się dzieckiem. Teraz są tak rozpieszczone, że rodzice nie mogą sobie poradzić :( ), albo żłobek prywatny (na który też trzeba kasy).
  6. 500+
    Super!!! Chyba pierwszy raz spełnili obietnicę wyborczą!! Jest się z czego cieszyć!! Dlaczego nikt się nie cieszy? Może dlatego, że nie ma z czego. Ustawa wprowadzona na szybko, nieprzemyślana, nie policzona… Nasz budżet nie ma na to środków. Wiec co robi rząd? Dajmy wszystkim!! Hura kochają nas!! No to teraz możemy „po cichu” zabrać tym, którzy za dużo zarabiają, a mają jedno dziecko. Ok… dalej nas większość uwielbia. Przecież poprawia się status życia! No to co? Dalej nie ma kasy… Więc zabierzmy tym najbogatszym „oni i tak nie zauważają” (dosłowny cytat usłyszany w radiu z ust jednego z polityków). A może podniesiemy podatki. Mówiliśmy, że obniżymy, ale dobra… Powiemy przed kampanią, że obniżymy to się znowu nabiorą. Kurcze. Dalej nie działa… Dalej mało kasy. Ok to zacznijmy skuteczniej ściągać podatek za telewizje.
  7. Abonament RTV
    O co chodzi? O kasę. Teoretycznie każdy powinien go płacić… W praktyce wygląda to jednak trochę inaczej. Mało kto ogląda i słucha mediów publicznych, więc czemu ma płacić na ich utrzymanie? Jeśli ja mam płacić abonament tylko dlatego, żeby mogli sobie brać pensję w tysiącach za pierdzenie w stołek, a ja muszę się uczyć, pracować codziennie (pon-pt, 8-16), wykazywać a i tak podwyżkę… może za jakiś czas zobaczę. Choć narzekać na prace nie mogę, bo mam spoko szefa. Dajcie mi tyle kasy co sami zarabiają, albo niech mi tyle z wypłaty nie zabierają podatku, ZUS innych pierdół to będę płacić…

Pytam się? Dlaczego skoro PIS tak bardzo chce dbać o rodzinę, zdrowie dzieci to dlaczego nie wspiera zbiórki na WOŚP?! Przecież to są pieniądze zbierane na dzieci!! Na ich leczenie! Na ratowanie i dbanie o życie ludzkie! W mojej rodzinnej miejscowości jest sprzęt zakupiony przez WOŚP.

Jeśli chodzi o podatki. Ja bym była skłonna zapłacić, gdyby:

  • był sensowny powód – a nie płać, bo płać. Bo nam brakuje kasy to szukamy gdzie się da, ale sobie podniesiemy pensję, więcej przyznamy na biura poselskie, polecimy odrzutowcem, albo lepiej – pociągiem pojedziemy, żeby promować kolej i w ogóle, ale w razie wu niech ten odrzutowiec też leci, bo się może z pociągiem coś stać (np. spóźnić się).
  • była sensowna stawka – a nie po opłaceniu wszystkiego z wypłaty zostaje mi tyle, że za mało by żyć, a za dużo by umrzeć
  • nie zabierali mi wypłaty tyle – z mojej wypłaty zabierają mi ok. 30%. Podatek… już za samo to że zarabiam muszę zapłacić podatek. To tego jak cokolwiek kupuję muszę zapłacić podatek… i nie oszukujmy się każdy go płaci. To jeszcze znowu mam zapłacić kolejny podatek za to, że z czegoś korzystam.
    Przykład:
    Dostaję wypłatę – płacę podatek
    Idę kupuję telewizor – płace podatek
    Korzystam z telewizora – płace podatek (ukryty w rachunku za prąd)
    Wykupuję telewizję (kablową/satelitarną) – zapewne też płace podatek
    Do tego jeszcze mam zapłacić za abonament RTV za domniemanie korzystania z telewizji (bo nie powiedzą, że za oglądanie TVP)?

Tylko dlatego, że ktoś sobie wymyślił podatek to mamy go wszyscy płacić? To jak teraz wprowadza ustawę, że każdy ma zapłacić za nie wiem… Za to że je mięso! To co? Wegetarianie będą pokrzywdzeni, ale skoro człowiek to człowiek, więc jest domniemanie, że spożywa mięso. To chore!! Dlaczego mam płacić podatek za coś czego nie używam? Takiej propagandy w publicznej telewizji chyba nigdy nie było (patrząc na teraźniejsze czasy). Teraz się zasłaniają, że media tylko podkręcają nieprawdziwe informacje, że nastawiają ludzi przeciwko TVP. Ale to już nie jest TVP tylko większość się zgodzi, że TVPiS. Obrzydzenie bierze jak się słucha wiadomości. Kiedyś przez przypadek się włączyły… Tak słucham i słucham i coś i nie gra… Patrze na telewizor i od razu wszystko jasne… Porażka totalna…

Poza tym co tam można obejrzeć? Coraz więcej się czyta, że TVP czegoś nie wyemituje, że coś zmienia… Nie ma chyba osoby która nie słyszała by o sytuacji w Opolu czy o zmianach w „Jaka to melodia”. NAWET jeżeli to sa tylko plotki… jak twierdzą niepotwierdzone i w ogóle. To w każdej plotce jest ziarenko prawdy. Fakty są takie, że Festiwal w Opolu się nie odbył…

Kolega w pracy podsunął fajny pomysł. Może niech te wszystkie prywatne platformy wyłączą kanały telewizji publicznej. I tak tego nikt nie ogląda… Wtedy nie będzie domniemania oglądania, bo przecież nie będzie dostępne xD

Ze 3 miesiące temu dzwoniła do mnie babka z badań rynku z anonimową ankietą o telewizji… Tak sobie teraz myślę – „czy to nie miało coś wspólnego z tym abonamentem”…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Niespodzianka urodzinowa

30 mar

Tak jakoś nie wierze ze to się dzieje. Dziś są urodziny mojego chłopaka i w końcu udało mi się znaleźć prezent, który mam nadzieję mu się spodoba.

Plan na te najbliższe dni jest taki:

  1. Dziś: wychodzę z pracy wcześniej i jadę na zakupy. Ok. 17 chłopak wraca z pracy i mam zamiar dać mu prezent. Ale nie tak normalnie dać i już. Mam przygotowaną kopertę, w której jest list z życzeniami i wskazówka gdzie znajdzie prezent. Ale to jeszcze nie wszystko! W środku jest wskazówka gdzie szukać kolejnego prezentu… i tak kolejne 14 elementów, a ostatnim jest konsola PS3! Mam nadzieję, że się ucieszy i że przy szukaniu będzie się równie dobrze bawił jak ja :D
  2. Jutro: idzie na mecz po pracy, więc będę miała do 21 go z głowy.
    (To dziwne – pierwszy raz się cieszę, że będzie tak późno ;P)
    Muszę zrobić tort i jeszcze zawieźć go do koleżanki do lodówki, żeby chłopak go nie widział.
  3. Po jutrze: już tydzień temu powiedziałam mu, że umówiłam się z koleżanką na plotki i że ma sobie iść z domu. Mam nadzieję, że mimo konsoli wyjdzie, a jak nie to jakoś siłą będę musiała go wyrzucić z domu, bo wieczorem zaczynam przygotowania do imprezy niespodzianki! Plan jest taki:
    - Kilka osób przyjedzie mi pomóc, bo muszę przygotować jakieś jedzenie i udekorować mieszkanie. Wiadomo – balony, serpentyny… żeby było wystrzałowo. Żeby tą imprezę zapamiętał – oczywiście w tym pozytywnym znaczeniu ;)

Do której będzie impreza to się zobaczy… Mam nadzieję, że wszystko wyjdzie tak jak zaplanowałam. Póki co przygotowanie do 1. punku planu zrobione. Przed wyjściem do pracy pochowałam prezenty po domu. Mam nadzieję, że niczego nie pokręciłam! Już mnie nosi! Nie mogę wytrzymać!

Ale nie dlatego piszę. Tak dawno imprez nie robiłam… I kurcze mamy super znajomych. Każdy pyta co przynieść, w czym pomóc. Zapowiada się super wieczór! Dobrze, że mam obok osoby, na które mogę liczyć.

DZIĘKI!!! ;)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Tendencja spatkowa

15 mar
poniedziałek wtorek środa czwartek piątek sobota niedziela
brzuszki
przysiady
pompki
2×10
2×10
1×10
2×15
2×15
1×15
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
brzuszki
przysiady
pompki
2×15
2×15
1×15
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
brzuszki
przysiady
pompki
3×10
3×10
2×10
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
brzuszki
przysiady
pompki
3×15
3×15
2×15
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
6×15
6×15
5×15
brzuszki
przysiady
pompki
4×10
4×10
3×10
4×15
4×15
3×15
5×10
5×10
4×10
5×15
5×15
4×15
6×10
6×10
5×10
6×15
6×15
5×15
7×10
7×10
6×10

Ale to nie wszystko. Od zeszłego wtorku jestem na diecie utworzonej przez Multisport. Chociażby dlatego warto płacić za niego. Liczyłam, że w ciągu tygodnia muszę schudnąć średnio 0.7kg żeby do ślubu siostry wyglądać idealnie, a tu? Ważąc się codziennie rano naczczo, po toalecie porannej schudłam 2,8kg!! Wiem, wiem. Nie ma się co ekscytować, bo na początek schodzi woda z organizmu, a nie tłuszcz, ale… Brzuszek schodzi. Nogi chudną. Na centymetrze mniej. A wszystko to dzięki niewielkiemu wysiłkowi. Nie chodzę głodna. Nie siedzę godzinami w kuchni. Bez problemu mogę zabrać jedzenie ze sobą do pracy.

Od wczoraj jestem na chorobowym i według zaleceń lekarza mam unikać wysiłku fizycznego. Zawiesiłam więc mój plan treningowy, ale wrócę do niego. Muszę się wyleczyć przede wszystkim. Dietę nadal stosuję więc mam nadzieję, że uda się utrzymać tendencję spadkową.

Jak stanęłam dziś na wadze i zobaczyłam ile wskazuje, to nie mogłam uwierzyć! To takie super uczucie!!!

Niestety są też gorsze strony. Mój chłopak jest chudy jak patyk mimo, że je co chce, ile chce i kiedy chce. Strasznie mu zazdroszczę, ale niestety. On ma to od tak, a ja muszę o to zawalczyć. I tu jest problem. Mam wrażanie, że totalnie mnie nie rozumie. Nie wie co to znaczy być na diecie, co to znaczy musieć sobie odmawiać na każdym kroku. Już i tak muszę sobie odmówić większości przysmaków, bo są z ‚glutenem’. Zrobiłam sobie wczoraj latte i co usłyszałam? Że stracił do mnie szacunek, bo nie trzymam diety… Zrobiło mi się tak strasznie przykro. Przez jedną kawę słyszę od niego takie rzeczy… Kocham go, ale powinien mnie wspierać i rozumieć, a nie zachowywać się w taki sposób. Nawet nie wie jak to jest odmawiać sobie słodyczy, liczyć kalorie i walczyć o siebie.  Mimo, że obiecał mi, że nie będzie mnie kusić i nie będzie przy mnie jeść słodkiego, to i tak ukradkiem podjada, gdy wychodzę z pokoju. To naprawdę przykre :( Jak mu wytłumaczyć żeby zrozumiał przez co muszę przejść?

 

Chwila na powrót do przeszłości

20 lut

Remont, który jest w sąsiednich mieszkaniach nie pozwala na oglądanie telewizora, więc włączyłam sobie muzykę z telefonu. Od kiedy nie jeżdżę tramwajami i autobusami jakoś nie mam kiedy posłuchać mojej ogromnej listy piosenek. A dzisiaj coś mnie tak natchnęło żeby sobie pośpiewać jak kiedyś. Po którejś z kolei piosence trafiłam na podkład muzyczny, który przypomniał mi moje pierwsze mieszkanie na studiach, a właściwie pokój. Moje pierwsze chwile na uczelni… I tak popatrzyłam na pokój mieszkania, które teraz wynajmuje i zrozumiałam jak wiele się zmieniło. Jak długą i trudną drogę przeszłam żeby się znaleźć tu gdzie teraz jestem.

Z małego pokoju. Przez obskurny. Potem jeszcze mniejszy. Potem trochę większy, ale wąski. Do kawalerki… Z pokoju gdzie miałam 5m^ do kawalerki 30m^. Nawet jak to piszę to się uśmiecham. W końcu choć na chwilę udało się wyjść na prostą :)

Przez rozdrapywanie ran i rozpamiętywanie „dobrych” chwil. Przez związek, który myślałam, że jest wymarzonym, a zakończył się litrami łez. Po związek, w którym w planie jest ślub i wspólne mieszkanie. I już nie tylko wynajmowane, ale kupione.

Aż ciężko w to uwierzyć, ale od 2 dni jestem inżynierem. To było tak szalone tempo, że sama w to nie wierzę. W jeden weekend musiałam się nauczyć wszystkiego. Znaczy wszystkich odpowiedzi na pytania ;P Tyle kawy co ja wypiłam w tamten weekend to chyba w sumie tyle nie wypiłam. Żeby nie zasnąć nad notatkami to robiłam sobie latte z espresso i dużą ilością cukru żeby zabić smak kawy. No i jest… inż. przed nazwiskiem… Dziwne… Od 6 lutego mam wykształcenie wyższe i? Nic to nie zmieniło. Praca jaka była, taka jest. Zarobki też się nie zmieniły. Mieszkanie już wcześniej zmieniłam, więc jakoś nie miało kiedy się zmienić ;P Związek jaki był. taki jest. Nic się nie zmieniło. No może poza tym, ze bezkarnie mogę sobie siedzieć przed telewizorem xD A wiecie co zrobiłam jak zdałam? pojechałam do biedronki i kupiłam sobie PUZZLE!! Wieki nie układałam puzzli… a jak miałam ochotę to było z tyłu głowy, że przecież muszę się uczyć. A teraz? Nie było już żadnych projektów, żadnych egzaminów… To takie dziwne – wracam z pracy i nic nie mam narzucone. To takie fantastyczne uczucie.

Wraz z końcem uczelni zakończyła się moja działalność studencka. Dziwnie było po 3 latach podpisywać ostatnie decyzje w karierze. Z żadną organizacją studencką się tak nie zżyłam jak z komisją stypendialną. Fajna była ekipa. Choć dzięki działalności studenckiej byłam mega zorganizowana. To prawda – im więcej masz do zrobienia tym lepiej jest się zorganizowanym.

Jedyne czego żałuje to, że przez te ostatnie lata straciłam wielu przyjaciół… Pana K., drugiego Pana K., Pana P. i przyjaciółki z dzieciństwa Panią A. i drugą Panią A., Panią M., Panią P. i Panią K.. Z niektórymi ten kontakt niby jest, ale to już nie to co kiedyś. Każdy poszedł w swoją stronę. To przykre, że tak wyszło. Najbardziej boli utrata przyjaciela, który był dla mnie jak brat. Nie boje się tego powiedzieć – gdyby nie on to nie byłoby mnie tu. Nie że w tym miejscu tylko w ogóle. Przykro też tracić przyjaciółki z dzieciństwa. Dużo razem przeżyłyśmy

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

Poszukiwania motywacji

01 lut

No i ostatnia prosta. Niby najbardziej powinno mnie to mobilizować do pracy, ale jednak. Pracuje, spełniam się w pracy, a ostatniego roku nie można nazwać studiowaniem. A teraz gdy jakimś cudem udało mi się zaliczyć wszystko i pozostała mi tylko obrona? Nie mam siły, ochoty i samozaparcia się wziąć.

Jeśli chodzi o zaliczenie. Byłam tak nisko oceniana… Miał mi jeszcze uciąć punkty za spóźnienia… Tak się bałam, ryczałam wręcz, że znowu jest to samo i zawiodę rodziców. Ku mojemu zdziwieniu uzyskałam ocenę 3,5!!! A co dziwniejsze? Zabrakło mi 2 PUNKTÓW do 4,0!!! To jest nienormalne… Po co mnie tak straszył? No ale i tak póki nie dostałam oceny do indeksu to nie uwierzyłam.

Jeśli chodzi o obronę… odwlekałam złożenie odpowiedniego papierka jak się da ale w końcu się zebrałam i zaczęło się.
1. Pan w dziekanacie powiedział, że około 2 tygodnie będzie trwać weryfikacja mojego oświadczenia o zrealizowaniu programu kształcenia.
2. 2 dni później dostaje maila z sekcji finansów, że nie opłaciłam kursu poprawkowego z 2013 roku! Okazało się, że nawet nie dostałam maila z powiadomieniem ile i gdzie mam wysłać. Opłaciłam.
3. Kilka dni później dostaje powiadomienie, że jest problem z moimi przepisanymi ocenami bo nie mają potwierdzenia. Na szczęście nie musiałam nigdzie latać i prosić o wyciągnięcie moich akt z Bóg wie skąd tylko wystarczył sam indeks z podbitymi semestrami. Gorzej było z samym drukiem przepisanych ocen. Ksera jakie były w moich aktach były rozmazane (przez zły wydruk z ksera) i pokreślone na niebiesko, ale na kserze czarno na czarnym. Totalnie nie czytelne. Kazali mi przepisać. No to podróż do domu (8km) po indeks, do koleżanki (10km) przepisać tabelkę i wydrukować, na uczelnię (2km) i? Okazuje się, że nie tak… I jeszcze mi się zebrało, że jak to? Ja się tyle udzielam i nie wiem, że się wypełnia według wzoru? A skąd miałam wiedzieć, że jest inny wzór? Zrobiłam tak jak te dokumenty, które dostałam z akt. Zlitowali się i pozwolili mi u nich na kompie przepisać to jeszcze raz. A gdy tylko usiadłam do kompa pani z okienka która się zajmowała moimi papierami mówi, że mogę to zrobić w domu i wysłać mailem. Ale stwierdziłam, że jak już jestem tu to wypełnię na miejscu.
4. Dzisiaj po 20 dostałam maila, że oświadczenie rozpatrzone i wszystko jest ok. – mogę się bronić. Mój opiekun studiów napisał, że albo do 13 jutro dostarczę mu wszystkie dokumenty i mam dwa terminy obrony, albo tylko jeden… No dwa terminy to zawsze lepiej niż jeden, więc chciałabym to załatwić jutro… tylko czy mi się uda?
5. Na domiar złego w pracy mam bardzo ważny projekt, termin do 9 lutego, a jeszcze ogrom pracy przede mną. Nie mogę wziąć wolnego. I jeszcze na weekend jadę do domu, a wiadomo, że tam się uczyć to graniczy z cudem.

Jeśli się uda jutro wszystko załatwić to termin obrony mam już na poniedziałek 6 lutego!! Jeśli to zdam… To obiecuje, że nie ma wymówek i biorę się za siebie. Nie ma, że nie mogę!

Proszę trzymajcie kciuki :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Co siedzi we mnie

 

mam już dosyć tego roku

07 gru

Z każdym dniem jest coraz gorzej… Moja szansa na zdanie ostatniego kursu i możliwości przystąpienia do obrony prysnęła jak bańka mydlana… Niestety to nie są tylko moje odczucia, ale punktacja nie kłamie. Na 5 oddanych sprawozdań z czterech mam najmniej punktów z całej grupy a z jednego mam drugi od końca wynik. Nie uważam żebym źle robiła sprawozdania czy programy. Kod jest czysty, sprawozdania zwięzłe i na temat. Pisze w zupełnie innym języku niż wszyscy więc nie może powiedzieć, że od kogoś ściągałam. Może na zajęciach nie byłam zbyt aktywna, ale robiłam notatki, spisywałam wszystko co się dało i w domu na spokojnie do tego siadałam. Dlatego tak bardzo mnie boli, że mam ledwo 3 ze sprawozdań… Na domiar złego dowiedziałam się, że ta punktacja która jest nie jest ostateczna tylko jeszcze trzeba sobie doliczyć a raczej odliczyć spóźnienia z oddaniem sprawozdania… i nie w tygodniach ale w DNIACH!! Dwa dni spóźnienia i już maksymalna liczba punktów topnieje o połowę. To jakiś koszmar. Chce żeby już był 15 grudnia. Będę wiedziała na czym stoję, będę mogła zobaczyć nowe mieszkanie i na reszcie będę mogła się odstresować… Czeka mnie teraz tydzień niepewności.

Zdam?

A jak nie to co dalej?

Stracę tyle lata studiów?

Będę musiała zacząć od nowa?

To będzie chyba najdłuższy tydzień jaki pamiętam… ;(

Może kiedyś będzie lepiej… ale teraz jest tylko coraz gorzej ;(